
Seria tajemniczych zaginięć nastoletnich chłopców, którzy zniknęli pod koniec lat 90. w Zachodniopomorskiem. Co łączy te dramaty? Czy chłopców ktoś porwał? Czy zamordował seryjny zabójca? Czy może to wszystko jest jednak dziełem przypadku?
Marcowe dzieci. Chłopcy, którzy nigdy nie staną się mężczyznami. Podobni do siebie jak bracia. Za każdym z nich stoi inna historia. Inny rodzic. To właśnie oczami rodzica, pełnymi cierpienia i niezrozumienia dla tego, co się stało, obserwujemy świat po stracie. Słyszymy ten niemy krzyk i wiszące w zamkniętym pokoju syna pytanie – gdzie jesteś?
Ta poruszająca do głębi historia, utkana ze wspomnień i informacji na temat autentycznych wydarzeń, które miały miejsce w Łobzie, Rewalu i Starym Drawsku w marcu 1998 i 1999 roku.
| Autor | Anna Fryczkowska |
| Wydawnictwo | OD Deski Do Deski |
| Rok wydania | 2018 |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron | 288 |
| Format | 14.5x21.0 cm |
| Numer ISBN | 978-83-65157-81-2 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788365157812 |
| Waga | 382 g |
| Wymiary | 145 x 210 x 20 mm |
| Data premiery | 2018.10.03 |
| Data pojawienia się | 2018.09.11 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
To moje pierwsze spotkanie z serią Na F/Aktach Wydawnictwa Od deski do deski. Rzadko sięgam po literaturę faktu, reportaże, wspomnienia... W obliczu codziennych problemów, własnych tragedii wolę czytać coś lżejszego, tłumaczyć sobie, że to całkowicie fikcja literacka. Wszak książki oparte na faktach znacznie bardziej poruszają...
Nie inaczej jest w przypadku "Równonocy" Anny Fryczkowskiej, która postanowiła 'zagrać' na strunie zwanej macierzyństwo wystawione na próbę.
Starsi odchodzą - trudno nam się z tym pogodzić...
Ale najbardziej boli utrata dziecka...
Zwłaszcza, kiedy nie mamy możliwości nawet go pożegnać...
Pochować...
Nie mamy pewności, co się z nim stało...
To właśnie temat, którego podjęła się Fryczkowska. Skupiła się na historii czterech chłopców, którzy zaginęli pod koniec lat 90. w województwie Zachodniopomorskiem. Szymon, Darek, Kamil, Jędrzej. Wszyscy zniknęli w marcu 1998 lub 1999 roku. Mieli po czternaście lub piętnaście lat. Młodzi, przystojni, ktoś doszukał się nawet, iż trzech z nich jest podobnych do siebie jak bracia. Pochodzili z różnych rodzin, z miasta lub ze wsi, nie wszyscy mieli rodzeństwo, grzeczni lub sprawiający problemy wychowawcze... Znikali bez reguł... Bez śladu... Bez tropów dla policji...
Seryjny morderca? Gigant? Dawcy organów? Czy nastolatkowie żyją? Jak ich szukać? Gdzie szukać pomocy w ich odnalezieniu? Policja? Wiadomo... Jasnowidz? Można mu wierzyć? Plakaty? Media?
Każdy człowiek inaczej reaguje na zniknięcie najbliższych... Najtrudniej znoszą to matki, ojcowie jakoś sobie radzą. Fryczkowska doskonale oddała różnorodność przeżywania takiej traumy również wśród rodzicielek czterech zaginionych. Bardzo denerwowało mnie podejście do sprawy rodziców Darka! Wciąż liczyłam, że się zmienią... Dwie matki szukały ukojenia w symbolicznych pogrzebach. Największą nadzieją żyła mama Szymona, starała się działać, wciąż podejmowała nowe kroki... Ale wszystko do czasu... W chwili, gdy z domu znika dziecko, zanikają również zażyłości między małżonkami, ich dotychczasowa bliskość ulatuje, rozmijają się...
Pustka, nicość, nadzieja, plotki, wytykanie palcami jakby byli trędowaci, jakby zaginięcie było zaraźliwe - z tym muszą radzić sobie rodziny nastolatków. Dobrze, jeśli szukają pomocy. Dobrze, jeśli trafią na ludzi o dobrym sercu w Fundacjach wspierające poszukiwania. Nowe pokłady nadziei niesie im historia Nataschy Kampusch, która uciekła swemu porywaczowi po ośmiu latach przetrzymywania... Czytałam jej opowieść...
Przeszłam z bohaterami poprzez kolejne fazy tych lat poszukiwań, tęsknot i wyczekiwania. Chwilami naprawdę bolało... To nic, że książka jest fikcją, ale doskonale odmalowaną emocjami rodziców, którzy stracili dzieci, gdyż dzieło Fryczkowskiej zostało oparte na autentycznych wydarzeniach.
Książka jest naprzemiennym świadectwem rodziców czwórki zaginionych. A potem nagle pojawia się jeszcze jedna matka... I postrzeganie całości zmienia się diametralnie...
Syna tej matki, jego postępowanie i profesję pozostawiam już bez komentarza...
Podsumowując - "Równonoc" to przejmujące świadectwo rodzin, które żyją nadzieją na odzyskanie dziecka. Historia utkana z ludzkich mroków, tęsknot, łez, bezowocnych poszukiwań i "kruchej normalności". Lektura niezmiernie trudna dla rodzica, zwłaszcza matki. Nie da się szybko o tej książce zapomnieć...
recenzja pochodzi z mojego bloga: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/