

Czy kiedykolwiek czułeś, że nie jesteś sobą? Masz wrażenie, że gonisz za czymś, co nie przynosi prawdziwego spełnienia? Chcesz uzdrowić bolesne wspomnienia, by nie ograniczały, ale prowadziły do wzrostu? Pragniesz uniezależnić się od oczekiwań podsycanych przez innych? Żeby zgłębić prawdę o sobie, trzeba wyruszyć w duchową podróż, która jest jednocześnie powrotem do swojego autentycznego „ja” głęboko zakorzenionego w Bożej obecności w nas. Ojciec M. Basil Pennington, mnich i propagator modlitwy głębi, wyjaśnia, że kluczem do tej przemiany jest kontemplacja, która pozwala nam uwolnić się od natłoku myśli i otworzyć się na bezpośrednie doświadczenie Boga. Prowadzeni przez Ducha Świętego odkrywamy, że nasza wartość nie zależy od tego, co robimy, ale od tego, kim jesteśmy w Bożych oczach. Stwórca prowadzi nas do pełni poznania naszego prawdziwego „ja”, do odrzucenia fałszywego obrazu siebie samych i odkrycia swej niepowtarzalności. Uniezależniając się od opinii innych i własnych wyobrażeń na swój temat, możemy się rozwijać, doświadczać wolności i odnosić się życzliwie do otaczającej nas rzeczywistości. Ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz Boży, jakkolwiek byłby on teraz zniekształcony i zamazany, wciąż pozostajemy najlepszym sposobem na dowiedzenie się czegoś o Bogu, który nas stworzył. Im lepiej znamy samych siebie, w tym lepszym jesteśmy kontakcie z naszymi najgłębszymi i najbardziej autentycznymi aspiracjami.
To co praktykujemy, nasza modlitwa, musi być odpowiedzią na rzeczywistość, na to, co realnie istnieje. Czynnikiem, który chyba najbardziej przyczynił się (i nadal przyczynia) do niszczenia życia duchowego zachodniego chrześcijaństwa jest rozejście się teologii i duchowości, doktryny i praktyki. A zatem, pisząc o modlitwie i dzieląc się bardzo praktyczną metodą modlitwy, nie waham się odwoływać do najgłębszych tajemnic chrześcijańskiej wiary. Jednak staram się zachować pewną zwięzłość tak, że z pewnością nie wnikam szczegółowo w całe bogactwo naszej wiary, przedstawiając je tylko w formie „zalążkowej”. Konkretna teologiczna prezentacja, na jaką się decyduję, może być obca niektórym czytelnikom. Najprawdopodobniej będzie tak nie dlatego, że jest to jakiś szczególnie rzymsko-katolicki punkt widzenia, ani że jest to pogląd jakiejś szczególnej szkoły teologicznej, ale dlatego, że istnieje bardziej tradycyjna i starsza (a może nawet starożytna) forma modlitwy, jaką znajdujemy już u Ojców Kościoła, a dzisiaj już poniechana i często zapomniana. Mam nadzieję, że czytelnik przyjmie moją prezentację z cierpliwością, a może dzięki temu zyska nowy wgląd w wiarę, dający podstawę pełniejszego i bogatszego doświadczenia i praktyki modlitewnej. Autor Obłoku niewiedzy czuł potrzebę zwrócenia się do czytelnika we Wstępie (a następnie ponownie, pod koniec traktatu) z usilną prośbą, aby przeczytał całe, pełne znaczeń, choć niezbyt długie dzieło, obawiając się, że jeśli przeczyta tylko jego fragmenty, zrozumienie sensu będzie niepełne lub nawet fałszywe. Ja sam czuję coś podobnego. Sprawa jest delikatnej i złożonej natury, ponieważ dotyczy głębokiej i pełnej relacji między dwiema osobami: człowiekiem o nieograniczonym potencjale, i Nieskończonym Bogiem. Szczególnie w części dotyczącej odpowiedzi na pytania czytelnik znajdzie niuanse i rozróżnienia, które mogą okazać się pomocne, a dla niektórych bardzo ważne. Dlatego możliwość brania udziału w warsztatach modlitewnych jest tak wartościowa. Poprzez kolejne doświadczenia „modlitwy prowadzącej do środka” i poprzez odpowiedzi na pytania, jakie pojawiają się w trakcie takich doświadczeń, nauczanie modlitwy można tak wyszlifować, że zdoła wyjść naprzeciw indywidualnym potrzebom i ułatwiać właściwe jej zrozumienie, będące oparciem dla praktyki.
Bonito
O nas
Kontakt
Punkty odbioru
Dla dostawców
Polityka prywatności
Ustawienia plików cookie
Załóż konto
Sprzedaż hurtowa
Dropshipping
Bonito na Allegro


