Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania
Książka Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu
Sarah J. Maas
W okresie stanu epidemii punkty odbioru zamówień są czynne tylko od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00 - 18.00
Księgarnia » Literatura piękna » Powieść » Fantastyka » Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu

Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu

Nasza cena:
42,49 zł (zawiera rabat 15 %)
Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu - Dodaj do koszyka
Cena rynkowa: 49,99 zł (oszczędzasz 7,50 zł)
Autor: 

Sarah J. Maas

Wydawnictwo: Uroboros / GW Foksal
Seria wydawnicza:Szklany tron
Rok wydania:2018
Oprawa:miękka
Liczba stron:752
Format:13.5x20.2 cm
Numer ISBN:9788328053465
Kod paskowy (EAN):9788328053465
Waga:706 g
Dostępność: pozycja dostępna (62 egz.)
Wysyłka
PocztaPoczta Polska od 7,99 zł
wysyłka w następny dzień roboczy (9 egz. w magazynie)
RuchOdbiór w kiosku RUCHu 7,99 zł
wysyłka w następny dzień roboczy (9 egz. w magazynie)
KurierKurier 11,99 zł
wysyłka w następny dzień roboczy (9 egz. w magazynie)
PaczkomatyPaczkomaty 10,99 zł
wysyłka w następny dzień roboczy (9 egz. w magazynie)
Bezpłatny odbiór osobisty w punkcie:
Bielsko-Biała
ul. 11 Listopada 60 przy Placu Wolności
do odbioru w następny dzień roboczy
Chorzów
ul. Jagiellońska 4 przecznica ul. Wolności
do odbioru w następny dzień roboczy
Gdańsk
ul. Dmowskiego 12 obok stacji Gdańsk Wrzeszcz
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Kartuska 149 dzielnica Siedlce
do odbioru w następny dzień roboczy
Gdynia
ul. Świętojańska 14 przy skwerze Kościuszki
do odbioru w następny dzień roboczy
Gliwice
ul. Zwycięstwa 32 250 m od DTŚ
do odbioru w następny dzień roboczy
Katowice
al. Korfantego 51 blisko Spodka
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Staromiejska 6 50 m od Rynku
do odbioru w następny dzień roboczy
Kraków
al. Daszyńskiego 8 blisko Hali Targowej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Batorego 15B przecznica od ul. Karmelickiej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Dobrego Pasterza 122 Prądnik Czerwony
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Josepha Conrada 79 obok stacji BP
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Kalwaryjska 67 250 m od ronda Matecznego
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Kobierzyńska 93 osiedle Ruczaj-Zaborze
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. M. Dąbrowskiej 17A 50 m od CH Czyżyny
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Pawia 34 naprzeciwko Galerii Krakowskiej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Pilotów 2E 300 m od ronda Młyńskiego
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Wielicka 28 200 m od Cmentarza Podgórskiego
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Wysłouchów 3 Kurdwanów
do odbioru jeszcze dzisiaj
Lublin
ul. Narutowicza 11 przy przystanku Plac Wolności 01
do odbioru w następny dzień roboczy
Łódź
ul. Piotrkowska 193 200 m od Politechniki Łódzkiej
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Pojezierska 1A skrzyżowanie z ul. Zgierską
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Retkińska 119 osiedle Retkinia
do odbioru w następny dzień roboczy
Poznań
ul. Święty Marcin 47 250 m od Zamku Cesarskiego
do odbioru w następny dzień roboczy
Rzeszów
ul. Jana III Sobieskiego 2D/2 300 m od Galerii Rzeszów
do odbioru w następny dzień roboczy
Warszawa
al. KEN 51 skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej
do odbioru w następny dzień roboczy
al. KEN 88 Ursynów - metro Stokłosy
do odbioru w następny dzień roboczy
al. Niepodległości 54 przy stacji metro Wierzbno
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Chmielna 4 50 metrów od ul. Nowy Świat
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Czapelska 48 200 m od ronda Wiatraczna
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Kondratowicza 37 blisko Szpitala Bródnowskiego
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Pańska 96 300 m od ronda Daszyńskiego
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Powstańców Śląskich 3 obok restauracji McDonald's
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Stawki 8 450 m od CH Arkadia
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Wspólna 27 przecznica Marszałkowskiej
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Żeromskiego 1 przy stacji metra Słodowiec
do odbioru w następny dzień roboczy
Wrocław
al. Armii Krajowej 12 Budynek Centrum AB
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Jedności Narodowej 122 blisko Parku Słowiańskiego
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. ks. Piotra Skargi 22 200 m od Galerii Dominikańskiej
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Plac Grunwaldzki 25 w budynku Grunwaldzki Center
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Ruska 2 przy Placu Solnym
do odbioru w następny dzień roboczy
Zamów przez telefon! (od poniedziałku do piątku):
Telefon12 210 09 02 (linia czynna w godzinach 8.00–20.00)

Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu – opis wydawcy

Kontynuacja bestsellerowej serii „Szklany tron”, która zdobyła miliony czytelników na całym świecie, a autorka, Sarah J. Maas, stała się ulubienicą czytelników i recenzentów.

Oszałamiający sukces powieści Sarah J. Maas jest efektem nieposkromionej wyobraźni autorki, galopującej akcji, wyrazistych bohaterów oraz artystycznie wykreowanego świata. Napisana z rozmachem historia rozgrywa się podczas zdarzeń opisanych w tomie Imperium Burz, który w Polsce stał się bestsellerem jeszcze przed premierą. Opowiada o dziejach Chaola Westfalla, który odbywa podróż do dalekiego królestwa.

FacebookTwitter
Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu - Dodaj do schowka
Dodawanie do schowka jest możliwe tylko po zalogowaniu na swoje konto.
Data ukazania się w księgarni: 2018.03.12
Recenzja
Opinie czytelników o „Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu”
Średnia ocena: 4,7 na bazie 15 ocen z 15 opiniiOcenaOcenaOcenaOcenaOcena
Autor: Czytanie Naszym Życiem, data: 27.10.2019 11:15, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Recenzja

Wieża świtu - tak zwany tom połówkowy (a przynajmniej ja używam tego określenia :D), co oznacza, że należy do serii, ale jest tylko dodatkiem i można go pominąć. Z tego też powodu okładka różni się od pozostałych tomów serii Szklany tron. Wieża świtu swoją premierę miała 18.04.2018 roku, więc jeszcze przed Królestwem popiołów. Zostawiłam ją sobie na sam koniec, bo nie chciałam odrywać się od właściwej akcji. O czym opowiada książka?

Tom 5.5 poświęcony jest przede wszystkim Chaolowi i Nesryl - ale, oczywiście, nie tylko! Wszyscy już doskonale znamy Sarah J. Maas i wiemy, że jest to autorka, która nie potrafi się ograniczać w pisaniu. Na blisko 850 stronach spotkamy wielu bohaterów i jeszcze więcej akcji. Chaol i Nesryl wyruszają w podróż do miasta Antica. Były Kapitan Gwardii Królewskiej liczy na to, że jedna z uzdrowicielek przywróci mu władzę w nogach. Zaczyna się bardzo niepozornie, ale za chwilę akcja nabierze tempa i nie zwolni aż do końca!

Zachwyca mnie to, ile pracy Sarah J. Maas wkłada w swoje książki. Od samego początku tej serii, od pierwszego tomu, bohaterowie są w mojej głowie jak żywi! Jednych lubię, innych nienawidzę, ale każdy z nich w jakiś sposób mnie porusza, wywołuje emocje. To oznacza, że postacie są naprawdę świetnie wykreowane i chyba każdy miłośnik Maas się ze mną zgodzi.

Pojawiają się gdzieniegdzie głosy, że Wieża świtu jest stanowczo zbyt obszerna. Ale takie opinie krążą przy każdej książce Maas, taki jest po prostu jej styl. Ja też na początku narzekałam, ale teraz to doceniam. Dzięki takiej liczbie stron mogę dłużej siedzieć w tym świecie, mam czas na przemyślenie zachowania bohaterów i wcale nie uważam, że ten czas odpoczynku jest dla mnie nudny czy zmarnowany.

Komu tej książki zdecydowanie nie polecam? Na pewno tym, którzy za Chaolem nie przepadają. Wiem, że tacy też są. Jednak myślę, że można podejść do tej książki trochę inaczej i skupić się bardziej na samej fabule, a mniej na Chaolu - co kto lubi. :) Jedno jest pewne - Wieża świtu to część, która stanowi doskonałą zapowiedź tego, co spotkamy w Królestwie popiołów. Dajcie się porwać tej serii, dajcie szansę temu tomowi, a zapewniam, że będziecie zachwyceni! Szklany tron nie bez powodu jest tak popularny i ciągle się do niego wraca. W tym uniwersum naprawdę można przepaść bez reszty. :)
Autor: Snieznooka, data: 10.04.2019 07:55, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

przez-zamrożone-okulary.blogspot.com

Byłam ciekawa, jak potoczy się historia Chaola, ale także trochę ostrożna, obawiałam się, że rozwój jego postaci będzie związany jedynie z wyleczeniem obecnej niepełnosprawności. Niepotrzebnie, Maas wkłada w to wiele pracy i to da się dostrzec, dzięki temu wszystko, czego dotknie, co opisze wydaje się takie realne i bardzo emocjonalne. Zdania na temat „Wieży świtu” są podzielone, jedni twierdzą, że wyjaśnienie nieobecności w „Imperium burz” było konieczne, poświęcenie bohaterowi odrobiny miejsca, inni, że wręcz przeciwnie. Nie bardzo chcieli nawet sięgnąć po tą część cyklu. Jak było ze mną? Czu uważam te ponad osiemset stron za zbędne?


„- Słyszałem opowieści szpiegów na twój temat- powiedział czystym, wyraźnym głosem. - Nieustraszona kobieta z Balruhn w imperium adarlańskim. Strzała Neith. I wiedziałem...

„Wieża świtu” jest po prostu podróżą ku znajdowaniu nadziei i uzdrawiania na różne sposoby wielu postaci.
Chaol Westfall został ranny podczas walki w szklanym zamku, jest sparaliżowany od pasa w dół, więc razem z Nesryn Faliq udają się na południe, gdzie są najlepsze uzdrowicielki w ich świecie – właśnie w Torre Cesme. Udają się na południowy kontynent, do miasta Antica, także po to, aby poprosić władcę o wsparcie w nadchodzącej wojnie z ciemnością. Kagan ma kilkoro dzieci, które rywalizują o tytuł spadkobiercy, to wprowadzenie nowych niesamowitych postaci. Sartaq dowodzi rukhin, czyli powietrzną kawalerią łuczników latających na gigantycznych ptakach.
Yrene Towers jest potężną uzdrowicielką, uczy inne dziewczęta samoobrony, którą pokazała jej Celaena. Yrene nauczyła się przejąć kontrolę nad swoim życiem, ale wciąż musi zmagać się z traumą swojej przeszłości i leczyć się emocjonalnie. Zgadza się spróbować pomóc człowiekowi, który dowodził żołnierzami Adarlana, choć gardzi tym, co zrobił podczas służby królowi. Historia zaskakuje, kiedy bohaterowie dowiadują się, że na południowym kontynencie jest demon Valg i poluje na Yrene.

[...]
- Kochałem Cię, na długo zanim cię w ogóle ujrzałem”.

Chaol dusił się nienawiścią do samego siebie i poczuciem winy z powodu wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości, więc ma trochę roboty do wykonania. Cierpiał i babrał w poczuciu winy, które zaślepiało go na to, wymazują poczuci tego, kim naprawdę jest. Każdy, komu próbował pomóc, cierpiał. Wszyscy mężczyźni, za których był odpowiedzialny, zostali torturowani i powieszeni za zamkowej bramie. Uciekł, Dorian stawił czoło królowi. Wszystko, co kiedykolwiek zaplanował lub pragnął, czego znał, tego już nie ma.

„- Spodnie też?
Wiedział, że powinien być uprzejmy i błagać ją o pomoc, a mimo to...
- Musiałbym chyba najpierw trochę wypić. - odparła Yerne i spojrzała na speszoną nieco Nesryn. - Przykro mi- rzekła, choć jad sączył się w jej głosie.
- Dlaczego jej to mówisz?
- Przypuszczam, że ostatnimi czasy miała pecha dzielić z Tobą łóżko”.

Uzdrawianie Chaola było drogą, którą musiał przebyć, musiał się złamać i stawić czoła wszystkiemu, kim był, zanim mógł się odbudować i posunąć naprzód. Musi dokonać wyboru, czy pozostać w tej ciemności, czy też przebaczyć sobie i zacząć inaczej żyć. Podróż, którą musiał przejść Chaol była naprawdę inspirująca, cieszyłam się, że miał szansę, aby wszystko wyjaśnić z Aelin, a jego pełne oddanie dla Doriana było wspaniałe.
Myślę, że "nic nie jest zbiegiem okoliczności" zostało przedstawione i doskonale pokazane w tej książce.

- Jeśli tak wygląda twoja życzliwość, to chyba nie chcę poznać złych stron twego charakteru”.

W poprzednich książkach Chaol był zagubioną postacią, która nie pasowała do reszty historii, teraz jest równie ważny i cenny, w nadchodzącej wojnie i ma jasny cel. Uczy się odnajdywać nową życiową drogę, a ujęcie jego "niepełnosprawności" zmienia się wraz ze zmianą wartości, które stają się dla niego ważne. To była bardzo realistyczna walka człowieka ze swoją wadą, by pogodzić się z jedną z wielu nagłych zmian w życiu i własnej tożsamości.
„- Mylisz moją życzliwość z głupotą. Jeśli poczyniłeś jakieś postępy lub nastąpił regres dowiem się o tym”.

Historię przedstawioną w „Wieży świtu” poznajemy z trzech perspektyw: Chaola, Nesryn i Yrene. Każdy z bohaterów na swój sposób interpretuje rozgrywające się wydarzenia i inaczej ukazuje nam barwne królestwo Kagana. To wspaniała opowieść o odkupieniu, rozwoju człowieka, tworząc wspaniałą historię, w której bohaterowie znajdowali swoje własne miejsce. Autorka napisała wspaniałą książkę, w której postacie poboczne, błyszczą. Zwłaszcza Nesryn, zasługiwała na więcej niż samo bycie z Chaolem. Maas przedstawiła nam opis psychicznego aspektu odzyskiwania zdrowia fizycznego i tego, jak wiele z tego procesu tkwi w psychice człowieka. Gniew, frustracja i poczucie winy mogą być tak samo szkodliwe jak przyczyna samej szkody fizycznej.
Bohaterzy odnaleźli nadzieję i przyszłość, w której będą walczyć, przygotowując się do wojny. „Wieża świtu” pomogła przygotować fundamenty do następnej książki, na którą nie mogę się doczekać.
Przedstawione opisy były żywe, a wszystko, co dotyczyło Antici, jego historii, kultury, dworskich intryg, było fascynujące, nowy świat był wykreowany z rozmachem. Przechadzałam się po bujnych pałacach pełnych szpiegów, służących i knujących szlachciców. To dobra, wciągająca powieść, przy której miło spędziłam czas.
Autor: Inthefuturelondon, data: 02.04.2019 14:27, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

oksiazkachinietylko.pl

Bardzo długo zbierałam się do przeczytania kolejnej części Szklanego tronu. Najbardziej odrzucała mnie ta ilość stron. To znaczy, grubość książki bym przeżyła, ale fakt, że Wieża Świtu jest "nowelką", to dla mnie mało śmieszny żart. Sarah, coś Ty tutaj najlepszego zrobiła?

Myślę, że Chaola Westfalla nie trzeba nikomu przedstawiać. Obecnie były kapitan Gwardii Królewskiej, musi mierzyć się z paraliżem dolnej części ciała, co z pewnością nie jest czymś przyjemnym. Zdany jest na pomoc innych, ponieważ wózkiem nie da rady wjechać wszędzie samemu. Pamiętam, że swego czasu bardzo mocno byłam za jego związkiem z Cealeną. Była to jedna z moich ukochanych par książkowych, a ich gwałtowne rozstanie mocno złamało mi serce.
Przy okazji lektury Wieży Świtu zauważyłam, że uporałam się już z tamtym wydarzeniem i pozwoliłam Chaolowi decydować o swoim losie. Jednak nadal pozostaje on moim książkowym mężem, czy tego chce, czy nie.

Nesryn Faliq jest obecną kapitan Gwardii Królewskiej. Kobieta jest niezwykle odważna, silna i twardo stąpa po ziemi, ale z drugiej strony ma wrażliwą duszę. Mimo tego, że nie wzbudziła ona mojej wielkiej sympatii, to jest dobrze wykreowana postać. Mam nadzieję, że w następnym tomie będzie jej jednak troszkę więcej, co pozwoli mi bardziej się do niej przywiązać.

Jestem zła. Jestem cholernie zła na autorkę, za to co tutaj odwaliła. To miała być krótka nowelka, dotycząca wyprawy Chaola i Nesryn, a na tym miał być koniec. Sarah J. Maas jednak postanowiła się rozpisać na pond osiemset stron i szczegółowo opisać wszystko, co dotyczyło bohaterów. Moje pytanie brzmi: czy było to potrzebne? Dobrze, przyznaję, że ja nawet się cieszyłam z tego, że taki kloc jest poświęcony w bardzo dużej części tylko Chaolowi, ale z drugiej strony uważam, że całą tę historię można było skrócić co najmniej o jakieś trzysta stron. Wystarczyło usunąć kilka zbędnych opisów i dialogów, które nic kompletnie nie wnosiły do przebiegu akcji.

Pomimo mojego narzekania, ta książka bardzo mi się podobała. Może i jestem mało subiektywna, ale ja po prostu uwielbiam wszystko, co wychodzi spod pióra Sary i nieważne, jakiej historii by nie stworzyła, ja ją biorę w ciemno. Podobało mi się tutaj to napięcie, które narastało tak powoli, leniwie, aż w końcu osiągnęło taki poziom, że zabrakło mi słów. Jakieś 150-200 stron przed końcem, działo się już tyle, że przestawałam nadążać.

Zakończenie było, jakie było, czyli naprawdę dobre i zaostrzyło mi apetyt na Królestwo popiołu. Szalenie nie mogę doczekać się ponownego spotkania z bohaterami całej tej serii oraz uzyskania odpowiedzi na wiele pytań, które tylko się mnożą.

Moim zdaniem warto sięgnąć po Wieżę Świtu i przebrnąć przez te osiemset czterdzieści stron.
Autor: recenzentka-doskonala, data: 08.01.2019 13:51, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Recenzentka doskonala


Tym razem udało mi się zdobyć trzy kolejne książki a mianowicie: Królową cieni, Imperium burz oraz Wieżę świtu. Tak, spędziłam kolejne noce na przerabianu tych historii. Ja w nich po prostu przepadłam, zatopiłam się w nie, chłonęłam je. Stale chciałam więcej i więcej, pokochałam tą serię za styl, za wspaniałych bohaterów, za ten cały fantastyczny świat. Trzeba przyznać, że Autorka odwaliła kawał dobrej roboty.
Najlepszy jest według mnie fakt, że początek tej serii, te trzy poprzednie tomy nijak się mają do kolejnych. Wydawałoby się, że przecież na pewno początek jest najlepszy, a kolejne tomy to już takie zapychacze.No nic bardziej mylnego! Tutaj jest według mnie odwrotnie. Tamte poprzednie tomy były według mnie nieco słabsze, a tutaj ogromne zaskoczenie! Zdecydowanie więcej akcji, różnorakich bohaterów, tej inności, czasu i miejsca. To w jaki sposób Autorka budowała relacje pomiędzy bohaterami i ogólnie akcje, to tak zwane stopniowe napięcie, które ciągle rosło, za chwilę znowu opadało, a potem pojawiało się ze zdwojoną siłą. Najbardziej podobała mi się Królowa cieni, jeżeli jednak mam wziąć pod uwagę tom ,który nieco różnił się od innych to Wieża świtu. To chyba moje ulubione dwie książki. Według mnie jest w nich to wszystko, czego w poprzednich częściach zabrakło albo było ich po prostu za mało. Te części były perfekcyjne pod każdym względem!
Tak szczerze? To kończąc tą serię poczułam się smutna ale i również zmęczona. Wiecie czemu? Towarzyszenie bohaterom od początku serii do samego końca nie było takie proste. Tym bardziej, że pomiędzy pierwszymi tomami a kolejnymi miałam dosyć sporą przerwę, więc musiałam sobie wiele przypomnieć, aby nie pogubić się, co u mnie w takiego rodzaju grubasach zdarza się bardzo często. Zapominam kto kim jest, co tam wcześniej się wydarzało i w mojej głowie pojawiał się chaos.
Wiecie jaki jest ogromny plus takich książek? Ogólnie dla mnie fantastyka jest bardzo ciężka, ponieważ zdecydowanie wolę powieści obyczajowe i dlatego właśnie ciężko jest mi się wdrążyć w ten świat. A tutaj? Zero problemu! Wydaję mi się, że nawet prościej było się wczuć w tę historię niż w Dworze cierni i róż. Ta lekkość i prostota, ah. I wiecie jakie to jest trudne? Żeby wprowadzić tyle fabuły, akcji, postaci i żeby to wszystko miało ręce i nogi? No uwierzcie, że to proste nie jest! Główna bohaterka w tych częściach przeszła tyle przemian, tyle przeżyła i tyle jej się przydarzyło. Wiecie co? To jedna z moich ulubionych książkowych bohaterek. To bardzo waleczna, pewna siebie, odważna i niesamowita kobieta! Chciałabym mieć w sobie tyle odwagi co ona... Aelin, tak to zdecydowanie jedna z najlepszych bohaterek jaka kiedykolwiek powstała!
Fajne jest też to, że pojawia się dużo bohaterów drugoplanowych, którzy miejscami odgrywają znaczną rolę w książkach.
Wiadomo, każde książki mają jakieś wady i zalety, ale ja tutaj naprawdę nie potrafiłam się doszukać wad. Wiem, jestem mało wymagającą czytelniczką. Według mnie książka albo się podoba albo nie.
Fantastyczne są również opisy nowych miejsc, jakie pojawiają się w kolejnych częściach. Są przedstawione nam bardzo szczegółowo i dokładnie, ale na szczęście nie są one nudne. Po prostu Autorka doskonale wiedziała, w którym momencie zakończyć dany opis, aby nie było tego wszystkiego za dużo. Ja byłam zakochana szczególnie w części Królowa cieni, tam gdzie Autorka opisała wydarzenia na zamku. No jejku, już sam opis zamku zachwycał mnie i zaskakiwał. A jak doszły do tego wydarzenia, to już w ogóle byłam w siódmym niebie.
Co ogólnie sądzę o tych trzech kolejnych tomach? Zdecydowanie polecam Wam zapoznanie się z dalszymi częściami. Uważam nawet, że są one lepsze niż te poprzednie. Fakt, są to najgrubsze części, te końcowe, ale i tak warto, oj zdecydowanie warto. Fantastyczni bohaterowie, fabuła, opisy miejsc, styl w jakim Autorka przedstawia nam te kolejne części. No nic tylko siedzieć i czytać. Czy są to ksiązki jedynie dla młodzieży? Zdeycdowanie nie! To czysta fantastyka, dla fanów tego gatunku, niezależnie od wieku czy od płci.

Opis fabuły

Kochani, ciężko jest mi opisywać tak łatwo kolejne części, poniważ wiem, że będzie to już duży spam dla osób, które może jeszcze nie czytały poprzednich tomów, albo w ogóle jeszcze nie zaczęły przygody z tą serią a zamierzają. Jednak tak po krótce opowiem Wam o czym są kolejne trzy tomy, które wyszły z rąk Sarah J. Maas.
Królowa cieni - Caleana już straciła wszystkich. To dla niej ogromny ból i przeżycie, ponieważ wszyscy bliscy, których tak mocno kochała, odeszli. Musi teraz sama zmierzyć się z przeznaczeniem. Nawet Nahemia, jej najbliższa przyjaciółka... odeszła. Jak do tego doszło? Poświęciła sie za Caleanę, aby ta mogła dalej rozwiązywać zagadkę swojego przeznaczenia związanego z losem i po prostu oddała swoje życie.
W tej części mamy do czynienia z wewnętrzną przemianą Caleany. Ta dziewczyna już zdecydowanie zbyt wiele przeszła, zbyt wiele wycierpiała i zbyt wiele straciła, dlatego postanawia się zemścić. Przeobraża się w całkiem nową postać, a mianowicie - Aelin Ogniste Serce. Nowa i odmieniona królowa, wraca do zamku, do Adarlanu, aby właśnie tam uknuć spisek i zemścić się na wszystkich, którzy w jakiś sposób ją zdradzili albo sprawili jej ból.
W momencie walki wiele się dzieje, ponieważ jej przeciwnicy mogą korzystać z magii, zaś ona sama jest pozbawiona walki z ogniem. Na szczęście ma jeszcze przy sobie kilkoro zaufanych osób, które są w stanie poświęcić dla niej życie.
Imperium burz - W tej części nowa Aelin odbywa drogę do swojego królestwa, lecz to dopiero początek bardzo ciężkiej wyprawy. Jest to droga do królestwa Terrasenu... Królowa poprzednio wiele przeszła, ale było to konieczne, ponieważ wreszcie odkryła swoje moce. Wie, że jest o wiele potężniejsza niż ostatnio, lecz czy aby na pewno ma szansę na kolejną walkę i szansę na wygranie? Marzy o walce z Erewanem osobiście, w pojedynkę, lecz stale nie ma tej pewności.. To dla niej też czas poszukiwania wśród ludu, osób które będą chętne aby stanąć za nią murem i będą chciały z nią walczyć. To będzie kolejna walka, kolejna przygoda, kolejne straty i ból. Lecz czy i tym razem da radę ponieść cenę za coś takiego?
Wieża świtu - W tej części akcja skupia się przede wszystkim wokół Chaola oraz Nesryn. Oboje wyruszają w całkiem nową i niebezpieczną podróż do miasta - Antica. Jako kapitan gwardii ma nadzieję, że w mieście tym odnajdzie pomoc, a ktoś będzie w stanie pomóc mu w tym co mu się stało. Stracił on czucie w nogach... Skrycie marzy o tym, aby uzdrowicielki pomogły mu, bo wie, że ma szansę ponownie mieć czucie w nogach. Lecz to tylko jedna część misji - dodatkowo Chaol chce aby król z Anticy pomógł mu i wziął udział w kolejnej, ogromnej walce i bitwie. Ma nadzieje, że jego plan się powiedzie.
Wszystko jednak okazuje się na miejscu, w momencie kiedy docierają do zamku. Wtedy wiedzą, że wszystko potoczy się zupełnie innymi torami...
Autor: Zatracona w słowach, data: 19.11.2018 00:37, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Historia warta opowiedzenia

Chaol Westfall oraz Nesryn Faliq przybywają na Południowy Kontynent do pięknego miasta Antica. Były kapitan Gwardii Królewskiej ma nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme zdoła go uleczyć. Nie jest to jednak jego jedyne zadanie. Kontynent znajduje się we władaniu potężnego kagana, z którego Chaol ma nadzieję uczynić sojusznika w wojnie przeciwko ciemności. Jednak to, co czeka Chaola i Nesryn, przerośnie ich najśmielsze oczekiwania i odmieni losy nadchodzącej wojny.

„Wieża świtu” to już szósty tom niezwykle popularnej zarówno w Polsce, jak i na całym świecie serii Szklany tron, która niestety powoli zbliża się ku końcowi. Nie będę ukrywać, że mam ogromny sentyment do tej historii, towarzyszy mi ona już od wielu lat i choć nie przeczę, że ma wady, to jednak jest mi ona tak bliska, że nie potrafię przykładać do nich większej wagi. Z „Wieżą świtu” miałam jednak problem jeszcze na długo przed jej wydaniem za granicą. Pamiętam, kiedy pojawiła się informacja, że premiera finałowego tomu serii została przesunięta i że międzyczasie wyjdzie jeszcze jedna książka skupiająca się na Chaolu. Jak można się domyślić, nie skakałam z radości, bo nie znosiłam Chaola i nie wyobrażałam sobie, że miałabym przebrnąć przez całą książkę o nim. „Wieża świtu” wedle zamysłu autorki miała być na początku tylko nowelką, ale rozrosła się do monstrualnych rozmiarów i ostatecznie została kolejnym tomem serii. Wydarzenia rozgrywają się tu równolegle do tych, które mieliśmy okazję obserwować na kartach Imperium burz. Nie wiązałam z tą książką żadnych nadziei, nie miałam żadnych oczekiwań, spodziewałam się wręcz, że mi się nie spodoba. Czekało mnie jednak wielkie zaskoczenie.

Nigdy nie lubiłam Chaola, już w „Szklanym tronie” wiedziałam, że nie przypadniemy sobie do gustu. Kolejne tomy tego nie zmieniły, a wręcz przeciwnie, moja awersja do niego rosła. Dlatego tak trudno mi teraz otrząsnąć się po „Wieży świtu”, która całkowicie odmieniła mój stosunek do tej postaci. Wielka niechęć, którą do niego czułam, nagle zniknęła i jestem całkowicie zagubiona, bo to teraz jedna z moich ulubionych postaci w tej serii. Mam wrażenie, że Sarah J. Maas nigdy nie dała mi tak naprawdę możliwości, aby go poznać. Oczywiście od pierwszego tomu Chaol należy do grona głównych bohaterów, jednak gdzieś w połowie serii został on zepchnięty na dalszy plan i wszystko skupiło się wokół Aelin. Trzeba było stworzyć dla niego cały osobny tom, aby ukazać wszystkie zawiłości jego charakteru, wszystkie jego blizny, to co trzymał w sercu i co od dawna zżerało go od środka. Chaol to bohater zbudowany na solidnych podstawach. Kieruje się honorem, jest uczciwy, ma dobre i dumne serce. Teraz uważam, że to właśnie on został najbardziej skrzywdzony na kartach tej serii, wszyscy inni jakoś sobie poradzili ze swoimi demonami, jednak jemu nigdy się to nie udało. Obserwowanie jak walczy z mrokiem, który się w nim zagnieździł, było niezwykle bolesne, ale również bardzo piękne, bo pomimo tak wielu ciosów, nie poddał się, tylko powstał by walczyć dalej.

Kiedy tylko przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że na pewno pojawi się w niej Yrene Towers, którą mogliśmy poznać w nowelce „Zabójczyni i Uzdrowicielka”. Nie spodziewałam się jednak, że okaże się ona tak świetną postacią, która ma w tej serii ogromną rolę do odegrania. Yrene jest przeciwieństwem bohaterek, z którymi do tej pory mieliśmy styczność. Jest niezwykle utalentowaną uzdrowicielką, nie walczy, nie zabija, zajmuje się za to leczeniem i ratowaniem ludzkiego życia. Ma ognisty temperament i cięty język, jednak mimo to pozostaje bardzo kobieca. Wiele wycierpiała w swoim życiu i równie wiele poświęciła, aby dotrzeć do Torre i zostać pełnoprawną uzdrowicielką. Jej zadaniem jest wyleczyć Chaola, nie jest to jednak łatwe ani dla niego, ani dla niej. Dziewczyna również ma swoje demony i choć umie sobie z nimi radzić, to jednak cały czas płonie w niej nienawiść. Nienawiści żywiona do Adarlanu, który odebrał jej matkę i szczęśliwe dzieciństwo. Z czasem jednak Yrene dostrzega, że nic z tego, co jej się przydarzyło nie jest winą Chaola. Choć nieustannie się kłócą i walczą ze sobą, to jednak zawiązuje się między nimi nić sympatii, która z czasem przeradza się w coś więcej.

Książka liczy sobie ponad osiemset stron. Większa część książki poświęcona jest Chaolowi, ale Nesryn również otrzymała sporo miejsca, aby się pokazać. Na początku wątki tych bohaterów były bardzo mocno ze sobą splecione, ale w pewnym momencie bohaterowie się rozdzielają. Chaol zajmuje się swoimi sprawami w Antice, natomiast Nesryn w towarzystwie księcia Sartaqa odbywa podróż w góry zamieszkiwane przez rukhin – jeźdźców dosiadających ruków, czyli ogromnych ptaków przypominających orły. Na początku zarówno ten wątek, jak i sama Nesryn jakoś szczególnie mnie nie interesowały. Nesryn to postać, która pojawiła się w czwartym tomie, ale nie odgrywała w nim jakiejś szczególnej roli, nie wyróżniała się z tłumu, więc w gruncie rzeczy nie mieliśmy okazji lepiej jej poznać. Uważam, że to bardzo ciekawa bohaterka, twarda i waleczna, ale jednocześnie wrażliwa, wychowała się w Adarlanie, jednak jej rodzina pochodzi z Południowego Kontynentu i to właśnie tu dziewczyna czuje się jak w domu. Wątek Nesryn okazał się bardzo interesujący i czytałam go z równie wielkim zaangażowanie, z jakim śledziłam losy Chaola. Mamy okazję poznać rukhin, wśród których znalazło się wiele ciekawych i świetnie wykreowanych bohaterów. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiła się jeszcze jedna postać z nowelek, a konkretnie z nowelki „Zabójczyni i Czerwona Pustynia”, która również okazała się mieć w tej historii rolę do odegrania. Ten wątek, choć się na to nie zapowiadał, okazał się niezwykle istotny dla całej serii, Sarah J. Maas ujawniła nam za jego sprawą bardzo istotne informacje, które wyjaśniły wiele spraw i na pewno okażą się kluczowe w kolejnym tomie.

Akcja w tej książce w przeciwieństwie do poprzednich tomów serii nie gna łeb na szyję. Takich podniosłych momentów czy trzymających w napięciu potyczek jest bardzo mało, skupiamy się tu na leczeniu Chaola i pobycie Nesryn u rukhin, zamiast walk na śmierć i życie mamy politykę i dworskie intrygi. Ta książka jest przede wszystkim smutna, pełna bólu i żalu, opowiada historię o powracaniu do życia, o akceptacji przeszłości i samego siebie. Muszę przyznać, że to miła odmiana i chwila oddechu po nieco patetycznym „Imperium Burz”. Sarah J. Mass w swoich ostatnich książkach robiła coś takiego, że zaczynała świetnie scenę, ale potem nagle niszczył ją jakąś głupią wypowiedzią bohatera. Nic takiego na szczęście nie dzieje się w „Wieży świtu”. Na pochwałę zasługuje również styl autorki, który z tomu na tom robi się coraz lepszy. Niektóre rzeczy jednak się nie zmieniają, czyli na przykład parowanie wszystkich ważnych bohaterów, czy niektóre zabiegi fabularne wielokrotnie już wykorzystywane przez autorkę w jej książkach. „Wieża świtu” jest jednak tak dobra, że można przymknąć okno na jej niedoskonałości, a przynajmniej ja to zrobiłam.

„Wieża świtu” to dla mnie największe zaskoczenie tego roku. Nie spodziewałam się, że ta książka tak mną wstrząśnie i całkowicie odmieni mój stosunek do Chaola. Liczy sobie ona prawie osiemset stron, tempo akcji jest dość powolne, ale ja nie nudziłam się ani chwilę podczas jej czytania. Zakończenie wzbudziło we mnie wiele różnych emocji, z którymi nadal się nie uporałam i wiem, że nie uda mi się to jeszcze przez dłuższy czas. Nie mogę się już doczekać aż w moje ręce wpadnie „Kingdom of Ash”, ale jednocześnie przepełnia mnie głęboki smutek na myśl, że to już ostatni tom. Wiem, jednak że bez względu na to, jak zakończy się ta historia, jej finał będzie epicki, dlatego warto jeszcze trochę na niego poczekać.

https://someculturewithme.blogspot.com/2018/10/historia-warta-opowiedzenia.html
Autor: podróżdokrainyksiążek, data: 02.07.2018 10:37, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Przyjemna :)

„Wieża świtu” to kontynuacja cyklu „Szklany tron”, w którym to Chaol i Nersyn zostają głównymi postaciami, wokół których dzieje się cała akcja, a dzięki niej będzie nam dane poznać lepiej owe postacie. Które wspólnie teraz wyruszają w drogę do miasta Antica. Mają nadzieje, że tam właśnie znajdą ratunek dla byłego kapitana, którego jedna ze słynnych kapłanek przywróci władze w nogach i będzie mógł ponownie chodzić i służyć swojemu królowi. Jednak tam drogi Chaol’a i Nersyn się rozstają, dziewczyna wyrusza na pomoc księciu Sartaq, a on sam zostaje z Yrene rozbitą emocjonalnie uzdrowicielką, której będzie dane się zmierzyć ze swoją przeszłością, która w nią uderza po przybyciu Chol’a osoby pochodzącej z kraju, z którego ledwo co uszła z życiem, a teraz musi mu pomóc. Wiąże się to z tym, że gdy szukają rozwiązania, by uleczyć mężczyznę, wplątują się w wiele intryg i sprzeczności losu, które ich podróż we swój sposób urozmaicają, nie ma miejsca na odpoczynek, gdy w tym wszystkim jeszcze muszą wypełnić misje, by zebrać sojuszników do zbliżającej się wojny. Nersyn, w tym tomie mogła nam wreszcie pokazać, jaką jest osobą, podczas podróży z księciem Sartaq, gdzie próbowali zdobyć informacje jak pokonać nadchodzące zło, napotykają niegdyś ukrytą prawdę. Wszystko zmierza ku wojnie, a wraz z nią znów się rozstrzygnie walka dobra ze złem. Podsumowując, jest to książka, która ma swoje dobre momenty, pełne interesujących dialogów czy wydarzeń, jednak miałam wrażenie, że niektóre sceny, wręcz całe strony były niepotrzebne, jakby na siłę tylko było to zrobione, by zwiększyć grubość książki, w której można się zatopić, gdyż pomimo że jest to poboczna historia, znalazła miejsce na tylu stronach. Pomimo tego nieprzyjemnego zgrzytu, jaki można doświadczyć, warto po nią sięgnąć i znów zebrać wiedze z tego cudownego świata, jaki autorka wykreowała.
Autor: Paula, data: 24.06.2018 17:27, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Must read dla fanów Szklanego tronu!

To, że wprost kocham książki napisane przez Sarah J. Maas nie jest żadną tajemnicą. Ba! Wszyscy to wiedzą, chociażby dzięki mojej nazwie na IG ;P Uwielbiam zarówno Dwory, jak i Szklany tron. Kiedy dowiedziałam się o polskiej premierze „Wieży świtu” zwyczajnie nie umiałam się doczekać, siedziałam jak na szpilkach w oczekiwaniu na listonosza. Można się więc domyślić, że wymagania miałam ogromne, no w końcu nowa książka ulubionej autorki fantasy! Ale czy rzeczywistość sprostała oczekiwaniom?

Nie zabrałam się za Wieżę od razu, jak tylko przyszła – w końcu to grubasek, a ja miałam nawał nauki. A jak wiadomo – Maas potrafi walnąć takimi zwrotami akcji, że przyszpila do książki na długie godziny. Tak więc w końcu nadszedł ten czas, kiedy to wzięłam tę cegłę do rąk i zaczęłam czytać, mój zapał utrzymywał się jeszcze kilkadziesiąt stron, po czym... zaczął słabnąć. Było ciekawie, ale jakoś tak za spokojnie jak na Sarah. Generalnie autorka w „nowelce” (tak to miała być zwykła nowelka. A urosła do rozmiarów pokaźnego tomu) przedstawiła inny świat niż w regularnych tomach, inny świat na takiej zasadzie, że tutaj akcja rozgrywa się nie na północnym, a na południowym kontynencie. W krainie, która o ile mnie pamięć nie myli – nie została nawet wspomniana w poprzednich częściach. Sarah miała więc pustą kartkę, jeśli chodzi o królestwo na tym kontynencie i jak to ona – wykorzystała to. Jednak jako że jest to coś nowego, to musiała też poświęcić trochę czasu, żeby wszystko wyjaśnić, co i jak.

I nie, nie bójcie się, te kilkadziesiąt/ kilkaset stron to nie tylko opisy nowego otoczenia, jest też akcja. Tyle że, no właśnie. Ta akcja nie pędzi na łeb na szyję, jak to w przypadku Maas. Ona jest zwyczajnie spokojna, może nawet momentami zakrawać o nieco nudną. Nawet z bólem przyznaję, że w końcu „na chwilę” odłożyłam tę książkę. Wróciłam do historii dopiero po jakiś dwóch, czy trzech tygodniach. Przebrnęłam do końca pierwszej części (bo Wieża Świtu składa się z dwóch) i... przepadłam! A niech mnie, tutaj to dopiero zaczęła się akcja rodem z książek Sarah J. Maas! Tutaj nareszcie fabuła pochłonęła mnie do tego stopnia, że ani myślałam wypuszczać Wieży z ręki, gdybym mogła to czytałabym to tak długo, aż bym skończyła. Tu dopiero zaczęło się coś dziać na taką skalę, jak powinno, śledziłam losy bohaterów z zapartym tchem i bałam się o zakończenie. Bo Sarah uwielbia łamać nam serca w tych momentach – kto zna jej historie, ten potwierdzi, że każda jej książka kończy się takimi zwrotami akcji, że ledwie da się to przeczytać! Szczerze? Nie myliłam się! Może i te zawały były dużo słabsze, niż w przypadku pozostałych części, ale działo się, oj działo! I to zakończenie... już myślałam, że lepszego sobie nie mogłabym wymarzyć, kiedy to autorka w ostatnich rozdziale zaserwowała nam coś, co przypomniało o tym, co dzieje się na północy. Coś, przez co moja niecierpliwość w oczekiwaniu na finał serii sięgnęła niemalże zenitu.

Chaol, jak dobrze wiemy, budzi przeróżne uczucia, ja go na początku serii polubiłam, ale wraz z „Królową cieni” ta sympatia nieco osłabła. W „Imperium burz” nie było dosłownie nic na temat tego, co się z nim dzieje, więc „Wieża świtu” to pierwsze spotkanie z nim od czwartej części. I wiecie co... jak zaczęłam, to nie raz i nie dwa miałam ochotę nim potrząsnąć, żeby się ogarnął, żeby wziął się w garść. Ale potem ta chęć stopniowo zanikała, aż zaczęła przeobrażać się w ponowną nić sympatii do niego. Jego upór, siła i chęć dążenia do celu to coś, co w nim podziwiam. Mamy też do czynienia z Nesryn, tak w zasadzie to ona, Chaol i Yrene są narratorami w tej książce, więc o tej trójce dowiadujemy się najwięcej. Nesryn nieco przypomniała mi Aelin - taka silna i niezależna dziewczyna, która nie da sobą pomiatać, a potrafi o siebie zadbać.

Sarah J. Maas nie tylko stworzyła nowe królestwo, ale co za tym idzie – także nowych bohaterów. Mamy do czynienia głównie z kaganem, czyli władcą tego państwa, oraz jego dziećmi. Pojawiają się też uzdrowicielki z Torre Cesme, jedną z nich jest wyżej wspomniana Yrene. Muszę przyznać, że autorka zrobiła kawał dobrej roboty, bo jak i nowe otoczenie jest naprawdę dobrze opisane, tak i nowe postacie są świetnie wykreowane. Szczególnie polubiłam księcia Sartaqa! Jejku to kolejny cudowny facet, który się udał Sarze! U mnie w rankingu stoi tuż za Rhysandem i Rowanem :D Bardzo też polubiłam Yrene, z początku nie wiadomo, co dokładnie o niej myśleć, ale z czasem się do niej przekonałam.

„Wieża świtu” wywodzi się stąd, że Chaol został ranny podczas walki w szklanym zamku i przez to jest sparaliżowany od pasa w dół, więc razem z Nesryn udają się na południe, gdzie są najlepsze uzdrowicielki w ich świecie – właśnie w Torre Cesme. Ale nie myślcie sobie, że przed te ponad 800 stron jest mowa tylko i wyłącznie o uzdrawianiu byłego kapitana Gwardii Królewskiej. O nie, Sarah postarała się o nowe przygody, nowe niebezpieczeństwa, mnóstwo intryg i knowań. A żeby nie było zbyt nudno, wprowadziła także nowe (to słowo pojawia się już chyba pięćsetny raz) stworzenia! I te dobre i te złe! Aa no i zaserwowała takie rewelacje, że nieraz szczena opadła do podłogi.

Mimo, że pierwsza część była nudnawa, wcale nie żałuję, że ją przeczytałam. Ba! Jestem zasmucona, że już skończyłam! Druga część zdecydowanie wynagradza spokojniejszą akcję pierwszej! „Wieża świtu” to dodatek do serii Szklany tron, ale ja osobiście uważam, że przed tomem finałowym (ale koniecznie po „Imperium burz”!) zdecydowanie warto po niego sięgnąć. Bez tego lektura finałowego będzie w pewnym stopniu niekompletna, bo tutaj zadziało się naprawdę wiele rzeczy i mam przeczucie, że bez Wieży będzie trudno się później połapać. Pozostaje tylko czekać na „Kingdom of Ash” (Czyżby „Królestwo popiołów”?) i a niech mnie... Ja się aż boję, co nam szykuje Sarah... Coraz bardziej się skłaniam ku temu, żeby sprezentować sobie tę książkę po angielsku na swoje 18 urodziny! A co mi tam, spróbuję w oryginale :D Lubimyczytac.pl podaje, że premiera 23 października – a ja mam urodziny miesiąc i dzień później, więc jak znalazł! :D
zabookowanyswiatpauli.blogspot.com
Autor: Kaśka Dudek | ButFirstCoffee.pl, data: 14.06.2018 12:49, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Pozycja obowiązkowa!

Wieża świtu (Tower of Dawn) Sarah J. Maas to kolejna powieść z cyklu Szklany Tron. Zapraszam do przeczytania recenzji :)

Na Wieżę świtu z niecierpliwością czekało wielu czytelników i czytelniczek, ponieważ seria Szklany Tron zebrała już niemałe grono fanów. Akcja tego tomu rozgrywa się w tym samym czasie co Imperium Burz, a jego głównymi bohaterami są Chaol Westfall oraz Nesryn Faliq, którzy w poprzednich częściach byli zdecydowanie postaciami drugoplanowymi.

Chaol i Nesryn wyruszają na Północny Kontynent do miasta Antica z desperacką misją nakłonienia wielkiego kagana imperium do udziału w wojnie przeciwko siłom Perringtona, ale i również z nadzieją na uzdrowienie Chaola przez którąś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme. Co to ich spotyka przechodzi ich najśmielsze oczekiwania – przychodzi im stawić czoło niebezpieczeństwu, którego nie spodziewali się spotkać na Północnym Kontynencie, a przekonanie wielkiego kagana do udziału w wojnie okazuje się nie takie łatwe. Mimo wielu przeszkód i komplikacji zyskują wiele, jakże cennych dla nich informacji, udaje min się zyskać kilku ważnych sprzymierzeńców, a niepozorna uzdrowicielka Yrene Towers wydaje się odegrać bardzo ważną rolę w powodzeniu ich misji.

Szczerze mówiąc, do tej książki podchodziłam trzy razy i dopiero za trzecim razem zaskoczyło. Nie wiem dlaczego nie mogłam się w nią wkręcić, może to był jakiś kryzys czytelniczy, ale powiem Wam, że jak już zaskoczyło to nie mogłam się od niej oderwać, cały czas myślałam, tylko o tym kiedy będę mogła znowu ją wziąć w ręce i dowiedzieć się CO BĘDZIE DALEJ.

W Wieży świtu pojawiło się wiele nowych postaci, które z tym jak się pojawiały, zyskiwały na mojej sympatii. Nawet sam Chaol, który wcześniej załapał u mnie niezłego minusa, zyskał w moich oczach i to wiele. Yrene Towers, udrowicielka, wbrew pozorom okazuje się niezłym ziółkiem – ta to ma charakterek, a dzieci wielkiego kagana to też niezłe łajdaki – Sartaq to mój faworyt ;D

Poznajemy również ludy zamieszkujące Południowy Kontynent, wraz z ich historią, poznajemy nie tylko przepiękne zakątki, ale również te mroczne, które skrywają mrok i niebezpieczeństwo.

Jeśli chodzi o samą fabułę to Sarah J. Maas tak nią zakręciła, że w życiu bym się nie domyśliła jak to się wszystko potoczy. Akcja świetnie się rozwinęła, a wątki i informacje, które pojawiły się w tej części, idealnie połączyły się z poprzednią częścią i wyjaśniły wiele spraw.

Wieża świtu to pozycja obowiązkowa! I już nie mogę się doczekać dalszego ciągu, bo zarówno Imperium burz i Wieża świtu skończyły się w tym samym momencie, a był to moment iście PIEKIELNY.
Autor: dziewczyna z książkami, data: 21.05.2018 10:59, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Ostatni przystanek przed wielkim finałem!

Powieść, która nie miała być powieścią? Cóż mogło z tego wyniknąć? Szczególnie, jeśli owa ponad ośmiuset stronicowa książka dotyczy jednego z najmniej lubianych przez większość wielbicieli cyklu, bohatera? Nie byłam zbyt przychylnie nastawiona do tego pomysłu, szczególnie jeśli odwlec miał on w czasie, oczekiwany przez wszystkich z niecierpliwością, finał serii przygód byłej Królewskiej Zabójczyni! Zwłaszcza gdy tom piąty, skończył się w sposób, w który się skończył. Pragnę również uprzedzić, iż ze względu na to, iż Wieża świtu jest kolejną już częścią, popularnej młodzieżowej serii, recenzja ta będzie miała nieco luźniejszą formę oraz mogą pojawić się w niej spoilery dotyczące poprzednich tomów.

Przed byłym kapitanem Gwardii Królewskiej czeka nie jedno, lecz dwa wyzwania. Oba, wydawać by się mogło niemożliwe do zrealizowania. Chaol musi bowiem przekonać władcę Kaganatu do dołączenia swych sił do królowej Aelin Ashryver Galathynius w wojnie przeciw Valgom oraz odzyskać utraconą podczas bitwy władzę w nogach, w czym pomóc ma mu jedna z ze słynnych na całą krainę uzdrowicielek — Yrene Towers. Nie spodziewa się jednak, że mroczne siły pustoszące jego ojczyznę, są bliżej niżeli śmiałby myśleć, a Kaganat — będący z pozoru szczęśliwą krainą — skrywa wiele mrocznych tajemnic.

Co istotne, narracja w Wieży świtu jest podzielona między czwókę bohaterów. Pojawia się bowiem perspektywa Chaola, Nesryn, Yrene, a także Aelin. Każdy z tych bohaterów w interesujący, lecz nie równy sobie sposób, ukazuje nam barwne królestwo Kagana. Prowadzi nas między niezmierzone zakręty starych bibliotek, wrzuca prosto do pełnego starożytnych bestii lasu, wznosi w stronę połaci nieba na potężnych, latających monstrach. Nieomal żaden z bohaterów nie pozwala na dłużej zaczerpnąć powietrza, pomiędzy rozdziałami tego przesyconego akcją tomu. Jednak, jak szósty tom cyklu wypada na tle poprzednich? Czy książka, która z początku miała być tylko opowiadaniem, naprawdę była konieczna?

Autoplagiat, tak w skrócie można określić historię byłego Kapitana Gwardii Królewskiej. Słowo to dobitnie wybrzmiało w wielu dotychczas opublikowanych recenzjach i odnaleźć nie mogę lepszego, tak dobrze oddającego fabułę Wieży świtu słowa, niż tego tak namiętnie przez moich kolegów po fachu, w ich opiniach używanego. Sarah J. Maas pokusiła się bowiem o użycie motywów oraz rozwiązań, które sprawdzały się już wyśmienicie w innych jej książkach; w przypadku innych, pokochanych przez tysiące postaci. Splotła historię Chaola dokładnie takimi nićmi, które już niegdyś w rozmaitych konfiguracjach użyła do przedstawienia burzliwych losów pozostałych stworzonych przez siebie bohaterów.

Co jednak z tego wynikło? Jako istny weteran na polu pisarstwa Sarah J. Maas, podkreślić muszę, że jak w przypadku wielu części wydanych przed Wieżą świtu (a tyczy się to zarówno historii Aelin, jak i Feyry), historia Chaola jest bardzo schematyczna. Już przy pierwszym niekiedy spotkaniu (ba! spojrzeniu), można odczytać z łatwością jak potoczą się dalsze losy danej znajomości. O rękę pójść nawet można w zakładzie, iż pewne sceny miały już ogniś miejsce. I nie raz i nawet nie dwa, owe złudzenie czytelnika podczas lektury nachodzi. Być może wynika to z faktu, iż ta ogromnych rozmiarów cegiełka miała być z początku jedynie opowiadaniem? Może podniesienie jej do rangi powieści, wiązało się z ponadprzeciętną szybkością procesu twórczego? Mniejszym zastanowieniem nad tworzoną fabułą? Mniejszym polem dla kreatywności?

Powodów może być wiele. Począwszy od tego przeze mnie w minionym akapicie wymienionego, poprzez zwyczajną, ludzką wygodę. Po cóż przecież odchodzić od tego, co przyniosło nam kiedyś sukces? Niestety, amerykańska autorka ma również — świadomą, czy też nie — potrzebę łączenia w pary wszystkich bohaterów. Niech rękę podniesie ten, kto w twórczości Sarah J. Maas przyuważył postać (mowa tu o głównych graczach) nijak nie zaplątaną w miłosne relacje! Niestety jeśli takowi kiedyś się pojawili, albo nie byli dla fabuły istotni, albo zginęli nim również i ich dosięgnęła, wypuszczona przez autorkę, strzała Amora. I tu powstaje paradoks. Niby nie może się tego znieść, a książki pochłania się w kilka godzin.

A czyni się to będąc zaangażowanym, nie mogącym się doczekać dalszego ciągu oraz kibicującym bohaterom. Bo, koniec końców, Wieża świtu była dobrą lekturą. Była tym, czego wymagam od każdej powieści spod pióra tej amerykańskiej autorki. Dobrą zabawą, chwilą wytchnienia, porządną młodzieżową fantastyką, która porywa mnie do swojego świata na dzień lub dwa. I choć książka posiada istotne wady, w szczególności te dotyczące prowadzenia fabuły — niektóre sceny oraz rozwinięcie pewnych relacji mogłyby pójść w inne strony, to historię lorda Westfalla czyta się bez wytchnienia, wybaczając wręcz na końcowych etapach popełnione dotychczas błędy. Gdy odepchnie się pewne rzeczy na bok, to pozostaje to, co zawsze zapewnia miłośnikowi książek Sarah J. Maas — zniknięcie z otaczającego go, szarego świata.

Jeszcze jakiś czas temu było mi na dobrą sprawę obojętne, czy poznam dalsze losy Aelin oraz jej licznych, osobliwych towarzyszy. Po lekturze Wieży świtu nie mogę się wręcz doczekać tego, jak autorka zakończy swoją pierworodną serię. Historia poświęcona Chaolowi przypomniała mi bowiem za co tak bardzo lubię książki tej autorki. Dlaczego wybaczam jej tyle błędów. Bo to mimo wszystko są cholernie dobre opowieści. Takie, które mimo schematyczności angażują, porywają, wsysają do swojego świata i nie chcą pozwolić wrócić do rzeczywistości. Takie przez, które mknie się niczym Manon przez góry na swojej wywernie, nie mogąc się doczekać rozwinięcia danych wątków. To historie pełne bohaterów, którym się kibicuje oraz emocji, które nie pozwalają odłożyć książki, aż do jej zakończenia.

Bo Sarah J. Maas znowu to zrobiła! Znowu rozdzierała serce, po to by po chwili znowu je skleić. Pokazała światy wydarte wprost z najciemniejszych zakątków jej wyobraźni. Wrzucała w paszczę potwora, po to by w ostatniej chwili uratować przed zabójczym jadem jego kłów. Przedstawiła kolejnych bohaterów, o których nasze serca będą drzeć w ostatnim tomie. Bo niewątpliwie nie będzie to spokojna odyseja, ale pełna zwrotów akcji podróż przez krew, pot, łzy, kości... aż do celu. Jednocześnie chcę poznać ostatnie zdania, lecz mało czego w mojej karierze czytelniczej bałam się z równą mocą. Ciężko mi również uwierzyć, że to już koniec. Że w końcu okaże się, co od początku było Królewskiej Zabójczyni przeznaczone.

Co najbardziej urzekło mnie w tej książce? Pomijając fakt, iż moja awersja do Chaola w końcu nieco odpuściła, co można nazwać sporym osiągnięciem, to największym plusem tej powieści są zdecydowanie Yrene, Sartaq oraz królestwo Kagana. Opisy towarzyszące narracjom naszych bohaterów, jasno malują przed naszymi oczami, piękne obrazy tego cudownego mocarstwa. Kolejnego skrawka świata stworzonego przez Sarah J. Maas. Nieskończonego w swej różnorodności oraz umiejętności zadziwiania czytelnika. I choć postać Nesryn nie przypadła mi do gustu, to na narrację z jej udziałem czekałam z niecierpliwością równą tej oczekiwaniu na Yrene. Ponieważ aktualna kapitan... powiedzmy, że przebywała w towarzystwie oraz środowisku niesamowicie interesującym, przynajmniej w moim mniemaniu. Ta część królestwa Kagana skradła po prostu moje serce, bardziej niż najpiękniejsze komnaty jego zamku.

Podsumowując, uważam, że koniec końców dobrze wyszło, iż Sarah J. Maas stworzyła pełnowymiarową powieść, niżeli tylko krótkie opowiadanie, jak było to w zamiarze na początku. Bo naprawdę świetnie się bawiłam. Zostałam wręcz pochłonięta przez świat królestwa Kagana. To jedno z najlepiej stworzonych miejsc, jakie autorka na kartach swych wszystkich powieści nam dotychczas przedstawiła. Szczególnie jeśli mowa tu o środowisku, w którym przebywał jeden z książąt — Sartaq. Zdecydowanie nie jest to jednak najlepszy tom z serii, choć widoczna jest poprawa; chociażby samego warsztatu pisarskiego, względem poprzednich części. Uważam też, że ten tom nie był zbędny. Na jego kartach poznajemy wiele ciekawych wątków, odkrywamy parę odpowiedzi oraz zadajemy sobie kilka nowych pytań. Pytań, które odnajdą swe rozwiązanie w finale. Finale, który nadchodzi i porwie na strzępy nasze płonne nadzieje.
Autor: Czytaczyk, data: 20.05.2018 20:24, ocena: 3,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Wieża świtu

Z książkami Sarah J. Mass mam tak, że wciągają mnie dopiero od połowy albo przy samej końcówce. Większość wątków jest dla mnie zbyt rozwinięta, przez co początki mi się niemiłosiernie dłużą. Niestety Mass lubi tak rozdrabniać się na szczegóły i rozciągać wszystko. Na szczęście wszystko to wynagradza, gdy już zaczyna wprowadzać jakieś zawirowania i akcja nabiera tempa.
Dlatego nie zniechęcajcie się, gdy sięgnięcie po tę czy inną książkę wywodzącą się z jej twórczości.

Ta wstawka do całego cyklu została w pełni poświęcona Chaolowi Westfallowi oraz Nesryn Faliq. Chaola polubiłam już od samego początku, kiedy to pierwszy raz się zetknęłam z nim w „Szklanym tronie”. Tym bardziej nie mogłam się doczekać lektury i tym większe było moje podekscytowanie, gdy już się za nią zabrałam. Co do Nesryn, to raczej nie skupiła sobie mojego zainteresowania. Ale i też nie miała okazji, bo jak do tej pory pojawiały się jedynie jakieś wzmianki na jej temat. Po tym tomie szczerze mogę stwierdzić, że darzę ją sympatią. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach „Szklanego tronu” będzie się pojawiać częściej, niż do tej pory. Nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby jej większa obecność miała jeszcze bardziej przyhamować niekiedy akcję. Również inaczej spojrzę teraz na postać Chaola. Jestem z chyba teraz bardziej zżyta, niż z Cealeną.

„Wieża świtu” jest wartym uwagi dodatkiem do serii, po który powinien sięgnąć każdy miłośnik tej serii.
Autor: Dobra.ksiazka, data: 20.05.2018 14:00, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Wieża świtu

Były Kapitan Gwardii Królewskiej, a obecnie Namiestnik Chaol Westfall wyrusza wraz z Nesryn Faliq wyrusza do egzotycznej Antici. Rządzący nią Kagan jest potężnym człowiekiem o licznych armiach, na których zależy Westfallowi. Bowiem jego zadaniem jest zdobycie tego silnego sojusznika do walki z Valgami, z którymi za morzem zmagają się Aelin Galathynius i Dorian Havilliard. Ponadto pomocy szuka również dla siebie. Gdy Szklany Zamek uległ zniszczeniu, Chaol doznał uszczerbku na zdrowiu i stracił władzę w nogach, dlatego też liczy na umiejętności w leczeniu uzdrowicielek z Torre Cesme. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli, gdyż Kaganat pogrążony jest w żałobie po śmierci najmłodszej księżniczki i władca nie jest zainteresowany politycznymi manewrami. Uzdrowicielką mężczyzny zostaje Yrene, niezwykle zdolna młoda kobieta, która szczerze nienawidzi Adarlanu za to, co jej niegdyś uczynił, przez co leczenie człowieka, który go reprezentuje przychodzi jej z wielkim trudem. Mroczne siły podążają jednak za dwójką przybyszów i wkrótce kwitnący Kaganat i jego mieszkańcy mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie.
Za każdym razem, gdy wychodzi książka spod pióra Sarah J. Maas czuję wielką ekscytację. Wiele lat temu zakochałam się w Szklanym tronie, a potem poznałam Dwory, które od razu podbiły moje serce. Nie mniej jednak nadal jestem wielką fanką jej pierwszej serii. Wiem, że wielu czytelników nie przepada za postacią Chaola, ale mam wrażenie, że nie zawsze tak było. Sądzę, że autorka wydobyła z niego wszystkie złe cechy, by na pierwszym planie postawić Rowana i by on stał się główną męską postacią. Ja mimo to przez te wszystkie tomy trwałam przy Chaolu i cieszę się, że dostał swoją powieść. Tym razem zostajemy zabrani do wspaniale rozwijającego się kraju, gdzie widzimy przepych, ruki, które uwielbiane są przez mieszkańców, ogromne gmachy, biblioteki i liczne uzdrowicielki, które dysponują wyjątkową magią. Pojawiło się wiele wspaniałych postaci, które szybko skradły moje serce jak Hasar, Sartaq, Houlun i Nesryn, którą mogłam bliżej poznać. Czasem problemem była dla mnie Yrene, a rola, którą przypisała dla niej Maas nie zawsze mi odpowiadała. W większości uwielbiam tworzone przez nią pary, ale jedna konkretna nie przypadła mi do gustu, bo liczyłam, że los Chaola jednak będzie inny. W powieści jest sporo opisów, a większość czytelników raczej tego nie lubi. Na szczęście tym razem były one tak plastyczne i trafione, że dzięki nim mogłam chłonąć ten świat w stu procentach. Akcja rozwijała się stopniowo, by pod koniec zdecydowanie przyspieszyć i nas porwać.
"Wieża świtu" nie jest powieścią napisaną na siłę czy dla zysku. Świat, który poznaliśmy z "Szklanym tronie" tak się rozrósł, że żeby poznać bliżej Kaganat wręcz musiała powstać osobna historia. Niezwykle podoba mi się to, jak ewoluują bohaterowie, jak zmieniają się ich priorytety i osobowości oraz to, że autorka nie osiada na laurach i ciągle podsuwa nam fascynujących bohaterów. Jestem pod dużym wrażeniem opowiedzianych przygód i uważam, że "Wieża świtu" jest obowiązkową lekturą dla fanów serii, gdyż wnosi mnóstwo istotnych kwestii i będzie miała spory wpływ na dalszą fabułę.
Autor: Kuragehime, data: 09.05.2018 12:09, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

"Wieża świtu" - recenzja

Zacznijmy od zaprezentowania dwóch prawd: uwielbiałam Szklany tron jeszcze zanim Maas zdobyła w Polsce tak wielką sławę, jaką cieszy się teraz. I podobnie jak wielu czytelników: w pewnym momencie znielubiłam Chaola Westfalla. Dlatego, gdy usłyszałam, że zostanie mu poświęcony cały tom (i to nie taki krótki, bo liczący sobie 850 stron), nieco się wystraszyłam. Wystraszyłam się, że seria do której – bądź co bądź – mam spory sentyment straci w moich oczach. Czy tak się stało?

Chaol i Nesryn przybywają do Antici w dwojakim celu: po pierwsze mają za zadanie zjednać sobie tamtejszego władcę i przekonać go do dołączenia do wojny z Erawanem; po drugie mają się skontaktować z mieszkającymi tam uzdrowicielkami oraz z ich pomocą uzdrowić Chaola. Niestety sprawa nie jest taka prosta, ponieważ w momencie, w którym przedstawiciele Adarlanu przybywają do Antici, panuje tam żałoba, co znacząco utrudnia zawarcie sojuszu. A jak się ma druga sprawa? Cóż, niewiele lepiej, ponieważ wyznaczona do zadania Yrene (poznana w nowelce Zabójczyni i uzdrowicielka) nieszczególnie przepada za Adarlanem.

Przez pierwszą połowę książki zastanawiałam się, czy ta część jest nam tak naprawdę potrzebna. Historia toczy się równolegle do wydarzeń z Imperium burz, a więc co jakiś czas pojawiają się informacje o Aelin. Jednak oprócz tego, główna bohaterka praktycznie nie istnieje. Historia w całości skupia się na Chaolu, Nesryn oraz Yrene. Ze względu na to zastanawiałam się: czy naprawdę potrzebuję te 850 stron?

Okazuje się, że tak. Książki Maas z zasady czyta mi się szybko ze względu na lekki styl autorki. Dlatego mimo że z początku historia nie przedstawiała niczego ekscytującego, to i tak przeszłam przez nią dość szybko. O wiele ciekawiej zaczyna być w drugiej połowie, kiedy to wydarzenia mające miejsce w Antice okazują się mieć znaczenie dla wielkiej wojny, która toczona będzie w Kingdom of Ashes. Drobne intrygi, odkrywane tajemnice oraz walki wciągają czytelnika i kilka razy można pomyśleć: wow, no to się porobiło.

W związku z tym muszę przyznać, że historia mnie wciągnęła. Uwielbiam nadworne intrygi i tajemnice, a tych tutaj nie brakuje. Doceniam nawet to, że Maas wodzi czytelnika za nos, podrzucając mu kolejne skrawki informacji, które będą miały znaczenie w finałowym tomie serii. Co więcej uśmiechałam się, widząc nawiązania do prequelu Szklanego tronu.

A jak ma się sprawa z bohaterami? We wcześniejszych tomach uważałam Nesryn za całkowicie wypraną z osobowości postać, która niby jest, ale nie ma większego znaczenia. W tym tomie szczerze ją polubiłam – jest utalentowaną, silną i odważną bohaterką, której historia najbardziej ciekawiła mnie przez całą książkę. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie jej wątku! Nie inaczej jest w przypadku Yrene, która również zabłysnęła swoim uporem oraz inteligencją. Polubiłam także poboczne postacie książąt oraz księżniczek zamieszkujących Anticę. Muszę przyznać, że ten tom zaprezentował szereg fajnych i ciekawie zbudowanych postaci. Jednak wiem, co jest tutaj najważniejsze: Chaol.

Chaol w tym tomie zyskuje. Może dalej nie wpisuję go w poczet moich ulubionych postaci, jednak nie uważam go za tak beznadziejną postać, jak wcześniej. Faktycznie, zdarzały się momenty, gdy mnie irytował, ale czytanie książki z jego perspektywy wcale mi nie przeszkadzało. Mam nadzieję, że ta sytuacja się nie zmieni albo wręcz zmieni na lepsze!

Nie sposób nie podkreślić tutaj elementu, na który zwróciłam uwagę już w poprzednim tomie. Maas ma tendencję do swatania wszystkich, sprawiania, aby każdy znalazł swoją wielką miłość. To z jednej strony urocze, a z drugiej może niektórych denerwować. Mnie zaczyna to po prostu nieco bawić – nauczyłam się akceptować, że autorka ma takie zapędy, chociaż chciałabym, aby znalazła się jedna postać, której życie miłosne nie będzie aż tak oczywiste.

Podsumowując, spodziewałam się, że ten tom będzie kiepski, jednak okazał się utrzymywać poziom wcześniejszych tomów. Wiele elementów było dla mnie emocjonujących, polubiłam bohaterów, a historię śledziłam z ciekawością. Dlatego informacja dla każdego, kto zadawał sobie pytanie: czy mogę odpuścić sobie Wieżę świtu? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie, bo można na tym stracić.
Autor: KittyAilla, data: 02.05.2018 15:54, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Chaol i Nesryn w akcji

Wieża Świtu wywołała wielkie poruszenie w blogosferze. No bo jak to - sam Chaol, bez Aelin? Wiele osób postać Kapitana Gwardii zdążyło znielubić w trakcie 5 tomów, więc może rzeczywiście był to kiepski pomysł, aby poświęcić mu ponad 800-stronicową powieść?
Jeśli ktoś z was jeszcze tego nie wiem, Wieża Świtu nie jest tomem 6, a 5.5, uzupełnieniem historii Aelin. Szkoda więc, że oprawa graficzna sugeruje, że to raczej osobna historia... Książka opowiada o (uwaga, mogą pojawić się spoilery w tym akapicie) rehabilitacji Chaola oraz walce jego i Nesryn o uzyskanie pomocy od kagana. Dodatkowo możemy śledzić rozwój ich relacji. Podróż do innej krainy i innego państwa stanowi ciekawy równoważnik dla polityki Północy.
Wyobrażacie sobie Szklany tron bez ciętego języka i szalonych pomysłów Aelin? Mi było ciężko. Dopóki nie zostałam pochłonięta przez Wieżę Świtu. Maas wprowadziła nową bohaterkę, której spięcia z Chaolem na spokojnie zastępują relację Aelin z Aedionem. Dodatkowo w tej części nie mamy tylu politycznych gierek, ponieważ Nesryn, Chaol oraz Yrene nie są typami politycznych graczy. Zaskoczył mnie również kierunek, w którym autorka poprowadziła relację dwojga bohaterów znanych z poprzednich tomów. Takiego wątku miłosnego się nie spodziewałam. Z drugiej strony tożsamość niezwykłej kobiety, która pomogła Yrene, zupełnie nie stanowiła tajemnicy już od momentu, gdy została wspomniana.
Chaol zdecydowanie zyskuje w tym tomie. Jest jednym z trzech głównych narratorów, więc możemy zrozumieć lepiej jego zachowanie w poprzednich częściach. Osobiście znów go polubiłam i szczerze mu kibicuję! Nesryn za to okazała się indywidualistką, która rozdarta pomiędzy rodzinnym miastem, a lojalnością wobec Doriana i Aelin, stara się pomóc. Najciekawszą bohaterką tego tomu została jednak Yrene, uzdrowicielka z bolesną przeszłością oraz ciętym językiem. Z niecierpliwością śledziłam jej losy i tok rozmyślania. Ze starego składu towarzyszą nam jedynie Chaol i Nesryn. Oznacza to, że autorka musiała stworzyć cały wachlarz zupełnie nowych, interesujących postaci, jak choćby kagan i jego dzieci. Nie dostrzegłam jednak inspiracji innymi bohaterami z poprzednich części.
Wiem, że niektórzy nie zamierzali czytać Wieży, a czekać na dalsze losy Aelin. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że nie wiecie, co tracicie. Tym bardziej, że bez znajomości tego tomu, można mieć potem problemy ze zrozumieniem szóstego tomu, ponieważ misja Chaola i Nesryn wniesie bardzo dużo do historii Ognistego Serca. Osobiście nie mogę się doczekać <3 A Wieżę Świtu polecam nawet, jeśli nie przepadacie za Kapitanem Gwardii! To kolejna emocjonująca przygoda w uniwersum Szklanego tronu! :)
Autor: MargoRoth, data: 30.04.2018 07:23, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Powrót Sarah J. Maas

Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do odległego miasta Antica. Mają dwa konkretne cele: po pierwsze, mają nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme będzie w stanie przywrócić Chaolowi władzę w nogach; a po drugie, chcą namówić zasiadającego na tronie potężnego kagana, aby stał się ich sojusznikiem w wojnie.

Jak się okazuje, pobyt w Antice stawia Chaola i Nesryn przed zupełnie innymi wyzwaniami, niż się spodziewali. Mroczne moce, przeciwko którym zbierają armię, próbują dosięgnąć ich nawet w zamorskiej krainie, a kluczem do powodzenia misji może stać się młoda uzdrowicielka Yrene. Informacje, które bohaterowie zdobędą w pałacu, mogą stać się najistotniejszą bronią przeciwko rosnącej w siłę królowej Meave.

Kiedy coś, co początkowo miało być nowelką, rozciąga do rozmiarów ośmiuset stronnicowej księgi, można mówić tylko o Sarah J. Maas. Wieża świtu jest określana mianem tomu 5.5 serii Szklanego tronu, co oznacza, że wydarzenia opisywane na kartach tej powieści toczą się równolegle do tych, które znamy już z Imperium burz. Jak możecie pamiętać, kluczowym bohaterem, którego brakowało w Imperium, był właśnie Chaol, którego losy doczekały się teraz całkiem osobnego tomu serii. Jak więc Wieża świtu wypada na tle poprzednich części tej historii? Czy to uzupełnienie o losy Chaola było tak naprawdę potrzebne?

Odkąd tylko zaczęłam lekturę, cieszyły mnie dwie rzeczy: pierwszą z nich była porywająca akcja, która może nie zastraszała szalonym tempem, ale skutecznie łapała czytelnika w swoje macki, co moim zdaniem jest nawet lepsze. Prawda jest taka, że ostatnimi czasy mam ogromne problemy ze skupieniem się na czytaniu, gdyż moja uwaga bez przerwy ucieka w rozmaite rejony wyobraźni, błądząc wszędzie, tylko nie w pobliżu fabuły książki. Jednak Wieża świtu wciągnęła mnie znacznie bardziej, niż inne książki, które ostatnio czytałam, a tym samym udało jej się przełamać mój niepożądany zastój czytelniczy (dziękuję ci, Sarah J. Maas!).Drugą sprawą, która od początku napawała mnie zadowoleniem, był fakt, że przypominanie sobie wydarzeń z poprzednich tomów nie było absolutnie potrzebne. Imperium burz czytałam w sierpniu i obawiałam się trochę, że minął zbyt długi czas od tamtej lektury, abym mogła chociaż jako tako pamiętać, co i jak. Wiecie, ponowne czytanie poprzedzających Wieżę świtu pięciu tomów byłoby dużym problemem, więc ogromnym plusem jest to, że nie trzeba znać na pamięć wszystkich szczegółów, aby ogarniać, o co chodzi.

Mam z tą książką podobny problem, co z resztą książek z serii Szklanego tronu, a konkretnie tomami 3, 4 i 5. Choć początkowo wątki Chaola i Nesryn są ze sobą związane, w dalszej części powieści rozplatają się i biegną niezależnie od siebie. Niestety, po raz kolejny zauważam, że jeden z tych wątków jest wyraźnie atrakcyjniejszy i ciekawszy od drugiego i to zawsze tego jednego wyczekuję, chcąc, aby drugi trwał jak najkrócej. W poprzednich tomach niechętnie wracałam do wątku Manon Czarnodziobej i czarownic, natomiast wszystko, co związane z Aelin natychmiastowo przyciągało moją uwagę, za to tutaj losy Chaola przedstawiały się o wiele bardziej intrygująco, niż wątek Nesryn. Przez to książka była w pewnych momentach nierówna, na szczęście motywy związane z bohaterami zmieniały się dosyć często.

Przykro mi to mówić, ale czytając Wieżę świtu odkryłam, że pewne powtarzalne elementy, które pojawiają się praktycznie w każdej książce Sarah J. Maas, zaczynają działać mi na nerwy. Może jest to sprawa tego, że czytam o nich już szósty raz (lub gdy doliczyć serię Dworów, to dziewiąty). Mam tu konkretnie na myśli wątki romantyczne. Mimo tego, że powieści Maas krążą wokół tematów fantastycznych, miłości tam nie brakuje. No i właśnie – jest to zawsze miłość pełna pasji i namiętności, która początkowo wydawała mi się niesamowicie piękna, ale… cóż, nieustannie podąża ona w tą samą stronę. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby zgadnąć, który bohater skończy z którą bohaterką – w tym temacie Maas jest boleśnie przewidywalna. Do tego mam wrażenie, że gdyby autorka pozostawiła choć jednego ze swoich bohaterów jako silnego i niezależnego singla, nie byłaby sobą. Tutaj dosłownie każdy odnajduje swoją drugą połówkę niezależnie od tego, gdzie się znajduje, przeciwko komu walczy i jakie ma interesy. Całokształt tego wątku romantycznego zaczął mnie nieco irytować. Myślę, że na jego niekorzyść działa sama powtarzalność, która stała się nieco nużąca.

No dobrze, tak narzekam i narzekam, ale przecież wcale nie było tak źle. MIMO tych wad, o których wspomniałam, MIMO tego, że część zakończenia skutecznie przewidziałam, co niemile mnie zaskoczyło, to… cóż, przecież to Sarah J. Maas. Ta autorka ma coś w sobie, co sprawia, że jej książki zapisują się w sercu czy się tego chce, czy nie. Ostatecznie stwierdzam, że Wieża świtu była powieścią dobrą – wciągającą i zajmującą, choć na pewno nie najlepszą spośród całej serii. Pojawiły się w niej intrygujące motywy, jakie jak działanie mocy uzdrowicielek, w których mam nadzieję usłyszeć jeszcze więcej w przyszłości. Zakończenie książki napełniło mnie ekscytacją na myśl o tym, w jaki sposób połączą się ze sobą teraz te dwie historie – historia Chaola oraz Aelin, które biegły chwilowo niezależnie od siebie. I odpowiadając na wcześniej postawione pytanie… tak, uważam, że Wieża świtu ma sens. Dzięki tej powieści całość historii bohaterów stała się pełniejsza i zdecydowanie bardziej rozbudowana, a losy Chaola w Antice zasługują na poświęcenie im osobnego tomu serii.

Jeśli jesteście na bieżąco ze Szklanym tronem, jak najszybciej biegnijcie do księgarni po Wieżę świtu. Choć nie była to najlepsza część serii i miała ona swoje wady, to patrząc na całokształt powieści, jestem gotowa wybaczyć te niedociągnięcia autorce. W końcu co zrobilibyśmy bez genialnej Sarah J. Maas? ;)

booksofsouls.blogspot.com
Autor: Bookish Madeleine, data: 29.04.2018 22:55, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

"Wieża świtu"

Jeśli już jakiś czas ze mną jesteście, to prawdopodobnie wiecie, że lubię twórczość Sary J. Maas. Jej „Dwór mgieł i furii” należy do grona moich ulubionych książek, a cały ten cykl jest jedną z moich najukochańszych serii. Jednak w stosunku do „Szklanego tronu” mam nieco mieszane uczucia. O ile dwa pierwsze tomy całkiem mi się podobały, to te, które ostatnio się ukazały mnie nie zachwyciły. Kiedy dowiedziałam się, że zamiast premiery zwieńczenia serii, autorka zdecydowała się wydać tom, którego wydarzenia mają miejsce w tym samym czasie, co akcja piątej części – historię Chaola, który przybywał wtedy w Antice, na Południowym Kontynencie – nie wzbudziło to we mnie zbyt dużej ekscytacji. Nie widziałam potrzeby czytania tej opowieści, bo nie byłam specjalnie ciekawa losów zarówno tego bohatera, jak i Nesryn. Jednak kiedy zbliżał się już czas polskiej premiery, zdecydowałam się przeczytać tę historię. Podchodziłam do niej bez praktycznie żadnych oczekiwań i byłam przygotowana na to, że może nie przypaść mi do gustu.

Okazało się jednak, że „Wieża świtu” całkowicie mnie wciągnęła i zachwyciła pod wieloma aspektami, przez co nie byłam w stanie oderwać się od tej historii!

Skupia się ona wokół Chaola i Nesryn, którzy w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu trafili do Antiki, aby zrealizować wyznaczone przez wyjazdem zadania. Na dobrą sprawę są oni jedynymi dotychczas znanymi nam bohaterami, którzy pojawiają się w tej części. Nie znajdziemy tu Aelin i Rowana (z czego bardzo się cieszyłam) ani Manon i Doriana (w ich przypadku było mi trochę smutno). Spodziewałam się, że przez skupienie całej fabuły tylko wokół Chaola i Nesryn – którzy niekoniecznie mnie fascynowali – będę się nudzić podczas lektury. Ma szczęście nic takiego nie miało miejsca. Maas nadrobiła brak głównych postaci wprowadzając grono innych, intrygujących osób. Wśród nich spotykamy zarówno kagana (władcę terytorium, na którym znajdują się bohaterowie) i jego rodzinę, jak i uzdrowicielki z Torre Cesme oraz przedstawicieli rukhin (kim są dowiecie się w trakcie lektury). Wszyscy oni są genialnie wykreowani – jak z resztą z reguły ma to miejsce w powieściach tej autorki.

Odniosłam jednak wrażenie, że w trakcie pisania „Wieży świtu” Maas naprawdę dała z siebie wszystko. O ile (jak już wcześniej wspomniałam) w poprzednich tomach losy Chaola i Nesryn były mi obojętne, to w trakcie lektury tej części już po kilku rozdziałach uległo to zmianie. Wraz z biegiem stron coraz bardziej angażowały mnie kolejne wydarzenia i nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam prawdziwie ich lubić. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w przypadku postaci, które pierwszy raz pojawiły się w tej powieści – Yrene i Sartaqa. Na samym początku nie byłam pewna swojego stosunku do nich, ale już kilkanaście stron dalej stałam się ich fanką. Zostali oni również świetnie wykreowani – mieli fenomenalnie stworzone charaktery, ukształtowane przez wydarzenia z przeszłości i wszystkie decyzje, które podejmowali, były jasno umotywowane. Uwielbiam takich kompletnych, zdecydowanych bohaterów i dzięki temu mogłam czerpać ogromną przyjemność z poznawania ich losów, które nie raz przyprawiały mnie o szybsze bicie serca.

Skoro już jesteśmy przy postaciach, to nie mogę nie wspomnieć o romantycznych relacjach łączących bohaterów. Sarah J. Maas ma talent do budowania wątków miłosnych w swoich powieściach, czego już nie raz dowiodła. Tak jak w przypadku „Dworu mgieł i furii”, w „Wieży świtu” kompletnie zaangażowałam się w uczucia łączące poszczególne osoby. Zostało to poprowadzone w idealny dla mnie sposób, przez co byłam usatysfakcjonowana każdą sceną im poświęconą. Całkowicie zakochałam się w tym aspekcie historii i myślę, że wszystkim miłośniczkom romansu również przypadnie on do gustu <3

Jeśli chodzi o samą fabułę „Wieży świtu”, to tutaj też nie mam nic do zarzucenia. Bardzo szybko udało mi się wciągnąć w akcję, a liczne nieprzewidywalne wydarzenia nie pozwoliły mi odłożyć książki na bok. Miałam ochotę tylko czytać i czytać, zupełnie nie przerywając lektury, co niestety skutecznie uniemożliwiła mi szkoła. W każdej wolnej chwili starałam się wracać do książki i planując czytanie (najczęściej) na pół godziny wieczorem, kończyłam około pierwszej w nocy, nie przejmując się zupełnie porannym sprawdzianem z chemii czy biologii.

W trakcie poznawania każdej powieści staram się oszacować przypuszczalny bieg dalszej fabuły, a następnie sprawdzam, czy moje przewidywania okazały się słuszne. Nie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku „Wieży świtu”. Szybko stworzyłam sobie w głowie prawdopodobny sposób rozwiązania akcji i byłam przekonana, że on się sprawdzi. Okazało się jednak, że nie został on zrealizowany w żadnym momencie. Rozwój fabuły tak mnie zaskoczył, że często nie mogłam uwierzyć w to, co czytam (oczywiście w pozytywnym sensie). Zupełnie nie czułam upływających kartek i cała powieść – licząca 840 stron – minęła mi w mgnieniu oka, a po zakończeniu dalej miałam ochotę na więcej.

Swego rodzaju miarą mojego odbioru książki jest dla mnie to, jak długo po jej zakończeniu wracam w myślach do sytuacji, które miały w niej miejsce. „Wieżę świtu” skończyłam w środę i w dalszym ciągu łapię się na tym, że ilekroć spojrzę na okładkę tej powieści mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz. Takie uczucie nie jest w moim przypadku częste, podobnie jak zaznaczanie fragmentów kolorowymi zakładkami. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć powieści, które są nimi oznaczone, a „Wieża świtu” trafiła do tej grupy jeszcze zanim skończyłam czytać całość. Tym samym stała się moja ulubioną częścią „Szklanego tronu” i dołączyła do grona najlepszych powieści, po jakie miałam okazję sięgnąć w tym roku.

Oczywiście, jeśli ktoś chce, to może znaleźć w tej historii kilka wad i jestem tego całkowicie świadoma. Mnie jednak ta książka zaczarowała na tyle, że w ogóle ich nie dostrzegałam. Mogę z czystym sercem polecić Wam „Wieżę świtu”. Jeśli lubicie twórczość Sary J. Maas to myślę, że ta powieść powinna Wam się spodobać. Nawet w przypadku, gdy (tak, jak ja) nie jesteście zachwyceni serią „Szklany tron” (i wolicie „Dwór cierni i róż”), spróbujcie dać szansę najnowszemu tomowi tego cyklu. Może Wam też się spodoba? 🙂

readwithpassion.it27.pl
Sarah J. Maas
- pozostałe pozycje w naszej księgarni:
Catwoman. Złodziejka dusz Sarah J. Maas
Catwoman. Złodziejka dusz
Sarah J. Maas, 27,65
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część II Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część II
Sarah J. Maas, 38,24
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część 1 Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część 1
Sarah J. Maas, 42,49
Catwoman: Soulstealer (DC Icons series) Maas Sarah J.
Catwoman: Soulstealer (DC Icons series)
Maas Sarah J., 35,15
Dwór cierni i róż. Tom 4. Dwór szronu i blasku gwiazd Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 4. Dwór szronu i blasku gwiazd
Sarah J. Maas, 29,74
Dwór cierni i róż. Książka do kolorowania Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Książka do kolorowania
Sarah J. Maas, 22,94
Dwór cierni i róż. Tom 3. Dwór skrzydeł i zguby Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 3. Dwór skrzydeł i zguby
Sarah J. Maas, 42,50
Szklany tron. Tom 5. Imperium burz Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 5. Imperium burz
Sarah J. Maas, 42,49
Dwór cierni i róż. Audiobook Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Audiobook
Sarah J. Maas, 28,73
Dwór cierni i róż. Tom 2. Dwór mgieł i furii Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 2. Dwór mgieł i furii
Sarah J. Maas, 38,24
Szklany tron. Tom 4. Królowa cieni Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 4. Królowa cieni
Sarah J. Maas, 42,49
Dwór cierni i róż. Tom 1 Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 1
Sarah J. Maas, 34,00
Szklany tron. Tom 3. Dziedzictwo ognia Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 3. Dziedzictwo ognia
Sarah J. Maas, 34,00
Szklany tron. Tom 2. Korona w mroku Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 2. Korona w mroku
Sarah J. Maas, 33,92
Szklany tron. Tom 1 Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 1
Sarah J. Maas, 31,37
Klienci, którzy kupili Szklany tron. Tom 5. Wieża świtu, wybrali również:
Szklany tron. Tom 5. Imperium burz Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 5. Imperium burz
Sarah J. Maas, 42,49
Szklany tron. Tom 4. Królowa cieni Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 4. Królowa cieni
Sarah J. Maas, 42,49
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część 1 Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część 1
Sarah J. Maas, 42,49
Szklany tron. Tom 3. Dziedzictwo ognia Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 3. Dziedzictwo ognia
Sarah J. Maas, 34,00
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część II Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 6. Królestwo popiołów, część II
Sarah J. Maas, 38,24
Szklany tron. Tom 2. Korona w mroku Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 2. Korona w mroku
Sarah J. Maas, 33,92
Szklany tron. Tom 1 Sarah J. Maas
Szklany tron. Tom 1
Sarah J. Maas, 31,37
Dwór cierni i róż. Tom 4. Dwór szronu i blasku gwiazd Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 4. Dwór szronu i blasku gwiazd
Sarah J. Maas, 29,74
Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści Sarah J. Maas
Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści
Sarah J. Maas, 34,00
Dwór cierni i róż. Tom 2. Dwór mgieł i furii Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 2. Dwór mgieł i furii
Sarah J. Maas, 38,24
Dwór cierni i róż. Tom 3. Dwór skrzydeł i zguby Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 3. Dwór skrzydeł i zguby
Sarah J. Maas, 42,50
Dwór cierni i róż. Tom 1 Sarah J. Maas
Dwór cierni i róż. Tom 1
Sarah J. Maas, 34,00
Okrutny książę. Tom 1 Holly Black
Okrutny książę. Tom 1
Holly Black, 27,93
Szklany tron. Opowieść 4. Zabójczyni i imperium Adarlanu Sarah J. Maas
Szklany tron. Opowieść 4. Zabójczyni i imperium Adarlanu
Sarah J. Maas, 17,00
Trzy kroki od siebie Rachael Lippincott, Mikki Daughtry, Tobias Iaconis
Trzy kroki od siebie
Rachael Lippincott, Mikki Daughtry, Tobias Iaconis, 25,13
Do wszystkich chłopców, których kochałam Jenny Han
Do wszystkich chłopców, których kochałam
Jenny Han, 24,43
Wyszukiwarka
Wpisz tytuł, autora lub wydawcę
tylko w dostępnych
tylko z wyprzedaży
Ostatnio oglądane
KSzklany tron. Tom 5. Wieża ś...
KMoje szlaczki
KPisanie literek 4-6 lat
KMoje cyferki
K100 zabaw - nauka przez zaba...
KEkstradycja
KBlok techniczny A4 biały, mi...
Pokaż ofertę tytułów z wyprzedaży
Pokaż ofertę tytułów z wyprzedaży
Awangarda - 396
Blues - 480
Country - 178
Dubstep - 237
Etniczna - 204
Filmowa - 711
Hardcore - 159
Hip-hop - 1172
Jazz - 2486
Kabaret - 26
Klasyczna - 3636
Metal - 7282
Pakiety - 122
Pop - 9474
Punk - 353
Religijna - 200
Retro - 31
Rock - 6223
Soul - 116
Swing - 20
Gry - 75
© 2006-2020 Bonito.pl – Radość z czytania Polityka prywatności i plików cookies Obowiązek informacyjny o przetwarzaniu danych osobowych
Jesteśmy tanią księgarnią internetową. Oferujemy tanie książki i komiksy, muzykę na płytach CD, filmy DVD i Blu-ray, zabawki dla dzieci, puzzle i gry planszowe. Koniecznie sprawdź nasze Bestsellery!