
Dziesięć słów, które złamały serce.
Julia miała wszystko – miłość, zaufanie i pewność, że jej życie właśnie zaczyna się jak w bajce. A jednak w chwili, gdy miała wypowiedzieć sakramentalne „tak”, dostała tylko kartkę. Krótkie zdanie, które zburzyło cały świat. Mija dziesięć lat. Michał wraca. Chce wyjaśnić, przeprosić, odsłonić prawdę, której Julia nigdy nie poznała. Ale czy można zaufać komuś, kto raz już odebrał wszystko? Czy miłość, która przetrwała w cieniu rozczarowania, ma szansę narodzić się na nowo? To poruszająca opowieść o zdradzonych marzeniach, o sile kobiety, która musi zmierzyć się z przeszłością, i o tym, że prawda potrafi zmienić wszystko – nawet to, co wydawało się dawno stracone.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o., Kleeberga 2, 61-615 Poznań (PL), adres e-mail: kontakt@wydawnictwofilia.pl
| Autor | Rafał Wicijowski |
| Wydawnictwo | Filia |
| Rok wydania | 2026 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 336 |
| Format | 13.5 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8441-025-7 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788384410257 |
| Wymiary | 135 x 205 mm |
| Data premiery | 2026.02.06 |
| Data pojawienia się | 2026.01.20 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 1658 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 42 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | 3 szt. na miejscu |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | 3 szt. na miejscu |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | 1 szt. na miejscu |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | 3 szt. na miejscu |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | 4 szt. na miejscu |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | 1 szt. na miejscu |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | 1 szt. na miejscu |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | 2 szt. na miejscu |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | 3 szt. na miejscu |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Jest to powieściowy debiut pisarza i blogera znanego do tej pory z bloga „Oczami Mężczyzny” i licznych poradników o tematyce rozwoju osobistego, relacji międzyludzkich i emocji.
W tuż przed ślubem główna bohaterka Julia otrzymuje od narzeczonego list, że nie zjawi się w kościele. Bez wyjaśnienia dlaczego. Zdruzgotana kobieta ze złamanym sercem traci sens życia i potrzebuje długiego czasu, aby poskładać swoje życie na nowo. Od tamtych bolesnych wydarzeń minęło 10 lat. Kobieta pracuje jako nauczycielka, ostatnio spotyka się z kolegą z pracy, a ich relacja staje się coraz bliższa. Z tego spokojnego rytmu wybija ją pewnego dnia telefon od matki Michała. Jej były narzeczony wrócił do Warszawy, jest śmiertelnie chory i chce ją zobaczyć. Kiedy Julia po wewnętrznej walce zjawia się u niego, mężczyzna prosi ją, żeby spędziła z nim ostatnie tygodnie jego życia. Czy Julia się zgodzi?
Na pierwszy plan w stworzonej przez autora powieści wysuwa się motyw noble sacrifice silnie oddziaływujący na emocje czytelnika. Połączony z motywem porzuconej narzeczonej i śmiertelnej choroby jednego z głównych bohaterów daje w efekcie melodramatyczną konstrukcję fabularną. Przy takiej konstrukcji łatwo wpaść w nadmierną melodramatyczność prowadzącą do utraty autentyczności przedstawianych wydarzeń oraz postaw i emocji bohaterów. Oprócz wspomnianych wyżej motywów w powieści znajdziemy także motyw dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji. On także jest ciekawie rozwinięty.
Opis początku znajomości Julii i Michała (rok 2010) jest realistyczny. Postacie bohaterów są tu naturalne, wiarygodne, a ich zachowania spontaniczne i realistyczne. Ich relacje kształtują się dynamicznie poprzez wspólnie spędzany czas, otwartą komunikację i wzajemne zaufanie. Uczą się rozwiązywania problemów i akceptacji różnic. Ich związek budowany jest na solidnym fundamencie. Tymczasem w dniu ślubu Michał znika bez wyjaśnień podejmując jednostronnie decyzję dotyczącą ich obojga. To co dzieje się po powrocie Michała w 2020 roku jest bardzo dramatyczne. Śmiertelnie chory mężczyzna, który wcześniej bez wyjaśnień porzuca ukochaną kobietę nagle wraca z absurdalną dla mnie prośbą. Motywacja powrotu i prośby są dla mnie niejasne i wywołują moją irytację jako czytelniczki. Trudno mi uwierzyć w jego niesłabnące uczucie i wyrzuty sumienia. Zachowanie Julii wydaje mi się idealistyczne i budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Wydobycie się z dołka psychicznego po porzuceniu jej bardzo dużo ją kosztowało, więc mam pewien szacunek dla decyzji, którą podjęła po jego powrocie, ale z drugiej strony nie zgadzam się z jej wyborem, wywołuje on we mnie złość. Dramatyzm sytuacji, w której znaleźli się Julia i Michał sprawia, że podejmują oni decyzje pod wpływem silnych emocji. I być może to te emocje wpływają na to, że ich wybory i zachowanie są jak dla mnie nielogiczne i niezrozumiałe. Czy to na pewno miłość? Rodzi się też refleksja dotycząca wpływu emocji na podejmowane przez nas decyzje.
W powieści wydarzenia bieżące przeplatają się z retrospekcjami, dzięki czemu otrzymujemy głębszy wgląd w przeszłość i kształtowanie się relacji między bohaterami. Ma to pomóc zrozumieć motywację ich bieżących zachowań. Narracja oddziałuje na emocje, ale nie zawsze te emocje mi się udzielały, czasem wydawały się nadmiernie przerysowane. W fabułę autor nie rzadko wplata filozoficzno-moralizatorskie myśli i spostrzeżenia nawiązujące do poruszanej w powieści problematyki rozszerzając narrację o warstwę pouczająco-refleksyjną. Tematyka śmierci i zamykania pewnego etapu życia niektórych być może nastraja refleksyjnie, ale mnie osobiście takie wtrącenia irytowały.
„Ostatni taniec” jest jedną z takich książek, które mnie osobiście trudno jednoznacznie ocenić. Fabuła jest dość schematyczna i mało oryginalna, podobnie jak poruszane motywy. Rozwinięcie akcji wywoływało u mnie ambiwalentne uczucia. Postacie nie przekonały mnie do siebie, nie udało mi się nawiązać z nimi więzi emocjonalnej, choć ich zachowania na mnie oddziaływały. Trudno mi zdecydować czy autor rozmyślnie zbudował bardzo melodramatyczną fabułę, żeby poprzez jej kontrowersyjność zachęcić czytelnika do refleksji nad przedstawionymi motywami czy chodziło mu jedynie o wywołanie silnych emocji dramatem pokazanym w fabule. Z mojej strony mniej było zaangażowania emocjonalnego a więcej krytycznego i intelektualnego. Ogólnie lektura mnie wciągnęła i pozostawiła materiał do refleksji.
Z niektórymi książkami jest jak z ciastkiem, trzeba samemu spróbować, żeby sprawdzić, czy jest dobre. Myślę, że „Ostatni taniec” należy do tej kategorii, zatem musicie zaryzykować, żeby się przekonać czy ta lektura trafi w Wasz gust.
Sięgając po powieść „Ostatni taniec” Rafała Wicijowskiego miałam pewne wyobrażenie o tym, czego mogę się spodziewać. Autor od dłuższego czasu prowadzi blog „Oczami mężczyzny”, na który przyznaję, czasami zaglądam. Lubię jego przemyślenia o relacjach, emocjach i codzienności, dlatego naturalnie oczekiwałam, że podobną wrażliwość odnajdę również w jego książce. Zapowiadała się historia z ciekawym motywem i potencjałem na naprawdę poruszającą opowieść o uczuciach. Podczas lektury towarzyszyła mi jednak pewna rozbieżność między tym, czego się spodziewałam, a tym, co faktycznie dostałam. Liczyłam na silne emocje, na historię, która wciągnie mnie bez reszty i pozwoli poczuć prawdziwą chemię między bohaterami. Tymczasem uczucia, które wybrzmiewały z kart powieści, okazały się raczej stonowane, momentami wręcz zaskakująco chłodne. Nie potrafiłam w pełni uwierzyć w relację bohaterów ani w siłę ich więzi.
Piękne mogłoby być przedstawienie miłości Julii i Michała, gdyby nie była tak jednostronna. Julia ukazana została jako kobieta zależna od wspomnień dawnego „my”, podczas gdy potrzeby Michała liczyły się bardziej. Liczyłam na psychologiczne studium postaci, a otrzymałam łzawy romans, w którym miłość wszystko wybacza i znosi wszystkie trudności. Bohaterowie próbują odnaleźć swoje miejsce po latach rozłąki, ale nawet najpiękniejsze wspomnienia nie wystarczą, gdy decyzje jednej osoby rzutują na życie drugiej. Miłość wymaga oddania, szacunku, dokonywania wyborów i gotowości do ponoszenia konsekwencji, dlatego ja w tę miłość z powieści nie uwierzyłam.
Czy pierwsza miłość naprawdę mija? Czy da się ją zamknąć w szufladzie z napisem „kiedyś”, skoro wciąż wraca w snach, we wspomnieniach, w jednym zapachu, jednym zdaniu? I co byś zrobiła, gdyby po dziesięciu latach stanął przed Tobą ktoś, kto złamał Ci serce w najważniejszym dniu Twojego życia?
Po "Ostatni taniec" sięgnęłam z ciekawości. Wiedziałam, że jej autorem jest Rafał Wicijowski – pisarz, który ma już na swoim koncie dwanaście książek. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z jego twórczością. I wiecie co? Cieszę się ogromnie, że właśnie od tej historii zaczęłam. Spędziłam z nią cudowny czas i mam poczucie, że poznałam autora, który potrafi pisać o uczuciach w sposób dojrzały, szczery i niesamowicie prawdziwy.
Przyciągnął mnie już sam tytuł. „Ostatni taniec”, który brzmi jak coś ostatecznego, jak zamknięcie pewnego etapu, jak moment, w którym albo wszystko się kończy, albo zaczyna od nowa. Dopiero poznając historię, zrozumiałam, jak bardzo jest on wymowny. Do tego okładka, subtelna, przyciągająca wzrok, niosąca w sobie obietnicę emocji. Wiedziałam, że to nie będzie lekka opowiastka.
Julia miała wszystko. Miłość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Stała na ślubnym kobiercu, gotowa powiedzieć „tak” mężczyźnie, z którym planowała całe życie. I wtedy dostaje kartkę. Dziesięć słów, które łamią serce. Michał rezygnuje. Bez wyjaśnień. Bez rozmowy. Bez odwagi, by spojrzeć jej w oczy.
To jeden z najmocniejszych momentów książki. Ten ślub, który się nie odbył. Ta cisza pośród gości. To uczucie upokorzenia i totalnego rozpadu świata. Autor tak plastycznie opisuje emocje Julii, że czułam jej wstyd, ból i niedowierzanie. A potem… mija dziesięć lat.
Michał wraca. Chce wyjaśnić. Przeprosić. Odsłonić prawdę, której Julia nigdy nie poznała.
I tutaj zaczyna się prawdziwa burza emocji. Czy można zaufać komuś, kto raz już odebrał wszystko? Czy da się odbudować coś, co zostało brutalnie zniszczone? Czy pierwsza miłość rzeczywiście nie rdzewieje, czy może tylko idealizujemy ją w swojej pamięci?
Najciekawsze dla mnie były rozmowy między Julią a Michałem, pełne napięcia, niedopowiedzeń, żalu i tęsknoty. To, jak autor pokazuje męską perspektywę, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że mężczyzna potrafi tak głęboko wejść w emocje, tak szczerze opisać strach, poczucie winy, wahanie. W tej książce nie ma czarno-białych postaci. Są ludzie z krwi i kości. Z błędami. Z przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas czytania towarzyszyły mi skrajne emocje – złość, wzruszenie, niedowierzanie, nadzieja. Były momenty, kiedy chciałam krzyczeć na bohaterów. Były też takie, gdy ściskało mnie w gardle. To nie jest tylko romans. To dramat o wyborach, konsekwencjach i o tym, czy serce potrafi wybaczyć to, czego rozum nie akceptuje.
Najbardziej podobała mi się autentyczność tej historii. To, że nic nie było tu przesłodzone. Że miłość nie została pokazana jako bajka, ale jako uczucie, które bywa trudne, bolesne, wymagające odwagi. I to, że autor nie bał się pokazać słabości, tej zarówno kobiecej, jak i męskiej.
„Ostatni taniec” przeczytałam w jeden dzień. Nie potrafiłam się oderwać. Chciałam wiedzieć, czy to będzie koniec, czy początek. Czy ostatni taniec okaże się pożegnaniem, czy nowym początkiem.
Jeśli lubicie historie o pierwszej miłości, która wraca po latach. Jeśli wierzycie, że uczucia potrafią przetrwać próbę czasu. Jeśli chcecie książki, która rozedrze serce, ale też da nadzieję, to sięgnijcie po tę powieść.
Ja wiem jedno. To było moje pierwsze spotkanie z Rafałem Wicijowskim. I na pewno nie ostatnie.
„Ostatni taniec” Rafała Wicijowskiego to opowieść o miłości, która została przerwana w najważniejszym momencie. Julia była o krok od nowego etapu życia, gotowa powiedzieć „tak”, przekonana o swojej przyszłości, spokojna o jutro. I wtedy wszystko rozsypało się w jednej chwili. Zamiast obietnicy wspólnej drogi pojawiły się słowa, które przekreśliły marzenia. Jedno wydarzenie zmieniło wszystko, zostawiając po sobie ciszę, niedopowiedzenia i pytania bez odpowiedzi.
Mija dekada. Czas, który teoretycznie powinien zagoić rany. A jednak powrót Michała sprawia, że przeszłość odżywa z całą swoją siłą. Chce wytłumaczyć, odkryć to, co wtedy pozostało ukryte, zawalczyć o coś, co nigdy tak naprawdę w nim nie wygasło. Tylko czy da się odbudować zaufanie, które runęło w jednej sekundzie? Czy serce, raz złamane, potrafi jeszcze raz zaryzykować?
To historia pełna emocji - tęsknoty, żalu, nadziei i wewnętrznej walki. Autor pokazuje, że czas nie zawsze wymazuje uczucia, a niedopowiedziane historie potrafią ciążyć latami. Bardzo podobał mi się motyw konfrontacji z przeszłością i to, jak bohaterowie dojrzeli przez te dziesięć lat. Ich rozmowy są pełne napięcia, ale też autentyczności. Czuć w nich ból, ale i tlącą się gdzieś pod powierzchnią czułość.
„Ostatni taniec” to książka o tym, że życie rzadko układa się według planu. O wyborach, które mają konsekwencje. O tym, że czasem największej odwagi wymaga nie odejście, lecz powrót. To poruszająca opowieść o miłości wystawionej na próbę i o tym, czy można zatańczyć jeszcze raz, gdy muzyka dawno ucichła.
Jeśli obserwujecie profil @oczami_mezczyzny_pl, to wiecie, że Rafał Wicijowski potrafi uderzyć w najczulsze struny kobiecej duszy i pisać o uczuciach z ogromną wrażliwością. Czy jest on wyjątkiem potwierdzającym stereotyp, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus? A może jego całkowitym zaprzeczeniem?
Jakkolwiek by było, jego najnowsza powieść „Ostatni taniec” to olbrzymia dawka emocji, które zostają w sercu na długo po zamknięciu książki. Emocji, ale i trudnych pytań. Przyznam, że nadal nie potrafię odpowiedzieć, jak sama zachowałabym się na miejscu Julii. Czy umiałabym wybaczyć nie tylko upokorzenie, ale też lata bólu i pustki? Trzeba by znaleźć się w jej sytuacji, by w pełni zrozumieć te emocje i powstrzymać się od ocen. A tego nikomu nie życzę.
Julia doświadczyła największego koszmaru panny młodej - została porzucona przed ołtarzem bez słowa wyjaśnienia. To było jak zepchnięcie w przepaść przez osobę, którą kochała całym sercem. Po czymś takim niełatwo powstać ze zgliszcz i posklejać roztrzaskane na kawałki życie. Co musiałoby się zdarzyć, żeby wybaczyć, nawet po latach, tak nikczemny i tchórzliwy czyn?
Autor pokazuje, że życie rzadko jest czarno-białe, a wybory dyktowane rozumem często kłócą się z tym, co podpowiada serce. Operując dwiema płaszczyznami czasowymi, pozwala nam wrócić do początków pięknego i intensywnego uczucia łączącego Julię i Michała - pierwszego pocałunku czy tańca na ulicy do walca granego przez ulicznego grajka. Jednocześnie zaglądamy do obecnego życia Julii, która próbuje budować nową relację, do czasu, gdy ponownie wkracza w nie Michał.
To powieść, którą czyta się ze ściśniętym gardłem i nadzieją, że los nigdy nas tak nie doświadczy. To historia o drugich szansach, które nie zawsze wyglądają tak, jak byśmy tego oczekiwali. I lekcja wybaczenia, które czasem bardziej potrzebne jest nam niż tym, którzy nas zranili. Bo gdy ból pulsuje pod cienką warstwą codzienności, potrzeba domknięcia, by móc się od niego uwolnić, odetchnąć i ruszyć dalej.
W książce znalazłam wiele myśli, które miałam ochotę zapisać, ale ta jedna szczególnie utkwiła mi w głowie: „Prawdziwej miłości nie liczy się latami, ale intensywnością chwil, które potrafi stworzyć”. Twórzmy więc w naszych związkach takie chwile, które pozostaną w sercu na zawsze.
Czy pierwsza miłość naprawdę mija? Czy da się ją zamknąć w szufladzie z napisem „kiedyś”, skoro wciąż wraca w snach, we wspomnieniach, w jednym zapachu, jednym zdaniu? I co byś zrobiła, gdyby po dziesięciu latach stanął przed Tobą ktoś, kto złamał Ci serce w najważniejszym dniu Twojego życia?
Po "Ostatni taniec" sięgnęłam z ciekawości. Wiedziałam, że jej autorem jest Rafał Wicijowski – pisarz, który ma już na swoim koncie dwanaście książek. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z jego twórczością. I wiecie co? Cieszę się ogromnie, że właśnie od tej historii zaczęłam. Spędziłam z nią cudowny czas i mam poczucie, że poznałam autora, który potrafi pisać o uczuciach w sposób dojrzały, szczery i niesamowicie prawdziwy.
Przyciągnął mnie już sam tytuł. „Ostatni taniec”, który brzmi jak coś ostatecznego, jak zamknięcie pewnego etapu, jak moment, w którym albo wszystko się kończy, albo zaczyna od nowa. Dopiero poznając historię, zrozumiałam, jak bardzo jest on wymowny. Do tego okładka, subtelna, przyciągająca wzrok, niosąca w sobie obietnicę emocji. Wiedziałam, że to nie będzie lekka opowiastka.
Julia miała wszystko. Miłość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Stała na ślubnym kobiercu, gotowa powiedzieć „tak” mężczyźnie, z którym planowała całe życie. I wtedy dostaje kartkę. Dziesięć słów, które łamią serce. Michał rezygnuje. Bez wyjaśnień. Bez rozmowy. Bez odwagi, by spojrzeć jej w oczy.
To jeden z najmocniejszych momentów książki. Ten ślub, który się nie odbył. Ta cisza pośród gości. To uczucie upokorzenia i totalnego rozpadu świata. Autor tak plastycznie opisuje emocje Julii, że czułam jej wstyd, ból i niedowierzanie. A potem… mija dziesięć lat.
Michał wraca. Chce wyjaśnić. Przeprosić. Odsłonić prawdę, której Julia nigdy nie poznała.
I tutaj zaczyna się prawdziwa burza emocji. Czy można zaufać komuś, kto raz już odebrał wszystko? Czy da się odbudować coś, co zostało brutalnie zniszczone? Czy pierwsza miłość rzeczywiście nie rdzewieje, czy może tylko idealizujemy ją w swojej pamięci?
Najciekawsze dla mnie były rozmowy między Julią a Michałem, pełne napięcia, niedopowiedzeń, żalu i tęsknoty. To, jak autor pokazuje męską perspektywę, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że mężczyzna potrafi tak głęboko wejść w emocje, tak szczerze opisać strach, poczucie winy, wahanie. W tej książce nie ma czarno-białych postaci. Są ludzie z krwi i kości. Z błędami. Z przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas czytania towarzyszyły mi skrajne emocje – złość, wzruszenie, niedowierzanie, nadzieja. Były momenty, kiedy chciałam krzyczeć na bohaterów. Były też takie, gdy ściskało mnie w gardle. To nie jest tylko romans. To dramat o wyborach, konsekwencjach i o tym, czy serce potrafi wybaczyć to, czego rozum nie akceptuje.
Najbardziej podobała mi się autentyczność tej historii. To, że nic nie było tu przesłodzone. Że miłość nie została pokazana jako bajka, ale jako uczucie, które bywa trudne, bolesne, wymagające odwagi. I to, że autor nie bał się pokazać słabości, tej zarówno kobiecej, jak i męskiej.
„Ostatni taniec” przeczytałam w jeden dzień. Nie potrafiłam się oderwać. Chciałam wiedzieć, czy to będzie koniec, czy początek. Czy ostatni taniec okaże się pożegnaniem, czy nowym początkiem.
Jeśli lubicie historie o pierwszej miłości, która wraca po latach. Jeśli wierzycie, że uczucia potrafią przetrwać próbę czasu. Jeśli chcecie książki, która rozedrze serce, ale też da nadzieję, to sięgnijcie po tę powieść.
Ja wiem jedno. To było moje pierwsze spotkanie z Rafałem Wicijowskim. I na pewno nie ostatnie.
Julia w chwili, gdy miała wypowiedzieć sakramentalne „tak”, dostała tylko kartkę. Krótkie zdanie, które zburzyło cały świat. Mija dziesięć lat. Wraca niedoszły mąż Michał. Chce wyjaśnić, dlaczego nie pojawił się przed ołtarzem i przeprosić.
Ależ mnie ta książka zaskoczyła. W takim mega pozytywnym wymiarze. Zawsze powtarzam, że obyczaj to mój ulubiony gatunek oraz że brak mi powieści napisanej przez męskie grono pisarzy. Rafał Wicijowski pokazał zarówno męskie, jak i kobiece uczucia i emocje. To była jedna z tych książek, którą od pierwszej strony czytałam powoli, delektując się każdym zdaniem i słowem. Mimo iż to fikcja wszystko wypadło bardzo realistycznie. Autor pisze o rzeczach prostych, codziennych, jednocześnie ukazując je jako ważne dla każdego człowieka.
W trakcie lektury nasuwa się pytanie o to, czy można ponownie zaufać komuś, kto tak boleśnie nas rozczarował? I czy sercu można powiedzieć, żeby przestało kochać mimo zranienia? Czy straconą miłość można rozpatrywać w kategoriach żałoby? Czasem nurzamy się we wspomnieniach, wciąż na nowo rozdrapując rany, nie mogąc pogodzić się z tym, co było. Nawet wtedy, gdy chcemy iść dalej. To także pytania o wybory i ich konsekwencje oraz to jak przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość. Tu nie na łatwych odpowiedzi. Do wszystkiego dochodzimy w odpowiednim czasie i rytmie.
To historia o relacjach, straconych marzeniach, upływającym czasie, poświęceniu, cierpieniu i drugich szansach. To również książka o roli przeznaczenia w naszym życiu. Widzimy, że nie sposób przed nim uciec. I wreszcie to powieść o prawdzie, która zmienia wszystko. Pełno w niej napięcia i niedopowiedzeń. Przygotujcie się na płacz, śmiech, frustrację i refleksję nad własnym życiem.
"Ostatni taniec" to piękna, prawdziwa i niezwykle bolesna historia miłosna. To powieść popychająca do tego, by przeżywać życie w pełni, mimo jego kruchości. Moje serce wyrywało się do świata, jaki skrywają karty tej poruszającej książki. Chętnie zatańczyłabym jeszcze niejeden taniec z twórczością pana Rafała!