


Los łączy ludzi w momencie, w którym najbardziej tego potrzebują
Émile pragnie przeżyć ostatnie chwile na własnych zasadach. Joanne chce się uwolnić od przeszłości. Nieznajomi, którym zostało tylko tu i teraz, decydują się zostawić za sobą dotychczasowe życie i ruszyć w podróż w nieznane.
Z czasem wyprawa kamperem przez malownicze krajobrazy południowej Francji staje się czymś więcej niż tylko ucieczką. Podczas wspólnej drogi Émile i Joanne odnajdują to, czego oboje szukali – spokój, zapomnienie i odwagę, by nie odkładać niczego na później.
Oraz coś więcej – szansę na miłość, która zdarza się tylko raz w życiu.
Mélissa Da Costa, francuska autorka bestsellerów wyróżniona przez „Le Figaro”, w swojej poruszającej powieści maluje obraz relacji międzyludzkich, które rozkwitają w chwili, gdy wydawało się, że wszystko dobiegło końca. Cały ten błękit to opowieść o miłości rodzącej się z bólu i o pięknie ukrytym w najmniejszych gestach. 1 500 000 sprzedanych egzemplarzy we Francji. Książki Mélissy Da Costy przetłumaczono na 30 języków.
Tłumacz: Łukasz Muller
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków (PL), numer telefonu: 126199500, adres e-mail: sekretariat@znak.com.pl
| Autor | Melissa Da Costa |
| Wydawnictwo | Znak |
| Rok wydania | 2025 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 688 |
| Format | 15.5 x 23.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-240-9300-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788324093007 |
| Wymiary | 155 x 235 mm |
| Data premiery | 2026.01.14 |
| Data pojawienia się | 2025.03.11 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 2862 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 147 szt. (realizacja już jutro) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | 5 szt. na miejscu |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | 1 szt. na miejscu |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | 5 szt. na miejscu |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | 4 szt. na miejscu |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | 3 szt. na miejscu |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | 1 szt. na miejscu |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | 4 szt. na miejscu |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | 2 szt. na miejscu |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | 3 szt. na miejscu |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | 4 szt. na miejscu |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz 2026.03.09 |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Stawki 8 (450 m od CH Arkadia) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | 5 szt. na miejscu |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | 5 szt. na miejscu |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | 5 szt. na miejscu |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Emilie pozostało niewiele czasu, z uwagi na bardzo rzadką postać Alzheimera, który uaktywnia się u niego w bardzo młodym wieku. Nie chce stać się obciążeniem dla bliskich, jak i nie chce być samotny podczas podróży. Zamieszcza ogłoszenie w internecie, na które odpowiada Joanne - rozpoczynają wspólną podróż w Pireneje. Powody, dla których Joannie odpowiedziała na ogłoszenie owiane są tajemnicą, i spędza ona sen z powiek Emilie. Obydwoje wiążą wielkie nadzieje z tą podróżą.
Dla Emilie, jak i Joannie ważniejsza jednak od podróżowania, jest ich podróż w głąb siebie, i zmiana perspektywy dotyczącej życia, która jest możliwa tylko dzięki przyjmowaniu odmiennej perspektywy kompana. Obydwoje uciekają od swojego dotychczasowego życia, chcąc przeżyć życie na swoich zasadach.
Kobieta podaruje Emilie wolność w ostatnich chwilach jego życia, spełniając jego wolę.
"Cały ten błękit" zostanie ze mną na dłużej, jest to przejmująca historia, której nie da się zapomnieć.
"Ludzie są jak witraże. Błyszczą, dopóki świeci słońce, ale kiedy zapada zmrok, ich piękno pojawia się tylko wtedy, gdy są oświetlone od wewnątrz."
"Cały ten błękit" to niezwykła opowieść o miłości, strachu i poszukiwaniu wolności w obliczu nieuchronnej śmierci. Melissa Da Costa stworzyła powieść, która łamie serce, ale też dodaje otuchy. Dzięki pięknemu językowi, malowniczym opisom Francji i skomplikowanym bohaterom, książka wciąga od pierwszej strony, choć liczy ponad 600 stron, czyta się ją jednym tchem!
Bohaterowie powieści to Émile (26 lat). Młody mężczyzna cierpiący na przedwczesnego Alzheimera Odmawia leczenia i postanawia spędzić ostatnie 2 lata życia w podróży. Jego ogłoszenie: „Młody mężczyzna (...) pragnie wyruszyć w ostatnią podróż” staje się początkiem wszystkiego. Joanne, tajemnicza introwertyczka, która zgłasza się do wspólnej wyprawy. Jej przeszłość stopniowo odkrywamy, podobnie jak motywację, ucieczkę od demonów przeszłości. Podróż kamperem. Trasa wiedzie przez południową Francję. Pireneje, urokliwe miasteczka, zapierające dech krajobrazy. To nie tylko fizyczna droga, ale metafora wewnętrznej przemiany.
Siła książki. Emocjonalna głębia. Historia zmusza do refleksji nad przemijaniem, godnością i miłością w obliczu końca. Łzy? Niemal nieuniknione! ? Realizm postaci. Bohaterowie nie są idealni! Émile bywa egoistyczna, Joanne oderwana od rzeczywistości. To dodaje autentyczności.
Piękno kryje się w detalach. Opisy przyrody drobne gesty, cytaty (np. „Chwila obecna ma przewagę nad innymi – należy do nas”) tworzą klimat, który pozostaje w pamięci.
Niespieszne tempo. Autorka w książce „zwalnia czas”, skupiając się na uczuciach i filozoficznych pytaniach. To nie wada – to zaleta!
Czego możesz żałować?
Choć finał jest wzruszający, cel podróży Émile’a jest jasny od początku.
Niektórym ponad 600 stron może wydać się nużące, zwłaszcza w partiach opisowych.
Dla kogo jest ta książka?
Polecam miłośnikom literatury pięknej z filozoficznym przesłaniem. Tym, którzy cenią motyw drogi i psychologiczne portrety. Dla osób szukających historii o sile ludzkiej więzi mimo bólu.
Ostrzeżenie: Jeśli unikasz smutnych finałów – przygotuj chusteczki!
"Cały ten błękit" to arcydzieło emocjonalnego realizmu. Mimo ciężaru tematu, nie przytłacza. Przeciwnie, uczy, jak „żyć tu i teraz”. Autorka udowadnia, że nawet w cieniu śmierci można odnaleźć błękit nadziei Polecam każdemu, kto gotowy jest na podróż w głąb ludzkiej duszy!
Czy warto?
Absolutnie TAK! To jedna z tych książek, po których świat wygląda inaczej
Moja ocena: 9/10
BRUNETTE BOOKS
„– Ja… Ja ci o wszystkim opowiem – szepcze łagodnie Joanne. – Jeśli zapomnisz o naszej podróży… opowiem ci o niej.”
Co byście zrobili, wiedząc, że pozostało Wam maksymalnie dwa lata życia? Próbowalibyście za wszelką cenę utrzymywać je farmakologicznie, mając świadomość, że leczenie nie zapewni wyzdrowienia? Czy może postawilibyście na korzystanie z ostatnich jego chwil i spełnianie marzeń?
Są takie książki, gdzie zakończenie jest z góry znane, lecz ich urok tkwi w odczuwaniu tego, co dzieje się, zanim dotrzemy do ostatnich stron. Takie, które nie są wyłącznie słowami zapisanymi na papierze, a opowieścią, która zostawia po sobie trwały ślad i staje się niezapomnianą. „Cały ten błękit” jest właśnie taką historią.
Już pierwsza strona powieści powiedziała mi, z czym przyjdzie mi się mierzyć i że z całą pewnością zaboli. Dwudziestosześcioletni Emilé po diagnozie przedwczesnego Alzheimera postanawia wyruszyć w ostatnią podróż i do maksimum wykorzystać pozostały mu czas. Nie zamierza poddawać się testom klinicznym, które i tak nie będą w stanie go wyleczyć. Zamieszcza w internecie ogłoszenie o poszukiwaniu towarzysza w tej przygodzie. Nie łudzi się, że ktokolwiek odpowie na to szaleństwo, a jednak staje się inaczej.
Joanne jest cicha, zamknięta w sobie, a jej uroda odbiega od preferencji Emilé. Ich ostatnia podróż jest jednak czymś więcej niż wycieczką kamperem. To podróż, która uczy ich życia na nowo…
Jeśli miałabym określić tę opowieść jakimś krótkim hasłem, pierwsze co przychodzi mi na myśl to: historia dla duszy. Kiedy podejmowałam się jej zrecenzowania, kompletnie nie brałam pod uwagę, że w moje ręce trafi tak unikatowa historia. Historia, która uczy jak dostrzegać wszystko, co nas otacza i cieszyć się z dobrodziejstw natury: promieniami słońca, powiewem wiatru, słodyczą rosnących nieopodal owoców, szumem morza czy pięknym błękitem nieba. Ta historia pokazuje, co tak naprawdę jest ważne w życiu, sprawia, że czytelnik przewartościowuje je, odbywając tę podróż z bohaterami. Nie sądziłam, że dzięki autorce będę w stanie zajrzeć tak bardzo w głąb siebie. Poruszyła najczulsze struny i wzruszyła bez reszty. To nie jest zwykła książka, która zaciera się w pamięci niedługo po przeczytaniu – to doświadczenie duchowe, którego nie sposób zapomnieć.
Choć to powieść obyczajowa, to autorka umiejętnie wplata w nią delikatny wątek romantyczny. Nie przyćmiewa on całej istoty tej historii, a stanowi swego rodzaju ukoronowanie ich podróży. Mélissa Da Costa pokazuje, że miłość ma wiele twarzy, a każda z nich jest równie wartościowa.
Był taki moment, gdy powieść przywiodła mi na myśl „Kiedy się pojawiłeś”. Z jednej strony wyczułam pewne podobieństwo, a z drugiej okazała się kompletnie inna. Obie z całą pewnością zostaną ze mną na długo.
Przyznam jednak szczerze, że na początku trudno było mi się wgryźć w fabułę, drażnił mnie sposób narracji, który trącał mechanicznością poprzez ukazanie wydarzeń w czasie teraźniejszym. Ten stan nie trwał jednak zbyt długo, po kilku rozdziałach przyzwyczaiłam się na tyle, że przestałam to dostrzegać, a za to zatraciłam w niesamowitej historii.
„Cały ten błękit” to powieść drogi, która odcisnęła piętno na mojej duszy. To niezwykle zajmująca, angażująca i poruszająca do głębi opowieść o życiu – o szukaniu siebie na nowo, odkrywaniu otaczającego piękna, zmaganiach z nieuleczalną chorobą, trudnych pożegnaniach. Mélissa Da Costa stworzyła powieść, której urok nie tkwi w zaskakujących zwrotach akcji, a codzienności, która syci emocje czytelnika o wiele mocniej. Jestem zachwycona, że w moje ręce trafiła tak niebanalna i nietuzinkowa opowieść. Mimo że znałam jej zakończenie od samego początku, nie obyło się bez łez, bo o wiele ważniejsze było to, co je poprzedzało. Polecam!
„Wszystkie rzeczy są lepsze, gdy kosztuje się ich z uważnością”.
Są książki, które czyta się z wielką przyjemnością, ale jednak nie zostają z nami na dłużej. Nie rozmyślamy o bohaterach i ich wyborach, nie wspominamy opisów, nie mamy zapisanych lub zapamiętanych cytatów czy porównań. Istnieją jednak i takie książki, o których myślimy długo po ich zakończeniu. Od nowa rozpamiętujemy wydarzenia, czujemy pewien rodzaj więzi z bohaterami. Na jakiś czas pozostajemy w refleksyjnym nastroju i trudno zabrać się za inną lekturę. I to właśnie mnie spotkało po przeczytaniu powieści Mélissy Da Costy zatytułowanej nostalgicznie Cały ten błękit.
Émile cierpiał od pewnego czasu na zaniki pamięci. Nie przejął się tym szczególnie, ponieważ każdemu zdarza się o czymś zapomnieć. Jednak, kiedy zaczęło się to notorycznie powtarzać, postanowił zasięgnąć porady lekarza. Diagnoza była druzgocąca. Młody mężczyzna usłyszał, że cierpi na rzadką i nieuleczalną chorobę – przedwczesnego alzheimera i ma przed sobą nie więcej niż dwa lata życia. Odmówił eksperymentalnego leczenia i ostatnie lata postanowił przeżyć na swoich zasadach bez obecności bliskich i nie leżąc w szpitalnym łóżku. Zamieścił w gazecie ogłoszenie, że szuka towarzysza podróży swoich ostatnich miesięcy. Nie ukrywał choroby, więc nie spodziewał się, że ktoś odpowie na jego anons. A jednak. Skontaktowała się z nim dziewczyna, która, tak jak i on jest gotowa całkowicie porzucić swoje dotychczasowe życie i podróżować. Chłopakiem kierowała chęć przeżycia ostatnich chwil na własnych zasadach, ale co działo się w sercu i umyśle dziewczyny, że zgodziła się wziąć udział w takiej nietypowej, ryzykownej wyprawie i towarzyszyć obcej osobie w trudnych chwilach?
Już pierwsze zdania mocno mną wstrząsnęły. Na samym początku dowiedziałam się, że główny bohater jest nieuleczalnie chory. Postawa młodego człowieka jest mi bliska, również nie chciałabym litości i współczucia. Nie zniosłabym wiedzy, że byłabym dla kogoś ciężarem i przyczyną cierpienia. Nie chciałabym w ostatnich chwilach spoglądać tylko w udręczone twarze i smutne oczy. Chyba każdy z nas chciałby odejść na własnych warunkach.
To jest idealna książka dla tych, którzy nie lubią kiedy akcja pędzi na łeb na szyję. Tu tempo jest odpowiednie do toczących się wydarzeń – refleksyjne i melancholijne, snuje się jak para znad filiżanki z ulubioną herbatą. Powoli rozprzestrzenia się, roznosząc lubiany przez nas zapach. Czytałam całą sobą i wczułam się w emocje bohaterów, wraz z nimi śledziłam piękno zwiedzanych miejsc i praktykując uważność, podróżowałam w głąb siebie.
Mimo iż od początku wiedziałam, jak ta historia się zakończy, to czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem. Zachwycała mnie lekkość i delikatność słów Autorki, plastyczne opisy krajobrazów, które pobudzały wyobraźnię do tego stopnia, że aż zechciałam na własne oczy zobaczyć wszystkie te magiczne miejsca, które zdołali odwiedzić bohaterowie. Ponad to, co również mnie ujęło, Autorka subtelnie opisała zawiłą i niespodziewaną relację między Émile a Joanne od początkowego dystansu i niezręczności wspólnego przebywania poprzez rodzaj więzi i solidarności, która się między nimi zawiązała w trakcie nietypowej podroży. Przemyślenia i sposób bycia dziewczyny jest mi bardzo bliski. Też mam swój własny świat, kontempluję otoczenie, cieszę się z małych rzeczy i przyjemności, uwielbiam ciszę i spokój, co większość ludzi postrzega i traktuje jako niegroźne dziwactwo...
Podsumowując, Mélissa Da Costa stworzyła mądrą, ciepłą i wzruszająca historię. Uczy, że trzeba znaleźć czas, by się zatrzymać w codziennym biegu i czerpać przyjemność z rzeczy pozornie błahych: miłego gestu i słowa drugiej osoby, z kawałka ciastka na talerzu, z zapachu ulubionych kwiatów czy powietrza po deszczu. Wtedy na duszę spływa prawdziwy spokój… Brakuje mi słów, by opisać wszystko to, co czułam podczas lektury. Cały ten błękit to powieść, która z pewnością zostanie w sercu i w umyśle czytelnika jeszcze na długi, długi czas po zakończeniu lektury.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl oraz dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak LiteraNova
Są takie książki, które nie domagają się uwagi. Nie szarpią czytelnika nagłymi zwrotami akcji, nie obiecują sztucznego happy endu. Taką książką jest „Cały ten błękit".
Émile, ma zaledwie 26 lat i młodzieńczą postać Alzheimera. Nie, nie brzmi to jak początek wielkiej przygody, a jednak to właśnie od tego zaczyna się bolesna, a jednocześnie piękna podróż. Nie tylko przez południową Francję, ale i przez własne lęki, samotność i potrzebę drugiego człowieka.
Émile odmawia udziału w eksperymentalnym leczeniu i zamiast czekać na nieuchronny koniec, decyduje się na ostatnią podróż, na własnych warunkach. Szuka towarzysza. Odpowiada mu tylko jedna osoba. Joanne. Nieznajoma. Milcząca. Trzymająca dystans. Ruszają razem w drogę, choć nie wiedzą jeszcze, że ta podróż zmieni ich oboje. Nie potrzebują słów, nie potrzebują wielkich gestów. Potrzebują za to obecności. Te proste chwile nabierają w tej historii niezwykłej mocy.
Da Costa buduje narrację niespieszną, niemal kontemplacyjną. Autorka świadomie rezygnuje z tanich chwytów emocjonalnych na rzecz subtelnych obserwacji codzienności i delikatnie prowadzonej relacji między postaciami. Nie ma tu spektakularnych zwrotów akcji, nie ma dialogów ociekających dramatem. Jest za to cisza. Malownicze krajobrazy Francji – jeziora, góry, urokliwe wioski i rozległe pola. I dwoje ludzi, którzy z pozoru się mijają, ale pod skórą noszą podobny ciężar. Dla jednych może to być zaleta, dla innych bariera. Początkowo miałam wrażenie, że historia nie rusza z miejsca, ale z czasem zaczęłam rozumieć, że te opisy to nie ozdobniki. To przestrzeń, w której toczy się coś ważnego.
„Cały ten błękit" to opowieść o żegnaniu się z życiem, z przeszłością, z samym sobą, ale to też historia o zgodzie na to, co nieuniknione oraz o odwadze, żeby żyć po swojemu, nawet jeśli to już ostatnia prosta. Autorka nie próbuje nas przekonywać, że wszystko się ułoży, ale pokazuje, że nawet u kresu życia można znaleźć sens, bliskość i godność.
Czasem te najbardziej poruszające historie potrzebują ciszy, przestrzeni i cierpliwości.
Émile dowiaduje się, że cierpi na wczesną postać Alzheimera. Zostały mu tylko dwa lata życia, które postanawia spędzić na własnych warunkach, podróżując. Aby podczas podróży uzyskać niezbędną mu pomoc, zamieszcza ogłoszenie w internecie. Ku swojemu zdziwieniu otrzymuje odpowiedź, od kobiety.
Trzy dni później, przed potajemnie kupionym kamperem spotyka Joanne, młodą, zadbaną kobietę, która jest niesłychanie tajemnicza. Nie zdradza żadnych szczegółów ze swojego życia, przed którym również ucieka.
Tak rozpoczyna się ich wspólna, zdumiewająca i piękna podróż
Ta książka otwiera oczy i uczy jak na nowo cieszyć się życiem.
Jeśli jesteś smutna/y, jeśli czujesz się samotna/y, jeśli czujesz, że coś jest nie tak… przeczytaj tę książkę. Ta powieść to powiew świeżości, który na pewno uleczy Twoje dolegliwości.
Autorka doskonale uchwyca piękno prostych chwil, a jednocześnie skłania nas do głębokich refleksji na temat życia, miłości, choroby i śm&erci. Każda strona to hymn na cześć życia, zachęca nas do zastanowienia się nad własnymi wyborami i zachęca nas do delektowania się każdą chwilą. Każda strona, każdy akapit, każde zdanie i słowo ma tutaj ogromne znaczenie. Wszystko w tej książce jest piękne. Zarówno w krajobrazach jak i w uczuciach.
Autorka zabiera nas w podróż po Pirenejach. Na kartach tej książki, możemy dostrzec góry, usłyszeć fale i poczuć wiatr gdy przewracamy kartki książki. Podróż pomiędzy żałobą a resztkami życia, gdzie uczucia mnożą się niczym ziarenka piasku przesypywane w klepsydrze.
Nasi głowni bohaterowie, to niesłychanie silne osoby, które mają ogromną wolę walki o życie. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka to Émile bardziej cierpi, mnie bardzo poruszyło to, przez co przeszła i co obecnie przeżywa Joanne. Każde wypowiedziane przez nią słowo jest lekcją życia. Jest ona symbolem odporności, cierpliwości i siły. Oddana przyjaciółka, opiekunka i kochanka, która z całego serca towarzyszy Émilowi w jego ostatniej i nie mniej ważnej podróży.
Przewidywalne zakończenie, takie jakiego się spodziewaliśmy, ale w głębi ducha liczyliśmy na coś zupełnie innego, wyciska z oczu łzy i łamie serce.
Ta książka to głęboka analiza straty i odwagi. Sposób w jaki bohaterowie stawiają czoło wyzwaniom, przypomina nam o kruchym pięknie każdej chwili i sile ludzkiego ducha w obliczu przeciwności losu. Życie ze wszystkimi wzlotami i upadkami, przedstawione jest w całej jego wspaniałości na kartach tej wciągającej książki.
Niektóre historie zostają z nami na zawsze. Wgryzają się w serce, osiadają w myślach i zostawiają po sobie coś, co trudno opisać słowami. „Cały ten błękit” Mélissy Da Costy to właśnie taka książka. Każda strona jest jak powiew letniego wiatru, jak promień słońca na skórze, jak oddech wolności i świadomość, że najważniejsze jest to, co mamy teraz.
Główny bohater Émile, młody 26 letni chłopak, dowiaduje się, że choruje na Alzheimera. Ma przed sobą tylko dwa lata życia – dwa krótkie lata, zanim jego pamięć zacznie znikać na dobre. Nie chce spędzić tego czasu w szpitalu, poddawany eksperymentalnej terapii. Chce żyć. Naprawdę żyć.
Wyrusza więc w podróż życia – kamperem przez południową Francję. W internecie pisze ogłoszenie, że szuka towarzysza. Zgłasza się Joanne. Dwoje młodych ludzi, obcych sobie, a jednak tak bardzo sobie potrzebnych, rusza razem w drogę. I to, co najważniejsze, dzieje się między kolejnymi przystankami – w milczeniu, w rozmowach, we wspólnym oddechu. Przez retrospekcje poznajemy ich bagaż – smutki, blizny, tęsknoty. Ale to, co najpiękniejsze, dzieje się tu i teraz – między nimi.
To książka, przez którą się nie przemyka. Przez nią się płynie – delikatnie, bez pośpiechu, chłonąc każde słowo.
Język tej powieści to osobna poezja. Piękny, subtelny, niosący emocje, które wręcz czuć pod skórą. W czasach, gdy wiele książek rozczarowuje banalnością stylu i języka, ta historia lśni. A dla mnie, osoby bardzo wrażliwej na słowo, to było jak balsam dla duszy.
„Cały ten błękit” to nie tylko opowieść o chorobie i przemijaniu. To historia o życiu. O jego kolorach, zapachach, smakach. O miłości, która przychodzi nieoczekiwanie. O pamięci, która bywa ulotna – ale są rzeczy, których nie zapomina serce.„Cały ten błękit” to książka, którą się czuje całym sobą.
A zakończenie (którego ni zdradzę) sprawia, że po prostu nie da się nie uronić łezki wzruszenia.
Polecam ta książkę z całego serca.
Gdybyście mieli w tym roku przeczytać tylko jedną książkę to zdecydowanie powinna to być powieść „Cały ten błękit”.
Ta książka zmusi was do zatrzymania się i dostrzeżenia piękna w codzienności.
Emile ma zaledwie dwadzieścia sześć lat i diagnozę wczesny alzheimer. Lekarze dają mu góra dwa lata życia. Jest to dla niego impuls, aby zamieścić w Internecie ogłoszenie o poszukiwaniu towarzysza podróży. Zgłasza się Joanne, która na pierwszy rzut oka jest bardzo skryta i tajemnicza. Razem wyruszają kamperem w Pireneje. Tylko żadne z nich nie zdaje sobie sprawy jak ta podróż wpłynie na nich.
Ta powieść jest przepiękna. Fenomenalna. To literacka uczta dla duszy. Czytelnik towarzyszy Emilowi w jego ostatniej podróży. Podróży, która otwiera mu oczy na piękno świata i piękno jakie kryje się w codziennych czynnościach. To powieść o celebrowaniu małych chwil. Pokazuje jak można przeżyć życie – dogłębnie, uważnie i prosto. Do szczęścia nie trzeba wiele.
Ta powieść to również podróż ukazująca zmianę bohaterów. Emile uczy się od Joanne doceniania świata i zwykłych chwil, a Joanne odkrywa siebie na nowo. Bohaterowie zbliżając się do siebie leczą swoje traumy, wyciszają się. Żyją w zgodzie z tym, co przynosi im kolejny dzień.
Książka wywiera ogromne wrażenie, ale bije od niej spokój. Nie jest nachalna ani głośna. Autorka ma niesamowity styl. Pisze o trudnych kwestiach w prosty sposób.
To jeden z tych tytułów, który zostanie ze mną na długo. Wiem, że będę ją polecać wszystkim, ponieważ naprawdę warto.
"Cały ten błękit"' to książka, która porusza, momentami nie możemy przestać płakać, gdy autorka pokazuje cuda natury i piękno dusz ludzkich. Siła bijąca z tej opowieści jest, moim zdaniem, niebywała i zaskakująca. Pozwoliła mi popatrzeć na sens życia i śmierci z nieoczywistej perspektywy.
Dwoje ludzi, Émile i Joanne, wyrusza w podróż, przygodę życia. Jedno z nich, 26-letni Émile, jest śmiertelnie chory. Dowiaduje się, że ma Alzheimera i zostały mu 2 lata życia. Nie poddaje się. Marzy o wyprawie z nieznajomym, nieznajomą dlatego zamieszcza ogłoszenie. Joanne odpowiada na tę wiadomość...
Myślę, że ze względu na trudny temat opowieści, wielu czytelnikom ta przepiękna książka nie przypadnie do gustu.
Dla mnie "Cały ten błękit" jest historią przepełnioną obrazami celebrowania życia. Obok nich czytelnik otrzymuje sceny przepełnione akceptacją nieuchronnej śmierci. Autorka w sposób magiczny maluje postaci bohaterów poznających swoje dobre i złe cechy, poświęcających się, aby w sposób godny pozazdroszczenia podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji: docenić siebie na dobre i złe chwile oraz przyjąć obfitą miłość.
„Ludzie są jak witraże. Świecą, dopóki świeci słońce, ale gdy zapada ciemność, ich piękno ukazuje się tylko wtedy, gdy są oświetlone od środka”.
Powieść przyniosła mi przekonanie o potrzebie pogodzenia się z losem. Nie rozpamiętywania żalu, niesprawiedliwości, złych emocji. Gdy jesteśmy zbyt zajęci niesprawiedliwościami losu może umknąć nam cała prawda istnienia i możliwość przeżycia chwil szczęścia i pełni. Warto wierzyć, że we właściwym czasie w naszym życiu pojawiają się ludzie, z którymi możemy przeżyć zachwycające i wyjątkowe chwile.
Od początku wiemy, jak zakończy się ta książka, lecz w miarę jak zbliżamy się do zakończenia, napisane słowa poruszają nas coraz bardziej.
Uważam, że dzięki zjawiskowemu talentowi autorki możecie być częścią tej niezwykłej podróży. Czeka Was wędrówka pełna emocji: śmiechu, łez, smutku, ale przede wszystkim przepełniona uczuciami.
Rekomenduję tę powieść, która poruszy Wasze serca.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Kiedy dostałam propozycję współpracy przy "Całym tym błękicie", nawet się nie zawahałam. Wszystko - od przepięknej okładki po interesujący opis - wskazywało na to, że to książka dla mnie. I tak się stało, bo powieść okazała się strzałem w dziesiątkę.
"Cały ten błękit" opowiada o losach dwójki nieznajomych; o Émile'u, który choruje na wczesnego Alzheimera i o Joanne uciekającej przed bolesną przeszłością. Wspólnie wybierają się w podróż kamperem po południowej Francji. Odkrywają jej malownicze zakątki, poznają nowych ludzi, a przy tym poznają także siebie.
Z tej historii wprost bije spokój i ciepło. Przez całą książkę nie ma wielkich zwrotów akcji, a mimo to nie można się oderwać od czytania. To było tak przyjemne, tak inne, że aż poczułam, jak bardzo brakowało mi takiej spokojnej i niewymuszonej lektury.
Powolna akcja działała tu jak najbardziej na korzyść. Dzięki niej napawałam się niezwykłym klimatem miasteczek Francji, a przy tym stopniowo odkrywałam historię Émile'a i Joanne, a mieli dużo do powiedzenia. Bardzo podobała mi się relacja tej dwójki - otwierali się przed sobą powoli, a jednak praktycznie od samego początku ich znajomości widać było, że czują się przy sobie dobrze. Za duży plus uważam również to, w jaki sposób została wykreowana postać Joanne; czułam, że za jej milczeniem, za jej introwertyczną osobowością kryje się kobieta, która wiele przeszła, ale nie chce o tym mówić wszystkim dookoła, która jest wnikliwa, dostrzega to, co na pierwszy rzut oka niewidoczne i cieszy się z każdej małej chwili.
Ale koniec rozdziera serce. Jestem wrażliwa i łatwo doprowadzić mnie do płaczu. Autorce świetnie się to udało. Ostatnie strony przepłakałam tak bardzo, że nie obyło się bez chusteczki.
To niezwykle poruszająca i wartościowa książka, która jest dla nas prawdziwą lekcją życia. Pokazuje, że wszystko może zmienić się w jednej chwili i że warto cieszyć się tym, co jest tu i teraz. "Cały ten błękit" jest jak podróż, której nie chce się kończyć.
Powieść "Cały ten błękit" pokochałam od pierwszych stron. Jest w niej wszystko co kocham w książkach: motyw drogi, tajemnica, odkrywanie siebie, rodzące się uczucie, afirmacja życia, uważność i piękne cytaty wplatające się idealnie w fabułę.
Wszystko jest tutaj wyważone i spokojne. Dzięki temu mamy szansę zastanowić się nad życiem.
Emile, który choruje na wczesną postać Akzheimera postanawia udać się w podróż kamperem. Rozpoczyna ją z nieznajomą Joanne, która jako jedyna odpowiada na ogłoszenie Emile. I tak towarzyszymy im we wspólnej podróży przez piękne tereny południowej Francji.
Jest też w tej powieści smutek i ból i choroba i śmierć-nieodłączna towarzyszka życia.
Jest również nadzieja, która zostaje z nami do końca.
Mądra i wzruszająca powieść.
Polecam serdecznie.
Zachwyca.
Autorka zabiera czytelnika w podróż - nie tylko przez urokliwe pejzaże południowej Francji, ale przede wszystkim w głąb duszy dwojga nieznajomych. Émile - zamknięty w swoim cierpieniu, pragnący przeżyć ostatnie dni w zgodzie z własnym rytmem. Joanne - uciekinierka od wspomnień, które parzą jak rozżarzone węgle. Ich spotkanie nie jest przypadkiem, lecz cichą koniecznością - jak dwa zbłąkane ptaki, które odnajdują siebie nad brzegiem tej samej samotności. Ich wyprawa kamperem staje się czymś więcej niż tylko ucieczką od przeszłości - to rytuał przejścia, podróż inicjacyjna, w której każdy dzień przynosi subtelną przemianę, a każde milczenie ma większą wagę niż słowa.
Da Costa z wyczuciem i niezwykłą wrażliwością maluje emocje, nie popadając przy tym w sentymentalizm. Jej język jest delikatny, niemal filmowy, pełen niuansów i obrazów, które długo pozostają w pamięci. Autorka dostrzega piękno w rzeczach najprostszych: spojrzeniu, dotyku, chwili spędzonej w milczeniu przy zachodzie słońca. To właśnie z takich momentów tkana jest opowieść, która porusza do głębi i zachęca, by samemu zatrzymać się na chwilę.
Cały ten błękit to historia o odwadze - nie tej spektakularnej, ale cichej, codziennej, która pozwala spojrzeć w oczy własnemu bólowi i nie odwrócić wzroku. To również hymn na cześć życia tu i teraz, życia nieidealnego, ale prawdziwego, w którym nawet pęknięcia mogą być źródłem światła.
Mélissa Da Costa pokazuje, że ma niezwykły dar snucia opowieści o ludzkiej kruchości, tęsknocie i uzdrawiającej sile międzyludzkiej bliskości. Cały ten błękit to powieść czuła jak szept, poruszająca jak nagłe westchnienie w ciszy i dojmująco piękna w swojej prostocie.
To książka, która nie potrzebuje wielkich zwrotów akcji, by porwać czytelnika. Jej siła tkwi w emocjonalnej prawdzie i autentyczności. Dla tych, którzy tęsknią za literaturą piszącą o rzeczach najważniejszych — cicho, ale dobitnie — Cały ten błękit okaże się lekturą, do której warto wracać.
Tylko ktoś wystarczająco wyjątkowy zdoła dostrzec niecodzienny ton tego ogłoszenia.
Czasem to, co wydaje się końcem otwiera nam oczy na najcenniejsze życiowe doświadczenia.
To w teraźniejszości drzemie cała tajemnica. Jeśli szanujesz dzień dzisiejszy, możesz go uczynić lepszym. A kiedy ulepszysz teraźniejszość, wszystko to, co nastąpi po niej, również stanie się lepsze."
Jedna podróż, dwoje ludzi i świadomość, że nie będzie ciągu dalszego.
W obliczu takiej sytuacji staje dwudziestosześcioletni Émile- chłopak do tej pory żyjący w biegu i przeświadczeniu, że wciąż ma czas by zrealizować wszystkie swoje plany.
Niestety , jedna diagnoza układająca się w słowa wczesny Alzheimer odbierają mu nadzieję odzierając ze złudzeń i sprawiając, że cierpi nie tylko on lecz także bardzo zżyta rodzina.
Nasz bohater chce jednak pożegnać się ze światem na własnych zasadach i zostać zapamiętany jako osoba pełna energii.
Wiedząc, że nie ma szans na szczęśliwe zakończenie postanawia wyruszyć w ostatnią podróż kamperem.
Jego celem są malownicze Pireneje.
Zdając sobie sprawę ze swego z tego,że jego schorzenie jest bardzo poważne, a wyprawa na pogranicze Francji i Hiszpanii w pojedynkę nie jest dobrym pomysłem. Tak właśnie narodziła się inicjatywa z zamieszczenia ogłoszenia w którym to poszukuje towarzysza podróży.
Na ów anons odpowiada skryta i małomówna Joanne dźwigająca również własny bagaż emocjonalny.
I choć początkowo żadne z nich nie potrafi się przełamać, lecz w miarę upływu czasu relacja tej dwójki zaczyna ewoluwać.
Przyjaźń przeradza się w coś więcej zaś Émile właśnie za sprawą kobiety decyduje się na spisanie swoich wspomnień i zajęcie się technikami uważności.
To była przepiękna lektura, poruszająca najczulsze struny serca.
Powieść porusza tematy choroby, przemijania, miłości, przyjaźni oraz poszukiwania sensu życia. Autorka z wrażliwością ukazuje, jak dwoje nieznajomych, zmagających się z własnymi demonami, odnajduje w sobie nawzajem siłę do stawienia czoła trudnej rzeczywistości.
Jednym zdaniem-niezwykla i cudownie napisana.
Émile zmaga się z nieuleczalną chorobą – młodzieńczą postacią Alzheimera. Zamiast biernie obserwować, jak znika kawałek po kawałku, postanawia wyruszyć w podróż w Pireneje i pożegnać się z życiem na własnych warunkach.
W kamperze, z nieznajomą kobietą u boku, przemierza Francję. Nie zdaje sobie sprawy, że ta wyprawa stanie się czymś znacznie więcej niż tylko ucieczką przed nieuchronną śmiercią.To opowieść o godzeniu się ze sobą, o żalu i przebaczeniu. O tym, że nawet na ostatniej prostej można odnaleźć sens – w prostych chwilach, czułości i obecności drugiego człowieka.
Autorka unika taniego sentymentalizmu, oferując prawdziwe emocje – ciche, bolesne, ale także piękne. Nie ma tu wielkich fajerwerków; jest życie z jego blaskami i cieniami. Natura odgrywa istotną rolę – krajobrazy Francji, góry, jeziora i pola stają się tłem, a zarazem przestrzenią wewnętrznej przemiany bohaterów.
Opowieść rozwlekła formalnie, przewidywalna, lecz mimo to wciągająca. Mówi o trudnych emocjach: o egzystencjalnej samotności, która czasem łączy ludzi, efemeryczności istnienia, stracie, której nie da się zapomnieć, oraz o czułości, która potrafi być silniejsza niż lęk przed spotkaniem z purpurowym zegarmistrzem światła.
Czytając „Cały ten błękit”, trudno nie zatrzymać się na chwilę i nie zadać sobie pytania: co zrobiłbym, gdyby mój czas się kończył? I z kim chciałbym go spędzić?
Przekł. Tomasz Müller
„Cały ten błękit” to piękna i poruszająca powieść o dwójce ludzi, których los połączył w szczególnym momencie ich życia.
Emile to młody mężczyzna, któremu nie zostało zbyt wiele życia. I następne dwa lata chce przeżyć po swojemu. Wybiera się w podróż w nieznane. A do tej podróży zaprasza przypadkową, nieznaną osobę. Trochę szalone, prawda?
Na ogłoszenie w Internecie odpowiada mu Joanna. I na początku Emile ma wątpliwości czy jednak jechać w tę podróż z kimś kogo się nie zna. Zadaje sobie pytanie dlaczego młoda kobieta decyduje się na taki krok. Przed czym ucieka?
Na początku ich relacja nie wygląda ciekawie, ale z czasem zaczyna się bardziej poznawać. Odnajdują również spokój i odwagę na coś na co nie liczyli w ogóle.
„Cały ten błękit” to piękna opowieść o miłości i o przemijaniu. Jest na pewną książką, która sprawi, że na chwilę zatrzymamy się i zastanowimy się co tak naprawdę jest ważne w naszym życiu.
Napisana jest ona w subtelny i delikatny sposób. Niesie na pewno ukojenie i poczucie ciszy. A wszystko to za sprawką głównych bohaterów, którzy bez zbędnych słów i gestów potrafili ze sobą przeżyć coś pięknego. Dopełnieniem tych emocji są cudowne krajobrazy Francji.
W książce nie znajdziemy zaskakujących zwrotów akcji ani heppy endu. Sama akcja również jest raczej powolna. Ale pomimo to, powieść ta na długo zostanie w naszych sercach.
„Cały ten błękit” to książka która ma ponad 600 stron, ale czytając w ogóle tego nie czuje się. Jest na pewno warta uwagi i bardzo ją polecam.
Mélissa da Costa opowiada o dwojgu nieznajomych, których los łączy ze sobą w trudnym życiowym momencie. O wyprawie w nieznane – dla Émile tylko w jedną stronę, bez powrotu. O czymś, co miało być jedynie końcem, a nieoczekiwanie dało początek czemuś wyjątkowemu. Bohaterowie tej powieści odbywają podróż nie tylko fizycznie – kamperem w Pireneje, ale też duchowo – w głąb samego siebie. "Cały ten błękit" to wiele wspaniałych miejsc – górskie szlaki, zachwycająca przyroda, szum morza, urokliwe francuskie miasteczka. To wyjątkowe spotkania i przyjaźnie, codzienność w podróży, zmieniające się pory roku. Mélissa da Costa, poprzez retrospekcje, ujawnia przeszłość bohaterów, zawiłości dawnych uczuć i relacji. Stopniowo dialogi i sceny nabierają głębi i intymności, podobnie jak i więź między Émile i Joanne. Wiele jest w tej powieści uroczych, zabawnych i pięknych, ale też dramatycznych i łamiących serce momentów. Émile i Joanne zmagają się ze skutkami postępującej choroby, własnymi lękami, stratą i smutkiem, próbując jednocześnie cieszyć się każdą chwilą. Historia meandruje między mrokiem i światłem, by ostatecznie złamać serce, wzruszyć do głębi i przynieść pocieszenie – wywołać uśmiech przez łzy.
"Cały ten błękit" to poruszająca opowieść o dwóch zranionych duszach i uczuciu, które rodzi się niespodziewanie z bólu i smutku. O kruchości istnienia, odchodzeniu, ludzkiej wytrwałości, uzdrawiającej sile miłości i życiowej uważności. Czułam się częścią tej niezwykłej podróży (i ogromnie wzruszyło mnie zakończenie).
To jedna z tych książek, której zrozumienie przychodzi z czasem. To jedna z tych książek, które w trakcie poznawania zdają się wielokrotnie stać w miejscu, aby po jej zakończeniu dojść do wniosku, że kipiało w niej od emocji. To jedna z tych książek, które pochłonęłam w jeden dzień, nie czując ciężaru sześciuset stron, za to czując ciężar emocjonalny. To w końcu jedna z tych książek, które śmiało mogę polecić każdemu, kto kocha literaturę (prze)piękną oraz motyw drogi i potrafi w pełni oddać się niespiesznemu klimatowi podróży, cudownym opisom przyrody, a przede wszystkim docenia w literaturze skomplikowane, a nawet dziwne relacje międzyludzkie, które mogą przerodzić się w niewypowiedzianą przyjaźń i jeszcze bardziej niewypowiedzianą miłość.
"Chciałbym, żebyś mnie tego nauczyła. W moim świecie wszystko jest bardziej prymitywne, mniej kolorowe, nie ma w nim niuansów. W moim błękicie nie ma ruchu — dodaje z powagą. - To po prostu błękit. Podstawowy kolor niebieski".*
Pierwsze zdanie tej książki złamało mi serce. "Młody mężczyzna w wieku 26 lat, nieuleczalnie chory na przedwczesnego alzheimera, pragnie wyruszyć w ostatnią podróż".*
Émile nie chce spędzić ostatnich momentów swojego życia w szpitalnej sali. Zamiast poddać się eksperymentalnemu leczeniu, wrzuca do internetu ogłoszenie o tym, że poszukuje kogoś do wspólnej podróży — kierunek nieznany, do uzgodnienia, maksymalny czas trwania to 2 lata, podróż kamperem, miejscami nocleg w namiotach. Na ogłoszenie odpowiada Joanne. Nieco ekscentryczna introwertyczka kochająca przyrodę, spokój, medytację. Mimo iż pierwsze tygodnie wspólnej podróży przebiegają w większości w ciszy, to z czasem więź, jaka zacznie łączyć tych dwoje stanie się czymś niezwykłym. Oddaniem, poświęceniem, zaufaniem, przyjaźnią i miłością. Choć o tej ostatniej Émile i Joanne nie mówią głośno, to jest więcej niż pewne, iż między nimi istnieje pewien dziwny, nietypowy rodzaj tego uczucia.
Wspólna podróż wśród malowniczych krajobrazów południowej Francji, co jakiś czas odkrywa nowe karty na temat głównych postaci. Choć, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o Joanne, musimy trochę poczekać. Ta dziewczyna jest jak zamknięta na kłódkę, księga. Z pełnym zaangażowaniem wzięła na siebie opiekę nad Émile, nie zdradzając przy tym prawie nic na swój temat. Jej poświęcenie jest godne podziwu. Nie chcę zdradzać Wam za wiele, ale wierzcie mi — nie każdy byłby zdolny do takiego gestu i heroizmu względem drugiego, praktycznie obcego człowieka.
To powieść, która skupiona jest wokół idei czerpania z życia pełnymi garściami, realizowaniu własnych planów i godzeniu się z losem, nawet jeżeli jego kres ma być brutalny i niesprawiedliwy.
Zakończenie tej historii z jednej strony jest smutne, z drugiej szczęśliwe. Skłania ono do refleksji nad istotą życia i śmierci, istotą przemijania, kwestią sprawiedliwości życiowej i jej braku. To bardzo smutna książka, podczas której niezmiennie towarzyszyły mi nostalgia, żal, wzruszenie, ale też...zachwyt, bo aby napisać TAKĄ historię trzeba mieć niezwykły talent pisarski i wrażliwość emocjonalną.
Polecam z całego serca każdemu, kto uwielbia zatracić się w meandrach literatury pięknej. A zachwyty potęguje fakt, iż ta książka była debiutem literackim. Kiedy o tym przeczytałam, szczęka mi opadła i nie byłam w stanie jej zebrać z ziemi. Polecam poczuć, to co ja.
__
**Cytaty pochodzą z książki “Cały ten błękit” Melissy Da Costy
"Postanowił, że wyjedzie na zawsze. Musi tylko wykorzystać kilka okruchów szczęścia, które wciąż oferowało mu życie, zanim odejdzie. Sprawa była jasna, ale zamiast wyjechać całkiem sam, zamieścił to głupie ogłoszenie..."
Czy książka jest w stanie was tak wzruszyć, że łzy same płyną i nic z tym nie możecie zrobić? Ja, dotychczas myślałam, że niekoniecznie, ale powieść "Cały ten błękit" zweryfikowała to przekonanie i nawet nie musiałam dotrzeć do zakończenia. Ta książka złamie wasze serca znacznie, znacznie wcześniej.
Swoją drogą, mam ostatnio szczęście do utworów o pięknej, nietuzinkowej miłości; w kinach film "Opera" - cudowna interpretacja mitu o miłości Orfeusza i Eurydyki, w ręku powieść okrzyknięta we Francji bestsellerem.
Przyznam, że dawno nie czytałam tak pięknej książki o miłości i śmierci. O miłości i śmierci idącej pod rękę, towarzyszącej głównym bohaterom od pierwszych stron.
Ona pełna tajemnic. On w ostatniej podróży swojego życia. Jedno ogłoszenie, które w tej podróży ich połączyło i jeden kamper, którym tę podróż odbędą. Mają dwa lata (przynajmniej tyle prognozują lekarze) na zgłębienie własnych demonów i poznanie siebie nawzajem.
Fabuła tej powieści jest równocześnie prosta i złożona, sunąca jednotorowo, a przecież wielowątkowa. Mamy tu postępująca chorobę, zmiany dotykające młodego człowieka, próby ich tłumaczenia, ale też odnajdywania się w nowej rzeczywistości. Mamy parę, z początku zupełnie obcych ludzi, którzy w dość nietypowy sposób, burzliwy i romantyczny jednocześnie, stają się sobie bardzo bliscy. Mamy głębokie relacje rodzinne, męską przyjaźń i bezgraniczną miłość macierzyńską, które choć porzucone na skutek wyjazdu, wręcz ucieczki, to towarzyszą czytelnikowi w retrospekcjach. Koniec końców, mamy wyprawę kamperem po Pirenejach i urokliwych miasteczkach Francji.
To jednak nie jest zwykła powieść drogi, to podróż w głąb siebie. W jej trakcie bohaterowie zatapiają się we własnych przemyśleniach, rozliczają z przeszłością, żyją wspomnieniami. Równocześnie, wzajemnie się poznają, dorastają do dzielenia się własnymi doświadczeniami, nazywają to, czego dotychczas nazwać się bali.
"Błękitowi" daleko do banalnej powieści obyczajowej czy komedii romantycznej, to zmuszająca do refleksji historia o ludziach, uczuciach i emocjach, o egzystencjalnym strachu i wierze w drugiego człowieka.
Ps. we Francji, od stycznia tego roku można oglądać serial zrealizowany na podstawie książki, myślę, że powieść stanie się takim hitem, że na naszych ekranach to kwestia czasu