Bonito - Bo liczą się dobre chwile
Bonito - Bo liczą się dobre chwile
Google PlayHuawei AppGallery
Aplikację zainstalowało już 143 350 osób!
Pobierz aplikację Bonito!
Google PlayHuawei AppGallery
Aplikację zainstalowało już 143 350 osób!
Black Weekend + cyber week
Księgarnia » Książki » Literatura piękna » Powieść » Obyczajowa » Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem
Facebook Twitter

Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem

Miniaturka
Nasza cena:
27,36 zł (zawiera rabat 28 %)
Cena rynkowa: 38,00 zł (oszczędzasz 10,64 zł)
Autor: Lauren Fern Watt
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Rok wydania:2017
Oprawa:miękka
Liczba stron:224
Format:14.5 x 21.5 cm
Numer ISBN:9788327629364
Kod paskowy (EAN):9788327629364
Waga:282 g
Dostępność: nie (ostatnio dostępna: 25.05.2021 17:14)

Jeśli chcesz dostać powiadomienie, gdy pozycja będzie dostępna, podaj swój e-mail:

E-Mail:

Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem – opis wydawcy

Oto Gizelle, angielski mastif, którego Lauren dostała na dziewiętnaste urodziny. Od tej chwili ona i Gizelle, która osiągnęła rozmiar i wagę cielaka, stały się nierozłączne. Mieszkały razem w akademiku, a potem w klitce na Manhattanie. To Gizelle została jej niezawodną przyjaciółką i powiernicą, która umie słuchać, nigdy nie krytykuje i pomaga przetrwać trudne chwile.

Gdy okazuje się, że Gizelle jest ciężko chora, Lauren zabiera ją w ostatnią wspólną podróż. To ma być pasmo atrakcji i przyjemności, ale Lauren dobrze wie, że spełnieniem marzeń każdego psa jest po prostu miłość człowieka.

Opinie czytelników o „Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem”
Średnia ocena: 4,3 na bazie 6 ocen z 6 opiniiOcenaOcenaOcenaOcenaOcena
Autor:
Data: 16.08.2017 17:29
Ocena: 4,0 OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Miłość do psa

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” to powieść oparta na prawdziwej historii.
Lauren Fern Watt wprowadza nas w świat dziewczyny, którą łączy nierozerwalna przyjaźń z ukochaną suczką, angielskim mastifem — Gizelle.

Lauren poznajemy w momencie, kiedy spóźnia się na długo wyczekiwany maraton w Central Parku. Następnie wspomina moment, kiedy przed laty otrzymała wymarzonego psa w prezencie. Zawsze zależało jej by był to ogromny pies i tak też się stało. Kiedy Gizelle spoczęła na kolanach Lauren, dziewczyna od razu się w niej zakochała. Od tej pory były nierozłączne. Suczka towarzyszyła jej nawet podczas mieszkania w akademiku, a także po przeprowadzce do Nowego Jorku.

Kiedy Lauren dowiaduje się o chorobie swojej ukochanej suczki postanawia spędzać z nią każdą wolną chwilę i układa Listę psich życzeń. Spęłniając kolejne punkty z listy, Lauren stopniowo żegna się z Gizelle.
Lauren Fern Watt potrafi czytelnika zarówno wzruszyć jak i rozbawić do łez.

Ogromnym plusem powieści jest również umiejcowienie fabuły w Nowym Jorku. To miasto zawsze nadaje historiom niepowtarzalny klimat. Opisy codziennego życia Lauren i Gizelle na Manhattanie dają złudzenie jakby miasto było jeszcze jednym bohaterem powieści.

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” to wzruszająca opowieść o miłości dziewczyny do jej najlepszego przyjaciela — suczki o imieniu Gizelle i ich nierozerwalnej przyjaźni. Idealna powieść dla wszystkich miłośników psów, Nowego Jorku, a także marzycieli o bezgranicznej miłości... Tym razem do zwierzaka.
Autor:
Data: 14.06.2017 16:18
Ocena: 5,0 OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Gizelle

Uwielbiam książki, których bohaterami są zwierzęta. Nasi przyjaciele mniejsi - jak ich nazywamy, choć nie zawsze odnosi się to do realiów - często są dla nas wsparciem i oparciem, konfesjonałem i spowiednikiem, są przyjaciółmi, którym powierzamy wszystko. Ale coś w zamian. Musimy być świadomi, że w momencie, gdy przygarniamy jakiegoś czworonoga jesteśmy za niego odpowiedzialni. Od pierwszego dnia u nas do jego śmierci.

"Kiedy człowiek zaprasza psa do swojego życia, musi być gotowy na cierpienie po jego odejściu. Dzień pożegnania jest najsmutniejszym dniem, mimo to warto mieć psa. Uczyć się od niego bezwarunkowej miłości." *

Ten cytat z książki odniosłam bym także do innych zwierząt.
Koty - choć robią to w innym stylu i może nie zawsze bezinteresownie, ale co z tego?
Konie - tak potężne, a jednak tak delikatne dla człowieka.

Każdy z nas od dziecka marzy o tym żeby mieć jakiegokolwiek zwierzaka. Tak często zaczynamy od chomików czy świnek morskich. I gdy nadchodzi ten dzień, gdy możemy wraz z rodziną albo samemu wchodząc w dorosłość zadecydować o nowym i ważnym członku rodziny dociera do nas jeden fakt. Dopiero teraz czujesz się kompletna/-y. Zaczynasz rozumieć, że pewna część serca i duszy czekała na tego konkretnego mieszkańca. Dla jednego psa, dla drugiego kota, a dla jeszcze innego węża. Każdy trafi na ten dzień i takiego przyjaciela. Poczuje to sercem, duchem i ciałem.

"Gizelle zjawiła się w moim życiu pewnego letniego dnia w Tennesee. Sześć lat temu, gdy moi rodzice byli jeszcze razem, zanim zamieszkałam w Nowym Jorku i zaczęłam biegać. I szybko stała się kimś więcej niż moja najlepszą przyjaciółką" **

Miłość od pierwszego wejrzenia, przytulenia i psiego pocałunku. Tak zaczęła się przygoda życia zarówno dla suczki mastifa angielskiego oraz dziewiętnastoletniej w tedy Lauren Watt. To, że obie na siebie trafiły było po części szczęściem, a po części odkupieniem win przez matkę dziewczyny. Ta od zawsze miała ogromne pokłady uczuć wobec każdego zwierzęcia, a jej córka zdecydowanie to po niej odziedziczyła. Jako, że były już dwa psy w domu - chihuahua Yoda oraz buldoga angielskiego Bertha to sama Lauren nie była przekonana do kupna następnego psa. Poza tym wiedziała, że choć jej tato również kochał zwierzęta to miał chyba najwięcej rozsądku. Ale matka dziewczyny się tym nie przejmowała. Jako osoba mająca problemy z alkoholem miewała okresy, gdy chciała zrekompensować jej zachowanie, a raczej jego brak. Czemu nie miał by to być szczeniak dla córki, która kocha zwierzęta? Chyba ani sama Lauren ani nikt z rodziny nie przewidywał tego jaka więź narodzi się miedzy dziewczyną, a wybraną przez nią Gizelle.

Ta historia to nie tylko opowieść o rodzącej się przyjaźni między człowiekiem, a psem. To nie tylko walka o jak najdłuższy czas jaki można spędzić u boku czworonoga wiedząc, że nie będzie on żył tyle co my. To nie tylko ukazanie co może nam dać towarzystwo zwierzęcia. To także obraz jak niepozorna dziewczyna nabiera wiary w siebie i swoje możliwości. Wspierana nie tylko przez rodzinę, ale i ... psa! Ale to też walka. Walka o matkę uzależnioną od alkoholu oraz leków, walka o relację z nią, o to by odsunąć na bok nienawiść, a próbować wskrzesić w sobie miłość do niej. Próba zrozumienia jej położenia, a w tym ponownie pomaga... pies.

I choć zakończenie jest takie jakiego nie znoszę, nie cierpię i nienawidzę to wiedziałam, że tak będzie. A mając psa świadoma jestem, że kiedyś zmagać będę się z tym samym. A mając już kota wiem, że na ten dzień przygotować się nie da. To się stanie, ale pustka pozostaje i nic oraz nikt jej nie wypełni...

* - Cytat z "Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" Lauren Fern Watt, str. 183
** - Cytat z "Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" :auren Fern Watt, str. 11

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Autor:
Data: 13.06.2017 22:24
Ocena: 4,0 OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Lista życzeń Gizelle i Lauren

Świat dzieli się na trzy typy ludzi- tych, którzy kochają psy, tych, którzy wolą koty, a także takich co mają gdzieś istoty żywe i robią im krzywdę na każdym kroku. Osobiście należę do tej pierwszej grupy i cieszę się, że są na tym świecie tacy ludzie jak Lauren Fern Watt. Młoda kobieta, która przed 20stką poznała swoją najlepszą przyjaciółkę i była z nią w jej najpiękniejszych chwilach. W końcu napisała książkę o ich wspólnych przygodach, nadając jej tytuł „Gizelle. Moje życie z wielkim psem”.

Gdy Lauren miała 19 lat matka, która sama przed sobą nie chciała się przyznać do problemu alkoholowego, sprawiła jej uroczego szczeniaka. Dała jej na imię Gizelle, na część księżniczki Disneya, która trafiła ze swojego bezpiecznego bajkowego świata prosto do miejskiej rzeczywistej dżungli. Szybko się okazało, że suczka będzie gigantycznym psem, jak to mają w zwyczaju mastify angielskie, gdy już jako 3-miesięczny szczeniak ważyła 22kg. Lauren i Gizelle były niemalże nierozłączne. Dziewczyna zabrała swojego psiaka nawet do Nowego Jorku, gdzie przeniosła się zaraz po skończeniu college'u. Kiedy na psią towarzyszkę spadła straszliwa diagnoza, Lauren postanowiła spełnić jej największe marzenia.

„Gizelle. Moje życie z wielkim psem” jest jedną z takich książek, że od razu staje się oczywiste- wypłaczemy sobie na niej oczy. Oczywiście ci, którzy choć odrobinę lubią zwierzaki, bo bezduszne zwyrodnialce będą się naśmiewać nawet z takiej historii. Jednakże, zanim spadnie na nas straszliwa trauma, którą odczuwać będziemy wraz z bohaterką i jednocześnie autorką musimy wpierw pokochać ten duet. Jak można tego nie poczuć kiedy jest się z dziewczynami od pierwszej ich wspólnej chwili. Cieszymy się każdą ich radością i smucimy każdą tragedią. Na szczęście tych drugich było bardzo niewiele, dzięki czemu możemy nauczyć się dokładnie tego samego co Lauren- radości z życia. Tę młodą kobietę i jej ukochanego psa połączyła niesamowita więź. Więź, której pozazdrości im każdy, a niewielu ma szansę doświadczyć- bez względu na to czy z psem, czy z człowiekiem. Jest to rewelacyjny przykład na terapeutyczną moc psiaków, których bezwarunkowa miłość dodaje nam skrzydeł i motywuje do zmian, do stawania się lepszymi. Lauren, piękna i młoda o wielu marzeniach i niekoniecznie wysokiej wierze w siebie. Sporo przeżyła podczas tych wspólnych lat z Gizelle i z zawziętością odhaczała kolejne punkty z listy rzeczy do zrobienia. Mieszkanie? Praca? Mężczyzna przy boku? Najlepsza przyjaciółka? Wszystko jest! Jednakże dopiero, gdy przychodzi do realizacji marzeń suczki odczuwamy prawdziwą moc tej powieści. To nie tylko siła jaką znalazła w sobie Lauren, aby w końcu dorosnąć i inaczej spojrzeć na swoje życie, ale również i przepiękna siła więzi z Gizelle, które odmieniła jej życie i dała moc do działania.
Nie mniej, na pewnym etapie historii, a w zasadzie przez zdecydowaną większość uwaga zdecydowanie bardziej skupia się na Lauren. Oczywiście, psiak istnieje w jej życiu i nie daje o sobie zapomnieć, ale z drugiej strony nie poświęca się jej aż tak dużo uwagi. Można by oczekiwać, że miłość do Gizelle będzie się aż wylewać z każdej kartki... Jednakże odmiana ma przyjść dopiero później. Rozsądnym jest wzięcie pod uwagę, że skupia całej uwagi na relacjach z psem mogłoby być na dłuższą matę męczące, dlatego też Fernie inaczej poprowadziła tę historię. Dzięki temu mamy w niej niemalże wszystko, czego można oczekiwać od powieści obyczajowych i rasowych wyciskaczy łez. Trudno będzie to przyznać, ale książki o zwierzętach lubią wyciskać łzy, a „Gizelle” sprawia, że zalewamy się nimi jeszcze na długo przed pożegnaniem.

Czytanie książek opartych o wydarzenia prawdziwe jest o tyle fajne, że można się spokojnie odnaleźć w rzeczywistości w jakiej rozgrywa się akcja. Jeśli jest to jeszcze książka biograficzna lub autobiograficzna, a autor uraczy nas jakimiś smaczkami, to wykorzystując moc internetu można odnaleźć właściwe elementy układanki. Lauren odsyła nas do swojego Instagrama, a przy okazji bombarduje nas solidną dawką zdjęć, dzięki czemu poznać można zarówno ją, jak i Gizelle, a dodatkowo można zobaczyć te niesamowite proporcje, przez które nazywa swojego psiaka „minicooperem”. Urocze.

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” to naprawdę wyjątkowa historia. Niepozorna dziewczyna i jej przyjaciółka, zdecydowanie należąca do tych, co przytłaczają swoimi gabarytami. Połączyła je niezwykła więź, a teraz czytelnicy mogą poczuć tę magię wraz z nimi. Ta powieść to również rzesza wspaniałych ludzi, których ta dwójka spotkała na drodze, ale przede wszystkim jest to ciepła opowieść, która nie boi się wyrwać ludziom serca i utopić ich we własnych łzach. Łatwo jest pokochać duet Lauren- Gizelle, łatwo jest cierpieć wraz z nimi, łatwo jej wraz z nimi się śmiać i bawić. Zdecydowanie warta uwagi historia, która wzruszy każdego.
Autor:
Data: 08.06.2017 22:06
Ocena: 4,0 OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Pozycja obowiązkowa dla każdego sympatyka psów :)

„Gizelle pojawiła się w moim życiu pewnego letniego dnia w Tennessee. Sześć lat temu, gdy moi rodzicie byli jeszcze razem, zanim zamieszkałam w Nowym Jorku i zaczęłam biegać. I szybko stała się kimś więcej niż moją najlepszą przyjaciółką.” – fragment książki.

Bywa tak, że pies pojawia się w domu jako antidotum na rodzinne problemy; jest bezinteresownym przyjacielem, powiernikiem, często po prostu przytulanką, w którą człowiek może się wtulić, kiedy mu źle. Jest pełnoprawnym członkiem rodziny, przy czym takim, na którym można polegać zawsze i wszędzie. Tak właśnie stało się w przypadku autorki książki Lauren Fern Watt, która tytułową Gizelle – przedstawicielkę rasy angielski mastif, największej psiej rasy na świecie – dostała od swojej matki, próbującej zagłuszyć wyrzuty sumienia z powodu nadużywania alkoholu. Lauren, mając w sobie gen miłości do zwierząt, bezbłędnie wybrała spośród czterech szczeniąt swoją towarzyszkę kolejnych kilku lat, zakochując się w niej dosłownie od pierwszego wejrzenia i to z wzajemnością.

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” to pisana w pamiętnikarskim stylu autentyczna relacja młodej kobiety, która przenosząc się wraz ze swoją czworonożną pupilką do Nowego Jorku musi radzić sobie z codziennością, definiowanej przez takie wyznaczniki sukcesu jak: praca, pies, mieszkanie oraz… chłopak. Gizelle z uwagi na swoje gabaryty (ponad 70 kg pies wielkości źrebaka) jest niewątpliwie przyciągającym uwagę stworzeniem, ale jednocześnie staje się kryterium doboru partnera – Lauren decyduje się związać z jedynie takim mężczyzną, który najzwyczajniej w świecie lubi psy. A że jej wybór pana na zapatrzonego w siebie dużego chłopca, który więcej uwagi poświęca Gizelle niż swojej dziewczynie, to już zupełnie inna historia.

Kiedy u sześcioletniej suczki zostaje zdiagnozowany złośliwy nowotwór, Lauren chce podarować jej to, co dla zwierzaka jest najistotniejsze: wspólny czas, jaki im jeszcze pozostał oraz stuprocentową uwagę, połączoną z dużą ilością miłości i pieszczot. Bo chociaż każda taka ludzko-psia historia prowadzi do nieuchronnego finału, obfitującego w ból i łzy, to zanim do tego dojdzie, pies i jego człowiek mogą po raz kolejny udowodnić sobie i innym, jak mocna łączy ich więź.

Lektura tej wzruszającej, szczerej i napisanej w hołdzie ukochanym psim przyjaciołom książki sprawiła, że z rozrzewnieniem powróciłam myślami do wspaniałych chwil spędzonych z moim niepowtarzalnym Golden Retrieverem, któremu nie było dane dożyć sędziwego wieku w zdrowiu.

Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi zwierząt, a w szczególności psów. W moim wypadku dołączy ona do pokaźnej kolekcji lektur z psimi bohaterami w rolach głównych, począwszy od kultowej książki Grogana „Marley i ja”, a na wspomnieniach znanego pisarza Deana Koonza o jego wyjątkowej Goldence skończywszy.

https://www.facebook.com/domiczyta/
Autor:
Data: 07.06.2017 18:28
Ocena: 4,0 OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Gizelle

Znacie osoby, które robią kilkuminutowy postój za każdym razem, gdy zobaczą zwierzaka? Które rozpływają się z zachwytu nad zaślinioną szczenięcą mordką i odwracają się za każdym napotkanym psem...?
To właśnie ja. Jestem zdeklarowaną psiarą, a do pełni szczęścia wystarczy mi książka, kubek kawy i mój własny mikroniedźwiadek na kolanach. Niestrudzenie poszukuję historii z tymi czworonożnymi przyjaciółmi w roli głównej, a filmy, w których występują, oglądam wręcz do znudzenia. Możecie więc tylko wyobrazić sobie moją radość, kiedy to wydawnictwo Harper Collins ujawniło swoje majowe premiery, a wśród nich znalazłam "Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem", oparte na faktach stadium przyjaźni 19-latki i jej ogromnego niczym grizzly mastifa. Wiedziałam, że muszę ją mieć, przeczytać i znać - raz, bo kocham psy, a dwa...
W końcu nie od dziś wiadomo, że prawdziwie poruszające historie to te, które napisało samo życie.

Ponad 70. kg żywej wagi, gracja słonia w składzie porcelany i nieskończone pokłady miłości - oto Gizelle, mastif angielski i najlepsza przyjaciółka Lauren. Jej pojawienie się w życiu dziewczyny, choć nieplanowane, daje początek wspaniałej przygodzie. Lauren staje się mieszkanką Nowego Jorku, podejmuje pierwszą pracę, dorasta i zaczyna wierzyć, że może zdobyć świat - a wszystko to u boku wiernej Gizelle.
Jednak posiadanie psa ma też swoje cienie - a najmroczniejszym i najstraszniejszym z nich jest moment, w którym trzeba powiedzieć "żegnaj". Gdy paskudny wróg atakuje kości Gizelle, Lauren stwarza dla niej "bucket list", ze wszystkich sił starając się jak najlepiej spędzić czas, który im pozostał i przygotowując się na to, co nieuniknione. Na pożegnanie.
Tym razem na zawsze.


To, że historia Gizelle zachwyci każdego miłośnika psów jest sprawą dosyć oczywistą. Tym bardziej, że opowieść o niej to nie tylko setki tysięcy znaków i literek, ale także przepiękne, kolorowe fotografie z prywatnego albumu jej ludzkiej przyjaciółki.
Lauren Fern Watt nie jest pisarką i to zdecydowanie widać - co jakiś czas w oczy rzucają się powtórzenia, a konstruowane przez nią zdania (czy myśli) są czasem porażająco wręcz proste, ale wiecie co? Absolutnie mi to nie przeszkadza, bo to nie warsztat i nie bogate słownictwo są (i być powinny) siłą Watt; jej moc tkwi w szczerości, we wzbudzaniu emocji wspólnych dla każdego psiego rodzica i pokazywaniu, że stratę przyjaciela - choć bolesną i rozdzierającą serce - można przetrwać.
Jej książka to opowieść o dorastaniu i o stawianiu pierwszych samodzielnych kroków w dorosłym życiu. O wychodzeniu z bezpiecznej (i przy okazji okropnie nudnej) strefy komfortu i o podejmowaniu ryzyka. O bólu wynikającym ze straty i o wspaniałej, pięknej psio-ludzkiej przyjaźni, której nie da się podrobić ani niczym zastąpić.
I chociaż przez ostatnie pięćdziesiąt stron prawie tonęłam we własnych łzach, to uważam, że było warto. Warto przeczytać tę książkę, poznać Gizelle i jej ogromne serducho. Jak mówią liczne internetowe memy - niczego nie żałuję. Niczego :D

Książki o psach (i w ogóle o zwierzętach) to dość specyficzne opowieści. Nie muszą być napisane perfekcyjnie, prawdopodobnie nigdy nie zawalczą o Pulitzera, a ich autorzy rzadko okazują się być pisarzami z powołania, a mimo to zdobywają grono wiernych fanów i wywołują ogrom ciepłych uczuć. Podobnie jest z Gizelle. Nim zekranizują jej losy (a wiem, że już to robią ;) ), przyjrzyjcie się i jej samej, i jej historii.
Jest tego warta.
Autor:
Data: 24.05.2017 11:12
Ocena: 5,0 OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Psia miłość

Lauren Fern Watt, miłośniczka psów, postanowiła opisać swoje własne doświadczenia. Powieść „Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” to historia jej niezwykłej przyjaźni z ważącym ponad 70 kg mastifem angielskim, Gizelle. To propozycja dla miłośników zwierząt, a także dla tych, którzy lubią prawdziwe historie.

Lauren dostała Gizelle, suczkę mastifa angielskiego, na dziewiętnaste urodziny. Od tej pory ona i pies były nierozłączne. Gizelle mieszkała z Lauren w akademiku, a później w klitce na Manhatanie. Stała się dla swojej właścicielki przyjaciółką i idealną powiernicą – taką, która cierpliwie słucha, nie ocenia, bezwarunkowo kocha. Pewnego dnia Lauren dowiaduje się, że Gizelle ma raka. Postanawia jak najlepiej wykorzystać ostatnie chwile ze swoim ukochanym psem. By uczynić je niepowtarzalnymi, Lauren przygotowuje dla Gizelle tzw. Bucket list – listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. I tak Gizelle robi mnóstwo rzeczy, których przeciętny pies nigdy nie doświadczył: je lody, pływa kajakiem, je homara. Ta ostatnia wspólna podróż dla obu będzie wyjątkowo piękna i – wyjątkowo trudna.

„Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” autorstwa Lauren Fern Watt to chwytająca za serce, pełna ciepła i pozytywnych myśli prawdziwa historia. Autorka pokazuje, jak piękna może być przyjaźń między człowiekiem a jego pupilem. Udowadnia, że spełnieniem marzeń każdego psa jest tak naprawdę odwzajemniona miłość jego właściciela.
Pobierz naszą aplikację!
Aplikacja Bonito w Google Play Aplikacja Bonito w App Store Aplikacja Bonito w AppGallery
Jesteśmy tanią księgarnią internetową. Oferujemy tanie książki i komiksy, muzykę na płytach CD, filmy DVD i Blu-ray, zabawki dla dzieci, puzzle i gry planszowe. Koniecznie sprawdź nasze Bestsellery!