Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania
Książka Nic do stracenia. Początek
Kirsty Moseley
Skorzystaj z rabatu do 25% na wybraną ofertę wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego!
Księgarnia » Dla dzieci i młodzieży » Dla młodzieży » Nic do stracenia. Początek

Nic do stracenia. Początek

Nasza cena:
28,00 zł (zawiera rabat 30 %) (pozycja niedostępna)
Cena rynkowa: 40,00 zł (oszczędzasz 12,00 zł)
Autor: 

Kirsty Moseley

Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Rok wydania:2017
Oprawa:miękka
Liczba stron:464
Format:14.5 x 21.5 cm
Numer ISBN:978-83-276-2469-7
Kod paskowy (EAN):9788327624697
Waga:452 g
Dostępność: pozycja niedostępna (ostatnio dostępna: 29.06.2020 10:25)
Jeśli chcesz dostać powiadomienie, gdy pozycja będzie dostępna, podaj swój e-mail:
E-Mail:

Nic do stracenia. Początek – opis wydawcy

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło...

Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.

Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.

Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie.

FacebookTwitter
Nic do stracenia. Początek - Dodaj do schowka
Dodawanie do schowka jest możliwe tylko po zalogowaniu na swoje konto.
Data ukazania się w księgarni: 2017.03.29
Recenzja
Opinie czytelników o „Nic do stracenia. Początek”
Średnia ocena: 4,3 na bazie 26 ocen z 26 opiniiOcenaOcenaOcenaOcenaOcena
Autor: Julia w krainie książek, data: 13.07.2017 21:19, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Recenzja "Nic do stracenia początek"


Jedna osoba może zmienić nasze życie nie do poznania, przemienić je w najgorsze piekło... Sprawić, że będziemy woleli wybrać śmierć od dalszego życia...

W ostatnim czasie w Polsce pojawiło się dużo książek Kirsty Moseley, "Nic do stracenia. Początek" jest pierwszym tomem niezwykłej opowieści, która robi ogromne wrażenie opowiadając o losach dwójki ludzi, którzy nie są typowymi bohaterami literatury młodzieżowej.

Anna Spencer chciała spędzić swoje szesnaste urodziny tak jak każda inna nastolatka. Bawić się w klubie do rana u boku swojego ukochanego chłopaka. Niestety jej zapał szybko gaśnie, zastępuje go strach i niepokój kiedy groźny mężczyzna okazuje nią zainteresowanie. Dziewczyna decyduje zatańczyć z nim tylko jeden taniec, aby próbować chronić samą siebie i Jacka. Okazuje się jednak, że to nie wystarczy, nieznajomy jest coraz bardziej nachalny, dotykając Annę bez jej zgody. W końcu zaciąga ją i jej chłopaka za drzwi przeciwpożarowe, nikt w klubie nie zwraca na nich uwagi i nie próbuje w jakikolwiek sposób im pomóc. Jack cały czas jest bity i poniżany, a Anna pożerana wzrokiem. Noc kończy się tragicznie i w taki oto sposób córka senatora i kandydata na prezydenta znika na kilka lat...
Carter Thomas - handlarz broni i narkotyków przetrzymuje ją, gwałci i zamienia życie w największy koszmar. Jednak po długich poszukiwaniach dziewczyna zostaje odnaleziona i dzięki jej zeznaniom mężczyzna zostaje skazany, ale nawet z więzienia nie daje Annie spokoju - wysyła jej listy z pogróżkami. Zatroskany ojciec zrobi wszystko aby przywrócić swojej ukochanej córeczce spokój i dać jak największe bezpieczeństwo.
Ashton Taylor jest jednym z najbardziej obiecujących komandosów SWAT, został właśnie przydzielony do bardzo ważnego zadania, które wymaga dyskrecji i zaufania. Ma udawać chłopaka Anny, a tak naprawdę chronić jej całe dnie i noce, nie może ją już spotkać nic złego. Początkowo wcale nie jest zadowolony, spodziewał się czegoś innego, a nie pilnowania jakiejś bogatej dziewczyny! Nie może jednak sprzeciwić się rozkazom ludzi będących wyżej od niego.
Gdy widzą się po raz pierwszy obydwoje są zafascynowani swoją urodą, jednak Anna jest bardzo zamknięta w sobie i wredna dla każdego nowego ochroniarza, stara się jak najszybciej wyrzucić ich z pracy... Jednak Ashton jest profesjonalistą i nie robi sobie nic z doczepek dziewczyny... Cierpliwie stara się sprawić, by pogrzebała przeszłość i pokonała dręczące ją koszmary. Pomiędzy zagubioną Anną a zabójczo przystojnym ochroniarzem wybucha uczucie, a udawanie zakochanych przestaje być już tylko grą.
Cały spokój zakłóca informacja, że ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Piekło może powrócić wraz z diabłem, które je rozpętał... Wtedy Ashton i Anna mogą znaleźć się w poważnym niebezpieczeństwie!

Książki Kirsty Moseley nie należą do wybitnej literatury, ale czyta się je szybko i przyjemnie. Bohaterowie są dobrze wykreowani, walczą ze swoimi demonami i trudną przeszłością.
Mi osobiście książka się podobało, choć bardziej "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" jednak polecam wam zaznajomić się z obydwoma seriami.
W przypadku wszystkich książek tej autorki trzeba przygotować się na to, że są to powieści na których można uronić łzy, ale również takie, które rozśmieszają. Po prostu mieszanka wybuchowa! :D Myślę, że sięgnę po kontynuację, bo bardzo ciekawią mnie dalsze losy Anny i Ashtona.
Mimo, że w książkach Kirsty motyw się powiela, za każdym razem zaskakuje czymś nowym i niespodziewanym, dlatego tak bardzo ją cenię, po prostu przy jej książkach nie da się nudzić! New Adult to gatunek dla ludzi, którzy chcą trochę się zrelaksować i przeczytać dobrą książkę, która nie będzie wymagała od nich przesadnego myślenia.
Podsumowując powieść "Nic do stracenia. Początek" jest bardzo intrygująca i zdecydowanie zostaje w pamięci i sercu czytelnika, nie chce dać o sobie zapomnieć!


"Tak długo, jak będę mógł tulić ją do siebie każdego dnia,będę
najszczęśliwszym
człowiekiem na ziemi."

MOJA OPINIA:
OCENA TREŚCI (7/10)
OCENA OKŁADKI (9/10)
OCENA OGÓLNA (8/10)
Recenzja pochodzi z bloga - http://juliawkrainieksiazek.blogspot.com/2017/07/recenzja-nic-do-stracenia-poczatek.html
Autor: Maadziuulekx3, data: 28.06.2017 20:45, ocena: 3,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Może być

Za książkę zabrałam się ze względu na wiele szumu wokół twórczości autorki. Lubię przekonywać się czy książki uwielbiane przez większość ludzi i mnie przypadną do gustu. Większość z nich mnie zaciekawia, jednak mały odsetek z nich albo w ogóle albo w niewielkim stopniu. W przypadku Kristy Moseley mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony opowieść nie była taka zła, dwoje bohaterów, jeden z bagażem doświadczeń, drugi usiłujący pozbyć się bagażu tego pierwszego. Z drugiej strony nie tego oczekiwałam po tej lekturze.

Opowieść szybko się czytało, ale brakowało mi w niej życia, akcji, czegoś, co by mnie przekonało do fabuły. Bohaterowie wydawali mi się płascy, mało przekonywujący. Anna często mnie irytowała. Na początku dziewczyna dotknięta okropną tragedią, nie pozwalająca się w ogóle dotykać, zamknięta w sobie, opryskliwa, skryta od razu przeistacza się w postać, która na to pozwala i to jeszcze mężczyźnie, który ją ochrania. Asthon przystojny, wyszkolony z dużymi ambicjami na przyszłość, czuły, opiekuńczy, jednak zamiast wzdychać w jego kierunku spoglądałam sceptycznie na postać. Fabuła i może nie jest do końca zła, ale mogła być o wiele lepsza. W kółko działo się to samo, nudno, bez poweru, trochę jak nieciekawa romantyczna telenowela. Z czasem masz ochotę zmienić kanał. Zabrakło mi też większej dramaturgii, która doprowadzałaby mnie do łez, akcji, czegoś co ruszyło by powieść do przodu, a nie usilnie trzymało w miejscu.

Pomimo, że książka wydawała się na początku bardzo obiecująco, szybko straciła potencjał w moich oczach, gdy relacje bohaterów weszły na wyższy poziom jakoś po trzecim, czy czwartym rozdziale. To nie miało większego sensu, Anna przez rok nie pozwalała się nikomu dotykać, pojawia się mężczyzna i od razu zmienia się jej nastawienie, pozwala to robić, nie czuje przy nim obrzydzenia itp. Dla mnie to było mało wiarygodne, powiało trochę kiczem. W prawdziwym życiu takie historie się nie zdarzają, a liczyłam na to, że książka taka właśnie będzie. Prawdziwa, szczera, dzięki czemu przybliżę się do bohaterów, poznam ich myśli, przeżycia, doznania, a tak dostałam nijaką, bez pazura opowieść. Dość przesłodzoną, mało zaskakującą historię.

Jeśli czytelnik nie nastawi się na wielkie arcydzieło, to się nie rozczaruje, bo pomimo nieskładności i wielu mankamentów może się spodobać. Mnie niestety do siebie nie przekonała. Może jeśli w drugiej części nie będę zbyt wymagająca przekonam się do lektury i bohaterów. Zobaczymy.
Autor: kobiecerecenzje365@gmail.com, data: 15.06.2017 22:19, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia. Początek

Uwielbiam książki Kirsty Moseley, więc gdy tylko w propozycjach recenzyjnych ujrzałam jej nową powieść, wiedziałam, że muszę ją mieć. To autorka, która w piękny i emocjonujący sposób pisze o miłości, o przyjaźni, a jej książki niejednokrotnie doprowadzają mnie do łez? Jak było tym razem? Czy dostałam to, czego oczekiwałam? Zapraszam na recenzję „Nic do stracenia. Początek”

Anna razem ze swoim chłopakiem spędza swoje szesnaste urodziny w klubie. To był jej wymarzony prezent, więc Jack załatwił fałszywe dowody osobiste, bo przecież czego nie robi się z miłości. Niestety wieczór, który miał być wyjątkowy, zmienił się w koszmar przez przypadkowo spotkanego Cartera Thomasa, handlarza broni i narkotyków. Dziewczyna zostaje przez niego porwana i więziona w jego mieszkaniu przez kilka miesięcy. Po odnalezieniu Anny i po złożeniu przez nią zaznań mężczyzna trafia do więzienia, z którego wysyła dziewczynie listy z pogróżkami. By zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo jej ojciec, wpływowy senator i kandydat na urząd prezydenta postanawia zatrudnić dla nie ochronę. Nowym ochroniarzem zostaje przystojny komandos SWAT , Ashton Taylor, który by nie wzbudzać podejrzeń ma udawać jej chłopaka. Czy tak pokaleczona przez los dziewczyna, zaufa mężczyźnie, który na pierwszym miejscu ma jej bezpieczeństwo? Czy połączy ich coś więcej? Zagrożenie pojawia się kolejny raz, gdy okazuje się, że wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna i oprawca dziewczyny może wyjść na wolność. Jeżeli tak się stanie to i Annie i Ashtonowi grozić będzie niewyobrażalne niebezpieczeństwo. Jesteście ciekawi, co będzie dalej? Jeżeli tak, to koniecznie przeczytajcie tę powieść.

„Kirsty Moseley to amerykańska autorka powieści młodzieżowych. Odniosła ogromny sukces, publikując początkowo swoje powieści w internecie. W ciągu kilku lat jej książki sprzedały się w oszałamiającej liczbie 720 00 egzemplarzy. Jej powieść „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” stała się absolutnym hitem wśród polskich nastolatek.”

Powieść ta zaczyna się bardzo tragicznie, autorka uświadamia czytelnikowi jak kilka minut, może wywrócić życie do góry nogami. Jak wspaniałe życie może zamienić się w koszmar, który nawet po latach nie blaknie i ciągle przywołuje koszmary. Jednak zawsze trzeba wierzyć i mieć nadzieję, że lepsze jutro nadejdzie, u Anny pojawi się Ashton, który według mnie był jej prywatnym „aniołem stróżem” który za wszelką cenę próbował przywrócić w jej życiu słońce. Czy mu się to udało? Ja Wam tego oczywiście nie zdradzę.

„Nic do stracenia. Początek” to powieść niezwykle emocjonująca no ale każda z powieści Kirsty, jest właśnie taka. I może choć troszkę napisana jest schematycznie, to nie ma to wpływu na odbiór, gdyż książka niesamowicie wciąga i pochłania bez reszty. Osobiście uwielbiam takie młodzieńcze historie, choć sama już nastolatką nie jestem. Jednak zapewniam Was, że książki tej autorki może czytać każdy, bez względu na wiek.

Narracja poprowadzona jest naprzemiennie, choć więcej rozdziałów jest z perspektywy Anny. Bardzo lubię te zabieg stosowany przez autorów, gdyż męski punk widzenia jest dla mnie fascynujący i z niesamowitą przyjemnością zawsze zagłębiam się w ich przemyśleniach.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze. Szczególną uwagę muszę zwrócić na Annę, która była dla mnie bardzo wiarygodną postacią. Kirsty niezwykle precyzyjnie pokazała walkę dziewczyny z przeszłością i ukazała, jaki wpływ ma ona na codzienność i jak może niszczyć życie. Jeżeli chodzi o Ashtona to jest to dla mnie kolejny cudowny i wspaniały bohater, który szturmem podbił moje serce.

Styl, jakim operuje autorka, jest niezwykle prosty, a przede wszystkim przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, według mnie za szybko, a po zakończeniu czuje się ogromny niedosyt. Na całe szczęście kolejna część ukaże się już niebawem, więc bardzo szybko zaspokoję swój czytelniczy apetyt.

Polecam tę powieść czytelnikom młodszym oraz starszym. To piękna i wzruszająca historia, która momentami potrafi doprowadzić do łez. To powieść o radzeniu sobie dramatyczną przeszłością, o przyjaźni i miłości, ale także o pokonywaniu własnych słabości oraz lęków.

Polecam!
Autor: Zagubiona w słowach, data: 29.05.2017 21:30, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nowy początek

Życie wcale nie obchodzi się delikatnie z ludźmi. Bez przerwy przygniata i nie pozwala się podnieść. Dręczy demonami z przeszłości tak bardzo, że nie sposób normalnie żyć. Nie da się cofnąć tego, co już się wydarzyło. Można spróbować zapomnieć i zacząć od nowa, prawda? Na początku będzie ciężko, ale z czasem się polepszy. Warto próbować. Co, jeśli jednak się uda?
Niedawno miałam okazję powód spod pióra Kirsty Moseley i średnio mi się podobała, ale postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę. Jak wypadło? Minimalnie lepiej, ale w dalszym ciągu nie jestem w pełni przekonana. Ta historia okazała się mocno średnia i schematyczna.
Nie mogłam się wciągnąć i z czytaniem zeszło mi o i wiele dłużej niż zwykle. Pojawił się motyw złamanej przez życie dziewczyny, która nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Nie trudno też domyślić się, co będzie dla niej oparciem. Miłość, ból minionych zdarzeń i przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna. To kilka tematów, na których bazowała Kirsty Moseley.
Bohaterowie zostali całkiem dobrze wykreowani. Tylko że mieli jedną podstawową wadę: wydawali się zbyt przerysowani. Anna irytowała mnie swoim zachowaniem i niechęcią do zostawienia za sobą całego cierpienia i bolesnych wspomnień. Po prostu bała się ludzi i otaczającego ją świata. Natomiast Ashton okazał się zadziwiająco sympatyczny i uroczy. To jeden z tych typów faceta, których każda dziewczyna chciałaby mieć przy sobie. Przystojny, opiekuńczy i pełen cierpliwości. Polubiłam go od pierwszego spotkania.
Wątek romantyczny był ważnym elementem fabuły. W końcu książka należy do new adult, więc nie mogło zabraknąć solidnej dawki miłości, która miała kojący wpływ na problemy bohaterów. Nie spodobało mi się jedynie ciągle uciekanie od uczuć, szczególnie w przypadku jednej ze stron, co było początkiem kolejnych nieporozumień i komplikacji. Po co tak mieszać, skoro poważnych problemów już było za dość?
Podsumowując, Nic do stracenia. Początek to książka, w której nie brak miłości, walki z przeciwnościami losu i przeszłością, o której nie sposób zapomnieć. Dosyć opornie szło mi czytanie, ale przebrnęłam przez nią i stwierdzam, że nie była taka zła. Okazała się nieco schematycznym średniaczkiem, ale miała kilka plusów. Nie polecam ani nie odradzam. Ale jeśli ktoś lubi twórczości Kirsty Moseley, to może się spodobać.
Autor: addictedtobooks, data: 29.05.2017 20:21, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Anna Spencer w dniu swoich szesnastych urodzin wybiera się ze swoim chłopakiem do klubu. Żadne z nich nie było jednak w stanie przewidzieć tego, że ten wyjątkowy dzień tak szybko może przerodzić się w największy koszmar. To właśnie wtedy na drodze dziewczyny stanął niezwykle niebezpieczny oraz bezwzględny Carter Thomas – handlarz broni oraz narkotyków, który w jednej chwili zniszczył wszystko, co dziewczyna kochała oraz na wiele lat zamienił jej życie w prawdziwe piekło. Od tamtego dnia Annę nadal nawiedzają koszmary, które przypominają o jej o ogromnej tragedii, której była świadkiem. Co tak naprawdę wydarzyło się tamtego wieczoru? Czy dziewczynie uda się kiedykolwiek zamknąć ten niezwykle bolesny rozdział w swoim życiu oraz uporać z dręczącymi ją demonami przeszłości?

„Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć.”

Pomimo upływu lat Anna nadal nie może zapomnieć o tym, czego była świadkiem. Dziewczyna nie potrafi być już tą radosną oraz pełną optymizmu osobą co kiedyś. Carter Thomas skutecznie zabił całe dobro, które w niej tkwiło oraz spowodował, że każdy jej dzień wypełniony jest ogromnym bólem, poczuciem winy oraz cierpieniem. Anna odsunęła się od swoich bliskich oraz znajomych i całe dnie poświęca na doskonalenie swoich umiejętności samoobrony, które mogę się jej jeszcze kiedyś przydać. Dzięki jej zeznaniom Carter trafił do więzienia oraz pokutuje za swoje grzechy. Wszystko się jednak zmienia, gdy rodzina dowiaduje się o rozprawie apelacyjnej, dzięki której przestępcy może się udać wyjść na wolność oraz przyjść po to, co uważa za swoją własność – Annę…

„Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach.”

Ojciec dziewczyny jest wpływowym senatorem, który ubiega się w tym roku o stanowisko prezydenta. Wciąż napływające pogróżki, które Carter adresuje z więzienia do jego córki powodują, że mężczyzna jest gotowy zrobić wszystko, by zapewnić Annie bezpieczeństwo. Ochroną dziewczyny ma zajmować się niezwykle przystojny komandos Ashton Taylor, który na co dzień ma udawać jej chłopaka oraz dopilnować, żeby dziewczynie nic złego się stało. Pomiędzy chłopakiem a Anną bardzo szybko nawiązuje się nić zrozumienia, która z czasem przeradza się w głębokie uczucie. Jednak czy Ashtonowi uda się przebić przez mur, którym dziewczyna tak szczelnie się otoczyła? Czy Carterowi uda się wyjść na wolność oraz spełnić swoje pogróżki?

„Wszyscy ludzie ważni dla nas odchodzą wcześniej czy później. Nic nie trwa wiecznie.”

To już moje drugie spotkanie z twórczością Kirsty Moseley i zdecydowanie mogę je zaliczyć do bardzo udanych. Po przeczytaniu książki „Chłopak który zakradał się do mnie przez okno” moje oczekiwania w stosunku do pozostałych jej książek były naprawdę wysokie i trochę obawiałam się, że autorce nie uda się utrzymać tak wysoko postawionej poprzeczki. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Główna bohaterka to zdecydowanie niezwykle ciekawa postać, która zaintrygowała mnie już od pierwszych stron. Dziewczyna przeszła przez prawdziwe piekło i niejednokrotnie zaimponowała mi swoją odwagą oraz hartem ducha.

Jedyne, co odrobinę przeszkadzało mi w tej książce to fakt, że wszystko bardzo powoli nabiera tempa. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się większej ilości akcji oraz nagłych zwrotów akcji. Autorka skupiła się w tej części bardziej na pokazaniu rozwijającego się uczucia między bohaterami i niewiele uwagi poświęciła na wątek Cartera, który według mnie ma naprawdę ogromny potencjał oraz mógłby dostarczyć czytelnikom naprawdę wielu wrażeń. Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki. Dzięki wyrazistym bohaterom, ciętemu dowcipowi oraz wielu zabawnym sytuacjom „Nic do stracenia. Początek” idealnie nadaje się na mile spędzone popołudnie.
Autor: Kala95, data: 29.05.2017 11:24, ocena: 3,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Kirsty Moseley jest jedną z tych autorek, które zostały mi przedstawione przez polskich blogerów książkowych i bookstagramowiczów. Pamiętam, że pierwsza wydana w Polsce powieść jej autorstwa - „Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno” - zebrała skrajnie odmienne opinie czytelników i już tym przyciągnęła moją uwagę. Od tamtego czasu przymierzałam się do tego by samej zapoznać się z twórczością Kirsty Moseley a kiedy wydawnictwo HarperCollins Polska postanowiło wydać „Nic do stracenia. Początek” byłam praktycznie zdecydowana, którą z pozycji wybrać na pierwsze spotkanie z autorką. W tym przypadku dała o sobie znać moja słabość do filmów pokroju Córki prezydenta czy Prezydenckiej córki.

Dzień szesnastych urodzin Anny Spencer, córki senatora i kandydata na prezydenta, na zawsze odmienił życie dziewczyny. Zabawa w klubu szybko zamieniła się w koszmar - Anna została świadkiem śmierci swojego ukochanego chłopaka a kilka kolejnych lat dziewczyna spędziła uwięziona przez Cartera Thomasa - handlarza bronią i narkotykami. To zeznania Anny sprawiły, że mężczyzna trafił za kraty więzienia, ale dziewczyna wciąż otrzymuje od niego listy z pogróżkami i miłosnymi wyznaniami. Teraz, gdy zbliża się rozprawa apelacyjna Cartera, zapewnienie ochrony Annie jest priorytetem. Przystojny komandos, Ashton Taylor, zostaje wybrany na prywatnego ochroniarza dziewczyny. Ashton ma się wcielić w rolę chłopaka Anny, ale między tą dwójką rodzi się prawdziwa bliskość.

Przed lekturą „Nic do stracenia. Początek” nie zdawałam sobie sprawy z tego, że historia napisana przez Kirsty Moseley była kiedyś publikowana na Wattpadzie. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, jest to jednak dostrzegalne w trakcie czytania. Sam koncept na fabułę jest mocno oderwany od rzeczywistości - początkowe sceny są trochę za bardzo przerysowane i udramatyzowane jak na mój gust, a równocześnie idealnie wpasowują się w klimaty fanfików, gdzie dosłownie wszystko wydaje się możliwym scenariuszem. Brak realizmu jeśli chodzi o realia np. w kontekście używanych przez Amerykanów zwrotów czy polityki, co dla mnie samej przez tłumaczenie i raczej ograniczoną wiedzę nie stanowiło problemu, również pasuje do twórczości internetowej. Nie dziwią mnie zatem mocno zróżnicowane opinie czytelników, bo „Nic do stracenia. Początek” zdecydowanie nie przypadnie każdemu do gustu.

Przyznam szczerze, że sama świadomość mankamentów napisanej przez Kirsty Moseley, nie odebrała mi przyjemności z lektury. Przewracałam oczami przy raczej abstrakcyjnych wyborach fabularnych (np. kiedy Anna nie daje się do siebie zbliżyć nikomu nawet swoim rodzicom, ale dotyk Ashtona akceptuje niemal od razu), irytowała mnie ping-pongowa relacja bohaterów, gdy powracały te same problemy i punktowałam w myślach wykorzystane przez autorkę schematy. A równocześnie niesamowicie zaangażowałam się w całą historię i nawet nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią stronę. W kategoriach guilty pleasure „Nic do stracenia. Początek” wypada po prostu dobrze.

Kirsty Moseley ma bardzo przystępny, prosty sposób pisania, który w tego typu historiach dobrze się sprawdza. Wbrew dramatycznemu początkowi, cała opowieść utrzymana jest w lekkim klimacie - nie przytłacza emocjami. Liczyłam na to, że Kirsty Moseley położy większy nacisk na motyw prywatnego ochroniarza i pojawi się więcej akcji i suspensu, ale nie tracę nadziei, że pod tym względem drugi tom zaspokoi moje potrzeby. Sam koniec „Nic do stracenia. Początek” wypada nieco nienaturalnie i obstaję przy stanowisku, że Kirsty Moseley mogła pominąć kilka scen i zamknąć historię w jednym tomie. Ale czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością.

Jeżeli tak jak i ja macie sentyment do opowieści, w których pojawia się motyw ochroniarza - bodyguarda a dodatkowo nie przeszkadza Wam w lekturze pewne oderwanie od realizmu, „Nic do stracenia. Początek” jest powieścią, która może się Wam spodobać. To taka literatura guilty pleasure na jedno/dwa popołudnia, która z niejasnych powodów jest niesamowicie angażująca dla czytelnika.
Autor: Bookowa Dama, data: 26.05.2017 09:32, ocena: 3,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Po tej książce spodziewałam się czegoś lepszego, szczególnie, że Kirsty Moseley zdążyła już pojawić się na naszym rynku i zjednać sobie czytelników głównie dzięki "Chłopakowi, który zakradał się do mnie przez okno". Zacznijmy więc może od tego, co mnie tu najbardziej raziło. "Nic do stracenia" mogłoby być dobrą historią, gdyby nie była tak naciągana i...trochę odrealniona. Mam wrażenie, jakby autorka na siłę próbowała zrobić z tego cukierkowatą opowiastkę, o tym, jak jeden wspaniały chłopak może uratować drugą wspaniałą dziewczynę. I tak na dobrą sprawę mogłabym na to przymknąć oko, ale w momencie gdy widzę, jak Anna od razu (dosłownie!) otwiera się na Ashtona, mimo że przez lata nie dopuszczała do siebie nikogo innego, a on się w niej zakochuje po niemal kilku dniach znajomości, to książka traci swój urok, a sama historia staje się płytsza i mało autentyczna.

Bohaterowie również mnie niemiło zaskoczyli. Oczywiście z wyglądu idealni, cały czas przyciągają uwagę płci przeciwnej. I właśnie to mnie irytowało. Kiedy po raz kolejny czytałam, jak Anne próbowali poderwać kolejni faceci, a tłum dziewczyn ślinił się na widok Ashtona, to odechciewało mi się czytać. Dziwiło mnie zachowanie głównej bohaterki, szczególnie w drugiej połowie, bo w ogóle nie zachowywała się jak osoba, która przeszła piekło, tylko w początkowych stronach widać jej załamanie, później ono niemal znika. Co do Ashtona, autorka przedstawiła go jako zakochanego po uszy idealnego chłopaka, starającego zjednać sobie ukochaną i przekonać ją do siebie.

Jednak muszę przyznać, że ksiązkę przeczytałam niemal błyskawicznie. Autorka w jakiś sposób przekonała mnie do czytania kolejnych rozdziałów, zasiała jakieś ziarno wątpliwości, dzięki czemu "Nic do stracenia" pochłonęłam w ciągu jednego dnia i nie byłam w stanie się od niej oderwać. Akcja jednak nie była dynamiczna, wszystko skupia się tu na relacji dwójki bohaterów, a choć jest wzmianka o Carterze i jakimś niebezpieczeństwo, to jednak wątku sensacyjnego tutaj nie znajdziecie.

Oj, ciężko mi napisać coś pozytywnego o powieści Kirsty oprócz tego, że czytało mi się ją bardzo szybko i w pewnym stopniu nawet przyjemnie. Ale nic poza tym. Brakuje tu autentyzmu, czyli czegoś co bardzo sobie cenię, jest zbyt cukierkowo - mnie to nie przekonało. Najwidoczniej to nie moja bajka, aczkolwiek z tego co już zdążyłam zauważyć, fani autorki powinni być zadowoleni.
Autor: Klaudia Cebula, data: 25.05.2017 07:39, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Upadek

Szesnaste urodziny dla Annabelle miały być niezapomniane. W istocie takie też właśnie były, ale to o nich dziewczyna chciałaby jak najszybciej zapomnieć. To miał być wyjątkowy czas, Anna wyprosiła rodziców, by po raz pierwszy mogła wyjść ze swoim chłopakiem na dyskotekę, a dodatkowo również przenocować poza domem. Cała akcja wydawała się być przygotowana do perfekcji, zamówiony hotel, fałszywe dokumenty. Tuż przed wejściem do klubu Annabelle zaczepiła grupa młodych chłopaków. Wśród nich zdecydowanie górował Carter Thomas. Chłopak Anny, Jack stanął w jej obronie. Podczas imprezy w klubie, Carter wciąż dostawiał się do dziewczyny. Annabelle chciała już sobie pójść z tego miejsca, o którym tyle marzyła. Tuż przy wyjściu szajka zagrodziła zakochanym drogę. Dramatyczne losy rozegrały się na schodach przeciwpożarowych, gdzie Anna została napadnięta i molestowana, a Jack dotkliwie pobity. W pewnym momencie rozsierdzona grupa młodych przestępców wyrzuciła bezwładne już ciało Jacka ze schodów. Annabelle usłyszała najbardziej przeraźliwy jęk świata, po czym zapadła głucha cisza. Sama zemdlała, a gdy traciła przytomność jednego była pewna. Jej chłopak umarł.

Akcja powieści przenosi nas kilka lat w przyszłość. Do domu ambasadora, który pretenduje na stanowisko prezydenta USA przybywa młody agent wydziału SWAT. Ashton ma z pozoru banalne zadanie - chronić córkę polityka. Początkowo zły na swój los, z czasem daje przekonać się lepszym stanowiskiem, które obiecane ma po zakończeniu misji. Z perspektywy czasu okazuje się, że zadanie wcale nie jest banalne.

Zadaniem Ashtona jest ochrona Annabelle, dziewczyny, której chłopak został zamordowany. Dziewczyny, która przez dziesięć miesięcy była przetrzymywana przez Cartera. Anna jest zjawiskowo piękna, pociąga urodą agenta, ale jak nikt w świecie jest przerażona, wyobcowana i nieufna. Misja jest trudna. Ashton ma działać pod przykrywką i udawać chłopaka Annabelle. Mają zamieszkac razem w studenckim mieszkaniu. Kusząca wizja, ale jak przekonać do siebie Annę, która nawet nie daje się dotknąć?

Tymczasem, na wolność lada chwila wychodzi Carter.

Czy misja się powiedzie?

Powieść K. Moseley przeniosła mnie w świat młodych ludzi, którzy dopiero odkrywają własną tożsamość i uczucia. Świetnie zbudowana akcja, słodki motyw rodzącej się miłości, przełamywanie barier, walka z cierpieniem, wszystko to sprawiło, że książkę czyta się niesamowicie przyjemnie.

Wkrótce pojawi się kolejny tom tego cyklu, który już sobie zamówiłam.
Autor: Miasto Ksiązek, data: 24.05.2017 23:06, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nie ma już nic, co mogliby jej odebrać...

Dla Annabeth szesnaste urodziny miały być szczególnym dniem, który zapamięta do końca życia. Tak też się stało jednak nie w dobry sposób. Tego dnia straciła bardzo wiele, widziała śmierć swojego chłopaka, straciła swoje ciało i co najważniejsze wolność. Po roku niewoli zostaje odnaleziona i wraca do domu. Mimo tego dziewczyna nigdy już nie będzie tą samą co kiedyś. Po trzech latach znów grozi jej niebezpieczeństwo, ponieważ jej prześladowca chce odwołać się od wyroku sądu i odzyskać wolność. Dlatego ojciec dziewczyny wzywa do opieki nad jej bezpieczeństwem prywatnego i najlepszego ochroniarza. Tak właśnie Annabeth poznaje Ashton, który dla przykrywki ma udawać jej chłopaka...



"Wszyscy ludzie ważni dla nas odchodzą wcześniej czy później. Nic nie trwa wiecznie."

Ta autorka bardzo dzieli czytelników, jedni ją kochają, drudzy nienawidzą. Na moje szczęście pierwsze spotkanie było udane, więc do kolejnego podeszłam bardzo optymistycznie :D I od razu mogę stwierdzić, że się nie zawiodłam!

Moim zdaniem autorka z każdą książką się rozwija i poprawia swoje niedociągnięcia. Kolejne powieści są dojrzalsze i poruszają coraz trudniejsze tematy. Dlatego może tak mi się podobają?


Ta pozycja wciągnęła mnie dosłownie od pierwszej strony! Nie mogłam uwierzyć, że ktoś tak młody jest w stanie przejść takie piekło i jakoś potem sobie radzić. Ta historia poruszała moje najczulsze punkty i sprawiała, że nie raz łezka mi się w oku zakręcała! Naprawdę bardzo potrzebowałam takiej pozycji.

Powtórzę się po raz kolejny, może, ale autorka kreuje bardzo ciekawie postacie. Po raz drugi spotykam się, że jedna postać jest po przejściach i dzięki tej drugiej odnajduje cel i wiarę w świat. Jednak mimo tego schemat, ja je bardzo lubię. Jednak co lepsze tutaj Annabeth (i kocham już autorkę za to imię ♥) nie od razu otwiera się i wywraca swój świat o 180 stopni. To dzieje się stopniowo i przeżywamy tą jej przemianę wraz z nią. Świetnie autorka sprawdziła się na tym polu i cieszę się, że nie było ponownie tego samego. Za to Ashton, od razu mówię, że to mój mąż, to mój ideał. Pewnie wiele dziewczyn sobie go zaklepie po tym opisie: wysoki, blondyn, zielonooki w mundurze, no i oczywiście wysportowany! Jak go już po tym nie kochać? :D Jednak oprócz zewnętrznego ideału jest też niesamowity w środku! Ma nietypowe sposoby by przemówić do Annabeth i jest słodziakiem ♥ Czemu na świecie nie ma takich facetów? :(


Ogólnie to tę powieść się pochłania! Jest napisana niesamowicie lekkim i przyjemnym językiem! Ledwo usiadłam i zaczęłam czytać, a zaraz miałam za sobą połowę. Ja nie wiem jak autorka to robi, ale naprawdę jej książki nie zajmują mi dłużej niż 2 dni i jeszcze trzeba doliczyć jeszcze kac, który po nich pozostaje!


Podsumowując, książka jest naprawdę świetna. Autorka ponownie nie zawodzi. Pisze coraz to lepsze powieści i ja teraz będę siedzieć jak na szpilkach by poznać dalsze losy tej dwójki! Naprawdę gorąco polecam wszystkim fanom romansów i osobom, które mają ochotę na coś lekkiego jak i ciekawego i wychodzącego poza schemat!
Autor: Ines de Castro, data: 23.05.2017 21:07, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Na początku nie mieliśmy nic, co moglibyśmy stracić

Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć.

Wiecie, że kocham Kirsty Moseley? Wiecie... Co więc przygotowała nam tym razem?

Opis fabuły

Szesnaste urodziny Anabelle miały być wyjątkowym przeżyciem dla niej i jej chłopaka. Zabawa w klubie a potem pierwszy raz... Ten wieczór z kolorowej bajeczki zmienia się w piekło, gdy Carter Thomas, niebezpieczny bandyta, postanawia uczynić Annę swoją księżniczką... Kilka lat później, po psychicznych i fizycznych torturach zadawanych przez Cartera, Anna próbuje dojść do siebie. Zamknęła się na świat i pogrążyła w wiecznej żałobie po Jacku. Carter jednak nie odpuszcza i wysyła z więzienia niepokojące listy... W związku z tym, dziewczynie przydałby się ochroniarz. Właśnie do tej roli zostaje wyznaczony młody agent SWAT, Ashton Taylor. Ma udawać chłopaka Anny i tym samym zapewnić jej bezpieczeństwo, zwłaszcza że ojciec dziewczyny jest kandydatem na prezydenta, a Carter może wyjść na wolność...

Opinia
Po pierwsze, kocham książki z udawaną miłością! Te wszystkie gierki, które z czasem być może przestają nimi być, są epickie! Po drugie, Ashton Taylor to mój nowy oficjalny książkowy krasz. No ale przejdźmy do konkretnej opinii...
Na samym początku dostajemy krótkie wprowadzenie do historii Anny (tego, co zaszło między nią i Carterem). Potem akcja przeskakuje o kilka lat i poznajemy młodego boga, Ashtona. Losy tej dwójki oczywiście się splatają i powstaje nam czysta mieszanka wybuchowa. Mamy tu do czynienia z wątkiem miłosnym oraz sensacyjnym, jeśli można tak powiedzieć. Narracja jest pierwszoosobowa, zastosowano znany i lubiany przeze mnie zabieg rozdzielenia jej między głównych bohaterów.

Tak, już wiecie, że kocham Ashtona. Jest troszkę wyidealizowany, ale jednocześnie tajemniczy. Niby możemy czytać w nim jak w otwartej księdze poprzez zagłębienie się w jego umysł, ale w jego perspektywie pojawia się troszkę niejasności. Annabelle natomiast została pokazana nie jako nieporadne maleństwo, ale jako młoda kobieta, która przeżyła tragedię. Nie jest ona jakimś potworem albo wynaturzeniem - miała pecha, to wszystko. Pokazanie jej emocji, zmiennych uczuć, było bardzo naturalne i takie typowe dla młodych ludzi. Pewnie wielu osobom może przeszkadzać "zabawa uczuciami Ashtona", ale ja uważam, że Anna musi dojrzeć do pewnych decyzji i odkryć tę stronę siebie, którą schowała głęboko i nikomu nie pokazywała. Urzekła mnie natomiast swoim zachowaniem "wrednej suki" i tego można się od niej uczyć. Bohaterowie drugoplanowi są ciekawi, ładnie uzupełniają całą historię, ale specjalnie się nie wyróżniają. Z pewnością poznałabym bliżej Nate'a! Opowieści Ashtona o jego przyjaźni wzmogły moją ciekawość dotyczącą tej postaci.

Można powiedzieć, że autorka zastosowała ten sam schemat, który pojawił się w Chłopaku, który zakradał się do mnie przez okno. Główna bohaterka ma problemy z zasypianiem, boi się dotyku i tak dalej... moim zdaniem jest w tym trochę prawdy, ale historie Amber i Anny znacznie się różnią. Obie są na swój sposób ciekawe i oryginalne. Przez Annę przemawiają zupełnie inne emocje, zupełnie inaczej dojrzewa do bycia prawdziwą sobą i odkrycia się. Historia pokazana w tej książce jest niesamowicie słodka, ale autorka w odpowiednich momentach przypomina nam, że to nie sielanka. Bohaterowie i czytelnicy zmagają się z mieszanymi uczuciami, śmiechem i łzami. Wszystko to komponuje historię, która jest jednocześnie strzałą i miodem na nasze serca.

Jak to bywa w młodzieżówkach, mamy sporo dialogów i mało dokładnych opisów. Te najdłuższe dotyczą rozmyślań bohaterów nad przeszłością i uczuciami. Są jednak skomponowane w taki sposób, że gładko płyniemy przez kolejne karty powieści, nawet niezauważalnie. Język jest prosty, przyjemny, odnajdą się w nim zarówno młodsi, jak i nieco starsi czytelnicy.
Wydanie jest typowe dla książek Moseley - okładka z parą, głównie czerń i biel, jeden mocniejszy akcent kolorystyczny. Ładnie wygląda na półce z inną posiadaną przeze mnie książką tej autorki.
Podsumowując, stwierdzam, że Kirsty Moseley po raz kolejny oferuje nam gorący romans, przy którym niełatwo utrzymać nerwy na wodzy. Masa emocji, jakie odczujemy sprawia, że chce się więcej i więcej. Już niedługo ciąg dalszy losów Ashtona i Anny!
Autor: Nevermore, data: 23.05.2017 19:18, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia?

www.betterversionofthetruth.blogspot.com

Anna jest przeszczęśliwą "prawie"szesnastolatką. Dziewczyna właśnie zamierza spełnić swoje marzenie i urodziny spędzić w klubie wraz z ukochanym chłopakiem. Długo oczekiwany wieczór szybo zamienia się jednak w koszmar. Bohaterka jest zjawiskowo piękną dziewczyną i wpada w oko mężczyźnie, którego wolałaby nigdy nie spotkać. I tak w mgnieniu oka cały świat Anny zostaje przewrócony do góry nogami.

Następne lata są prawdziwym koszmarem. Dziewczyna jest przetrzymywana przez psychopatę, natomiast jej chłopak... On nie miał nawet tyle szczęścia. Kiedy Annie wreszcie udaje się wydostać, nie jest tą samą osobą i chyba nic w tym dziwnego. Co gorsze oprawca nie daje jej spokoju nawet będąc w więzieniu, a jako, że ojciec dziewczyny jest osobą publiczną, niebezpieczeństwo jest dwukrotnie większe. Tak trafia na Astona - młodego mężczyznę, który ma odgrywać rolę jej chłopaka, a w rzeczywistości - być prywatnym bodyguardem.

Uwielbiam Kirsty Moseley. Nie w sposób, w jaki możecie powiedzieć, że kochacie Dostojewskiego czy Fitzgeralda. Nawet nie w sposób,w jaki uwielbia się Greena. Jednak w swojej kategorii - nieco ckliwych i nawet lekko banalnych romansów - Moseley nie ma sobie równych. Ja bardzo lubię od czasu do czasu (a może nawet odrobinę częściej) przeczytać romans i to taki, w którym pełno lukru. A u tej autorki tak właśnie jest - nawet, jeżeli bohaterowie mają za sobą mroczną przeszłość, to i tak wszystko jest wyjątkowo słodkie.

I tak, jest tu dość schematycznie - Anna jest przepiękną dziewczyną, której przydarzyła się ogromna tragedia. Ashton z kolei jest tak wyrozumiałym i idealnym facetem, że to wręcz nie możliwe. Sęk w tym, że książkę po prostu dobrze się czyta. Ta powieść zapewne nie zmieni mojego życia, ale pozwoli odstresować się po ciężkim dniu w pracy. I nawet jeśli za miesiąc zapomnę imiona głównych bohaterów - co z tego? Za rok będę mogła na nowo przeczytać tę historię, jakby był to pierwszy raz.

Między Anną a Ashtonem jest chemia. Przyjemnie czyta się nawet o ich randkach, ponieważ nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Momentami jest smutno, momentami śmiesznie, ale najważniejsze, że czyta się to po prostu dobrze. Jeśli lubicie taki rodzaj literatury, "Nic do stracenia" z pewnością trafi w Wasz gust
Autor: www.swiatmiedzystronami.blogspot.com, data: 22.05.2017 19:13, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia, na pewno?

Kirsty już od pierwszej książki została moją ulubienicą. Jej powieści przeznaczone dla młodych dorosłych skradły me serce na prawdę szybko. I choć pewne elementy się w nich wszystkich powielają to ciężko mi nie sięgnąć po kolejną wydaną przez nią pozycję. Dlaczego? Zobaczcie sami.

Anabelle właśnie obchodzi szesnaste urodziny. Wraz z chłopakiem z tej okazji wybierają się do klubu. Jako, że są nastolatkami wchodzą tam dzięki okazaniu fałszywych dowodów. Wieczór, który miał być wspaniały i niezapomniany pozostał tylko niezapomniany. Niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Ta noc kończy się dość wcześnie i tragicznie. Zarówno dla Jacka, który ginie z rąk handlarza narkotyków i jego kumpli jak i samej Anny, która zostaje uprowadzona, a kilka lat jej życia zostaje zamienione w koszmar. Dziewczyna odzyskała wolność tylko przez przypadek, Cartera aresztowała policja, a dzięki jej zeznaniom również skazany. Mija dokładnie trzy lata od porwania. Wydawało by się, że wszystko powinno wracać do normalności. I choć przed dziewczyną nadal długa droga by zacząć prowadzić w miarę normalne życie to okazuje się, że nie jest jej to pisane. Ojciec nastolatki kandyduje na prezydenta, a w tym samym czasie do rodziny Anabelle, a dokładniej do niej samej zaczynają przychodzić dwa rodzaje listów. Jedne miłosne, drugie z pogróżkami - oba pisane z więzienia. O żadnych ona nie wie. Pewna, że ochrona związana jest z wyborami staje okoniem i ochroniarze sami jeden po drugim odchodzą.
Dwudziestojednoletni Asthon właśnie ukończył naukę na uczelni. Zrobił to z wyróżnieniem i pięcioma rekordami na koncie. Teraz liczy na posadę w SWAT. Jest rozczarowany i zdezorientowany, gdy jego przełożony oddelegowuje go jako ochroniarza dla Anny. Jednak wszystko bardzo szybko się zmienia. Gdy tylko ma okazję poznać, a raczej zobaczyć dziewiętnastoletnią aktualnie Anabelle. Młody mężczyzna świadom jest, że już na dzień dobry wpadł po uszy.
Żeby wykonywać swoją pracę agent Taylor musi towarzyszyć jej na studiach i spędzać z nią praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak by tego było mało ma udawać chłopaka panny Spencer. Wczuwa się w to z całego serca i to nie tylko dlatego, że dziewczyna skradła jego serce. Chce zrobić wszystko by pomóc jej pozbyć się dręczących ją koszmarów, by pogrzebała przeszłość. Problemem (a może korzyścią?) jest fakt, że oboje się w sobie zakochują i udawanie pary nie stanowi dla nich większego problemu, nie jest to już tylko gra młodych ludzi na pokaz dla innych...

Czy Asthonowi uda się zdziałać cokolwiek w kwestii koszmarów Anabelle? Czy agent lub rodzice odważą się w końcu powiedzieć dziewczynie co jest powodem wzmożonej ochrony? Czy Taylor będzie kolejnym, który zrezygnuje i ucieknie od Anny?

Czytając książki Kirsty mamy okazję pojeździć rollercoasterem emocjonalnym. Jej romantyzm oraz słodycz związków wśród nastolatków tudzież młodych dorosłych zawsze równoważony jest przed traumę i dramaty, którejś z połówek. Często jej powieści przygnębiają nawet mimo szczęśliwego zakończenia. Bo ciągle przed oczami mamy to co cieniem kładzie się na któregoś z bohaterów. W przypadku "Nic do stracenia. Początek" pierwszy raz zdarzyło mi się rozdzielić bohaterów na Asthona, którego polubiłam z całego serca oraz Anabelle, której miałam po dziurki w nosie. Dlaczego skoro dziewczyna ma za sobą koszmar? Bo jest osobą, która wykorzystuje: "Taylor się zgadza, a ja biorę. A biorę, bo mi się należy. W końcu swoje przeszłam" To nie na takiej zasadzie działa. Nic nam się nie należy za pstryknięciem palców. Na wszystko trzeba zapracować, o wszystko walczyć i umieć to oddać i się odwdzięczyć... Polecam.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
Autor: Zaczytane z Mazur, data: 22.05.2017 00:48, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Szczerze polecamy

Anabell Spencer córka senatora, wiodąca spokojne życie, lecz szesnaste urodziny zmieniają je w koszmar przez Cartera Thomasa, handlarz bronią i narkotyków. W tym dniu miała spędzić miło wieczór i stać się kobietą, a widziała śmierć swojego ukochanego Jacka oraz została porwana. Znaleziona po kilku miesiącach i po wielu koszmarach wraca do swojego domu. Nie ma zaufania do ludzi i nie daje im się zbliżyć na krok, nawet najbliżej rodzinnie. Czy uda jej się pokonać strach? Czy odzyska zaufanie do ludzi? Czy odzyska swoją osobowość jaką miała przed dniem szesnastych urodzin? Czy grozi jej kolejne niebezpieczeństwo?


Ashton Taylor absolwent, który został agentem SWAT. Dostał misję specjalną, czyli opiekę nad córką kandydata na prezydenta, czyli Anabell. Miał udawać jej chłopaka, aby nikt nie wiedział, że Anna ma ochronę. Wszystko zaczyna się od wiadomość, że Carter Thomas może wyjść z więzienia. Przyszła "dziewczyna" nic o tym nie wie. Czy Ashton zdoła swojemu zadaniu? Czy uda mu się "oswoić" Anabell? Czy nie zrezygnuje po kilku dniach, jak każdy inny ochroniarz?

Gdy chwyciłyśmy i zaczęłyśmy oddawać się lekturze, nie mogłyśmy się powstrzymać od jej czytania. Historia wciąga od pierwszego rozdziału, ciekawa, z chwilami grozy. Na początku Anna stała się bardzo irytującą bohaterką i niezrozumiałą, ale z każdym kolejnym rozdziałem, gdy było widać jej zmianę bardzo przypadła nam do gustu, w szczególności, gdy małymi kroczkami zaczęła ufać swojemu "chłopakowi", ale czy te uczucia i ruchy były tyko udawane... O tym dowiecie się, gdy przeczytacie książkę :) My wyczekujemy jej kontynuacji i szczerze polecamy Wam pierwszą cześć, jest po prostu idealna na tą porę roku. Można wyjść na spacer z książką, do parku, na ławkę i czytać w spokoju :)
Autor: Thievingbooks, data: 21.05.2017 18:35, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Autorka w intrygujący sposób przedstawiła przemianę głównej bohaterki - poznałam roześmianą, beztroską dziewczynę, która nie przejmuje się niczym szczególnym. A jednak zakończyłam lekturę mając przed oczami rozbitą i wystraszoną nastolatkę, która zmierzyła się z prawdziwym koszmarem. Jak się okazało, wyzwolenie z rąk porywacza nie zakończyło tragedii, bo Carter nie dał tak łatwo o sobie zapomnieć. By zapewnić Annabell choćby złudne poczucie bezpieczeństwa do gry wkracza Ashton, którego zadaniem będzie bronić dziewczynę od wszelkiego zła, ale czy to najlepszy sposób do zbudowania złudnego szczęścia?

W taki właśnie galimatias postanowiła wkroczyć autorka i przyznaję, że nawet się jej to udało. Nie spodziewałam się tak mocnej i tragicznej historii, w dodatku dogłębnie przedstawiającej tragedię głównej bohaterki, ale przyznaję, że lektura bardzo przypadła mi do gustu. Droga ku próbie odbudowania tego co już dawno utraconej na przykładzie życia Annabell okazała się kontrastowa, ale przy tym wymowna. Przygotowałam się na coś lekkiego a otrzymałam mocny obraz tragedii, która właściwie może przytrafić się każdemu z nas. Jeśli tak ma wyglądać dalsza twórczość Moseley - poproszę więcej.
Autor: riana, data: 21.05.2017 17:19, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Tragiczne historie sprawiają, że ludzie stają się zgorzkniali i nie pozwalają innym do siebie dotrzeć i tak właśnie zachowuje się Anna. Z jednej strony trudno ją rozgryźć i bywa na początku bardzo irytującą bohaterką, ale później dostrzegamy jej zmianę, gdy otwiera się na nowe doznania i wchodzi w interakcję z Ashtonem. To właśnie wtedy książka nabiera nowego znaczenia.

Autorka ma w sobie niezwykły dar, ponieważ historia wręcz płynie i wtrącając w wydarzeniach wątki dotyczące przeszłości Anny staje się ona bardziej wyrazista, a przez to również ciekawsza. To taka pozycja, którą z powodzeniem można zabrać na wiosenny spacer i cieszyć się tym, że książka może dostarczyć tak wiele emocji. Może Kirsty Moseley nie zaskoczyła mnie niczym wyróżniającym się na tle innych powieści, ale po prostu miałam ochotę na to, co zaserwowała swoim czytelnikom w Nic do stracenia. Początek.
Autor: Przychylnym Okiem, data: 21.05.2017 15:50, ocena: 2,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

"Nic do stracenia. Początek"

Annabelle Spencer chciała, by jej szesnaste urodziny były niezapomniane, dlatego postanowiła wraz z chłopakiem spędzić je w klubie. Noc, która miała być wyjątkowa, szybko zamieniła się w najgorszy koszmar. Dziewczyna zostaje uprowadzona przez starszego o kilka lat handlarza narkotyków, który dostaje obsesji na jej punkcie, a jej ukochany traci życie. Po ponad dziesięciu miesiącach znęcania psychicznego i fizycznego, udaje jej się w końcu odzyskać wolność, a człowiek, który zrobił z jej życia piekło, zostaje skazany i trafia do więzienia. Anna nie jest jednak w stanie wrócić do normalności; zamyka się w sobie, unika nawiązywania jakichkolwiek kontaktów i odstrasza wszystkich ochroniarzy. Ashton Taylor, przystojny i ambitny komandos SWAT, który niespodziewanie zostaje wyznaczony do jej ochrony, nie ma jednak zamiaru rezygnować z powierzonego mu zadania i postanawia zrobić wszystko, by zapewnić Annie bezpieczeństwo i pomóc jej zapomnieć o dręczących ją demonach…
„Nic do stracenia. Początek” to kolejna książka autorstwa brytyjskiej pisarki, Kirsty Moseley, która pojawiła się na naszym rynku i moje trzecie spotkanie z jej twórczością. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”, z którym miałam okazję ostatnio się zapoznać wypadł całkiem nieźle, zwłaszcza w porównaniu z debiutanckim dziełem autorki, dlatego postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po jej najnowszą książkę. Na szczęście nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej pozycji, bo inaczej przeżyłabym rozczarowanie. Pomimo całkiem obiecującego początku, autorka znowu zbyt szybko rozwinęła relację pomiędzy głównymi bohaterami, co wpłynęło też niezbyt korzystnie na odbiór samych postaci i ich wiarygodność. Anna, która przez prawie rok była ofiarą seksualnego wykorzystywania, nie pozwala się do siebie nikomu zbliżać i często reaguje agresją, jeżeli jakiś mężczyzna spróbuje ją dotknąć, już trzeciego dnia ląduje w łóżku ze swoim nowym ochroniarzem. Gdzie tu logika? Kirsty Moseley popełniła ten sam błąd w „Chłopaku, który zakradał się do mnie przez okno”, tworząc równie niespójną i mało przekonującą postać. Z kolei Ashton Taylor to chodzący ideał, który z miejsca zakochuje się w głównej bohaterce i celem jego życia staje się jej uszczęśliwienie. Przesłodzony i pozbawiony jakiegokolwiek elementu zaskoczenia wątek miłosny niestety nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia, choć muszę przyznać, że ta książka przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż debiutanckie dzieło autorki i pomimo niezbyt wiarygodnego portretu psychologicznego głównej bohaterki, Anna okazała się do tej pory najmniej irytującą postacią żeńską, jaką wykreowała Kirsty Moseley. Wiedziałam, na co się piszę, sięgając po tę pozycję; liczyłam przede wszystkim na lekką, łatwą w odbiorze i nieskomplikowaną historię, przy której się odprężę i właśnie to otrzymałam. Pomimo mankamentów, „Nic do stracenia. Początek” okazała się być całkiem wciągającą i przyjemną lekturą, którą, mimo dosyć sporej objętości, przeczytałam w błyskawicznym tempie i która dobrze się sprawdziła w roli niezobowiązującej młodzieżówki. Jeżeli jesteście fanami twórczości autorki, istnieje szansa, że ta pozycja również się wam spodoba!
Autor: www.ksiazkowaczarnobialaem.pl, data: 21.05.2017 11:08, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Odciąć się od przeszłości i zapomnieć. Niech ból i poniżenie zostaną tylko wspomnieniem. Wybaczyć? Absolutnie! Z tolerancji dla samych siebie akceptujemy zbrukanie naszych ciał, bo tylko w ten sposób znika myśl o ciągłym byciu ofiarą... Ona nie ma nic do stracenia! Do końca zostanie niewolnicą jego chorych zachowań...

Anna Spenser przekraczając próg klubu, nie spodziewała się, że impreza zakończy się tragedią. Poznany Carter Thomas zmienia jej życie. Handlarz broni i narkotyków doprowadza do tragedii, w której Anna staje się drugą ofiarą. Gnębiona, gwałcona i przetrzymywana dziewczyna zostaje odnaleziona. Jej zeznania doprowadzają do zatrzymania Thomasa. Listy z pogróżkami zmuszają ojca dziewczyny do wynajęcia ochrony, Anną zajmie się Ashton Taylor. Czy udawanie pary pomoże zapomnieć o demonach z przeszłości?

W ciemno zdecydowałam się przeczytać najnowszą powieść autorki. Po opisie z okładki liczyłam na powieść pełną wzlotów i upadków, naszpikowaną mocnymi fragmentami z piekielnego życia Anny, gdy została przetrzymywana, oraz wewnętrznie oczekiwałam od autorki dobrze skrojonego wątku miłosnego. Żałuję jednego! Autorka z rozmachem spłaszczyła kluczowe fragmenty z dramatu, który dotknął główną bohaterkę...

Idealny początek. Kirsty Moseley z wyjątkowym wyczuciem wprowadza w świat głównej bohaterki. Uwidacznia czytelnikowi nieludzki, lekko szokujący i przykry obraz, z którym musiała zmierzyć się Anna. Początkowo napędza lawinę wydarzeń, by z rozdziału na rozdział wycofać strategiczną część składową fabuły. Autorka rzuca szczątkowe opisy z przeszłych wydarzeń, doprowadza do rozbudzenia wyobraźni i pozostawia czytelnika z ziarenkiem niewiedzy, które doczeka się rozwinięcia w kontynuacji powieście. Szkoda, ponieważ moje czytelnicze zapędy, Moseley wystawiła na próbę. Oczekiwania!



Odizolowanie, lawina wewnętrznych emocji i odrętwienie Anny wychodzi na pierwszy plan. Wyraźna. Dopracowana. Przemyślana postać głównej bohaterki robi wrażenie. Autorka stawia wstyd z racjonalne myślenie na jednej szali. Strach i samotność postaci pokazują rzeczowe podejście do stworzonej kreacji. Kirsty Moseley tworząc duet dwóch różnych indywidualności, stworzyła bohatera, który zaszufladkowany w ramionach dobroci, nadmiernej czułości i dobrotliwości wzbudził u mnie dość dużą irytację. Rycerskość jest do przyjęcia, ale w tak dużej ilości, może doprowadzić do czytelniczych mdłości. Postać Ashtona zupełnie mnie rozczarowała!

Nic do stracenia wrzuca odbiorcę w schematyczny i dobrze znany wzór postępowań postaci, w którym fason fabuły ociera się o typowa tradycyjność stosowaną przez autorki. Jednak! Moseley w dość sztampową historię wprowadziła emocjonalną wewnętrzną rozgrywkę Anny pokazując, że walka z przeszłością, może doszczętnie zszargać normalny tryb codzienności...

Bezproblemowa z odbiorze, napisana w żwawym rytmie powieść, która kryje w sobie paraliżujące lęki głównej bohaterki. Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, w której mam nadzieję nastąpi przełomowy moment, w którym bezlitosna twarz Cartera ujrzy światło dzienne, a watek miłosny odejdzie na drugi plan.
Autor: Skryta-Ksiazka, data: 20.05.2017 21:42, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

skrytaksiazka.blogspot.com

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas zamienia jej życie w piekło. Zabija jej chłopaka, a potem porywa ją i przetrzymuje wbrew jej woli przez prawie rok. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, chce zrobić wszystko, aby zapewnić córce bezpieczeństwo. Ochroną dziewczyny zajmie się przystojny agent, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać jej podejrzeń, ma udawać jej chłopaka.

Kurcze, ta książka była naprawdę dobra. W tym roku mam spore szczęście do dobrych powieści z gatunku New Adult, bo trafiam prawie na same świetne. Nic do stracenia. Początek również się do niej zalicza. Z tą autorką mam taki problem, że wydaje mi się, iż z każdą przeczytaną jej książką, historia wciąga mnie dużo bardziej i jest lepsza od poprzedniej. Mam nadzieję, że Kirsty Moseley utrzyma poprzeczkę również w kontynuacji, którą będę czytała już w najbliższym czasie, gdyż dalszy ciąg zapowiada się równie intrygująco.

Główni bohaterowie zostali świetnie przedstawieni, a ich osobowości nie dało się nie polubić. Anna nie ma łatwego charakteru, ale ciężko jej się dziwić, w końcu przeszła przez istne piekło. Mam mały problem co sądzić o jej czynach i przemyśleniach względem Ashtona. Z jednej strony rozumiem, że kocha zmarłego chłopaka i pewnie nigdy nie przestanie go kochać, ale traktowanie jej ochroniarza w taki, a nie inny sposób, robienie mu w pewnym sensie nadziei gdzie często oświadczała, że nic między nimi nie będzie, było dla mnie po prostu denerwujące.

Ashton to mega facet - co do niego nie mam wątpliwości, ponieważ zachowywał się bardzo przyzwoicie. Wydaje mi się, że to jego najbardziej polubiłam ze wszystkich książek tej autorki, które do tej pory przeczytałam (biorąc pod uwagę wszystkie poznane męskie i damskie postacie). Zrobił na mnie największe wrażenie i wiele razy było mi go szkoda, przez sporo kwestii, których nie mogłam zaakceptować. Wiem, że pewnie się powtarzam, bo ciężko dziwić się głównej bohaterce, ale no.. nie mogłam wytrzymać jakie to wszystko trudne i pokręcone. Ehh.. dlaczego?

Ta pozycja opiera się głównie na rozkwitającym romansie tej dwójki, który jest skomplikowany i to w dużej mierze przez Annę. Wszystko między nimi zdarzyło się niespodziewanie, szybko i nagle, a głównie z tego względu, że główny bohater jest mężczyzną przystojnym, troskliwym i opiekuńczym, więc wbrew woli, dziewczyna szybko się do niego przywiązała i go zaakceptowała. Ich relacja była jednym z moich ulubionych wątków, ponieważ ta dwójka zdecydowanie jest dla siebie stworzona i ciężko powiedzieć, że nie.

Drugim wątkiem odgrywającym sporo w samej fabule jest postać Cartera, to czego się dopuścił i jego listy, które wysyła do Anny. Co prawda w tej części książki autorka nie rozszerzyła na większą skalę tego aspektu. Domyślam się, że główna akcja z prześladowcą Anny odbędzie się w kontynuacji. Myślę, że te dwa tomy cyklu, które napisała autorka zostały przemyślane, gdyż ta część opiera się na rozkwitającej miłości głównych bohaterów, na których w dalszej części będą czekać przeszkody i to nie dość, że w ich relacji, to również z Carterem.

Powieść wciąga i ciężko się od niej oderwać. Została napisana bardzo dobrze i może zakończenie w żaden sposób nie zaskakuje i nie mamy potrzeby szybkiego sięgania po kontynuację, ale moja ciekawość jest za mocna i chcę już wiedzieć, jak to dalej się potoczy i jak Kirsty Moseley rozwiąże główny problem, który spotkał główną bohaterkę w wieku szesnastu lat. Psychika Anny też odgrywa sporą rolę w całokształcie. To co dzieje się w jej głowie jest momentami przerażające. Dziewczyna została solidnie skrzywdzona fizycznie i psychicznie jako nastolatka, a to jak odgrywa się to na niej w teraźniejszości jest ciężkie do przetrawienia.

Nic do stracenia. Początek to historia, która wzruszyła mnie i to nie jeden raz. Świetnie spędziłam przy niej czas, głównie na wielkim kibicowaniu obojgu bohaterom. Uwielbiam książki tej autorki przez jej fantastyczne pióro, które wciąga mnie zawsze od samego początku. Tworzy ona naprawdę dobre opowieści, a ja przekonałam się już o tym trzeci raz. Nie mogę doczekać się drugiej części i ogromnie trzymam kciuki za Ashtona i Annę.
Autor: Justowa, data: 18.05.2017 10:44, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Polecam

Z autorką poznałam się już przy okazji książki "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Tamta powieść mnie uwiodła, więc tym razem miałam wysokie oczekiwania względem mojej kolejnej przygody z jej twórczością. Jestem w stanie Was zapewnić, że Kirsty Moseley daje sobie świetnie radę. Tym razem znów chwyciła mnie za serce.
I to jeszcze jak. Ja płakałam już po pierwszych stronach książki! Nie wolno mi tak robić, bo potem nie potrafię odłożyć książki. Ba! Jak już mi się to udało to i tak nie potrafiłam przestać myśleć o bohaterach i ich losach. Co się tam działo...


Genialnie rozplanowana akcja od samego początku. Szkoda, że później się zatrzymała. Jednak emocji było sporo. Powiedziałabym, że była to dawka uderzeniowa. Dalej pacjent, czyli czytelnik czuł się już lepiej, więc dozowała ich nieco mniej, co jednak wcale nie znaczy, że dalej było nudno. Nadal było ciekawie. Tylko, że już mniej dramatycznie a bardziej cukierkowo. Słodycz lała się z kartek powieści niczym świeży miód. Nie przeszkadzało mi to, bo jestem fanką romansów. Jednak przydałby się jakiś zwrot akcji. Przyznam, że trochę czekałam aż ta sielanka się skończy. Tak się jednak nie stało, więc zakładam, że coś wydarzy się w kolejnej części serii. Koniecznie muszę wiedzieć co i już nie mogę się doczekać chwili gdy drugi tom trafi do moich rąk.
Tym bardziej, że nieco rozczarowało mnie zakończenie utworu. Dlaczego? Bo się go nie spodziewałam, bo nie było spektakularne, bo nic się nie wydarzyło. Czytam sobie, czytam. Bohaterom mija dzień za dniem i nagle... koniec. Nie lubię tak. Od razu musiałabym mieć pod ręką kontynuacje. Może to celowy zabieg autorki by tylko zachęcić czytelnika do dalszej przygody z serią? Jeśli tak, to zabieg jest w stu procentach skuteczny.
Jeśli to co napisałam nadal Was nie przekonuje to może zrobi to okładka, bo mi od razu wpadła w oko.
Jeśli okładka to za mało to pozostają jeszcze genialnie wykreowani bohaterowie. Ja polubiła się z nimi od razu. Mimo, że Ana miała być tą złą dziewczyną, która drażni nas swoim zachowaniem. Mnie jednak nie denerwowała. Poznawszy jej historię potrafiłam zrozumieć jej podejście i chciałam dla niej jak najlepiej. Tak samo jak dla Asthona. Kibicowałam tej dwójce i zdaje mi się, że i on i ona nie odkryli jeszcze wszystkich kart, i że nie dali się nam jeszcze do końca poznać.
Jak widać ja jestem książką zachwycona i odliczam dni do premiery jej drugiej części. Przeczytajcie ten tom a będziecie liczyć razem z mną.
Autor: BookParadise, data: 15.05.2017 20:49, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

BookParadise

Kirsty Moseley jest autorką, której książki nigdy nie zawiodły mnie. Potrafi ona wykreować niesamowicie ciekawe historie, które już od samego początku porywają czytelnika.
Ogromnym sukcesem autorki była książka "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno". Słodki Liam zwalił z nóg nie jedną dziewczynę i moje serce również skradł. Tamta historia była przepiękna, zabawna, lekka oraz ciekawa.
Tym razem autorka postawiła na coś mocniejszego. Nie brakuje wulgaryzmów, historia jest ostra, pełna napięcia. Fabuła zaskakuje z każdą stroną, ale to co najważniejsze - nadal jest oryginalnie, nie brakuje lekkości, a pióro autorki porywa.

Anna jest córką przyszłego prezydenta i potrzebuje ochrony, ponieważ jej życie jest zagrożone i to nie tylko z powodu pozycji, jaką piastuje jej ojciec. Anna w swoim życiu doświadczyła wielu przykrości, a jej życie rozpadło się na drobne kawałki. Była traktowana jak zabawka, straciła ukochaną osobę i zamieniła się w bezlitosną dziewczynę, która wyzbyła się jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Anna przepełniona jest gniewem, wyrzutami sumienia, wstrętem do samej siebie, rozpaczą. Wielokrotnie pragnęła odebrać sobie życie, byleby zapomnieć o fatalnej przeszłości i dniu swoich urodzin.
Młoda kobieta miała w swoim życiu wielu ochroniarzy, jednak każdy uciekał po krótkim czasie, bo to był jej cel - pozbyć się tych, którzy nie dają jej swobody. Anna boi się kontaktu z ludźmi, nienawidzi ich, bo obawia się, że ją ktoś dotknie, a to zawsze kończy się tak samo.
Tym razem został przydzielony jej Ashton, wytrwały młody mężczyzna, który łatwo nie odpuszcza. Poprzez ukryty cel jest w stanie wytrzymać z wredną dziewczyną jej wszystkie kaprysy, a co najważniejsze, zaczyna ją rozumieć.
Od ochrony przed Carterem, do miłości, która nie może się rozwinąć.

"Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach."

Historia Anny i Ashtona zaczyna się burzliwie i taka też jest przez większość czasu. Anna nie ufa nikomu, toteż uważa, że nowy ochroniarz ulotni się jak jego poprzednicy, niemniej jednak ich relacje są zdecydowanie inne, niż w poprzednich przypadkach.
Chociaż Anna boi się kontaktu z ludźmi, a zwłaszcza mężczyznami, nie ma oporów, aby pozwolić Ashtonowi zaciągnąć się do łóżka. Tłumaczone to jest jako miłość od pierwszego wejrzenia, przed którą kobieta się broni i twardo ją wypiera, a przelotny seks był tylko chwilową słabością.
I to było moje pierwsze i ostatnie "ale" wobec tej książki. Całość była niestety zbyt mocno naciągnięta, ponieważ Anna bała się kontaktu z ludźmi, a jednak ochroniarz miał magiczną iskierkę, która wzbudziła w niej zaufanie do niego. Okej, może był nieco inny od jej poprzednich opiekunów, dał jej więcej swobody, ale żeby wskoczyć mu od razu do łóżka? No trochę coś nie tak. Bo skoro ona z zaburzeniami i depresją męczyła się od trzech lat, to dlaczego nagle zaufała temu jedynemu?
Ale w porządku, to miała być słodka historia, tylko później na szczęście nie jest już tak kolorowo.
Po przelotnym numerku Anne dopadają wyrzuty sumienia i wtedy rozkręca się cała historia. Narobiła nadziei facetów, a teraz go olewa. A w końcu to co nieosiągalne jest najlepsze, prawda? I zaczyna się walka o zakazany owoc, walka z demonami przeszłości, walka o przyszłość, budowanie przyjaźni i zaufania.

"Muszę się ożenić z tą dziewczyną! Boże, spraw, żeby się we mnie zakochała."                                                             

Kirsty Moselery jak zawsze miała genialny pomysł na kolejną książkę. Od samego początku nie oszczędza czytelnika i wprowadza nas do książki z wielkim przytupem. Jest drastycznie, brutalnie, krwawo i jednocześnie słodko.
Autorka z dobrym smakiem przedstawia całą historię Anny, wzbudza w nas smutek, przygnębienie i współczucie wobec losów bohaterki. To niesamowite jak cudownie prowadzi całą fabułę. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, daje nadzieje, po czym rozrywa nasze serca, skleja i ponownie przygniata. Kiedy myślałam sobie "O tak! Nareszcie ułoży się między nimi, będzie dobrze", to autorka od razu sprowadzała mnie na ziemię i nie pozwalała nacieszyć się chwilą. Tym samym budowała napięcie na swój wyjątkowy sposób. Przez całą książkę siedziałam jak na szpilkach, obawiałam się najgorszego, nie wiedziałam co się zaraz wydarzy i czekałam na wielkie BUM!
Dostałam wspaniałą historię, która przepełniona jest bólem, ale także szczęściem, które powoli jest na nowo budowane.

Z czystym sumieniem mogę polecić "Nic do stracenia. Początek". Chociaż historia jest nieco naciągana i niektóre wydarzenia zbyt szybko wydarzyły się, to cała fabuła zasługuje na uznanie. Moseley nie szła drogą twardo utartych schematów. Stworzyła kolejną niepowtarzalną historię, którą przyprawiła swoim lekkim piórem.
Nie mogę doczekać się kontynuacji losów bohaterów. To zdecydowanie będzie ogień! Bo kiedy ponownie pojawi się karter, nie będzie bezpiecznie.

"Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."
Autor: mojpowodbyoddychac, data: 15.05.2017 17:53, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia. Początek

Anabelle (Anna) przeżyła coś okropnego. W dniu jej szesnastych urodzin jej kochany chłopak Jack, który tej nocy miał sprawić, że stanie się prawdziwą kobietą, na jej oczach zostaje brutalnie zamordowany przez Cartera Thomasa, głównego dowodzącego grupą handlarzy narkotyków. Zaraz potem zostaje zamknięta przez Cartera w mieszaniu gdzie jest maltretowana i gwałcona przez ponad dziesięć miesięcy. Po tych zdarzeniach jej życie wywraca się do góry nogami, niegdyś piękna, wesoła i seksowna dziewczyna staje się bezuczuciową suką, ubiera się w luźne ubrania i przestaje zwracać jakąkolwiek uwagę na swój wygląd, tylko po to, aby nie kusić do siebie mężczyzn. Zaczyna chodzić na karate oraz kick boxing by więcej nie dopuścić do sytuacji, jakie miały miejsce. W trosce o jej bezpieczeństwo,przez jej bogatego ojca, przyszłego prezydenta, zostają wynajęci prywatni ochroniarze, którzy jednak nie dają sobie z nią rady...
Aż do momentu pojawienia się Ashtona Taylera, przystojnego bruneta o zielonych oczach. Zadaniem dwudziestojednolatka jest udawanie chłopaka Anny i ochrona jej na każdym kroku. To jednak nie będzie łatwe bo Anabelle to niezła sztuka i niejeden próbował lecz nikomu nie udało się zagościć na dłużej.
Jak potoczą się losy tej pary? Jak poradzi sobie z tym zniszczona psychicznie Anabelle? Czy Ashtona Tayler da radę wytrzymać z nią, aż osiem miesięcy?
Powiem tak. Jeśli Kirsty Moseley zna takich facetów jak w tej książce to pojadę nawet na koniec świata żeby ich poznać.
Jest to jeden z lepszych romansów jakie czytałam, autorka doskonale wie jak wpasować się w kryteria nastolatek i daje nam ideałów, w każdej swojej książce.

Powieść należy do tych, dzięki którym można się śmiać przez łzy. Dzięki niej wiem dlaczego tak bardzo kocham romanse. Po raz kolejny autorka pokazała, że jest w stanie stworzyć cudowny wyciskacz łez, a szczerze mówiąc sądziłam, że nic co pojawi się po jej bestsellerze "Chłopak, który zakładał się do mnie przez okno" nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. Myliłam się, ale to było jak najbardziej pozytywne zaskoczenie.

Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i czy będą trzy czy dziesięć części, jestem pewna, że będę się nimi zachwycać tak samo jak pierwszą, a może nawet jeszcze bardziej.

http://mojpowodbyoddychac.blogspot.com/2017/05/nic-do-stracenia-poczatek-kirsty-moseley.html
Autor: Książkowe Zacisze, data: 12.05.2017 18:44, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Cukierek o smaku przeszłości...

Masz może ochotę na bardzo mroczną bajkę, z bardzo mrocznymi bohaterami i do tego w bardzo mrocznej aranżacji?
To od razu możesz ją sobie wybić z głowy, bo dzisiaj czas na... cukierkową rozpustę! Będzie książę z bajki, księżniczka w opałach i strumienie lukru w czekoladzie. O tak! *w tym miejscu słychać złowieszczy śmiech*
Weź sobie coś do picia, bo w tej historii, literki mordoklejki nie znają litości. Konsumuj powoli, gdyż te bezwzględne, małe cukiereczki, czasem mają w sobie nadzienie o smaku tragedii...

Otóż zaczęło się całkiem niepozornie i na dodatek dość gorzko. Księżniczka, którą gra w tej bajce córka senatora, świętowała swoje szesnaste urodziny, w towarzystwie ukochanego pazia. Niestety, jak to się często zdarza, młode księżniczki bywają lekkomyślne i marzą o zabawach w klubie, zamiast o grzecznym podwieczorku w domowym zaciszu. I niestety, jak to równie często bywa, zakochany paź zrobi wszystko, by uszczęśliwić swoją wybrankę, nawet, gdy w grę wchodzą podrabiane dowody i balowanie po nocach...

Gdy wychodzi się poza mury zamku, trzeba liczyć się z tym, że dobry czar ma tu znacznie mniejszą moc, a z kolei źli ludzie, rosną w siłę.
Najgroźniejsi są psychopaci.
Jeśli nie wierzysz, zapytaj księżniczkę. Ona spotkała na swoje drodze złego pana, który najpierw kazał jej patrzeć, jak umiera paź, a potem zabrał ją do piekła i obrócił jej perfekcyjne życie w pył...

Czasem trzeba najpierw zasmakować goryczy, żeby potem życie było słodsze. Księżniczka wyrwała się z piekła, ale po powrocie do zamku, nie czuła się już jak księżniczka.
Właściwie w ogóle się nie czuła.
Tęskniła za paziem, a w głowie wciąż miała obraz tego, co zrobił jej zły pan. Jakby tego było mało, cienie przeszłości zaczęły wyciągać po nią swe mroczne łapska.
I wtedy właśnie ojciec senator, postanowił znaleźć jej księcia-stróża. Jak postanowił, tak też uczynił i wkrótce na progu zamku stanął ochroniarz, jak ze snu. Ideał!
No i cóż miała zrobić księżniczka? Chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że dla takiego księcia, warto porzucić rolę męczennicy i zrzucić trochę cierpiętniczych szat.
Dosłownie.
I chociaż nie łatwo jest żyć w trójkącie miłosnym i konkurować z nieżyjącym paziem, to stróż-wybawiciel postanowił, że poskleja serce księżniczki, by móc z nią żyć długo i szczęśliwie! Choć nie zdawał sobie do końca sprawy, na co się porywa.
No i tak właśnie, słodki książę, samą swoją obecnością przyćmił gorycz i rozpętała czekoladowy huragan, przez który o mało co, nie nabawiłam się cukrzycy...

A teraz do rzeczy.
Moje pierwsze wrażenie: Kirsty Moseley pisze tak świetnie, jak Colleen Hoover.
Moje drugie wrażenie: nie chwal dnia przed zachodem, nie chwal autorki po dobrym początku.
Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron, ale niestety, zanim dotarłam do ostatnich, trochę się poprztykałyśmy... Oskarżam głównych bohaterów o nadmierną idealność, zasłodzenie fabuły swoją przecukrzoną relacją i wywołanie na mojej twarzy głupawego uśmieszku, w trakcie czytania. Zarzucam autorce przesadną bajkowość, wprawianie mnie w stan rozmarzenia i napisanie zakończenia, które właściwie jest bezsmakowe i nijakie, bo ciąg dalszy nastąpi w drugiej części. I przede wszystkim żądam, żebyś to przeczytała i miała taki sam głupawy uśmieszek, jak ja!

Książka, mimo że lukrem pisana, kryje w sobie wartościowe nadzienie. Można jej wiele zarzucić, tak jak większości historii z tego gatunku, ale w mojej głowie zostawiła po sobie całkiem niezłe wrażenie. Typowo babskie czytadło, lekkie, słodkie i przyjemne. Podejrzewam już, jak to wszystko się dalej potoczy, ale i tak chcę sprawdzić, czy wpadłam na właściwy trop.
Myślę, że Ci się spodoba, więc jeśli nabierzesz ochoty na bajeczne romansidło, wiesz, gdzie szukać. W sumie, nie masz za wiele do stracenia, bo pamiętaj:

"Z czasem to, co złe, zblaknie i zostaną Ci tylko dobre wspomnienia."

http://ksiazkowezacisze.blogspot.co.uk/?m=1
Autor: Natalie Bane , data: 09.05.2017 23:13, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Brak wymagań

„Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” mnie zawiódł, jak wiecie liczyłam na coś więcej. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” spodobał mi się, choć nie było to nic zaskakującego. „Nic do stracenia” podbiło moje serce. Z tą autorką mam bardzo mieszaną relację. Jedną jej książkę lubiłam, jedną nie za bardzo. Mimo wszystko ta, o której dziś powiem jest lekturą godną uwagi. Jeśli ciekawi Was co mi się w niej spodobało, zapraszam do przeczytania mojej opinii.
Anna Spencer zażyczyła sobie, aby w swoje szesnaste urodziny wybrać się do klubu. Zabrał ją tam jej chłopak Jack. Kiedy jednak wchodzą do huczącego pomieszczenia na wiele miesięcy życie Anny zamienia się w piekło, którego sprawcą jest Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków. Dziewczyna zostaje odnaleziona, a dzięki jej zeznaniom Carter trafia do więzienia, lecz ciągle przysyła listy z pogróżkami. Ojcem Anny jest wpływowy senator, najprawdopodobniej przyszły prezydent zrobi wszystko, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Dlatego zatrudnia do ochrony swojej córki przystojnego komandosa, najlepszego ucznia na swoim roku Ashtona Taylora. Jako, że chłopak ma być w każdym miejscu, gdzie znajduje się Anna w razie pytań ma udawać jej chłopaka. Ashton stara się przegonić koszmary, które ciągle dręczą dziewczynę i pomaga jej zacząć wszystko od nowa. Udawanie zakochanych powoli przestaje mieć charakter przykrywki. W najbliższym czasie ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter, dzięki niedokładnym dowodom, może wyjść na wolność.
Sekretem tego, że historia Ashtona i Anny tak bardzo mi się spodobała był fakt, że nie miałam co do tej książki żadnych oczekiwań. Znałam już tę autorkę z dwóch poprzednich książek i po prostu nie nastawiałam się na nie wiadomo jakie wow, fajerwerki i te sprawy. Rzeczywiście fajerwerków nie było. Historia tych dwojga to opowieść, która jest słodka jak cukierek, jednak posiada gorzki smak przeszłości. Ashton, mimo że też nie miał zbyt ciekawej przeszłości nie przeżył tylu koszmarów co Anna. Książka czasem tą słodkością doprowadzała mnie do irytacji, nie ze względu na to, że było tej słodkości za dużo, a dlatego, że wiedziałam, iż coś takiego w prawdziwym życiu jest nierealne. Bardzo polubiłam Ashtona i choć w wielu przypadkach wściekałam się na Annę starałam się ją zrozumieć. Akcja nie jest napięta i nie mamy tu zwrotów akcji, jakich przypuszczalnie można się spodziewać czytając opis. Ta część skupia się głównie na relacji dwójki głównych bohaterów oraz stanie umysłowym Anny, jej radzeniu sobie z tym co zaszło, jej przemiana. Każda rzecz robiona przez Ashtona była robiona dla Anny, aby jej pomóc, aby ją rozśmieszyć, aby zapomniała. Dziewczyna drobnymi kroczkami stara się wyjść z cienia i wreszcie zacząć żyć. Niesamowicie bawiłam się przy tej powieści podczas wielu, naprawdę bardzo zabawnych dialogów. Moja mama myślała już po pewnym czasie, że coś jest ze mną nie tak, ponieważ wybuchałam śmiechem co po chwila. Zrobiłam ten błąd i zabrałam tę książkę do autobusu, a nawet ciche parskanie było odbierane przez otoczenie jako postradanie zmysłów. Zdecydowanie uważam, że jest to najlepsza książka Kirsty Moseley, nie mogę się już doczekać kolejnego tomu, czyli zakończenia tej duologii. Coś czuję, że tam dopiero będzie się działo. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do przeczytania tej powieści i dodam jeszcze tyle, że sięgając po tę pozycję pamiętajcie: zero wymagań.
Autor: Dobra.ksiazka, data: 09.05.2017 20:29, ocena: 3,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Szesnastoletnia Annabelle Spencer jest piękną dziewczyną, której nic nie brakuje. Ma bardzo bogatych i wpływowych rodziców oraz Jacka, który jest miłością jej życia. Wszystkie jej plany i marzenia legną w gruzach w dniu urodzin, kiedy to ginie jej chłopak, a ona sama zostaje uprowadzona przez handlarza narkotykami, niejakiego Cartera. Dziewczyna przez wiele miesięcy jest zdana na jego łaskę. Bicie i wykorzystywanie seksualne złamało ją psychicznie i gdy policja wreszcie ją odnalazła już nie była tą samą osobą. Głębokie rany zadane jej duszy i ciału nie chcą się zagoić, nie pomaga również fakt, że oprawca trafił do więzienia. Anna stała się oziębłą osobą, która z trudem znosi obecność innych ludzi, nie mówiąc już o dotyku. Wydawałoby się, że skoro Thomas jest za kratkami, jej koszmar skończył się, jednak senator coraz częściej przechwytuje listy wysyłane do jego córki przez Cartera. Są to pogróżki bądź liściki miłosne, dlatego stara się zapewnić swojemu dziecku jak najlepszą ochronę. Tym oto sposobem młody i utalentowany Ashton Taylor zostaje jej osobistym ochroniarzem, który ma stać na jej straży.

Zabierając się za tę książkę spodziewałam się lekkiej i przyjemnej historii miłosnej oraz gangsterskich fragmentów. Początkowo czytało mi się ją naprawdę dobrze, niezwykle zaintrygowała mnie postać Cartera Thomasa i liczyłam na to, że będzie miał większy udział w tej historii. Kiedy opisywano Annabelle jako bezwzględną i wyrachowaną kobietę pomyślałam, że dawno już takiej bohaterki nie było. Niestety, gdy wreszcie się pojawiła nie przypominała tej osoby, którą poznałam na podstawie słów innych ludzi. Anna okazała się być naiwna, o zmiennych nastrojach, raz głośno się śmieje, by za chwilę wybuchnąć histerycznym płaczem. Nie rozumiałam jej sposobu myślenia, nie pozwala się przytulić rodzicom, a po kilku dniach znajomości lgnie do przystojnego ochroniarza. Średnio mi się podobało jej nieracjonalne zachowanie. Co do Ashtona to nie mam wiele do powiedzenia oprócz tego, że z miejsca zakochał się w swojej podopiecznej i myślał tylko o niej. O ile przez pierwszą połowę powieści całkiem podobała mi się ich relacja, to potem byłam nią zwyczajnie zmęczona. Nie działo się nic innego poza ich zbliżeniami, kłótniami, ckliwymi momentami. Liczyłam na jakieś zwroty akcji i zagrożenie ze strony Cartera, jednak nic takiego nie miało miejsca. Kirsty Moseley pisze w przyjemny sposób, lecz szkoda, że nie wyłamuje się ze swoich schematów i nie próbuje nadać innego przebiegu fabuły.

"Nic do stracenia" to niezobowiązująca powieść, którą można spokojnie przeczytać w jeden wieczór. Do gustu zdecydowanie przypadnie miłośniczkom romansów, jednak jak dla mnie nie okazała się zbyt dobra. Brakowało mi w niej akcji, a i kreacja bohaterów mogła by być lepsza.
Autor: WiktoriaCzytaRazemZWami , data: 08.05.2017 21:10, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

https://wiktoriaczytarazemzwami.blogspot.com/2017/05/87-wszystko-co-jest-warte-posiadania.html#comment-form

Zgłębiamy historię, czyli jej plusy i minusy.


✔ Zacznijmy od wydania tej książki. Okładka nie należy do moich ulubionych, ale też nie mam do niej większych zastrzeżeń oprócz tych twarzy. Nie rozumiem tej ostatniej mody związanej z ludźmi na okładkach. Nie przemawia to do mnie. Jednak ogromnym plusem jest dość spora czcionka oraz podzielenie historii na rozdziały. Tutaj pojawią się też różne perspektywy, zawsze jest napisane, kto ją prowadzi, co na początku bardzo się przydaje. W ogólnym rozrachunku książka pod względem wyglądu przedstawia się całkiem dobrze.
✔ Pomysł na historię nie jest oryginalny ponieważ jest wiele podobnych książek z tego gatunku. Jednak w trakcie czytania spotkałam się z elementami, wydarzeniami, dzięki którym ta historia wyróżnia się i nie jest tak bardzo przewidywalna. Wszystko zaczyna się od zamordowania Jacka na oczach Anny, następnie Carter (zabójca) przez 10 miesięcy przytrzymuję ją, gwałci, poniża psychicznie i fizycznie. Po tych traumatycznych wydarzeniach bohaterka zamyka się w sobie i zmaga się z dystansem jaki powstał między nią, a jej bliskimi. Jak po takich wydarzeniach Anna może wrócić do normalności, kiedy sprawca tego wszystkiego czuje się bezkarnie?
✔✘ Jedną z głównych postaci jest Anna, niestety nie jestem do końca pewna co o niej myślę. Miałam wrażenie jakby była osobą chorą na dwubiegunowość. Raz wesoła, pełna życia, gotowa na przygody z niesamowitym poczuciem humoru i nie mija parę minut czar pryska. Przypomina sobie co się wydarzyło i obwinia się za szczęście w jej życiu ponieważ skoro nie ma już Jacka, nie może być szczęśliwa. Częściej pojawia się jej gorsza wersja i może na początku jej współczułam i zastanawiałam się nad przyczynami tego wszystkiego. To jednak po pewnym czasie stwierdziłam, że to nie ma sensu. Mam wrażenie, że szukała szczęścia by potem mieć się za co obwiniać. Mimo tych jej humorów, bardzo polubiłam tą pozytywną Anne i jestem ciekawa czy w następnym tomie pokaże jeszcze jakąś nową twarz.
✔ Głównego bohatera męskiego odgrywa w tej historii przystojny i zabawny komandos Ashton. Trudno mi jest napisać jak bardzo podoba mi się ta postać. Uwielbiam rozdziały z jego perspektywy, chce go więcej w kolejnych tomach i chętnie zamienię się miejscem z Anną, ja będę dla niego o wiele lepsza. 😉 Ale już tak bardziej na poważnie to Ashton rekompensował mi wszystkie humory naszej bohaterki i niesamowicie wyjątkowo czułam się spędzając z nim czas jako Anna. Jest bardzo ciepłą, troskliwą osobą z ciekawym poczuciem humoru. Podobało mi się też jego podejście do życia, zawsze starał się czerpać garściami każdą chwilę. Podziwiam go za jego energię, no po prostu taki ideał, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Autorka nie przesadziła, jeśli chodzi o niego.
✔ Reszta bohaterów wzbudziła we mnie raczej pozytywne emocje. Carter jest ciekawie wykreowany, mimo że nie pojawia się fizycznie oprócz krótkiej wzmianki na początku, to potrafiłam go sobie wyobrazić. Rodzice Anny, którym bardzo współczułam. Przeżyli utratę córki, a jak już ją odnaleźli to ona po takiej traumie nawet ich nie dotykała. To było dość skomplikowane. Ale pojawiają się też bardzo pozytywne postaci jak chociażby przyjaciele Ashtona, których pokochałam. O nich na pewno długo będę pamiętać.
✔ Mimo że czytałam inną książkę tej autorki to mam wrażenie, że tutaj język jest już bardziej dojrzały i wypracowany. Podobała mi się płynność i łatwość w prowadzeniu dialogów oraz spójne łączenie się wydarzeń. Jest to na pewno jedna z tych książek, której jak tylko zacznę czytanie to siedzę, aż nie skończę.
✘ Niestety brakuję mi w tej książce zakończenia. Liczyłam na jakieś bójki, wyścigi, a dostałam co zupełnie przeciwnego. Ale i tak z niecierpliwością będę czekała na kontynuację.

Podsumowując książkę bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Jednak na pewno cała historia nie zostanie wam w pamięci na długo. Nie zżyłam się szczególnie z główną bohaterką, za to pokochałam postać męską. W całej historii pojawiają się pewne wydarzenia, które niesamowicie mi się podobały i na pewno długo będę je wspominać. Polecam ją szczególnie osobą, które przepadają za literaturą obyczajową i lubią przystojnych, zabawnych bohaterów męskich.
Autor: DominikaJ, data: 08.05.2017 14:21, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Nic do stracenia

Anna Spencer spędza swoje szesnaste urodziny ze swoim chłopakiem w klubie. Wieczór, który miał być najlepszym w jej życiu, zmienia się w koszmar za sprawą spotkanego przypadkiem Cartera Thomasa. Ten jeden wieczór zmieni kolejne kilka lat życia Anny. Carter zostaje skazany na karę więzienia, a wpływowy ojciec dziewczyny robi wszystko, aby zapewnić córce bezpieczeństwo.

Zatrudnia agenta Ashtona Taylora, który ma za zadanie zająć się ochroną Anny. Ma on przez pewien czas udawać jej chłopaka, aby nie wzbudzać podejrzeń. Ashton stara się pomóc Annie pokonać dręczące ją wspomnienia, a po pewnym czasie jego obecność zaczyna sprawiać dziewczynie radość. Udawanie zakochanych wkrótce przestaje być grą.

Wkrótce ma się odbyć rozprawa apelacyjna, a Carter może wyjść na wolność. Bezpieczeństwo Anny niedługo może znów zostać zagrożone.

Aby jak najlepiej móc przedstawić Wam moje odczucia, powiem, że banalne historie miłosne nigdy mnie nie ruszały. Wszystkie powieści tego typu były dla mnie jak niezwykle nudna armia klonów - wszystkie takie same, niczym się od siebie nieróżniące. Od czasu do czasu zdarzał się wyjątek wyłamujący się ze schematu, jak choćby Hopeless Colleen Hoover lub seria After Anny Todd, które trafiały do mojego serca, ale generalnie zawsze stroniłam od romansów gatunku New Adult. Niestety, Nic do stracenia w bardzo dosadny sposób przypomniało mi, dlaczego ich unikałam.

Myślę, że moglibyście wykreować sobie pierwszy ogólny zarys tej książki, gdybym zdradziła Wam, ile czasu minęło od pierwszego spotkania głównych bohaterów do ich pierwszego pocałunku, a ile do momentu, w którym trafili do łóżka. Nie chcę oczywiście spojlerować, ale uwierzcie, że był to okres krótszy niż... na przykład czas trwania tegorocznych Warszawskich Targów Książki. W dodatku już pierwszego dnia znajomości możemy zobaczyć naszych głównych bohaterów w sytuacji zbliżenia, oczywiście bez żadnego konkretnego sprzeciwu z żadnej ze stron. W tym momencie nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, bo proporcja czasu znajomości Ashtona i Anny do intensywności rozwoju ich związku była po prostu… absurdalna.

Nie wiem, czy tylko ja dostaję szału na widok takiej głupoty? Jest to zaledwie szczyt góry idiotyzmu tej powieści. Nasz agent Ashton Taylor najwyraźniej nie wie, co należy do jego obowiązków, a co nie, i od samego początku nieustannie biega za Anną jak mały piesek za swoją ulubioną właścicielką. Zapewne gdyby mógł, nie pozwalałby nikomu oddychać w jej obecności, bojąc się, że dotrze do niej podmuch cieplejszego powietrza. Anna stała się jego oczkiem w głowie zanim pierwszy raz ją spotkał - już wtedy chciał "zapewniać ją, że wszystko będzie dobrze i wywoływać uśmiech na jej twarzy". Zdaje się, że chłopak obrał sobie na cel zostanie superbohaterem i próbował poskładać do kupy życie Anny, bawiąc się w psychologa, mentora i przyjaciela jednocześnie. Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo denerwują mnie postacie takich męskich bohaterów, którzy sądzą, że samą swoją obecnością są zdolni zmienić świat. Oczywiście, gdyby ktokolwiek jeszcze się nie domyślił, Ashton jest też niewiarygodnie przystojny! Co to by było, gdyby bohaterowie tej książki nie byli chodzącymi ideałami!
Przechodząc do postaci Anny, wkraczamy na jeszcze wyższy poziom absurdu (przed przeczytaniem tej książki nie sądziłam, że jest to możliwe). Miałam tutaj wrażenie, że autorka chciała na siłę wykreować mroczną postać ze straszną przeszłością, postać, której będziemy współczuć i jej żałować. Jeszcze zanim sama Anna pojawia się w powieści, dowiadujemy się, że skutkiem pamiętnego tragicznego wieczora jej szesnastych urodzin było to, że stała się wredną jędzą, odpychającą wszystkich dookoła. Kiedy jednak Anna zjawia się w akcji książki, wcale nie zachowuje się tak, jak się o niej mówi - wręcz przeciwnie: chichocze bez przerwy jak głupiutka dziewczynka, a ludzi nie traktuje bynajmniej wrogo. Najbardziej frustrujące było dla mnie to, jak w trakcie powieści kilkukrotnie inni bohaterowie znów opisywali Annę, jako podłą dziewczynę bez serca, a ja zadawałam im wciąż pytanie: ,,Gdzie wy to widzicie?". Okropnie irytowało mnie to tworzenie z Anny kogoś głębokiego, kiedy sama w rzeczywistości była bardzo płytka.

Kolejną sprawą, która doprowadzała mnie do szału, było to, jak Ashton i Anna zwracali się bezpośrednio do siebie. Otóż w pewnym momencie książki zaczęłam liczyć, ile razy dziewczyna użyła w stosunku do Ashtona zwrotu "przystojniaku" i naliczyłam ponad 30 razy! Kto wie, czy nie używała tego słowa częściej niż jego prawdziwego imienia... Z drugiej strony Ashton nazywał ją "dziewczynką", całkiem jakby była małym dzieckiem, co wydawało mi się dziwaczne. Nie wiem, jakie słowo występuje w oryginale książki, może jest to sprawa niezbyt trafnego tłumaczenia. W każdym razie, w tej powieści jest tak wiele powtórzeń, że ciężko byłoby je zliczyć. I nawet pomijając te zwroty, których używali w stosunku do siebie bohaterowie, znalazłam pełno powtórzeń słów w każdym fragmencie tekstu.

Po przeczytaniu 50 stron myślałam, że nie dam rady. Miałam ochotę zwyczajnie odłożyć tą książkę w najdalszy kąt biblioteczki i nie musieć na nią dłużej patrzeć. Jak jednak widać, udało mi się dobrnąć do końca, ale nie było to bynajmniej spowodowane tym, że poziom lektury wzrósł, ale chyba podziałała tu tylko moja silna wola. W rzeczywistości moje czytanie wyglądało tak, że bez przerwy poirytowana wywracałam oczami i ze złością przewracałam kolejne strony. Po pewnym czasie byłam już w stanie bez problemu przewidzieć, co będzie działo się w kolejnym rozdziale - bohaterowie wstaną rano, poprawią sobie nawzajem komplementy, spędzą razem trochę czasu, po drodze zaliczając jakąś pseudo głęboką dramę, a wieczorem skończą w łóżku. Powtórzyć razy 20 i oto powstanie cała powieść. System działania umysłu Anny również był przewidywalny co najmniej tak bardzo, jak to, że jutro wstanie słońce: chcę go, nie chcę go, pragnę go, nie, to nie ma sensu, ale nie mogę bez niego żyć... Uwierzcie, po kilkudziesięciu stronach można było mieć tego po dziurki w nosie.

Do samego końca starałam się resztkami dobrej woli mieć nadzieję na dobre zakończenie, które sprawiłoby, że ta książka nie będzie aż tak fatalna, jak jest w rzeczywistości. I fakt, zakończenie nie okazało się złe - jego po prostu nie było. Zero punktu kulminacyjnego, zero jakiegokolwiek przyspieszenia akcji - NIC. Jedynym znakiem tego, że nadszedł koniec książki było to, że tekst się skończył. Nawet obiecywana w opisie z tyłu książki obecność Cartera okazałaby się choć minimalnym zaskoczeniem, ale przez całą książkę ślady jego istnienia są wręcz żadne.

Ta książka przedstawia tak niewiarygodnie niski poziom, że chyba ciężko byłoby powtórzyć tak przewidywalną, tak płytką i tak nic nieznaczącą powieść. W zasadzie można powiedzieć, że była ona o niczym, bo przez 90% książki w kółko powtarzają się te same zdarzenia. Po przeczytaniu ostatniego słowa mogłam w końcu odetchnąć z ulgą i obiecać sobie, że już nigdy nie sięgnę po powieść tego typu.

Tej książce mówimy zdecydowanie "nie". Nie wiem, jaka katastrofa musiałaby się zdarzyć, żebym jeszcze raz zdecydowała się przeczytać jakąkolwiek powieść Kirsty Moseley. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam coś, co irytowało mnie tak bardzo. Niestety nie mogę polecić Wam tej książki i szczerze radzę, abyście poświęcili swój czas na inne, znacznie lepsze lektury.

booksofsouls.blogspot.com
Klienci, którzy kupili Nic do stracenia. Początek, wybrali również:
Nic do stracenia. Wreszcie wolni Kirsty Moseley
Nic do stracenia. Wreszcie wolni
Kirsty Moseley, 27,99
Zdobyć Rosie. Początek gry Kirsty Moseley
Zdobyć Rosie. Początek gry
Kirsty Moseley, 27,99
Zdobyć Rosie. Czas próby Kirsty Moseley
Zdobyć Rosie. Czas próby
Kirsty Moseley, 28,00
Chłopak, który chciał zacząć od nowa Kirsty Moseley
Chłopak, który chciał zacząć od nowa
Kirsty Moseley, 26,59
Chłopak, który o mnie walczył Kirsty Moseley
Chłopak, który o mnie walczył
Kirsty Moseley, 26,59
Chłopak, który wiedział o mnie wszystko Kirsty Moseley
Chłopak, który wiedział o mnie wszystko
Kirsty Moseley, 27,29
Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kirsty Moseley
Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno
Kirsty Moseley, 24,49
Kolejne 365 dni Blanka Lipińska
Kolejne 365 dni
Blanka Lipińska, 29,99
13 powodów Jay Asher
13 powodów
Jay Asher, 25,85
Pisarka Katarzyna Michalak
Pisarka
Katarzyna Michalak, 31,12
Ten dzień Blanka Lipińska
Ten dzień
Blanka Lipińska, 29,93
Begin Again Mona Kasten
Begin Again
Mona Kasten, 26,53
Kwiat paproci. Tom 1. Szeptucha Katarzyna Berenika Miszczuk
Kwiat paproci. Tom 1. Szeptucha
Katarzyna Berenika Miszczuk, 27,30
Hopeless Colleen Hoover
Hopeless
Colleen Hoover, 26,87
365 dni Blanka Lipińska
365 dni
Blanka Lipińska, 29,93
Chłopak taki jak ty Scott Ginger
Chłopak taki jak ty
Scott Ginger, 24,43
Wyszukiwarka
Wpisz tytuł, autora lub wydawcę
tylko w dostępnych
tylko z wyprzedaży
Skorzystaj z rabatu do 22% na całą ofertę wydawnictw: W.A.B, Uroboros i Lipstick Books
Ostatnio oglądane
KNic do stracenia. Początek
KBaśń o wężowym sercu, albo w...
KKicia Kocia u dentysty
KPowrót z Bambuko
KProsta sprawa
KZdarzyło się w Watykanie. Ni...
KDziki łubin
Pokaż ofertę tytułów z wyprzedaży
Pokaż ofertę tytułów z wyprzedaży
Gry - 68
© 2006-2020 Bonito.pl – Radość z czytania Polityka prywatności i plików cookies Obowiązek informacyjny o przetwarzaniu danych osobowych
Jesteśmy tanią księgarnią internetową. Oferujemy tanie książki i komiksy, muzykę na płytach CD, filmy DVD i Blu-ray, zabawki dla dzieci, puzzle i gry planszowe. Koniecznie sprawdź nasze Bestsellery!