
Martyna, po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Na miejscu odkrywa, że posesja jest w gorszym stanie, niż się spodziewała. Postanawia więc posprzątać i choć częściowo ją odnowić. Nieoczekiwane zdarzenia – atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców i spotkanie dawnego znajomego – komplikują jej plany.
Hubert, który od lat mieszka w tym samym miejscu, pracuje w lokalnej przychodni. Pewnego dnia do jego gabinetu trafia Martyna. Spotkanie przywołuje wspomnienia sprzed lat, kiedy dwójkę łączył letni romans.
Czy dawne uczucie ma szansę odżyć? Dlaczego ktoś próbuje włamać się do domu po dziadkach? Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? I co ma zrobić Martyna, by były chłopak przestał ją nachodzić?
***
Absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Fanka thrillerów psychologicznych, powieści z nurtu realizmu magicznego inew adult. Miłośniczka dalekich podróży, która panicznie boi się latać samolotem. Cyniczka o romantycznej duszy.
W swoich książkach stawia na prostotę i realizm, gdyż głęboko wzięła sobie do serca radę, którą przeczytała na skrzydełku pewnej książki: pisz o tym, co znasz.
W wolnych chwilach uwielbia oglądać kanał HGTV, jeździć na rowerze, pływać i spacerować po lesie. Wraz z mężem i córeczką Kają mieszka w Ząbkach pod Warszawą.
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: WYDAWNICTWO ZWIERCIADŁO SP. Z O.O., UL. Widok 8, 00-023 Warszawa (PL), adres e-mail: handlowy@grupazwierciadlo.pl
| Autor | Agata Czykierda-Grabowska |
| Wydawnictwo | Zwierciadło |
| Rok wydania | 2026 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 300 |
| Format | 14.5 x 20.5 cm |
| Numer ISBN | 978-83-8132-732-9 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788381327329 |
| Wymiary | 145 x 205 mm |
| Data premiery | 2026.01.23 |
| Data pojawienia się | 2026.01.05 |
| Dostępna liczba sztuk | |
|---|---|
| Dostępność całkowita | 362 szt. |
| Dostępność w naszym magazynie | 20 szt. (realizacja jeszcze dzisiaj) |
Dostępność w punktach Bonito![]() |
|---|
| ul. Staromiejska 6 (50 m od Rynku) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Pokoju 67 (wyspa w centrum handlowym M1) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Batorego 15B (przecznica od ul. Karmelickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Dobrego Pasterza 122 (Prądnik Czerwony) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Josepha Conrada 79 (obok stacji BP) | 3 szt. na miejscu |
| ul. Kluczborska 17 (przy pętli "Krowodrza Górka") | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kobierzyńska 93 (osiedle Ruczaj-Zaborze) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Marii Dąbrowskiej 17A (50 m od CH Czyżyny) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Pawia 34 (blisko Galerii Krakowskiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Pilotów 2E (300 m od ronda Młyńskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Wielicka 259 (wyspa w Galerii Mozaika) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Wysłouchów 3 (Kurdwanów) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Zakopiańska 62 (Park Handlowy Zakopianka) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 51 (skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Komisji Edukacji Narodowej 88 (Ursynów - metro Stokłosy) | Zamów i odbierz już jutro |
| al. Niepodległości 54 (przy stacji metro Wierzbno) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Chmielna 4 (50 metrów od ul. Nowy Świat) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Czapelska 48 (200 m od ronda Wiatraczna) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Kondratowicza 37 (blisko Szpitala Bródnowskiego) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Stawki 8 (450 m od CH Arkadia) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Żeromskiego 1 (przy stacji metra Słodowiec) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Plac Grunwaldzki 25 (w budynku Grunwaldzki Center) | Zamów i odbierz już jutro |
| ul. Ruska 2 (przy Placu Solnym) | Zamów i odbierz już jutro |
Darmowa dostawa już od 199,00 zł
Zacznę od tego że ta książka jest przepięknie wydana, a ja zawsze zwracam na to uwagę, piękna i nostalgiczna okładka, barwione brzegi i cudowna wklejka od razu wprawiają nas w zachwyt.
To lekka, łatwa i przyjemna powieść idealna na weekend czy wakacje.
Martyna po życiowych zawirowaniach wraca na wieś, gdzie los ponownie stawia na jej drodze pierwszą miłość. Szybko okazuje się, że choć czas minął, uczucia gdzieś pod powierzchnią wciąż żyją. To historia o drugich szansach, o ciszy prowincji leczącej serce i o tym, że niektóre relacje nigdy nie gasną tylko czekają na odpowiedni moment.
Ta książka ma w sobie ogromny urok wspomnień. Najpiękniej wypadają fragmenty związane z wsią i dziadkami pełne ciepła, nostalgii i takiej swojskiej magii, którą wręcz się czuje między wersami. Człowiek od razu powrócił do swoich dziecinnych lat, pyszności przygotowywanych przez babcię i bajek opowiadanych przez dziadka.
Zabrakło mi jednak jednego "chemii" między bohaterami. Ich relacja była bardziej przyjacielska niż romantyczna, przez co nie czułam tego napięcia i motyli w brzuchu, które w historiach miłosnych lubię najbardziej. Wszystko było poprawne, ale nie porwało mnie emocjonalnie tak, jak mogło. Zdecydowanie linia czasowa sprzed lat bardziej mi się podobała. Tam widać było to rodzące się uczucie.
"Sprawiała, że byłem szczęśliwy. Choć przez krótką chwilę. Za to uczucie mógłbym przejść przez milion burz."
Dla mnie to przyjemna historia, choć bez efektu „wow”.
Ocena: 6/10
„Przez milion burz” autorstwa Agata Czykierda-Grabowska to historia, która otula jak ciepły koc w chłodny wieczór, a jednocześnie potrafi zaskoczyć nagłym podmuchem wiatru. To opowieść o powrotach – do miejsc, do wspomnień i do uczuć, które nigdy tak naprawdę nie wygasły.
Martyna, po utracie pracy w korporacji, podejmuje decyzję o wyjeździe na wieś, do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Ma to być ucieczka, chwila na złapanie oddechu i poukładanie życia na nowo. Rzeczywistość szybko jednak weryfikuje jej wyobrażenia – dom jest w opłakanym stanie, a plany spokojnej renowacji komplikują kolejne niespodziewane zdarzenia. Atak nietoperza, tajemniczy komplet srebrnych sztućców odnaleziony wśród starych rzeczy i próby włamania do domu sprawiają, że wokół Martyny zaczyna gęstnieć atmosfera niepokoju.
Na jej drodze ponownie pojawia się Hubert – lekarz pracujący w lokalnej przychodni i mężczyzna, z którym przed laty łączył ją letni romans. Ich spotkanie budzi wspomnienia, niedopowiedzenia i emocje, które – mimo upływu czasu – wcale nie straciły na sile. Hubert to bohater spokojny, uważny, z pozoru opanowany, ale skrywający własne wątpliwości. Między nim a Martyną wciąż iskrzy, jednak przeszłość i aktualne problemy nie pozwalają im tak po prostu rzucić się sobie w ramiona.
Autorka porusza w tej powieści temat zaczynania od nowa, odwagi w podejmowaniu decyzji, mierzenia się z przeszłością i budowania siebie na gruzach dawnych rozczarowań. To również historia o tym, że życie rzadko jest czarno-białe – czasem trzeba przejść przez milion burz, by odnaleźć własny spokój. W tle pojawia się nutka tajemnicy związanej z rodzinną przeszłością i niepokojącymi wydarzeniami wokół domu dziadków, co dodaje powieści lekkiego, intrygującego napięcia.
Emocje w tej książce są bardzo prawdziwe – nieprzerysowane, bliskie codzienności. Jest tęsknota, zawód, niepewność, ale też ciepło, nadzieja i delikatne, stopniowo odradzające się uczucie. Czytając, czułam wzruszenie i nostalgię, momentami także frustrację wobec niektórych decyzji bohaterów – dokładnie tak, jakby byli kimś mi bliskim. Bardzo podobał mi się klimat małej miejscowości i motyw powrotu do korzeni. To historia, która płynie spokojnie, ale zostawia po sobie ślad.
Gatunkowo to powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem romantycznym i subtelną nutą tajemnicy. Idealna dla czytelników, którzy lubią historie o drugich szansach, powrotach do rodzinnych stron i uczuciach dojrzalszych, bardziej świadomych. Dla tych, którzy cenią emocjonalną autentyczność i bohaterów z krwi i kości.
„Przez milion burz” to opowieść o tym, że czasem trzeba wszystko stracić, by odnaleźć siebie. Ciepła, poruszająca i pełna nadziei historia, którą czytałam z przyjemnością i którą z serca polecam każdemu, kto wierzy w drugie szanse.
Martyna została zwolniona z pracy, niebawem nie będzie miała za co utrzymać mieszkania i siebie. Ma nadzieję, że sprzedając dom po dziadkach stanie na nogi. Dlatego przyjeżdża na wieś, którą pamięta z wakacyjnych wspomnień i już na początku zostaje zaatakowana przez bliżej nieokreślone stworzenie. W panice odwiedza pobliski ośrodek zdrowia domagając się zastrzyku przeciw wściekliźnie. Tam spotyka Huberta, chłopaka z którym kiedyś dużo ją łączyło. Czy to kolejna ckliwa historia miłosna?
Na powyższe pytanie odpowiem od razu. Nie, nie jest to kolejna słodka historia miłosna.
Przez ile burz musi przejść człowiek aby dotrzeć do celu, do szczęścia, by zobaczyć, że niepotrzebnie zmarnował wiele lat życia. A wystarczyło jednej z tych burz wyjść naprzeciw.
Martyna ma nadzieję na szybki i spory zastrzyk gotówki, nie spodziewała się, iż w domku po dziadkach odnajdą ją wspomnienia. Szczególnie te z ostatniego lata gdy między nią, a Hubertem zaczęło dziać się coś pięknego.
Tych dwoje ludzi staje przed dylematami, przed niedopowiedzeniami z przeszłości i może najwyższa pora aby powiedzieć tej drugiej stronie całą prawdę.
Podoba się mi to,że autorka powoli ale sukcesywnie dawkowała czytelnikowi z czym borykali i borykają się bohaterowie. Od razu widać naszą naturę skłonną do gdybania...chociaż prawda okazuje się być zupełnie inna.
Ta powieść to bardzo przyjemna obyczajówka, którą ciężko odłożyć, właśnie przez to budowanie napięcia i nieśpieszne odkrywanie kart. Pozwala samemu czytającemu wrócić do własnych wspomnień wakacji spędzanych na wsi i tego niezwykłego, niepowtarzalnego klimatu z gatunku...kiedyś to było. Zachęcam do sięgnięcia po tę historię, a czy skończyła się ona happy endem? Nie powiem, przekonajcie się sami. Zwróćcie także uwagę na przepiękne wydanie. Już zapachniało wiosną.
„Deszcz zelżał, ale to nie miało żadnego znaczenia, bo we mnie wciąż trwała burza. Gdy byłem z nią, zawsze tak się czułem. Waliły pioruny, trzaskały połamane drzewa, brakowało mi tchu. Nie wiedziałem, gdzie uderzy następny grzmot. Kochałem ten stan. Uwielbiałem go. Kochałem ją. Chyba od zawsze.” .Lubicie burze? Ja jakoś nie za bardzo, w dzieciństwie często się też ich bałam, natomiast w dorosłym życiu nie wypatruję tych życiowych - wolę spokojną egzystencję bez nadmiaru wrażeń. .„Przez milion burz” autorstwa Agaty Czykierdy-Grabowskiej to chwytająca za serce historia o miłości. Miłości, która przed laty narodziła się pomiędzy dwójką nastolatków, Martyną i Hubertem - przyjaciół, którzy od lat spędzali całe wakacje na wspólnym pisaniu historii. Historii, dzięki którym udawało im się uciec od problemów czekających na nich w ich rodzinnych domach. Teraz ta dwójka jest już po trzydziestce. Każde z własnym bagażem doświadczeń, na innym etapie życia, jednak gdy los stawia ich ponownie na swojej drodze, znowu iskrzy… Czy tylko na tyle mocno, by mogło się to przerodzić w coś więcej?….Historia wciągnęła mnie od pierwszej strony - sporo się w niej działo. Przygody głównej bohaterki niczym z komedii romantycznej pełnej uroczych pomyłek, do tego oczywiście przystojny kandydat na partnera, a w tle tajemnicze znaleziska ukryte w budynkach gospodarczych i włamanie… - czyż nie brzmi to zachęcająco? Ale żeby nie było! „Przez milion burz” to nie jest jedna z tych prostych historyjek o miłości z happy endem. Tutaj znajdziecie coś więcej! Ciekawa fabuła, charakter Martyny, z którym nie do końca się polubiłam, ale dzięki temu opowieść miała w sobie to „coś”. Jest jeszcze wspomniany mini wątek kryminalny, dzięki któremu historia nabiera czegoś więcej- w końcu nie samą miłością żyje człowiek! Ja jestem zauroczona i zachęcam Was do samodzielnej lektury! To powieść idealna na te długie zimowe wieczory! - chociaż gdy Was wciągnie, to pewnie wystarczy na jeden!
Klimat cichej wsi, małej społeczności, odrobina tajemnicy i intrygi, a przede wszystkim serdeczność w przedstawianiu postaci i ogromne ciepło, jakim tchnie narracja – sprawiają, że powieść staje się cudowną odskocznią od codzienności, a nawet nostalgiczną podróżą do nastoletnich lat…
Martyna traci pracę, jest wściekła, czuje się bezsilna i niesprawiedliwie potraktowana, pozostaje właściwie bez środków do życia. Wprawdzie sama przyznaje, że nie myślała o oszczędzaniu i sama jest sobie winna, ale to przecież niczego nie zmienia…
Jednocześnie ma dużo szczęścia, bo odziedziczyła po dziadkach gospodarstwo na Zamojszczyźnie, położone wśród pól i otoczone sadem. Dziewczyna nie lubi się nad sobą użalać, podejmuje decyzję o sprzedaży domku i szybko chce sfinalizować transakcję. Posesja okazuje się zaniedbana, jak to bywa z opuszczonymi, niezamieszkanymi miejscami. Jednak w obecnej sytuacji walka z chwastami, porządkowanie rzeczy i sprzątanie budynków wydaje jej się doskonałą terapią…
Już pierwszy dzień przypomniał jej, jak cudownie spędzała wakacyjny czas u dziadków, jak miło było zamienić wieczny pośpiech, szum miasta na świergot ptaków, kąpiele w jeziorze i orzeźwiające powiewy wiatru. Ta błogość jednak nie potrwała długo, bo wydarzyło się coś, co zupełnie wytrąciło ją z równowagi…
Została zaatakowana przez nietoperza! Przewrażliwienie i panika zmusiły ją do szybkiej reakcji - wizyty w przychodni i zaszczepienia się przeciwko wściekliźnie. Jakież było jej zdziwienie, gdy specjalistą od takich przypadków okazał się Hubert – nastoletnia miłość i jednocześnie największe sercowe rozczarowanie…
Cudownie się czytało o ich perypetiach, ileż ciepła, humoru, sympatii czuć w przekomarzaniach tej dwójki. Wspomnienia i teraźniejszość plączą się ze sobą, wywołując jednocześnie obawę i nadzieję, ujawniając sekrety, traumy i prawdę o przeszłości. Ta para bohaterów jest już dojrzała, ale na zasadzie retrospekcji i dwuplanowej narracji poznajemy historię ich wcześniejszej relacji i zaczynamy rozumieć punkty widzenia. Na jaw wychodzi trochę niedopowiedzeń, błędów młodości… i duża tajemnica. A jednocześnie ze wzruszeniem stajemy się świadkami budzącego się na nowo uczucia…
Książka wydawałoby się, że zaczyna się utartym schematem i przewidywalnością, ale to niezwykle trafny i ujmujący zabieg. Poznajemy Martynę, "burzę", kobietę chaos, która po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do gospodarstwa po dziadkach. Okazuje się, że posesja wymaga sporego remontu. Atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców, spotkanie dawnego znajomego Huberta, z którym łączył kobietę letni romans, powracające wspomnienia, próba włamania do domu - niespodziewane wydarzenia i problemy mocno komplikują jej plany.
Czy o pierwszej miłości da się zapomnieć? To uczucie, które zawsze pozostawia w sercu ślad. Pierwsze miłości zapamiętuje się już chyba na zawsze. I w sumie nie jest tu istotne, jak ten związek wyglądał i jak się zakończył. Martyna została zraniona. Ale to nie ona w pełni skradła moje serce, a Hubert, który sporo w swoim życiu przeszedł.
Agata Czykierda-Grabowska największy nacisk położyła na relacje, emocje, drobne gesty i niewypowiedziane słowa. Bohaterowie utknęli w swojej samotności i milczeniu. Mechanizm obronny, próba przetrwania? Być może tak. Z miejsca się ich lubi. Kibicujemy im w drodze do siebie. Towarzyszymy w lepszych i gorszych momentach. A rozterki traktujemy jak własne. Ich relację autorka potraktowała subtelnie, dzięki czemu jest wiarygodna.
Wątek włamania okazał się jakby tłem do innych wydarzeń, nie został jakoś szczególnie wyeksponowany. Nie było co tu za bardzo rozwiązywać. W sumie wszak to nie kryminał, prawda? Myślę, że motyw ten miał za zadanie połączyć bohaterów.
Wspaniale czytało się tę książkę. Niby osadzona w codzienności, a jednak nie do końca. Jest nostalgicznie, nieśpiesznie, beztrosko, czule, choć miejscami również poważnie. Cudownie było wrócić do nastoletnich czasów. Jak kadry z filmu przewijały mi się moje własne wspomnienia z tego okresu. Zapach drożdżowego ciasta, bieganie w deszczu, uciekanie przed burzą...
"Przez milion burz" to otulająca ciepłem, pełna uśmiechu i nuty niepokoju powieść, która udowadnia, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Strata i dojmujące poczucie samotności, powroty na wielu płaszczyznach życia - nic nie jest dziełem przypadku. Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? Czy Martyna i Hubert dadzą sobie szansę na szczęście? Wszak burza może zmienić wszystko...
„Przez milion burz” to bardzo ciepła i dojrzała historia o miłości, która nie przyszła w idealnym momencie, ale przetrwała próbę czasu. Powieść jest prowadzona na dwóch torach: obserwujemy bohaterów tu i teraz, jako około 35-latków z bagażem doświadczeń, ale równocześnie cofamy się do przeszłości do czasu, gdy mieli po 16–18 lat, poznawali się i nie do końca rozumieli własne uczucia. Dzięki temu widać nie tylko to, co jest między nimi dziś, ale też jak rodziło się ich pierwsze poruszenie i co sprawiło, że wtedy ich drogi się rozeszły.
Od początku. Martyna wraca na wieś po utracie pracy w bezdusznym korpo i przejmuje zniszczony dom po dziadkach z zamiarem remontu i sprzedaży. Ten pozorny krok w tył okazuje się początkiem czegoś nowego. Właśnie tam ponownie spotyka Huberta - mężczyznę, który jest spokojem i stabilnością. Prawdziwą skałą i portem, przy którym można wreszcie odetchnąć. Ona jest chodzącym chaosem, pełnym emocji i niepewności i to zderzenie charakterów wypada bardzo wiarygodnie.
To opowieść o tym, że stare uczucia potrafią przetrwać pod warstwą lat i rozczarowań, a nieudane związki nie przekreślają szansy na szczęście..
Książką jest typową powieścią obyczajową w najlepszym znaczeniu tego słowa: skupiona na relacjach, emocjach i drobnych gestach.
Książkę czyta się płynnie i z dużą przyjemnością. Styl autorki jest bardzo przyjemny i spokojnie prowadzi czytelnika przez historię często z lekkim uśmiechem. Jedynie zgrzytały mi nieliczne przekleństwa trochę jakby na siłę.
Jednak ta opowieść zostawia po sobie spokój, nadzieję i myśl, że czasem cofnięcie się o krok jest najlepszym ruchem naprzód, a nawet po wielu burzach można odnaleźć właściwy kierunek.
Początek mamy dość przewidujący, wielki powrót na "stare śmieci", załamania i nietoperz grożący swoim jestestwem, a na końcu jest on, z czarującym uśmiechem, gotowy zawsze pomóc. Muszę przyznać, że polubiłam retrospekcje, rozdziały są fajnie poprzeplatane, co powoli wdraża nas w całokształt historii i wyjaśnia wiele spraw.
Jeśli chodzi o bohaterów.. Martyna, oh, jak my się nie polubiłyśmy. Zdaje sobie sprawę, że ma miano "burzy", lecz to nieogarnięcie i tworzony chaos, kompletnie nie dla mnie, te cechy potrafią mnie zirytować.
Wątek włamania.. tym byłam troszkę rozczarowana. Sądziłam, że będzie on bardziej zawiły, szukałam jakiś powiązań z główną bohaterką, zwłaszcza, że opis z tyłu książki bardzo go reklamował. Dla mnie ten moment książki, był raczej mocno poboczny, bardziej mający na celu znalezienie dodatkowego punktu połączenia bohaterów, niżeli wielkiej sprawy do rozwiązania. Z drugiej strony wiadomo, tutaj raczej kwestia mojego gustu, niż zła cecha książki.
Reasumując, była to miła lektura, lecz raczej nie zapadnie mi w pamięci jako jedna z tych najlepszych, bardziej potraktuje ją jak książkę na kilka wieczorów, z miłą atmosferą wsi w tle.