
Jaką moc może mieć słowo, gdy świat milknie pod ciężarem wojny?
Londyn, 1944 rok. W samym sercu wojennej zawieruchy, w opuszczonej stacji metra Bethnal Green, Clara Button tworzy coś niezwykłego – jedyną podziemną bibliotekę w kraju. Wśród bunkrowych ścian, gdzie codzienność wyznacza huk bomb i niepewność jutra, powstaje miejsce pełne ciepła, światła i nadziei.
Wspólnie z przyjaciółką Ruby Munroe, Clara przekształca część schronu w przestrzeń z książkami – prawdziwą oazę dla tych, którzy szukają ucieczki od wojennej rzeczywistości. Ale nawet najbardziej niezwykłe miejsca nie są wolne od cierpienia. Nadchodzi czas próby, który wystawi ich siłę, lojalność i miłość na najcięższy test.
Mała wojenna biblioteka to wzruszająca opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. To hołd dla kobiecej odwagi, solidarności i uzdrawiającej mocy literatury. Dla wszystkich, które wierzą, że nawet w najciemniejszych chwilach można odnaleźć światło.
Tłumacz: Dawid Świonder
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., ul. Długa 1, 31-147 Kraków (PL), adres e-mail: sekretariat@wydawnictwoliterackie.pl
| Autor | Kate Thompson |
| Wydawnictwo | Wydawnictwo Literackie |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 480 |
| Format | 14.3 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-08-08640-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788308086407 |
| Data premiery | 2025.07.22 |
| Data pojawienia się | 2025.07.16 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 147 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 2 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| ul. Stawki 8 (450 m od CH Arkadia) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Książki, które dotyczą wojen, historii, ale posiadają również własną fabułę, są dla mnie czymś, co wywołuje bolesny ścisk na dnie żołądka. Tym bardziej jeśli są oparte na prawdziwych wydarzeniach, a „Mała wojenna biblioteka” właśnie taką jest.
W skrócie, to opowieść inspirowana faktami, gdzie wśród chaosu, strachu i niebezpieczeństwa otwarto bibliotekę dla obywateli. Jak wiadomo, osoby w krajach ogarniętych wojną i walką o przetrwanie potrzebują chwil, w których nie muszą bać się o zdrowie. Chwil, gdy mogą oddać się przyjemności i zapomnieć o brutalnej rzeczywistości.
Nasza bohaterka, Clara Button, prowadziła bibliotekę pod ziemią w starej stacji metra, która stanowiła schron przed wydarzeniami na powierzchni. Nie sposób nie wspomnieć o jej najlepszej przyjaciółce, Ruby Munroe, która jej w tym pomagała. To z pewnością przejmująca i otwierająca oczy lektura, ukazująca realia lat czterdziestych. Zostawia nie tylko poczucie smutku, ale i pewnej nadziei, bo nie pokazuje wyłącznie tej bolesnej strony. Oprócz tego towarzyszy nam niepokój o los bohaterek oraz sympatia do nich, bo... nie ukrywając, są to jedne z lepszych postaci, o których miałam okazję czytać.
Ale od początku. Prolog, choć nieprzesadnie długi, sprawił, że chciałam czytać dalej, nawet jeśli nie zawierał akcji. Może to zasługa stylu pisania, może po prostu był to dobry dzień, w każdym razie czułam, że to będzie naprawdę dobra książka. I świeżo po lekturze mogę powiedzieć, że właśnie taka była. Zupełnie nie dziwię się, że ma tak wysokie oceny zarówno w Polsce, jak i w zagranicznych mediach. Odważę się nawet stwierdzić, że osobom, które zwykle nie sięgają po książki o tematyce wojennej, „Mała wojenna biblioteka” może się spodobać.
Emocje nie są tu tylko dodatkiem, a całym ciastem. Obecne są już od początku i choć przy tego typu literaturze to dość oczywiste, tutaj szczególnie mnie urzekły. Na plus zasługują również rozdziały ukazane z różnych perspektyw, głównie Clary i Ruby, która już na samym początku wydała mi się świetną postacią. Książka nie nudzi, trzyma czytelnika w napięciu, zmusza, by czytać i czytać aż do końca.
Chciałabym też wspomnieć, że pod koniec znajdziemy zdjęcia! Między innymi są to: bilet uprawniający do noclegu w nieczynnej stacji metra Bethnal Green, piętrowe prycze znajdujące się na tej stacji, a nawet bibliotekę, która została trafiona bombą zapalającą.
Myślę, że to obowiązkowa lektura dla osób, które lubią fikcję poprzeplataną faktami. Warto ją przeczytać, nawet jeśli na co dzień nie sięga się po podobne książki. To pozycja nieodkładalna, zdecydowanie warta uwagi!
Lubię książki, w których wojna jest jedynie tłem, a na pierwszy plan wysuwają się zwyczajni ludzie i ich niezwyczajne historie. Takie, w których można zajrzeć w codzienność tamtych czasów, zobaczyć, jak wyglądało życie w cieniu nalotów, braków i strachu… ale też jak potrafiło tętnić nadzieją i drobnymi radościami. Właśnie dlatego, gdy zobaczyłam „Małą wojenną bibliotekę”, wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć.
Już sam tytuł wzbudził moją ciekawość, bo jak to możliwe, by w czasie wojny, kiedy liczy się przetrwanie, ktoś miał odwagę tworzyć… bibliotekę? Okładka, subtelna, a jednocześnie mocno nawiązująca do wojennego klimatu, przyciągnęła mnie od razu. A opis? Wystarczył jeden akapit, bym poczuła, że to historia dla mnie. Historia o książkach, odwadze i ludziach, którzy nie pozwalają, by wojna odebrała im wszystko.
Londyn, rok 1944. Naloty, schrony, codzienny strach. A jednak w tej szarej, przytłaczającej rzeczywistości pojawia się światło, Clara Button wraz z przyjaciółką Ruby Munroe tworzą w podziemiach opuszczonej stacji metra Bethnal Green jedyną w kraju bibliotekę. Wyobrażam sobie, jak między betonowymi ścianami, wśród stukotu kroków i echem odległych wybuchów, ktoś sięga po książkę i przez chwilę zapomina o wojnie. To miejsce staje się nie tylko wypożyczalnią, ale prawdziwym azylem, gdzie można znaleźć spokój, pociechę, a czasem nawet uśmiech.
Książka pokazuje, jak słowo może stać się tarczą przeciwko lękowi. Jak opowieści pozwalają oderwać się od przytłaczającej rzeczywistości, a czasem dodać odwagi. Nie brakuje w niej trudnych chwil, ponieważ wojna nie oszczędza nikogo. Są momenty, które chwytają za serce i każą zastanowić się, jak ja sama poradziłabym sobie w takich warunkach. Czy potrafiłabym, tak jak Clara i Ruby, nieść pomoc innym, gdy wokół wszystko się rozpada?
To, co mnie w tej historii ujęło najbardziej, to niezwykła siła kobiet. Ich lojalność wobec siebie, determinacja i wiara, że nawet w najciemniejszym tunelu można znaleźć promyk światła. Autorka pięknie pokazała przyjaźń, która staje się opoką w najtrudniejszych chwilach. Wzruszyła mnie też świadomość, że ta opowieść jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Historia ta pokazuje, że ktoś naprawdę odważył się stworzyć bibliotekę w samym sercu wojennej zawieruchy.
Podczas czytania towarzyszyły mi różne emocje, od wzruszenia, przez dumę, po wdzięczność, że dziś mogę czytać w ciszy, bez strachu o kolejny dzień. Momentami miałam łzy w oczach, innym razem czułam ciepło w sercu.
Najbardziej podobało mi się w tej książce to, jak mocno wybrzmiewa przesłanie o sile literatury i ludzkiej solidarności. To piękna lekcja, że nawet wtedy, gdy świat wali się w gruzy, warto dbać o drobne źródła nadziei, bo one pomagają przetrwać.
Polecam tę powieść każdemu, kto wierzy, że książki potrafią ocalić człowieka. To historia, która zostaje w sercu na długo. I która przypomina, że czasem odwaga zaczyna się od prostego gestu, sięgnięcia po książkę i podania jej komuś, kto właśnie tego najbardziej potrzebuje.
„Ludzie pozbawieni książek są jak domy bez okien” .Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%! To dzięki nim możemy przeżywać nasze życie niezliczoną ilość razy, odkrywać nowe miejsca bez ruszania się z domu. Książki poszerzają horyzonty, rozwijają wyobraźnię, życie bez nich jest puste! .Myślę, że bohaterowie książki „Mała wojenna biblioteka” autorstwa Kate Thompson uważają podobnie jak ja! ?lW końcu prowadzenie biblioteki w jakże niepewnych czasach II wojny światowej było nie lada wyczynem! .Wydarzenia rozgrywają się właśnie w latach wojennych w Londynie. Podczas niemieckich bombardowań mieszkańcy miasta ukrywają się w schronach. Głównym ich miejscem jest nieczynna stacja metra, gdzie to w podziemiach toczy się niemal normalne życie. Są tam miejsca noclegowe, żłobek, nawet kawiarnia i teatr. Ale jest tam przede wszystkim biblioteka! To ona stanowi centrum spotkań. Prowadzi ją Clara Button wraz z najlepszą przyjaciółką Ruby Munroe. Kobiety sterają się dzięki książkom odczarować ten ciężki czas i sprawić, że życie oprócz wszechobecnej szarości zaczyna mienić się wszystkimi odcieniami tęczy! .Jakże to była interesująca lektura! Tym ciekawiej, że została oparta na prawdziwych zdarzeniach - taka biblioteka w nieczynnej stacji metra naprawdę działała podczas wojny! Nie miałam ochoty odkładać jej na później, od razu chciałam poznać losy bohaterów. W tej historii sporo się dzieje. Poznajemy życie nie tylko dwóch bibliotekarek. To ludzkie dramaty, śmierć, miłość, narodziny… - całe życie toczy się wokół biblioteki. Biblioteki, która nawet w najbardziej wydawać by się mogło ciężkich sytuacjach, przynosi ukojenie, pozwala na oderwanie się od rzeczywistości, tworzy przyjaźnie, a nawet pozwala odnaleźć drugą połówkę… .Osobiście jestem oczarowana „Małą wojenną biblioteką”, poniekąd zżyłam się z bohaterami i ciężko mi było się z nimi rozstawać.
„Dobre książki są pokarmem dla duszy”, a tego pokarmu w czasie wojny potrzeba czasem bardziej niż chleba.
Przy czytaniu „Małej wojennej biblioteki” Kate Thompson czułam jakby otulał mnie miękki koc, a ja zapadałam się coraz bardziej w fotelu przenosząc w miejsce niezwykłe, niosące światło i nadzieję. Miejsce emanujące ciepłem, pełne życzliwości i zrozumienia, w którym bije serce wspólnoty. Bo czy coś może łączyć bardziej niż miłość do książek?
Ta, oparta na faktach historia jedynej londyńskiej podziemnej biblioteki, przetykana cytatami prawdziwych bibliotekarek i bibliotekarzy, wzbogacona zdjęciami, przenosi nas w trudne czasy drugiej wojny światowej. Tam, na doświadczonym nalotami East Endzie, w nieczynnej stacji metra Bethnal Green, 24 metry pod ziemią, młoda bibliotekarka Clara każdego dnia otwiera przed młodymi i starszymi czytelnikami drzwi do innych światów. Daje schronienie wszystkim poszukującym oddechu normalności w świecie przesiąkniętym lękiem, dla których książki stają się nadzieją. Bo to właśnie „dzięki książkom pozostajemy ludźmi w nieludzkim świecie.”
Lecz książki byłyby tylko nic niewartymi przedmiotami, gdyby nie czytający je ludzie. A ich losy naznaczone wojną, stratą, przemocą, wyrzutami sumienia, ale też dobrem, pasją i miłością rezonują na kartach tej opowieści. Tu ścierają się różne podejścia do funkcjonowania bibliotek, od tego otwartego pod każdym względem do pełnego ograniczeń, zmieniającego tętniące życiem miejsce w milczący grobowiec.
W tle rodzi się też nie jedna a dwie historie miłosne, a ja z równą gorliwością kibicowałam kiełkującej relacji pomiędzy Clarą i pewnym ratownikiem, jak i jej przyjaciółką Ruby i przystojnym Jankesem. Ale nie pomyślcie, że ta opowieść to romans z historią w tle. To dużo, dużo więcej. Bo Autorka porusza również tematykę związaną z oczekiwaniami wobec kobiet, patriarchatem i przemocą domową ukazując rolę książek w procesie ich samouświadamiania i edukacji. Ale też prawo do czytania tego, co niektórzy uznają za literaturę mało ambitną.
Z każdej strony tej powieści możemy wyczytać wagę, jaką mają książki, szczególnie w złych czasach, a Autorka przypomina nam, że „bibliotekarka to nie osoba wypożyczająca książki, ale powiernica, doradczyni i przewodniczka”. W dużej mierze ta powieść jest hołdem i podziękowaniem dla ludzi, którzy wkładają całe serce w tworzenie dla nas azylu pełnego książek, w którym czujemy się jak w domu.
Piękna to powieść przepełniona miłością do książek i innych ludzi, która obudziła we mnie całą gamę emocji. Powieść niosąca wiele wzruszeń, inspiracji, ale też żalu i niezgody na niesprawiedliwości tego świata. I myślę, że każdy miłośnik czytania powinien ją przeczytać, bo „Mała wojenna biblioteka” to nie tylko literacka podróż w czasie, ale również przypomnienie o tym, że książki potrafią ocalić nie tylko przed nudą czy samotnością, ale przed utratą siebie w świecie pełnym bólu i chaosu.
To też opowieść o kobietach, które miały odwagę żyć po swojemu, o sile wspólnoty i o tym, że nawet w najmroczniejszych czasach można zbudować miejsce, w którym zapala się światło. I jeśli kiedykolwiek zwątpisz w moc słów, to sięgnij po tę książkę, ona przypomni Ci, dlaczego warto czytać.
Takie książki właśnie sprawiają, że zakochujemy się w czytaniu, że łapiemy przysłowiowego bakcyla! Są absolutnie magiczne!
Ale do brzegu.
Choć „Mała wojenna biblioteka” może sprawiać wrażenie powieści wojennej, to owo wrażenie może być mylące. Owszem, akcja jej rozgrywa się na londyńskim East Endzie w roku 1944, podczas „blitzu”, czyli niemieckich krótkich bombardowań. Owszem, jej bohaterami są ludzie dotknięci tragizmem wojennej pożogi. Jednak to nie okupacja niemiecka stanowi sedno tej historii, a właśnie wspomniana tymczasowa biblioteka umiejscowiona w schronie w nieczynnej lini londyńskiego metra i ludzie, którzy się w niej spotykają - ich prywatne historie, miłości, rodzinne dramaty, romanse, odejścia. Krótko mówiąc: życie, codzienność, która mimo wojennej zawieruchy, trwa nadal.
Zaś sercem tytułowej biblioteki są dwie dzielne młode kobiety, przyjaciółki: Clara Button i „czerwonousta” Ruby Munroe. I to one stają się przewodniczkami po tej przepięknej historii niecodziennej solidarności, wielkiej przyjaźni i niespodziewanej miłości :)
Kocham tę powieść!
Kocham do cna. Nie jest możliwe obojętne przejście obok niej. Nie jest możliwe czytanie „Małej wojennej biblioteki” i równoczesne nieodczuwanie ogromnej mocy książek, niezrozumienie ich istoty dla ludzi, którzy żyli w piekle - to one odciągały ich myśli, dawały otuchę, stanowiły źródło rozrywki, przyczynek do rozmów (tylko spójrzcie na ten klub książki!).
I to właśnie książki są głównym, niemym bohaterem tej niezwykłej historii.
Ja nie polecam.
Ja błagam, byście ją przeczytali!
Mała wojenna biblioteka” to opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. I już sam tej fakt sprawił, że czytałam te książkę z zapartym tchem.
Przeniosłam się do Londyny, do roku 1944, gdzie wśród strachy, huku bomb i niepewności jutra powstaje biblioteka. Clare i Ruby, dwie przyjaciółki przekształcają część schronu w pomieszczenie z książkami. Miejsce to staje się oazą dla tych co pragną uciec od wojennej rzeczywistości. Jednak nie wszystko jest tak przyjemne jakby mogło się wydawać.
Mocną stroną tej książki są główne bohaterki. Ich odwaga i siła budzi podziw. Są to postacie, które na długo zostają w pamięci.
Autorka z niezwykłą starannością ukazuje moc książek oraz warunki w jakich przyszło żyć ludziom w Londynie w czasie II Wojeny Światowej.
Książka pomimo tego, że porusza trudne tematy, napisana jest lekkim i przyjemnym stylem, dzięki czemu czyta się ją dość szybko.
Myślę, że po ten tytuł powinien sięgnąć każdy kto ceni sobie dobrą literaturę. Każdy kto lubi refleksyjne powieści z historią w tle.
Spędziłam z tą książką bardzo miło czas i bardzo ją polecam.
„Ludzie pozbawieni książek są jak domy bez okien”
Dwie odważne przyjaciółki prowadzą jedyną w swoim rodzaju bibliotekę w schronie londyńskiego metra. Bo choć naloty niemieckich masserschmitów nie ustają, ludzie tracą bliskich, domy i poczucie bezpieczeństwa to nadal chcą żyć. A w przetrwaniu, ucieczce od przykrej codzienności i ukojeniu pomagają im książki.
Powieść Kate Thompson to niezbity dowód na to jak wielką siłę niosą za sobą książki. Kształtują poglądy, wyznaczają tory myśleniowe, otwierają bramy wyobraźni, a w czasie wojny nawet budują morale.
Powieść „Mała wojenna biblioteka” to także cichy manifest kobiet, którym wojna niejako pozwoliła poszerzyć horyzonty. Brak mężczyzn, którzy wyruszyli na wojnę, stworzył wolne miejsca pracy, które zajęły kobiety. I choć wielu nadal wydaje się, że miejsce kobiety jest w domu, a jej jedynym wyzwaniem intelektualnym zaplanowanie obiadu, to bohaterki „Małej wojennej biblioteki” łamią te stereotypy i wychodzą przed szereg. Czytają, rozmawiają o książkach, chcą być świadomie swojej kobiecości i malują usta na czerwono!
Polecam gorąco