
Kolejny tom humorystycznego cyklu przygód komiksowego kowboja Lucky Luke'a, którego postać stworzyli sławni autorzy francuscy - René Goscinny i Morris.
Umiera przyjaciel Samotnego Kowboja, stary Baddy, a ranczo po nim dziedziczy jego daleki krewny z Anglii, Waldo Badmington. Młodzieniec przybywa wkrótce na Dziki Zachód wraz ze swym kamerdynerem. Czekają ich same kłopoty, gdyż ziemię Baddy'ego chce przejąć bezwzględny sąsiad Jack Ready. Przekonuje prawie wszystkich mieszkańców okolicy, by nie pomagali Anglikowi. Na szczęście w obronie "żółtodzioba", jak na Zachodzie nazywano przybyszy z dalekich stron, stają Lucky Luke oraz Indianin Sam, niegdyś wierny towarzysz Baddy'ego. Z czasem okazuje się, że i sam Waldo, mimo arystokratycznego wychowania, nie jest maminsynkiem, którego trzeba wyręczać w walce. Szykuje się ostra - ale pełna humoru - rozprawa z Jackiem Readym i jego kowbojami!
Seria Lucky Luke została stworzona przez dwie legendy frankofońskiego rynku komiksowego: pisarza René Goscinnego (autora bestsellerowych książek o Mikołajku oraz scenariuszy do tak słynnych cykli komiksowych jak Asteriks i Iznogud) oraz rysownika Morrisa (właśc. Maurice de Bevere).
Podmiot odpowiedzialny za bezpieczeństwo produktu: Story House Egmont Sp. z o.o., ul. Inflancka 4c, 00-189 Warszawa (PL), adres e-mail: ksk@egmont.pl
| Autor | Rene Goscinny |
| Wydawnictwo | Egmont - komiksy |
| Rok wydania | 2016 |
| Oprawa | miękka |
| Liczba stron | 48 |
| Format | 21.6x28.4 cm |
| Numer ISBN | 9788328118409 |
| Kod paskowy (EAN) | 9788328118409 |
| Waga | 204 g |
| Wymiary | 215 x 285 x 5 mm |
| Data premiery | 2016.11.09 |
| Data pojawienia się | 2016.11.05 |
Produkt niedostępny!
Ten produkt jest niedostępny. Sprawdź koszty dostawy innych produktów.
Francuz i Belg tworzący komiks o Angliku w samym środku Bliskiego Wschodu – brzmi tak ciekawie, jak komicznie. I tak właśnie powinno być, o czym przekonuje ten znakomity album z kultowej serii o przygodach Lucky Luke’a, której wznowienie właśnie zaczęło ukazywać się na naszym rynku. przygotujcie się na dużo humoru, dużo przygód, jeszcze trochę humoru i kultowe towarzystwo kowboja strzelającego szybciej niż jego własny cień!
Żółtodziób. Nowicjusz. Laluś. Smarkacz. Mieszkańcy Dzikiego Zachodu mieli wiele określeń na przybyszów z innych części świata, których los rzucił na ich ziemię. I wiele posiadali także sposób na ich… hmm… powitanie. Bardzo wystrzałowe powitanie. Tak między innymi. Jedni z nowoprzybyłych z czasem klimatyzowali się, inni wyjeżdżali, a jeszcze inni… cóż… ich groby zostawały tu już na zawsze. Ale przecież nie tylko nowicjusze umierali. Jednym z takich zmarłych jest stary Baddy, który swoje ziemie pozostawia w spadku krewnemu z Anglii, a Lucky Luke’a prosił o pilnowanie go. I przekonanie się, że jest godny dziedziczenia. Oczywiście spadek najchętniej przejąłby miejscowy ranczer, Jack Ready, co nie ułatwi zadania naszemu bohaterowi…
Chociaż Lucky Luke jest z nami już równo siedemdziesiąt lat, poza krótkimi fragmentami w nieistniejącym już „Świecie komiksu”, nie miałem dotychczas okazji czytać jego przygód. A przecież doskonale pamiętam oglądane w dzieciństwie filmy z tym bohaterem i znakomitą zabawę, jaką wówczas oferowały. Dlatego reedycja tej serii w ramach KŚK, która właśnie wystartowała to doskonała okazja zarówno do uzupełnienia braków w kolekcji, jak również poznania przygód kultowego bohatera, które zdecydowanie są tego warte.
Co mają do zaoferowania? Scenariusz, który wyszedł spod ręki René Goscinnego (rodzice autora pochodzili z Polski stąd swojsko brzmiące nazwisko), ojca takich dzieł, jak „Asterix”, „Mikołajek”, „Umpapa” czy „Iznogud” to humorystyczne mistrzostwo. Niezwykle klarowny, jak na lata, w których powstał, nadal urzeka i bawi dowcipnym zderzeniem wielu kultur. Widzieliście film „Asterix i Obelix w służbie Jej Królewskiej Mości”? „Żółtodziób” pod wieloma względami bardzo go przypomina, chociaż do tematu podchodzi w bardziej klasyczny sposób.
Rysunkowo także jest wspaniale. Kreska Morrisa jest prosta, cartoonowa i idealnie pasująca do treści. Tak samo zresztą, jak kolor.
I cóż tu więcej można dodać? Chyba tylko tyle, że warto jest po „Żółtodzioba” sięgnąć i poznać absolutną klasykę komiksu, która wcale się nie zestarzała. Polecam gorąco!