
Jeśli Pan od muzyki złamał Ci serce ta historia zrobi to ponownie. Melania Ashworth, niegdyś gwiazda londyńskiej sceny, po skandalu trafia do ponurego sierocińca Grimthorne House w Yorkshire miejsca, gdzie muzyka jest zakazana, a despotyczny dyrektor Cornelius Grimsby tłumi w dzieciach każde marzenie. Melania ma milczeć i ukrywać swoją przeszłość. Ale pewnej nocy słyszy zakazany śpiew. Tajemniczy głos, który budzi nadzieję. Gdy niespodziewana inspekcja zmusza dyrektora do kłamstwa o istnieniu chóru, Melania dostaje tydzień, by stworzyć coś niemożliwego: przywrócić muzykę czterdziestu trzem złamanym chłopcom. A doktor Julian Whitmore jedyna osoba znająca jej sekrety może w każdej chwili zniszczyć to, co zaczyna odbudowywać. 
Poruszająca opowieść o sile muzyki, odwadze i nadziei, która potrafi zabrzmieć nawet tam, gdzie wszyscy mają milczeć.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: HERACLON INTERNATIONAL SP. Z O.O., ul. Okulickiego 7/9, 05-500 Piaseczno (PL), adres e-mail: wydawnictwo@storybox.pl
| Autor | Magdalena Buraczewska-Swiątek |
| Wydawnictwo | Axis Mundi |
| Rok wydania | 2026 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 296 |
| Format | 14.0 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8412-492-5 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788384124925 |
| Waga | 316 g |
| Wymiary | 140 x 205 x 22 mm |
| Data premiery | 2026.02.04 |
| Data pojawienia się | 2026.01.30 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 70 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 1 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz jeszcze dzisiaj |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Stawki 8 (450 m od CH Arkadia) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Jeśli myślisz, że to kolejna ckliwa obyczajówka ze smutnym początkiem i happy endem, muszę Cię rozczarować – tak nie jest. „Teatr złamanych serc” to historia, która zaczyna się twardo i nie robi Ci prezentów, ale potrafi rozbić serce i potem je skleić w zupełnie nowy sposób. Przed Wami recenzja mojego patronatu, która swoją opowieścią skradła moje serce, i jestem przekonana, że skradnie również Wasze. Uwaga, zawiera spojlery, więc jeśli nie chcecie znać szczegółów fabuły, lepiej wstrzymajcie się z lekturą.
Melania Ashworth jest kobietą, która kiedyś błyszczała. Niegdyś gwiazda londyńskiej sceny, występowała tam, gdzie wszyscy chcieli jej słuchać i podziwiać. A potem wydarzył się skandal, coś, co nie tylko przekreśliło jej karierę, ale i grunt pod nogami. Z hukiem, który odgrodził ją od świata muzyki oraz własnej tożsamości. I nagle Melania nie jest już śpiewaczką, tylko cieniem samej siebie. Los sprowadza ją do Grimthorne House, surowego sierocińca w Yorkshire. Takiego miejsca, gdzie nikt nie pyta, kim byłeś wcześniej. Gdzie muzyka jest zakazana nie dlatego, że ludzie jej nie lubią, tylko dlatego, że dyrektor Cornelius Grimsby uważa ją za zbędny luksus. Grimsby to typ człowieka, który wierzy w rygor i milczenie. Facet, który myśli, że dyscyplina leczy duszę. A jedno słowo za dużo to już grzech. Melania ma milczeć. Ma ukrywać swoje zdolności. Ma być niewidoczna. W trakcie czytania książka przypomniała mi film, który dawno temu oglądałam. Prawdziwa historia rodziny Von Trapp, na której oparty jest film „Dźwięki muzyki”. Tutaj macie coś podobnego, tyle tylko, że krzywdę dziecku wyrządzili dorośli.
Wracając od naszej historii to pewnej nocy Melania słyszy zakazany śpiew. To nie jest przypadkowy dźwięk, to głos jednego z chłopców. Nieidealny, nieprofesjonalny, ale prawdziwy. To, co w nim jest, zapala w Melanii coś, co myślała że dawno zabiła: nadzieję. I w tym momencie akcja nabiera tempa, które sprawia, że książki już się nie odkłada na bok. Melania dostaje tydzień, by zrobić coś, co większość uznałaby za niemożliwe: uformować chór z czterdziestu trzech dzieci, które do tej pory znały jedynie zakaz ciszy. Chór, który ma pokazać, że muzyka i nadzieja potrafią wyrosnąć nawet w najciemniejszym miejscu.
To nie jest grupa „słodkich sierotek”, które tylko czekają, aż ktoś je uratuje. Autorka pokazuje czterdziestu trzech młodych chłopców jako dzieciaki poranione przez życie, ale w różny sposób. Jeden jest zamknięty w sobie do granic milczenia. Inny reaguje agresją, bo to jedyny język, jaki zna. Ktoś trzeci udaje obojętnego, żeby nie pokazać, że tak naprawdę najbardziej boli go odrzucenie. Każdy z nich ma swoją historię. Porzucenie. Biedę. Stratę rodziców. Czasem coś jeszcze gorszego, o czym nie mówi się wprost, ale co czuć między wierszami. Obraz młodych bohaterów jest więc surowy, ale nie beznadziejny. To dzieci, które zbyt wcześnie musiały dorosnąć. Które nauczyły się nie ufać. Ale też takie, które, kiedy dostaną szansę, potrafią zaskoczyć siłą, lojalnością i odwagą większą niż niejeden dorosły. I chyba dlatego ta historia działa. Bo nie chodzi tylko o chór. Chodzi o odzyskiwanie głosu. A dla tych chłopców to znaczy odzyskiwanie siebie.
Grimthorne House nie jest miejscem, które leczy. To miejsce, które uczy przetrwania. Dyrektor Cornelius Grimsby wychowuje ich w ciszy i dyscyplinie. Emocje są traktowane jak słabość. Marzenia jak zbędny luksus. I tutaj wchodzą relację. Nie tylko między Melanią a chłopcami, ale między nią a … tego nie zdradzę. :p Muzyka w „Teatrze złamanych serc” jest tym, co ludzie próbują odzyskać: głosem, który pozwala usłyszeć siebie i innych. To ona prowadzi bohaterów z miejsca, gdzie siedzieli w milczeniu, do przestrzeni, gdzie zaczynają mówić pełnym głosem. Zwróciłam uwagę na, to jak mocno wybrzmiewa temat dziecięcej traumy i tego jak system potrafi tłumić indywidualność. Grimthorne House staje się symbolem świata, który nie ma cierpliwości do wrażliwości. A chłopcy są dowodem na to, że nawet w takich warunkach coś może przetrwać. To opowieść o tym jak trudno jest zaufać po tym jak zostałeś zraniony. O tym jak skomplikowane są relację z ludźmi, którzy chcą pomóc, i jak ciężko uwierzyć, że miłość i nadzieja mogą wrócić tam, gdzie wydawało się, że już ich nie ma. Ta książka boli, bo zmusza czytelnika spojrzeć na własne straty, i to, co w życiu naprawdę jest warte wysiłku., i to podkreśla coś ważnego: to nie jest lekka lektura na jeden wieczór. To książka, która zostaje z Tobą na dłużej.
Lubicie oglądać występy chóru? Ja bardzo! Jak tylko mam okazję, zawsze wybieram się na koncert. U mnie w parafii działa prężnie chór mieszany, który umila swoim śpiewem różnorakie uroczystości.
Takie wystąpienie to prawdziwa uczta dla duszy. Jednakowoż zdaję sobie sprawę, ile w taki jeden występ trzeba włożyć pracy i wysiłku, ileż to żmudnych godzin przygotowań i prób, nie tylko pod względem wokalnym, ale też współpracy między śpiewakami i z dyrygentem, odpowiednią muzyką, nagłośnieniem, na strojach kończąc.
TO było po prostu PIĘKNE! Tak się składa, że przeczytałam już wszystkie książki Magdaleny Buraczewskiej-Swiątek jakie do tej pory ukazały się na rynku wydawniczym. Uważałam, że jej " Lustrzane wzgórze" nie ma sobie równych, że to moim zdaniem najpiękniejsza i najbardziej wzruszająca historia. Byłam w błędzie! Oto jej godny następca- "Teatr złamanych serc".
Magdalena Buraczewska - Świątek to pisarka, która potrafi porwać serca, która dobrze wie, kiedy na twarzy czytelnika pojawi się delikatny uśmiech, a kiedy szarpnie w gardle, przywołując potok łez. Jej lektura pochłonęła mnie na maksa. Nie mogłam się od niej oderwać. Zresztą nawet nie chciałam. To książka o miejscu o "bardzo specyficznej atmosferze." Do obskurnego i ponurego sierocińca Grimthorne House, mieszczącego się w Anglii, trafa Melania Ashworth. Młoda, utalentowana, ambitna i dobrze zapowiadająca się gwiazda teatralnej sceny. Z powodu oszczerstw i plotek, w atmosferze skandalu, zmuszona jest opuścić XIX wieczny Londyn i znajduje pracę w miejscu pełnym strachu i rygoru. Ów sierociniec to tak naprawdę teatr złamanych dusz, miejsce, w którym każdy odgrywa jakąś rolę, opowiada swoją historię, pełną bólu, rozpaczy, strachu, smutku, tęsknoty za czymś co utracone i nigdy nie wróci.
Melania początkowo nie potrafi odnaleźć się w tym mrocznym otoczeniu. Nie od razu też łapie kontakt z chłopakami, którym przyszło się jej opiekować. To sieroty, które według bezdusznego i despotycznego dyrektora są nic nie warte. Za to potrzebują surowej dyscypliny i twardej ręki.
"... w miejscu, które miało być ich schronieniem, spotykało je jeszcze więcej okrucieństwa. Nie mogła pozwolić na to, by ich ostatnia iskierka nadziei została zadeptana przez człowieka, który uważał się za sługę Bożego. Nie mogła patrzeć, jak te małe dusze kurczą się ze strachu za każdym razem, gdy słyszą kroki dorosłego na korytarzu.To było przeciwko wszystkiemu, w co wierzyła, czego nauczył ją ojciec, przeczyło zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jeśli ona nie stanie w ich obronie, kto to zrobi? " I ona, córka nieżyjącego pastora, postanawia dotrzeć do chłopców w inny sposób. Poprzez muzykę i śpiew. Pewnego dnia niespodziewana inspekcja daje jej szansę, by w tydzień stworzyć chór, który ma oczarować cały Londyn. Po drodze będą miały zdarzenia, które będą trudne do przeskoczenia i tak naprawdę świadczyły o porażce. Jednak w tym pozbawionym serca miejscu znajdą się sprzymierzeńcy.
Melania odkrywa w tych chłopcach talent do śpiewu. Każdy ich głos był "jak dotyk anioła, pełen niewinności i bólu zarazem."
Ta książka pomimo smutku w niej zawartego, ma w sobie tę iskierkę nadziei i radości, że Bóg o tych sierotach nie zapomniał. Że wszystko dzieje się po coś, bo zsyła kogoś, kto ma w sobie na tyle siły i odwagi, by zmienić los tych wychowanków.
Przyznaję, że dawno mnie lektura tak nie rozłożyła emocjonalnie. Były momenty, że łzy leciały mi ciurkiem. Wątek z Jamesem rozwalił mnie totalnie! Zarówno w chwili jak wypatrywał listonosza, następnie po koncercie, aż wtedy, kiedy śpiewał w ruinach kościoła. Nawet teraz, gdy to piszę, mam w oczach łzy. Aż chciałoby się podejść do tych bohaterów i mocno przytulić, bowiem ich ból, tęsknota, rozterki i wątpliwości są takie ludzkie i naturalne.
Gdyby ktoś zapytał się mnie jaką książkę chciałabym ujrzeć na dużym ekranie, bez wahania odpowiedziałabym, że "Teatr złamanych serc".
Nie da się ukryć, że ta historia złamała mi serce ponownie, jak w przypadku filmów "Pana od muzyki", czy "Króla rozrywki". Idealnie nadaje się na scenariusz musicalu. Ma w sobie potencjał i wszystkie te cechy. Głęboko porusza poprzez muzykę i swój dramatyzm. Bohaterowie potrafią przekazać swoje silne emocje.
Właśnie za to uwielbiam twórczość tej autorki. Za to, że swoim piórem potrafi złamać mi serce, że potrafi zauroczyć, oczarować, wlać otuchy i nadziei. Tak jak ona operuje tutaj słowem jest niesamowite, namacalne i pełne uroku. Tę historię przeżywa się razem z bohaterami, to co zgotował im los. Cała kipi od ogromu emocji. Ktoś stwierdzi, takie smuty to nie dla mnie. Nie zgodzę się. Tę książkę powinien przeczytać każdy nauczyciel, wychowawca, pedagog, osoba pełniąca rolę rodziny zastępczej oraz osoby duchowne.
To całkiem inna niż do tej pory odsłona tej pisarki. Ta powieść jest bardziej dojrzała, poważna, emocje są wyraźniejsze i trudniejsze, a relacje między bohaterami bardziej pogłębione.
"Teatr złamanych serc" to przepiękna opowieść o sile muzyki, odwadze, o prawdziwych kolejach życia i naturalnych emocjach. I choć jest to historia pełna smutku, to ten smutek jest tak wspaniale przetkany iskrą radości i nadziei, a także miłości, że po skończeniu książki czytelnik nie czuje się przygnębiony. Polecam Waszej uwadze. Dla mnie majstersztyk 10/10
(...) "Ale muzyka to więcej niż talent. To serce, które się otwiera. To dusza, która pragnie wyrażać to, czego słowa nie mogą. A gdy serca śpiewają razem, nawet niedoskonałe głosy mogą stworzyć coś pięknego".
Melania Ashworth, to utalentowana muzycznie córka pastora, która swym głosem podbiła londyńską scenę. Niestety, w skutek skandalu jaki stał się jej nie zawinionym udziałem, musiała w jednej chwili zmienić wszystko. Rozpoczęła pracę nauczycielki w sierocińcu Grimthorne House, gdzie życie toczy się w takt surowej dyscypliny, pod czujnym okiem dyrektora, pana Grimsby. I właśnie w tym miejscu, zimnym, przesyconym bólem i tęsknotą małych, złamanych serc, rozpoczyna się niezwykła droga przemiany..
"Teatr złamanych serc" to przepiękna opowieść, niosąca nadzieję, tam gdzie już nie widać sensu, dodająca odwagi, gdy smutek i cierpienie przesłania wszystko inne, rozgrzewająca serca zamrożone brakiem miłości i wiary w człowieka. Pozostawia ona w sercu i umyśle czytelnika trwały ślad.
Fabuła została osadzona w dawnej Anglii, głównie w zimnych murach sierocińca w Yorkshire, gdzie nierozbrzmiewa dziecięcy śmiech, a codzienna egzystencja pozbawia jakiejkolwiek nadziei. I wtedy pojawia się ona, pani Melania. Kobieta jakby z innego świata, która sama mając złamane serce, podejmuje walkę o przywrócenie dziecięcym, pustym oczom blasku.
Cudowna historia, która i mnie złamała serce, niejednokrotnie wyciskając z oczu łzy. Czytając, miałam poczucie jedności z jej bohaterami i niesamowicie przeżywałam wszystko, z czym przyszło im się mierzyć. Autorka tak bardzo sugestywnie odmalowała obraz świata pozbawionego nadziei, w którym wystarczy zagrać melodię poruszającą odpowiednie struny serca, by na nowo rozbłysło słońce.
Jestem zakochana w tej powieści i wam gorąco życzę, byście ją przeczytali i pozwolili sobie usłyszeć muzykę przemieniającą życie.
"Teatr złamanych serc" to książka, która jest przepełniona nostalgią, siłą i sztuką.
Autorka pokazała jak życie może się diametralnie zmienić i to z dnia na dzień. Deski londyńskiej sceny nagle stają się ścianami ponurego sierocińca w Yorkshire.
Gdy przed oczami Melanii pojawia się budynek Grimthorne House, czuje że nie będzie to miejsce pełne uśmiechów dzieci i radości. Podobało mi się porównanie życia do sztuki wystawianej na deskach teatru. Tak właśnie postanawia podejść do nowej pracy Melania. Jak do jednej ze sztuk, które kiedyś mogła odgrywać przed publicznością.
Jedno wydarzenie sprawiło, że główna bohaterka z gwiazdy londyńskiego teatru Drury Lane stała się kobietą, która musiała zrezygnować ze swojego wymarzonego życia i wrócić w rodzinne strony. A właściwie zostało jej zabrane siłą przez pomówienia i skandal.
Przedstawione wydarzenia pokazują jak obłudni potrafią być ludzie w bliskim otoczeniu. Jak plotka potrafi zamienić się w całkiem inną historię.
Zobaczymy tu zagubionych chłopców, którzy dzięki głównej bohaterce będą w stanie pokonać wewnętrzne demony i traumy. Bo sierociniec nie był dla nich domem i bezpieczną przystanią, a miejscem gdzie doświadczali srogiej dyscypliny.
Miłość do sztuki i muzyki pozwoliła im wspólnie stworzyć coś wyjątkowego - chór.
Podoba mi się to w jaki sposób autorka opisuje mimikę bohaterów, dzięki temu można "poczuć" te emocje. Myślę, że takie zabiegi ożywiają danego protagonistę.
Postać dyrektora Corneliusa Grimsby jest uosobieniem kogoś kto w ogóle nie powinien prowadzić takiej instytucji jak sierociniec. Jego fanatyzm religijny odbiega zupełnie od tego, co powinno być przekazywane w wartościach wiary.
Natomiast obecność Juliana Whitmora i Sebastiana potęguje emocje.
Autorka ma naturalną zdolność do tworzenia historii z duszą i nostalgią. Melania to bohaterka, która mimo własnego bólu i lęku wcale nie jest słaba. Ma swoje wartości, poczucie estetyki i empatii.
Chociaż początkowo sierociniec był dla niej "deską ratunku", potem stał się miejscem, gdzie realizowała swoją misję - przywrócenia w chłopcach człowieczeństwa.
Książka bardzo mi się podobała. Styl i fabuła fajnie się uzupełniają.
Czcionka jest odpowiednia dla oczu. Fajne są adnotacje, które opisują np. londyńskie dzielnice, przedmioty charakterystyczne dla danego okresu, osoby itp. A okładka zdecydowanie przykuwa wzrok i pasuje do historii i tytułu.
Już od pierwszych stron czułam, że trafiłam na coś wyjątkowego. Atmosfera Grimthorne House – mrocznego sierocińca w Yorkshire, gdzie muzyka jest zakazana jest tak gęsta i ponura, że niemal fizycznie czułam ciążącą na bohaterach ciszę. To opowieść, która od razu chwyciła mnie za serce i nie mogłam jej odłożyć dopóki nie poznałam ostatniej strony.
Historia Melanii Ashworth, byłej gwiazdy londyńskiej sceny zmuszonej ukrywać się po skandalu to przede wszystkim opowieść o odrodzeniu i sile sztuki. Gdy niespodziewany zbieg okoliczności zmusza ją do podjęcia niemal niemożliwego wyzwania – stworzenia chóru z czterdziestu trzech zranionych chłopców w zaledwie tydzień fabuła nabiera tempa, pełnego napięcia i wzruszeń. To piękna metafora tego, jak światło i piękno mogą przebić się nawet przez najgęstszy mrok.
Melania to postać, do której od razu się lgnie. Jej wewnętrzna siła, ukryta pod warstwą traumy i strachu, budzi ogromną empatię. Jej przemiana jest sercem tej książki. Chłopcy z sierocińca nie są tłem. Każdy z nich nosi w sobie historię, a widok, jak pod wpływem muzyki (a przede wszystkim cierpliwości Melanii) zaczynają ponownie ufać, jest niezwykle poruszający. Dyrektor Cornelius Grimsby to antagonista, którego można naprawdę znienawidzić, co tylko potęguje emocje. Doktor Julian Whitmore dodaje warstwy napięcia. Jego rola jako osoby znającej mroczne sekrety Melanii sprawiła, że cały czas czułam niepokój o kruche szczęście, które bohaterka próbowała zbudować.
Styl Magdaleny Buraczewskiej-Świątek jest piękny i przystępny jednocześnie. Autorka pisze z wielką wrażliwością, a jej opisy są plastyczne, ale nie przytłaczają. Książkę czyta się niezwykle płynnie. Akcja nie zwalnia, a momentami ma się wręcz wrażenie, że słyszy się ten zakazany śpiew rozbrzmiewający między wierszami.
Dla kogo jest ta książka?
Ta powieść będzie idealna dla Ciebie, jeśli:
Uwielbiasz historie o drugich szansach, sile wspólnoty i uzdrawiającej mocy sztuki.
Szukasz głęboko emocjonalnej lektury, która wywoła u Ciebie zarówno łzy smutku, jak i łzy wzruszenia.
Cenisz sobie piękny, literacki język połączony z wciągającą fabułą.
Pamiętasz film "Pan od muzyki" – w zapowiedziach książki znajdziesz bezpośrednie do niego odniesienie.
"Teatr złamanych serc" to poruszająca i pięknie napisana opowieść, która zostaje w czytelniku na długo. To hołd złożony nadziei, muzyce i niezniszczalnej sile ludzkiego ducha.
Moja ocena: 9/10
BRUNETTE BOOKS