Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania
Książka Making Faces
Amy Harmon

Making Faces

Nasza cena:
29,93 zł (zawiera rabat 25 %)
Making Faces - Dodaj do koszyka
Cena rynkowa: 39,90 zł (oszczędzasz 9,97 zł)
Autor: 

Amy Harmon

Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 2016
Oprawa: miękka
Liczba stron: 344
Format: 
14x20.9 cm
Numer ISBN: 9788328319493
Kod paskowy (EAN): 9788328319493
Dostępność: pozycja dostępna (36 egz.)
Wysyłka
RuchOdbiór w kiosku RUCHu 2,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
PocztaPoczta Polska od 4,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
PaczkomatyPaczkomaty 7,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
KurierKurier 9,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
Bezpłatny odbiór osobisty w punkcie:
Katowice
ul. Staromiejska 6 50 m od Rynku
do odbioru w następny dzień roboczy
Kraków
al. Daszyńskiego 8 blisko Hali Targowej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Batorego 15B przecznica od ul. Karmelickiej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Kalwaryjska 67 250 m od ronda Matecznego
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. M. Dąbrowskiej 17A 50 m od CH Czyżyny
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Pawia 34 naprzeciwko Galerii Krakowskiej
do odbioru jeszcze dzisiaj
Warszawa
al. KEN 51 skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej
do odbioru w następny dzień roboczy
al. KEN 88 Ursynów - metro Stokłosy
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Chmielna 4 50 metrów od ul. Nowy Świat
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Czapelska 48 200 m od ronda Wiatraczna
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Pańska 96 300 m od ronda Daszyńskiego
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Stawki 8 450 m od CH Arkadia
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Wspólna 27 przecznica Marszałkowskiej
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Żeromskiego 1 przy stacji metra Słodowiec
do odbioru w następny dzień roboczy
Wrocław
ul. Ruska 2 przy Placu Solnym
do odbioru w następny dzień roboczy
Zamów przez telefon! (od poniedziałku do piątku):
Telefon12 210 09 02 (linia czynna w godzinach 8.00–20.00)

Making Faces – opis wydawcy

W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young - błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym - to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.

Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?

FacebookTwitter
Making Faces
Making Faces - Dodaj do schowka
Dodawanie do schowka jest możliwe tylko po zalogowaniu na swoje konto.
Data ukazania się w księgarni: 2016.12.29
Making Faces - opinie
Recenzja
Opinie czytelników o Making Faces
Średnia ocena: 4,9 na bazie 7 ocen z 7 opiniiOcenaOcenaOcenaOcenaOcena
Autor: Półka na książki, data: 17.02.2017 12:57, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Making faces

Gdyby pokusić się o napisanie charakterystyki choćby kilku męskich bohaterów powieści z nurtu New Adult, szybko można by zauważyć, że fragmenty tekstu, które opisują ich wygląd zewnętrzny, są w gruncie rzeczy identyczne. Przystojny do granic przyzwoitości, umięśniony jak młody bóg, ze zniewalającym uśmiechem i nieco niebezpiecznym błyskiem w oku - tak oto (niemal zawsze!) prezentuje się nasz bohater. I choć oczywiście wszyscy wiemy, że to nie wygląd zewnętrzny jest kluczowy; że - jak mawiał Lis - "najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu" , to i tak z dziką przyjemnością dajemy się wciągnąć w opowieść o panu Pięknym.
Co jednak, jeśli pewnego dnia Piękny zamieni się w Bestię, jego urok zastąpi ból, a blizny na twarzy nieudolnie spróbują odtworzyć to, co stało się z pokiereszowaną przez los duszą?
Czy wciąż będziesz mieć odwagę dostrzec to, co ostało się w jego sercu...?

Fern Taylor nigdy nie była pięknością. Rudowłosa, niska niczym dziesięcioletni chłopiec i na domiar złego z aparatem na zębach, nie zwracała na siebie zbyt dużej uwagi. Z czasem zaakceptowała ten nieidealny wygląd i - być może dzięki niemu - stała się cudowną, ciepłą osobą z sercem na dłoni, troszczącą się o chorego kuzyna, namiętnie piszącą romanse i w tajemnicy kochającą Ambrose'a.
Ambrose Young zawsze był przystojny. Silny fizycznie, otoczony gromadą wiernych przyjaciół, odnosił sukcesy w sporcie i miał przed sobą świetlaną przyszłość. Jedna decyzja, jeden wyjazd, jedna bomba... I Ambrose stracił niemal wszystko. Przyjaciół, urodę i szansę na życie, w zamian otrzymując jedynie coś, co przypominało marną wegetację.
Ambrose stracił niemal wszystko, ale nie Fern.
Tylko jak nauczyć się kochać człowieka z roztrzaskaną duszą i jak sprawić, by ktoś, kogo serce złamano na tysiąc kawałków, mógł na nowo czuć i żyć?

Moje dwa wcześniejsze spotkania z Amy Harmon dały mi pewność, że mam do czynienia z naprawdę zdolną autorką i że z ogromną radością przeczytam każdą jej książkę. O ile "Pieśń Dawida" na upartego można nazwać sequelem rewelacyjnego "Prawa Mojżesza", o tyle "Making faces" jest czymś zdecydowanie innym; nowym i świeżym. Harmon nie boi się trudnych tematów i po mistrzowsku je rozwija. Tym razem snuje opowieść na miarę historii o upadłym herosie; przypowieść o wojowniku, który powrócił z wojny, ale na placu boju zostawił czterech przyjaciół, a przy każdym z nich fragment swojego serca. Amy przypomina nam, co tak naprawdę jest ważne i uświadamia, że zwracając uwagę wyłącznie na opakowanie, często sami odbieramy sobie szansę na coś wyjątkowego. Unika patosu; nie sili się na skomplikowane i górnolotne metafory, a pomimo to zagląda w głąb duszy czytelnika i obnaża jego wszelkie bolączki i wątpliwości. Ponadto kolejny już raz daje dowód na to, że tworzenie pełnowymiarowych, może i nieidealnych (a przez to tak bardzo prawdziwych) postaci wychodzi jej jak mało komu. W "Making faces", prócz całej reszty drugoplanowych bohaterów, przedstawia nam prostoduszną i kochaną Fern; złamanego przez los Ambrose'a i Baileya. Baileya, który jest tak cudowną postacią, pomimo nieuleczalnej choroby pełną mądrości i zrozumienia, że aż boli serce. Od dziecka pogodzony ze śmiercią, uczy innych, jak cieszyć się życiem i robi to tak naturalnie, że nie sposób nie zastosować się do jego rad. Ten fizycznie słaby chłopiec pełen jest wewnętrznej siły; jest kopalnią mądrości, owiniętym w szary papier skarbem i fantastycznym przyjacielem dla dwójki głównych bohaterów. Bohaterów, którzy, swoją drogą, również nie są zbyt typowi, jeśli idzie o literaturę młodzieżową/NA. Fern jest...zwyczajna. Dosłownie. Nie jest to absolutnie wada; mało tego, to coś, co zasługuje na aprobatę. Jest bowiem dziewczyną, z którą mogłaby utożsamić się każda z nas. Daleka od ideału i z pełną tego świadomością, wzdychająca do - swoim zdaniem - niedostępnego króla tłumów. Przede wszystkim jednak jest osóbką z ogromnym i przepełnionym dobrocią sercem, które szaleńczo rwie się ku pewnemu młodzieńcowi. Nawet wtedy, gdy ten przestaje przypominać samego siebie.
"Making faces" to powieść wielowątkowa. Harmon porusza w niej problem przemocy domowej, ciężkiej choroby, ogromnej straty i bólu, którego nie da się ugasić. Jest to też - oczywiście! - powieść o miłości. Pięknej, silnej i bezinteresownej, odbierającej dech i wyciskającej z oczu łzy. Miłości, która potrafi uleczyć zbłąkaną duszę i która daje siłę oraz nadzieję. Która wyciąga z otchłani własnego smutku, na nowo roznieca płomyk pozornie zgaszonego dotąd szczęścia i uświadamia, że warto. Warto żyć, warto walczyć i warto kochać.

Harmon stworzyła niesamowitą - i to nie tylko pod kątem kreowania postaci - powieść. Na uwagę zasługuje też jej konstrukcja. Podzielona jest ona bowiem na dwa przedziały czasowe - teraz (a więc po powrocie Ambrose'a z Iraku) i dużo obszerniejsze kiedyś. Wydarzenia z "kiedyś" poznajemy w licznych retrospekcjach, które są teoretycznie chłodną relacją; zapiskami wydarzeń z przeszłości, a które to w gruncie rzeczy poruszają do głębi, a swoją dosadnością i nadmiarem emocji z pełną siłą uderzają w czytelnika, sprawiając, że często brakuje mu słów, łez i tchu. "Teraz" zaś to opis smutnej rzeczywistości, to próba powrotu do względnie normalnego życia i próba uporania się ze śmiercią bliskich. Uleczenia ran - i tych na ciele, i tych na duszy. Ambrose wrócił z piekła, które odebrało mu przyjaciół, urodę i jego samego. I choć uważam, że Broosey jest cudowny, to odrobinkę przeszkadzała mi tendencja Harmon do skupiania się na jego fizycznych obrażeniach. Oczywiście przeżył tragedię, która odcisnęła na nim swe piętno, ale uważam, że zmiany fizyczne są niczym w porównaniu do tego, jak ucierpiała (czy też jak powinna ucierpieć) jego psychika. Tymczasem Ambrose skupia się głównie na swoim wyglądzie i zdawać by się mogło, że to właśnie utrata urody najbardziej go boli. Sprawia przez to wrażenie nieco płytkiego, chociaż absolutnie takim nie jest. Głębsza analiza postaci i konkretniej zarysowane zmiany w psychice człowieka, który jako jedyny spośród bliskich mu osób przeżył wojnę - tego zdecydowanie mi zabrakło.

"Making faces" nie jest powieścią pełną akcji. Nie sprawi, że zgubicie kapcie i z wrażenia rozlejecie kawę na dębowy stolik. Nie będzie trzymała Was w napięciu i niczym nie zaskoczy.
Sprawi jednak, że ponownie zastanowicie się nad swoimi priorytetami i pochylicie głowę nad słabszymi. Że spróbujecie stać się jeszcze lepszymi, silniejszymi i bardziej wyrozumiałymi. Że przestaniecie bać się przeszkód i metaforycznej walki ze słabościami.
W gruncie rzeczy to wyjątkowo prosta opowieść. Prosta historia o prostej miłości, która zaplątana jest w rzeczywistość. I o tym, że nie ma takiej góry, której szczytu nie można by zdobyć.
Autor: Magda, data: 10.02.2017 20:42, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Niezwykła historia

Niezwykle mocno podobały mi się dwie poprzednie powieści autorki "Prawo Mojżesza" i "Pieśń Dawida", ale powyższy tytuł powalił mnie na kolana. Historia, która początkowo zapowiadała się na lekką powieść młodzieżową, romans w którym trzeba pokonać przeszkody, zmieniła się w piękną historię o walce, traumie, inności, pokonywaniu przeszkód i godzeniu się z prawdą. Obok tego tytułu nie można przejść obojętnie.

Podziwiam autorkę, że w tej historii poruszyła tak wiele tematów, trudnych i nieprzyjemnych, i udaje jej się bardzo zgrabnie je połączyć. Co więcej, ta książka ostatecznie daje nadzieję. Pokazuje odwagę i męstwo. Piękno i brzydotę. Spojrzenie na drugiego człowieka nie przez pryzmat urody, a tego co ma we wnętrzu. Kwestię przemocy w rodzinie. Brzydkiego Kaczątka i księcia. Wojny i walki o wolność. Terroryzmu. Poczucia winy. Trudnej choroby. Wydaje się, że te wszystkie kwestie są nie do pogodzenia w jednej historii, a jednak autorce się to udało.
Autor: www.swiatmiedzystronami.blogspot.com, data: 29.01.2017 11:19, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Making Faces

Kolejna książka Amy Harmon, którą zaraz jak zobaczyłam to musiałam zdobyć. Dlaczego? Bo po dwóch poprzednich, które zrobiły na mnie na prawdę duże wrażenie postanowiłam nie odpuszczać i czytać kolejne. Z wiarą i nadzieją, że będą równie dobre jak nie lepsze...

Właśnie taki wiersz pisze główna bohaterka. Wylewając swoje uczucia i emocje na papier tworzy coś co pewnie siedzi w głowie wielu z nas.

"Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, ze wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy śmiał się, gdy tworzył mnie?"*

Fern Tylor to zawsze miła, uśmiechnięta i chętna do pomocy dziewczyna. Niestety świadoma tego, że choć jest inteligentna i łatwo ją polubić to ładna nie jest. Dlatego choć bardzo boli ją fakt, że zakochana jest bez wzajemności to nie skarży się i żyje z tym tak jak potrafi.
Ambrose Young to błyskotliwy i śmiały chłopak, który wyrasta na zapaśnika z szansami na sukcesy sportowe. Jak niczego w życiu świadom jest swojej urody i nie waha się tego wykorzystywać.
Ona zakochana po uszy, a on zupełnie nieświadomy jej uczuć. Do czasu...

Po zakończeniu szkoły Brose postanawia coś zmienić. Zaciąga się do wojska. Wraz z nim idzie czwórka jego najlepszych przyjaciół. Choć wszyscy świadomi tego co może stać się na wojnie, to chyba żaden nie dopuszczał do siebie konkretnych myśli. Niestety Beans, Paulie, Grant oraz Jesse wracają w trumnach, a Ambros jest mocno okaleczony.

Jest jeszcze Bailey - chorujący na zanik mięśni przyjaciel Fern, syn trenera pod którego skrzydłami rozwijał się swego czasu Brose. Chłopak niezwykle dzielny mimo trudności jakie los przed nim stawiał.

"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia."**

Między tą trójką rodzi się przyjaźń, a Ambros wreszcie zaczyna doceniać Fern nie tylko jako przyjaciółkę. I choć przed nimi wiele przeszkód, gór i pagórków to wszyscy walczą tak jak potrafią. Dopingują się nawzajem, wzajemnie dają sobie kopa w tyłek jeśli sytuacja tego wymaga. Bo przyjaciele są nie tylko po to by pocieszać, ale też po to by postawić do pionu, gdy jest to potrzebne.

Choć czytając książkę pokochałam każdego bohatera w inny sposób to moim prawdziwym BOHATEREM w "Making Faces" został Bailey. To on zagościł w moim sercu na specjalnym miejscu i w nim pozostanie pewnie jeszcze długo. Sama pozycja przepełniona jest przyjaźnią i walką, ale przede wszystkim bólem. Jest piękna i wartościowa. Ma przesłanie, ale jej czytanie nie jest lekkie. To co towarzyszyło mi podczas lektury to wzruszenie i łzy, ale też śmiech i radość. Tą książkę warto przeczytać i nie ważne czy jesteś chłopakiem czy dziewczyną. Nastolatkiem czy dorosłym. Może nie każdy będzie zachwycony, ale wierzę, że każdy wyłapie z niej przesłanie. Ja czekam na więcej spod pióra Amy Harmon.

* - Cytat z "Making Faces" Amy Harmon, str. 81
** - Cytat z "Making Faces" Amy Harmon, str 232
Autor: MartaZaczytana, data: 23.01.2017 22:01, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Cudowna

Mam za sobą przeczytanie dwie powieści Amy Harmon i obydwie były tak dobre, iż autorka ta trafiła do grona tych pisarzy, po których książki mogę sięgać w ciemno. Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że oto wydawnictwo Editio postanowiło wydać kolejną jej powieść. Nawet bez wiedzy, o czym ona będzie, wiedziałam, że spędzę w jej towarzystwie wyjątkowe i pełne emocji chwile. Nie pomyliłam się nawet w najmniejszym stopniu.

Ta historia zaczyna się w niewielkim, cichym miasteczku Hannah Lake. Fern to spokojna, wrażliwa i niepozorna dziewczyna, która zaczytuje się w romansach. Jej serce bije mocniej, gdy w pobliżu pojawia się Ambrose, przystojny i błyskotliwy kapitan drużyny zapaśniczej, przed którym kariera sportowa stoi otworem. Fern marzy o miłości rodem z powieści, marzy także o tym, że Ambrose kiedyś ją zauważy. Brzmi jak początek typowej historii o szarej myszce i najprzystojniejszym chłopaku w szkole, ale to tylko pozory.
Kiedy wybucha wojna w Iraku, Ambrose wyrusza na misję wraz z czwórką przyjaciół. Wraca z niej sam, ciężko ranny. Pogrążony w rozpaczy, nie widzi nadziei na przyszłość i nie dopuszcza do siebie nikogo. To nie zniechęca Fern, która z uporem stara się do niego dotrzeć. Niełatwo jednak kochać mężczyznę z poranioną duszą. Czy jej miłość i upór wystarczą, by Ambrose na nowo zaczął spoglądać na życie z nadzieją?

Ach, co to była za powieść! Swoimi książkami Amy Harmon już dwukrotnie rozpętała emocjonalne tornado, które przetoczyło się przez moje serce. Nie inaczej było i tym razem. Ponownie wywołała we mnie huragan uczuć, który rozbił mnie emocjonalnie i pozostawił niemal oniemiałą, zdolną jedynie do wyduszenia z siebie krótkiego, ale jakże wymownego „wow!”. Harmon za każdym razem sprawia, że zakochuję się w opowiadanej przez nią historii, a wykreowani przez nią bohaterowie kradną moje serce. Choćbym nawet chciała, a wierzcie mi, to ostatnie, na co miałabym ochotę, nie mogę powiedzieć złego słowa o tej powieści. Wszystko w niej idealnie współgra, wszystko doskonale do siebie pasuje.

"Making faces" to przede wszystkim cudowni bohaterowie. Amy Harmon stworzyła piękne postacie. Ich piękno jednak nie jest zdefiniowane przez ich wygląd, choć i ten ma w książce niemałe znaczenie. To piękno tkwi przede wszystkim w ich sercach.
W szkole Fern była przeciętna. Rude włosy, okulary i aparat na zębach uczyniły ją niewidzialną dla chłopców. Jej najlepszym przyjacielem był jednocześnie jej kuzyn, Bailey. Choć z czasem jej buzia wyładniała, tym, co nie uległo zmianie, był jej charakter. Fern to dobra i wrażliwa dziewczyna, która potrafi być prawdziwą podporą dla bliskich.
Ambrose był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Piękne rysy, wysportowana sylwetka, długie włosy, urzekający głos – chodzący ideał. Choć misja w Iraku nieodwracalnie odmieniła jego oblicze, nie zmienił się fakt, że to błyskotliwy i troskliwy chłopak oraz lojalny przyjaciel.
Tych dwoje gra w tej historii pierwsze skrzypce, jednak byłaby ona niepełna, gdyby nie Bailey. Chłopak cierpi na zanik mięśni, który uczynił go zależnym od innych i który powoli go zabija. Bailey ma wszelkie podstawy, by się załamać, a jednak trudno o postać bardziej pozytywnie nastawioną do życia.

"Making faces" to poruszająca opowieść o miłości, dla której nie ma niemożliwego. To przepełniona emocjami historia o uczuciu czystym i głębokim. To przepiękna powieść o patrzeniu sercem. Jednocześnie spowija smutkiem, który nieraz sprawił, że oczy zaszkliły mi się łzami i który nieraz też wycisnął te łzy z oczu, i rozgrzewa iskierką nadziei, która potrafi nastroić pozytywnie. Amy Harmon nie boi się trudnych tematów. "Making faces" to opowieść, w której autorka porusza takie tematy jak śmierć bliskich, nieuleczalna choroba, czy życie po wypadku, który na zawsze zmienia wygląd. To także historia, w której ważna jest akceptacja – akceptacja straty, nieuchronności śmierci czy własnych niedoskonałości.

"Making faces", podobnie jak poprzednie książki Amy Harmon, wciągnęło mnie bez reszty. Nie jest to powieść, w której znaleźć można wartką akcję czy ekscytujące zwroty akcji, to jednak niczego jej nie ujmuje. Sporą jej część zajmują retrospekcje, które z pozoru mogą wydawać się niepotrzebne, a których obecność jednak z czasem nabiera głębszego sensu. Autorka snuje opowieść, z którą po prostu się płynie. Dałam się jej ponieść i sądziłam, że umiem przewidzieć jej bieg. Myliłam się, co w przypadku książek tej autorki zdarza mi się nie po raz pierwszy.

Amy Harmon po raz kolejny podbiła moje serce. "Making faces" to przepiękna opowieść o tym, że patrzeć trzeba głębiej, bo piękna twarz kiedyś zniknie i o tym, by korzystać z każdego dnia, bo nigdy nie wiemy, który z nich może okazać się ostatnim. Zdecydowanie warto poświęcić jej czas. W jej towarzystwie na pewno nie będzie on stracony. Polecam!
Autor: werka777, data: 18.01.2017 06:39, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

https://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/

Ukazana z perspektywy narratora trzecioosobowego historia młodych ludzi to przede wszystkim powieść o miłości, tej, w której na pierwszym miejscu wcale nie stoi pożądanie, a szczere uczucie, nie fizyczność, a wnętrze. To jednak książka mająca o wiele głębsze przesłanie. Ukazująca wojnę, przyjaźń, a nawet śmierć - dociera do sprytnie ukrytych zakamarków serca, które na co dzień dla wielu innych powieści pozostają poza zasięgiem.

Jest Ambrose, który zyskał urodę po nieznanym ojcu, jednak wychowywany przez dobrego człowieka nauczył się patrzeć na to, co tak naprawdę ważne. Waleczny, utalentowany, skromny. To właśnie jemu los zgotował wyzwanie, które zapisało na kartach jego życia nieodwracalne zmiany. A jednak szukając pośród właściwych ludzi i akceptując rzeczywistość taką, jaka jest, ma szansę na to, by odnaleźć szczęście. Niemniej istotną postacią tej książki jest Fern, uczynna, pogodna, inteligentna szara myszka. Dziewczyna bardzo niezwykła i zwykła zarazem. Stając się symbolem prawdziwego piękna człowieka, skrywa je w środku. To bohaterka, której po prostu nie da się nie pokochać.

Chociaż w streszczeniu pojawiła się o nim zaledwie mała wzmianka, nieodłącznym elementem tej książki staje się postać Baileya. Urodzony z dystrofią mięśniową kuzyn głównej bohaterki pokonuje bariery losu świadom jak mało kto kruchości ludzkiego życia. Jest Rita, piękna dziewczyna, która dokonała niewłaściwego wyboru i są zasłużeni dla ojczyzny młodzi mężczyźni, którzy śmiertelni i nieśmiertelni zarazem pozostawiają po sobie wieczny ślad.

To nie tanie love story i nie bajka. Zaprzeczę streszczeniu z okładki, jako że Amy Harmon stworzyła opowieść jak z kart romansów. Tutaj wielowątkowa fabuła, w której jednak wszystkie elementy wydają się spójne i wypełniające siebie nawzajem, pokazuje wiele oblicz miłości. Podszyta przyjaźnią, ludzkimi problemami, niesprawiedliwością i nieprzewidywalnością losu, ale także nutką religii śle przesłanie dotyczące tych najważniejszych wartości. To historia o młodych ludziach, którym przyszło zmierzyć się z największym wrogiem. To jednak także powieść o odrodzeniu i o tym, że by sięgnąć po prawdziwe szczęście i móc go zrozumieć, trzeba przebyć długą, trudną i często niezrozumiałą drogę.
Autor: Dobra.ksiazka, data: 17.01.2017 18:37, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Making faces

Fern jest przeciętną dziewczyną, niski wzrost, rude niesforne włosy. Niegdyś nosiła aparat ortodontyczny i okulary, które ujmowały jej urody, jednak dziewczyna jest niezwykle ciepła i wrażliwa oraz marzy o wielkiej miłości. Od lat jej obiektem westchnień jest zapaśnik Ambrose Young, chłopak pod każdym względem idealny, o którego biją się dziewczyny. Jednak ten przystojniak nie jest ani trochę zainteresowany Fern, a jej najlepszą przyjaciółką, z którą jak mu się wydaje nawiązuje korespondencje. Gdy prawda wychodzi na jaw i dowiaduje się, że autorką liścików jest jej ruda koleżanka nie jet tym zachwycony. Niedługo potem szkolne nieporozumienia przestają mieć znaczenie, gdyż Ambrose wraz z paczką przyjaciół wyjeżdża na wojnę do Iraku. Po traumatycznych wydarzeniach w obcym kraju, mężczyzna wraca jako wrak człowieka zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. W tym momencie wygląd przestaje być jego atutem, jednak ta drobnostka nie przeszkadza Fern w kochaniu go z całych sił.
O książkach Amy Harmon słychać od kilku miesięcy i są to same dobre opinie. Dlatego bardzo się cieszę, że miałam okazję zapoznać się wreszcie z jej twórczością. Autorka stworzyła wyjątkową historię, która mnie poruszyła i trudno było mi się od niej oderwać. Przede wszystkim zachwyciła mnie kreacja bohaterów. Fern to typ dziewczyny, z którą chętnie bym się zaprzyjaźniła. Uwielbia czytać liczne romanse, a także sama je pisze, dla niej liczy się przede wszystkim osobowość i intencje człowieka. Ma także genialną relację ze swoim poruszającym się na wózku inwalidzkim kuzynem. Bailey to jedna z moich ulubionych postaci, mimo nieuleczalnej choroby korzystał z życia jak tylko mógł, a jego charakter i specyficzne poczucie humoru tylko dodawały mu uroku. Ambrose mimo że jest niezwykle przystojny, to nie okazał się płytką osobą, a po wypadku w Iraku nabrał pokory i zdobył bagaż doświadczeń. Historia skupia się głównie wokół tej trójki, ale w książce można znaleźć także inne, ciekawe postacie. Fern, Bailey i Ambrose nie mają w życiu łatwo, każdy z nich doświadcza krzywd i rozczarowań, dzięki czemu jeszcze bardziej doceniają magię przyjaźni i miłości. Jest to powieść, która porusza trudne tematy, nie jest ani trochę przesłodzona i pokazuje, że piękno przemija i nie ma wtedy większego znaczenia. Akcja rozwija się powoli, nie ma tu nieoczekiwanych zdarzeń, ale nie przeszkadzało mi to. Sposób w jaki autorka poprowadziła akcję jak najbardziej pasował do tematu książki i wywoływał dużo różnych emocji.
"Making faces" to historia, która wzrusza, bawi, ukazuje mądrość młodych ludzi. Czyta się ją bardzo szybko ze względu na przystępny język, a także barwnych bohaterów. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko ją Wam z całego serca polecić i zapewnić, że ma ona dużo do zaoferowania czytelnikowi.
Autor: Amanda Says, data: 12.01.2017 21:15, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

amandaasays.blogspot.com

TYM RAZEM NIE OCENIAJ PO OKŁADCE
Chociaż na początku bardzo żałowałam, że wydawnictwo zdecydowało się na to koszmarne zdjęcie, zamiast zostawić oryginalną wersję okładki, to po przeczytaniu książki uznałam, że właśnie ta okładka idealnie odzwierciedla to, o czym w jakimś stopniu jest ta historia. O tym, jak oceniamy po wyglądzie, a dopiero później zwracamy uwagę na wnętrze i jak często okazuje się to złudne. Fern była miła, opiekuńcza, ale niestety nie była najpiękniejsza. Zwłaszcza w czasach, kiedy najbardziej takiego poczucia potrzebowała, a w lustrze widziała jedynie rude, kręcone włosy, okulary i aparat ortodontyczny, z tyłu głowy mając myśl, że ktoś taki jak Ambrose Young, nigdy się nią nie zainteresuje. Ambrose był przystojny, utalentowany, podziwiany. I faktycznie naszym rudzielcem niezainteresowany. Zaś Ritą - piękną przyjaciółką Fern - jak najbardziej. Do czasu, gdy dowiaduje się, że to nie ona wymienia z nim liściki, po których tak polubił dziewczynę. Ale później to już nie ma sensu - Young jedzie na misję do Iraku, a gdy wraca, nic nie jest już takie, jak wcześniej. Czas zmienił wszystko, a pojęcie piękna przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

BOHATEROWIE
Amy Harmon nakreśliła całą gamę barwnych postaci. Ta autorka zdecydowanie nie boi się kreować specyficznych osób. Nasza rudowłosa Fern, to trochę taka dziewczyna jak my - miłośniczki czytania. Pochłania romanse, marząc o takiej samej miłości i nawet tworzy własne, po cichu licząc, że kiedyś doczeka się ich wydania. Jej przyjaciółka Rita była uznawana za najpiękniejszą w szkole, ale jej losy okazały się wcale nie takie piękne, jakby ktokolwiek myślał. A ich wspólny przyjaciel Bailey to jedna z postaci, które polubiłam najszybciej. Ten poruszający się na wózku chłopak miał tak niesamowity charakter, że tylko wyczekiwałam, kiedy znowu pojawi się na kartach powieści. No i piątka zapaśników, na czele z Ambrose. Nierozłączna paczka, którą rozdzielił los. I chociaż Young przeżył, to jednak tamtego dnia w Iraku, kiedy zmarli jego przyjaciele, w nim także coś umarło. Każdy z bohaterów był inny, nikt się z nikim nie zlewał, każdy miał w sobie coś charakterystycznego. I niestety, nie każdemu był pisany happy end.

TO POTRAFI TYLKO AMY HARMON
Szczerze? Gdyby książkę o takiej fabule napisał ktoś inny, pewnie nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Zniknęłaby gdzieś z moich myśli tak szybko, jak się w nich pojawiła. Bo tu nie ma gorączkowej akcji, którą śledzi się z zapartym tchem. Nie ma wizji przyszłości, które ostatnio tak polubiłam w literaturze. Jest historia, która opisana przez innego autora wydałaby mi się do bólu zwyczajna, a jednak spod pióra Pani Harmon okazuje się być czymś niesamowitym. Czymś, co czyta się z nieskrywaną przyjemnością. Uśmiechałam się pod nosem w niektórych momentach, wzruszałam się wraz z bohaterami, zafascynowana wiodłam wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Styl pisania autorki i to, w jaki sposób prowadziła tę opowieść sprawiły, że była ona wyjątkowa. I muszę przyznać, że książki Amy Harmon mogę czytać w ciemno - wiem, że zawsze będę zachwycona, bo autorka pisze o tym, co zna i zdecydowanie jej to wychodzi.

TO NIE TYLKO HISTORIA O MIŁOŚCI
Tak, jak przy poprzednich moich spotkaniach z twórczością autorki, otrzymałam mieszankę gatunkową, która nie pozwalała mi się nudzić. I chociaż wątek romantyczny był naprawdę pięknie poprowadzony, to ta książka wcale nie jest wyłącznie o miłości romantycznej. Jest tu niesamowita przyjaźń, opiekuńczość, miłość rodzicielska, walka z przeciwnościami losu, a także ból, strata i próba poradzenia sobie z nią. W Making faces nie wszystko jest piękne i nie zawsze świeci słońce. Przychodzą dni, w których cierpienie i łzy dominują, a radość pozostaje jedynie majaczącym niewyraźnie wspomnieniem. Te 344 strony to dojrzała i bardzo mądra historia, z którą naprawdę każdy powinien się zapoznać. To lektura wielowarstwowa, poruszająca wiele problemów, o której chciałabym tak wiele napisać, ale brak mi słów. Tak zwyczajnie brak mi słów, by wyrazić, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie ta książka. Zwłaszcza, że po przeczytaniu podziękowań autorki wiem, że gdzieś tam na świecie żyją osoby, których losy zainspirowały ją do opisania podobnej historii.

PODSUMOWUJĄC
Polecam, naprawdę i szczerze. Making faces to książka niesamowita. Tak dojrzała i piękna, a jednocześnie przetykana drobnym humorem, że praktycznie się przez nią płynie. Amy Harmon po raz kolejny przypomniała mi, za co tak bardzo uwielbiam jej styl pisania. I mam nadzieję, że w Polsce zostanie wydanych więcej jej książek, bo to autorka, która zdecydowanie zasługuje na rozgłos i stała się moim gwarantem udanej lektury.
Recenzja z bloga: http://amandaasays.blogspot.com/
Amy Harmon
- pozostałe pozycje w naszej księgarni:
Pieśń Dawida Harmon Amy
Pieśń Dawida
Harmon Amy, 29,93
Prawo Mojżesza Amy Harmon
Prawo Mojżesza
Amy Harmon, 29,93
Wyszukiwarka
Wpisz tytuł, autora lub wydawcę
tylko w dostępnych
tylko z wyprzedaży
Ostatnio oglądane
KMaking Faces
KSztuka kochania
KPucio mówi pierwsze słowa
KUkryte terapie. Część 2. Cze...
KJuż mnie nie oszukasz
KBył sobie pies
KSekretne życie drzew
Pokaż ofertę tytułów z wyprzedaży
Książka
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Sprawdź szczegółowe koszty dostawy...
Zespół nienasyconego czytelnictwa
PayU
© 2006-2017 Bonito.pl  Polityka prywatności i plików cookies Tania książka, tania księgarnia, książki dla dzieci i dla dorosłych Bestsellery