Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania
Książka Wiatrodziej
Susan Dennard
Lato z tanimi książkami!

Wiatrodziej

Nasza cena:
25,83 zł (zawiera rabat 30 %)
Wiatrodziej - Dodaj do koszyka
Cena rynkowa: 36,90 zł (oszczędzasz 11,07 zł)
Autor: 

Susan Dennard

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania:2017
Oprawa:miękka
Liczba stron:400
Format:13.5 x 21.0 cm
Numer ISBN:978-83-7924-809-4
Kod paskowy (EAN):9788379248094
Waga:424 g
Dostępność: pozycja dostępna (ponad 100 egz.)
Wysyłka
RuchOdbiór w kiosku RUCHu 2,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
PocztaPoczta Polska od 4,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
PaczkomatyPaczkomaty 7,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
KurierKurier 9,99 zł
wysyłka jeszcze dzisiaj (16 egz. w magazynie)
Bezpłatny odbiór osobisty w punkcie:
Katowice
ul. Staromiejska 6 50 m od Rynku
do odbioru jeszcze dzisiaj (1 egz. na miejscu)
Kraków
al. Daszyńskiego 8 blisko Hali Targowej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Batorego 15B przecznica od ul. Karmelickiej
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Kalwaryjska 67 250 m od ronda Matecznego
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. M. Dąbrowskiej 17A 50 m od CH Czyżyny
do odbioru jeszcze dzisiaj
ul. Pawia 34 naprzeciwko Galerii Krakowskiej
do odbioru jeszcze dzisiaj
Łódź
ul. Piotrkowska 193 200 m od Politechniki Łódzkiej
do odbioru w następny dzień roboczy
Poznań
ul. Święty Marcin 47 250 m od Zamku Cesarskiego
do odbioru w następny dzień roboczy
Rzeszów
ul. Jana III Sobieskiego 2D/2 300 m od Galerii Rzeszów
do odbioru w następny dzień roboczy
Warszawa
al. KEN 51 skrzyżowanie z ul. Płaskowickiej
do odbioru jeszcze dzisiaj (1 egz. na miejscu)
al. KEN 88 Ursynów - metro Stokłosy
do odbioru jeszcze dzisiaj (3 egz. na miejscu)
ul. Chmielna 4 50 metrów od ul. Nowy Świat
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Czapelska 48 200 m od ronda Wiatraczna
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Pańska 96 300 m od ronda Daszyńskiego
do odbioru jeszcze dzisiaj (1 egz. na miejscu)
ul. Stawki 8 450 m od CH Arkadia
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Wspólna 27 przecznica Marszałkowskiej
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Żeromskiego 1 przy stacji metra Słodowiec
do odbioru jeszcze dzisiaj (1 egz. na miejscu)
Wrocław
ul. ks. Piotra Skargi 22 200 m od Galerii Dominikańskiej
do odbioru w następny dzień roboczy
ul. Plac Grunwaldzki 25 w budynku Grunwaldzki Center
do odbioru jeszcze dzisiaj (2 egz. na miejscu)
ul. Ruska 2 przy Placu Solnym
do odbioru w następny dzień roboczy
Zamów przez telefon! (od poniedziałku do piątku):
Telefon12 210 09 02 (linia czynna w godzinach 8.00–20.00)

Wiatrodziej – opis wydawcy

Świat, w którym zechcesz zamieszkać na zawsze!

Alexandra Bracken

Życie Merika nie jest łatwe. Niedawno stracił najlepszego przyjaciela, a do tego właśnie spłonął mu okręt. Za wszystkim stoi jego siostra Vivia, która chce się pozbyć młodego księcia i zasiąść na tronie. Na domiar złego Czaroziemie właśnie stają w obliczu wojny. Świat znany Merikowi bezpowrotnie odchodzi w przeszłość.

Safi i Iseult wpadły w nie mniejsze kłopoty. Znowu zostały rozdzielone i nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają. Safi towarzyszy cesarzowej, a po piętach depczą im piekielni bardowie. Każdy chce mieć potężną prawdodziejkę po swojej stronie, bowiem jej moc może zdecydować o powodzeniu w rozgrywkach politycznych. Z kolei Iseult po raz kolejny musi się zmierzyć z okrutnym krwiodziejem. A może powinna mu zaufać?

FacebookTwitter
Wiatrodziej - Dodaj do schowka
Dodawanie do schowka jest możliwe tylko po zalogowaniu na swoje konto.
Data ukazania się w księgarni: 2017.04.20
Wiatrodziej - opinie
Recenzja
Opinie czytelników o Wiatrodziej
Średnia ocena: 4,6 na bazie 11 ocen z 11 opiniiOcenaOcenaOcenaOcenaOcena
Autor: Dziewczyna z książkami, data: 01.06.2017 11:35, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Witamy w Czaroziemiach!

Pierwszy tom serii Susan Dennard pozostawił mnie z pewnymi oczekiwaniami odnośnie kontynuacji. Był on ponad wszelką miarę poprawny, intrygujący oraz wciągający, jednak czegoś w nim, mimo wszystko, brakowało. Być może większej zręczności w tworzeniu, umiejętności kreacji bohaterów, który zaangażują emocjonalnie czytelnika, czy też podania mu opowieści, która nie będzie tylko i wyłącznie miłą przygodą? Prawdodziejka była jak mam wrażenie jedynie prologiem; przedstawieniem świata, który na kartach następnych części będzie się rozwijał. Czy więc autorka w drugim tomie swej serii rozwinęła swój talent oraz przedstawiła czytelnikom prawdziwy potencjał kryjący się w Czaroziemach?

Czasem najmądrzejsze wyjście wydaje się tym najgłupszym.
Iseult i Safi nigdy jeszcze nie były w takich tarapatach. Są one szczególnie groźne, ponieważ czarodziejki muszą stawiać im czoła bez siebie nawzajem - samotne, osłabione, wplątane w niepewne oraz nieoczekiwane sojusze, choć nawet i to słowo wydaje się na wyrost w odniesieniu do ich sytuacji. Merik natomiast wkracza na coraz ciemniejszą ścieżkę próbując zdemaskować udział swej siostry w zamachu na siebie oraz swoją załogę. Pogrążony w rozpaczy i żądzy zemsty stara się również zrozumieć samego siebie oraz to kim się stał...

Zacznę może od tego, że ten tom podobał mi się bardziej, niżeli jego poprzednik. Widać tu wyraźnie większą konsekwencję w tworzeniu, ciekawsze rozwinięcie wątków, staranniejsze budowanie relacji. Istotą tej części jest akcja; dynamiczna, nieprzerwana, zaskakująca. Czytelnik nigdy nie wie, zza którego rogu wyjdzie wróg, a zza którego przyjaciel, jakie stworzy, czy też potwory wypełzną z ciemności, bądź jakie decyzje podejmą bohaterowie. Co najciekawsze, to ostatni powód niepewności, wydaje się być najbardziej absorbującym czytelnika elementem. Tak jak w poprzedniej części, to przyjaźń tworzyła jeden z najważniejszych elementów, tak w tym tomie zepchnięte na poboczne, wciąż jednak ważna, ustąpiła innych relacjom, których rozwój stanowi intrygujący dla odbiorcy wątek.

W przypadku serii Susan Dennerd, a w szczególności Wiatrodzieja można z czystym serce orzec, iż romans stanowi szczątkowy element tej snutej przez Amerykankę opowieści. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że... nie występuje. Autorka w tej części nieomal całą swoją uwagę poświęciła budowie świata otaczającego stworzonych przez nią bohaterów oraz ich uwiarygadnianiu. Poznajemy, głównie dzięki podzielonej na najważniejsze postacie narracji, ich przeszłość, motywacje, cele a także pobudki warunkujące obierane przez nich w życiu ścieżki. Stają się oni wielowymiarowi oraz niezdominowani jedynie przez władające nimi uczucia, jak to czyni wielu pisarzy fantastyki, spychając tym samym na dalszy świat to, co w tym gatunku najważniejsze - świat, postacie, magię i wyobraźnię.

Wolność ma różne odcienie. Całkowita wolność nie zawsze jest dobra, a jej brak nie zawsze zły.
O świecie mówiąc, Wiatrodziej upewnił mnie jedynie w przekonaniu, które towarzyszyło mi podczas lektury Prawdodziejki; mianowicie, że wyobraźnia Susan Dennard musi być naprawdę ciekawym miejscem. Stworzyła ona bowiem niezwykle przemyślany, misterny świat, któremu wiarygodności autorka przydaje z każdym rozdziałem, wplatając pomiędzy dialogi oraz akcję ciekawostki, wierzenia, opisy otaczającego postacie, pełnego magii oraz brutalności świata. Nie jest to też taka lekka i przyjemna fantastyka. Używając popularnego wyrażenia, które idealnie oddaje sytuacje w książce przedstawione - trup ściele się gęsto.

Razem z bohaterami nieomal od pierwszych stron wpadamy w wir wydarzeń, który wydaje się nie kończyć. Jedno zdarzenie swym końcem, pobudza kolejne do życia. Efekt dynamizmu podjudza dodatkowo fakt, iż szczególnie przy zakończeniu tomu rozdziały są bardzo krótkie. Dowiadując się o zwrocie akcji w narracji jednego bohatera, zostajemy brutalnie przerzuceniu do opowieści kolejnych, mogąc poznać rozwiązanie dramatycznych zdarzeń dopiero po pokonaniu kilku, niekiedy równie emocjonujących rozdziałów. Również język, którym napisana jest powieść sprawia, że czytelnik pędzi między stronami nieuchronnie zmierzając ku zakończeniu, szybciej niżeli by sobie tego życzył.

Jak już wcześniej kilkakrotnie wspominałam narracja jest podzielona pomiędzy najważniejsze, występujące na kartach książki postacie. Niezmiennie, towarzyszą nam bardzo dobrze poznane w pierwszej części Więziosiostry, cyli Safi i Iseult. Jak można się spodziewać na spokój i brak akcji w ich historiach narzekać nie można. Kolejną postacią, której perspektywę, w sposób pogłębiony poznajemy jest Merik, czyli tytułowy Wiatrodziej. Wydawać by się mogło, że dzięki występowaniu jego postaci na okładce, będzie on zajmował znaczną część akcji oraz w konsekwencji narracji, jednak nie do końca tak było... Mogę się mylić, jednak odnoszę wrażenie, iż perspektywa została rozdzielona w tym tomie w miarę po równo. Jedynymi elementami mogącymi świadczyć o znaczeniu Merika w tej części jest fakt, iż to jego rozdziały zaczynają oraz kończą książkę, a także to, że głosu udzielono również osobie księciu bliskiej, czyli jego siostrze. Ostatnim magiem, którego perspektywę poznajemy jest Krwiodziej, pojawiający się w części pierwszej jako postać drugoplanowa.

Zmieniała tylko maski, mając nadzieję, że któraś wreszcie będzie pasować do jej twarzy, że któraś w końcu wypędzi z jej serca to dojmujące uczucie pustki.
Osobiście za postacie najciekawsze uważam Więziodziejkę i Krwiodzieja. Zarówno sami bohaterowie, jak i wątki z nimi związane nadzwyczaj dobrze mi się czytało. Na ich narrację również czekałam z największym wytęsknieniem. Wraz z zakończeniem książki pojawiło się wiele pytań, na które pragnęłabym poznać odpowiedzi. Sam rozwój postaci również zadecydował o mojej sympatii, gdyż poszedł w kierunku, który zapowiada się obiecująco. Warto również zauważyć, że tom trzeci serii będzie miał tytuł Krwiodziej, co jak mam nadzieję jest obietnicą rozwinięcia wątków Mnicha. Wierzę także, że niepewna relacja tej dwójki, która zawiązała się w Wiatrodzieju odnajdzie właściwy tor w kolejnej części.

Susan Dennard pisze w sposób, który pozwala płynnie oraz szybko przeskakiwać między rozdziałami. Nie jest to jednak język przeciętny, powszechnie w literaturze młodzieżowej spotykany. Niewątpliwie odznacza się on pewną charakterystyczną nutą, która pozwoliłaby czytelnikowi odróżnić fragment książki Dennard od innego autora z tego gatunku. Należy jednak pamiętać, iż nie jest to język górnolotny, przeznaczony raczej dla młodego odbiorcy, który swą płynnością oraz dynamizmem sprawia, że lektura jest jeszcze szybsza i przyjemniejsza. W tej części również odbiorca nie jest tak bardzo zasypywany utworzonymi przez autorkę na potrzeby powieści nazwami, które sprawiały taką trudność we wciągnięciu się w książkę przy początku części pierwszej historii czarodziejów z Czaroziem.

Prawdodziejka czy Wiatrodziej? Mimo mojej sympatii do części pierwszej, odpowiedź bez żadnych wątpliwości odpowiedź brzmi - Wiatrodziej. Tom drugi jest wręcz naszpikowany większą ilością akcji, ciekawych wątków oraz bohaterów, których przygody angażują. Widać również progres, który Susan Dennard poczyniła od napisania części pierwszej - zarówno w warstwie językowej oraz twórczej. Czytelnik we Wiatrodzieju z niecierpliwością przewraca strony, poznaje kolejne zakamarki Czaroziem - jej mieszkańców, największe koszmary oraz realia, a także śledzi bohaterów i ich relacje, których przyszłość może przybrać różne barwy.

Wszystko w tym świecie ma wiele kolorów. Wiele odcieni szarości niemieszczących się w twojej czarno-białej wizji świata, w której istnieje tylko prawda lub fałsz.
Podsumowując, mogę Wam polecić serię Susan Dennard. To naprawdę dobry kawałek fantastyki, któremu coraz mniej brakuje do topowych powieści z tego gatunku. Jeśli progres jest możliwie stały, kolejna część (Krwiodziej) będzie jedną z moich najbardziej wyczekiwanych premier tego, bądź przyszłego roku. Myślę, że warto postawić stopę na Czaroziemiu, razem z Safi i Iseult pakować się w kolejne tarapaty, uciekać przed Krwiodziejem, umierać... lecz nie do końca oraz szukać zemsty, nawet jeśli osoba, w którą stronę jest ona wymierzona, należy do naszej rodziny. Pełna akcji, z oryginalnym, interesującym światem oraz wyrazistymi bohaterami - oto idealne podsumowanie dzieła młodej, amerykańskiej pisarki oraz przyjaciółki Sarah J. Maas.
Autor: Bookendorfina, data: 01.06.2017 07:04, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

"Ale dopiero w śmierci mogli pojąć istotę życia. A tylko żyjąc, zmienią świat."

Również w drugim tomie potęga magii przenika scenariusz zdarzeń i determinuje losy bohaterów. Teraz bardziej niż kiedykolwiek, zmuszeni są polegać na własnych nieprzeciętnych mocach, umiejętności przezwyciężania potęgujących się problemów i stawienia czoła niebezpiecznym wyzwaniom. Wciąż nadrzędnym celem okazuje się dobro Czaroziem, ale aby go osiągnąć trzeba wyjść zwycięsko z wielu ryzykownych potyczek i zabójczych walk. Susan Dennard zafundowała postaciom potężny cyklon niezwykłych przygód, ucieczek, pogoni, porwań, konspiracji i demaskacji. Piekielne moce próbują zapanować nad światem, skrytobójcze ataki kryją się na każdym kroku, zaś białe magiczne talenty potrafią ukazać także ciemne i zatrważające oblicze. Jak temu ma przeciwstawić się uzdrowicielskie czarodziejstwo?

Miłośnicy intrygującej i dynamicznej akcji, zaskakujących zwrotów, nietuzinkowych splotów losów bohaterów, nie powinni czuć się zawiedzeni. Szybko mkniemy po stronach książki, zasłuchując się w opowiadaną historię, śledząc potęgę i słabości kluczowych postaci, niepokojąc się o pułapki zastawiane na nich przez wrogów. Może brakowało mi ciut bardziej spektakularnego podkręcania napięcia, zwłaszcza, że pierwszy tom "Prawdodziejka" robił to doskonale i rozbudził nadzieje na kontynuację w podobnym klimacie niecierpliwości i nieustannego trzymania w niepewności. Za to szybkość, z jaką przeskakujemy z wątku na wątek robi duże wrażenie, lubię tak prowadzoną narrację, nawet jeśli momentami nieco gubię się, to jednak nieustanna pogoń za wieloma perspektywami spojrzenia na przebiegający splot wydarzeń ciekawie wzbogaca odbiór powieści.

Podoba mi się styl autorki, lekki, płynny, wciągający, porywający, dbający o detale w kreowaniu świata i profilowaniu bohaterów. Potrafi pozytywnie usposobić do postaci, bo choć nie brak im wad, przywar i niedoskonałości, to chętnie obdarzamy ich sympatią. Wyczekujemy spotkań z Merikiem, Safiyą i Iseult, ich atrakcyjne i frapujące przygody wywołują wiele emocji. Próbujemy zrozumieć niejednoznaczną postawę Vivii, zachowanie Cam niejednokrotnie wywołuje uśmiech, zaś tajemniczość Aeduan wnikliwie przykuwa uwagę. Czy zawarte sojusze i pakty okażą się trwałe i mocne? Komu w tej niebezpiecznej rozgrywce można zaufać i w jakim stopniu? Dlaczego tak ważnym staje się podążanie właściwą drogą, kiedy mnóstwo pokus od niej odciąga? Jak zdobyć przekonanie o słuszności bohaterskich czynów? Interesująca propozycja fantasy, zwłaszcza dla młodzieży, świetnie bawi, wciąga w magiczny świat, czyta się z przyjemnością.

bookendorfina.pl
Autor: OgródKsiążek, data: 31.05.2017 21:30, ocena: 4,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

ogrodksiazek.blogspot.com

Pierwszy tom serii Czaroziemie całkowicie mnie oczarował. Susan Dennard sprawiła się na medal, tworząc "Prawdodziejkę", i bardzo niecierpliwie czekałam na kolejne spotkanie z Safi, Iseult i Merikiem. Sugerując się tytułem, liczyłam zwłaszcza na solidną dawkę przygód tego ostatniego. Ale czy było warto?

Książę Nubrevny jest w poważnym niebezpieczeństwie. Ktoś czyha na jego życie. Choć udaje mu się obronić przed skrytobójcą, jego okręt zostaje doszczętnie spalony, a załoga ginie. Nikt nie wie, że ocalał, a to daje mu sporą przewagę nad przeciwnikiem. Przekonany, że za zamachem stoi jego siostra, postanawia zdobyć dowody jej winy. Statek Vanessy spotyka taki sam los, jak ten dowodzony przez Merika. Cesarzowa i Safi ledwo uchodzą z życiem. Szczęście szybko je jednak opuszcza - dostają się w ręce piekielnych bardów. Iseult wyrusza na poszukiwanie przyjaciółki, lecz jej plany pokrzyżuje kolejne spotkanie z niebezpiecznym krwiodziejem.

Tym, co bezapelacyjnie wzbudziło mój zachwyt, była okładka - zakapturzona postać z mieczem w dłoni, którą owiewa wiatr unoszący jesienne liście, a w tle burza i miasto w płomieniach - po prostu c u d o. Spodobała mi się jeszcze bardziej niż ta zdobiąca "Prawdodziejkę".
Z bólem serca muszę jednak przyznać, że w moim odczuciu to jedyny element mogący konkurować z pierwszą częścią cyklu. Liczyłam na opowieść skupiającą się wokół Merika, a dostałam... Vivię. Miałam wrażenie, że to ona pojawiała się częściej, albo przynajmniej była bardziej wyrazista niż jej brat. I chociaż historia księżniczki okazała się niezwykle ciekawa i wciągająca, to jednak pewien niedosyt pozostał.
Rozdzielenie bohaterów powinno teoretycznie dać autorce większe pole do popisu - trzy razy więcej fascynujących wydarzeń rozgrywających się w tym samym czasie - ale moim zdaniem nie wykorzystała tego potencjału w pełni. O ile w przypadku "Prawdodziejki" wszystko toczyło się w zawrotnym tempie, nie dając nikomu ani chwili wytchnienia, o tyle tutaj przestoje akcji jednak się zdarzały.
Pojawiły się za to nowe tajemnice i kilka intrygujących postaci, jak choćby Cam, Kahina czy Sowa. A niektórzy znani nam już bohaterowie dali się poznać z zupełnie innej strony...

Susan Dennard pierwszą częścią cyklu postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Chociaż tym razem, jak dla mnie, obyło się bez fajerwerków, to wciąż bardzo dobra, wciągająca powieść fantasy. Znajdziemy w niej legendarne stwory, groźnych piratów, krwawe walki, ukryte podziemne miasto, a nawet zmarłych przywracanych do życia. W moim odczuciu to historia ciut słabsza niż "Prawdodziejka", ale równie magiczna. Ja z pewnością nie odmówię sobie przyjemności sięgnięcia po następny tom, a Wy?
Autor: Katarzyna Kotynia, data: 26.05.2017 12:39, ocena: 3,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

„Wolność ma różne odcienie. Całkowita wolność nie zawsze jest dobra, a jej brak nie zawsze zły.”

Narracja: trzecioosobowa
Główny bohater: Merik Nihar — ok. 21 lat

Ogumienie: Tak bardzo podobają mi się okładki do tej serii. Mają w sobie coś pięknego i niepowtarzalnego. Tytuł i grafika od razu podsuwają nam informację o tym, o czym będzie dana część i jak wygląda bohater (choć tu ciężej to dostrzec, bo stoi do nas plecami, jednak jak przeczytamy tę powieść zrozumiemy z jakiego powodu został tak ukazany). Jedna rzecz mi zawadza — po co komu te polecajki? Ja wiem, że dzięki temu ludzie niby chętniej sięgają po książkę, bo lubiana autorka ją poleca, ale ja całkowicie tego nie chwytam. Dla mnie to tylko psucie piękna okładki.

UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ CZĘŚCI [PRAWDODZIEJKA]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Najlepsze zastosowanie: Safi obecnie znajduje się na usługach cesarzowej Marstoku. Iseult szuka jej niestrudzenie. Krwiodziej, Aeduan poszukuje swoich pieniędzy i nowej pracy. Z kolei Merik ma więcej kłopotów niż mogłoby się zdawać. Mimo że często przebywa na morzu i niewiele wie o swoim kraju, większość osób przekonanych jest, że to on powinien zostać nowym królem. Ludzie nadal są zacofani i nie widzą, że dobrym rozwiązaniem mogłoby być oddanie tronu jego siostrze. W pewnym momencie zostają jednak do tego zmuszeni. Do Nubrevny dochodzą wieści, że książę Merik nie żyje. Jego statek spłonął razem z całą załogą. Z racji tego, że król niedomaga i czuje się coraz gorzej, władzę przejmuje Vivia, siostra Merika. Posiada ona własny plan na wyciągnięcie swojego kraju z głodu i ubóstwa, jednak nie jest to do końca legalny interes. Chce pokazać całemu Zgromadzeniu, że kobieta również może świetnie rządzić krajem. Że nie pogrąży się w chaosie, tak jak jej matka. Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy Zgromadzenie nie zgadza się z jej pomysłami, a po mieście zaczyna krążyć Furia, niezbyt przyjazne bóstwo. Tylko, że to nie Furia. Merik jakimś sposobem uciekł z płonącego statku i teraz nie wygląda zbyt pięknie. Kiedy ludzie widzą człowieka całego w bliznach i w kapturze skrywającym twarz, zaczynają sami dopowiadać historię. Książę przybył do Lovats, aby udowodnić, że to jego siostra stoi za zatopieniem jego statku. Zrobi wszystko, aby tego dowieść.

Tykać to kijem?: Po przeczytaniu Prawdodziejki nie mogłam się doczekać aż pojawi się Wiatrodziej. Byłam zachwycona postacią Merika i jak najszybciej chciałam poznać jego losy.

Bohaterowie: W tej części śledzimy poczynania pięciu bohaterów — Safi, Merika, Vivii, Iseult oraz Aeduana. Czasami ich losy się splatają. Zastanawiam się czy, kiedy czytałam Prawdodziejkę oni byli tacy sami? Nie chodzi mi o charaktery, ale o sposób ich przedstawienia. Wydaje mi się, że w pierwszym tomie zostali lepiej skonstruowani. Inaczej nie polubiłabym Merika. W Wiatrodzieju mamy jednak naprawdę słabo rozwiniętych bohaterów. W ogóle nie potrafiłam się wczuć w ich emocje, nie rozumiałam sposobu ich działania. Cały ten czar, który czułam w Prawdodziejce, gdzieś uciekł. Już nie mogłam patrzeć na Merika tak pochlebnie. Oczywiście, w dużej mierze jest to zasługa jego dziwacznych decyzji i oślego uporu, ale również jego konstrukcja nie była najlepsza. Mówiąc szczerze w tej części bardziej podobał mi się krwiodziej.

Tak teraz patrzę na nich i widzę więcej wad niż zalet. Jestem zaskoczona, że zupełnie inaczej odebrałam ich w Prawdodziejce, i całkowicie inaczej widzę ich tutaj. Największy rozziew jest przy Meriku, jednak Safi też jakoś nie do końca mnie do siebie przekonała. Uciekła gdzieś jej buta, upór i spryt. Nie mówię, że jest całkowicie nieobecny, ale w pierwszym tomie to wszystko wyglądało jakoś bardziej finezyjnie, tutaj jest jakby rzucone na siłę. Do tego jeszcze to, co się z nią dzieje. Nie mogę Wam nic zdradzić, ale nie do końca czuję się do tego wszystkiego przekonana. Wydaje mi się, że Safi z pierwszej części zupełnie inaczej by to wszystko rozwiązała.

Ale spodobała mi się postać Vivii. Może nie całkowicie, ale cieszę się, że została tutaj wprowadzona. Jest ona dość specyficzna, ale widać, że zrobi wszystko, aby chronić swój kraj. Mimo tak wielu niepochlebnych słów ze strony Merika na jej temat, nie byłam w stanie wyjść z podziwu dla jej osoby. Może nie polubiłam jej jak koleżanki, ale darzę ją szacunkiem, bo zdecydowanie na niego zasłużyła.

Całokształt: Tytuł, Wiatrodziej, sugeruje, że będzie to książka o Meriku. Ale ja bym wcale tak nie powiedziała. Faktycznie, dostajemy go w wielu sytuacjach i główna akcja przypada temu, co dzieje się w Lovats, ale nie powiedziałabym, że od razu czyni to go głównym bohaterem. W Prawdodziejce było to bardziej widoczne, ale to przede wszystkim, dlatego że bohaterowie przez długi czas znajdowali się w razem. Tutaj akcja jest rozproszona. Śledzimy losy kilku bohaterów, przez co nasza uwaga jest skupiona na kilku wydarzeniach jednocześnie. I jest źle przedstawiona. Dostajemy krótkie podrozdziały, skaczemy cały czas między zdarzeniami, co przyprawia nas o zawrót głowy. Niekiedy gubiłam się w tym wszystkim, bo autorka w środku ważnej akcji dla jednego bohatera przeskakiwała do drugiego, który znajdował się w zupełnie innym miejscu i miał zupełnie inne kłopoty. To wszystko doprowadzało mnie do szału. Nie mogłam się wczuć w akcję przez ten zabieg. Czułam się zagubiona i niepewna.

Osobiście, zawiodłam się na Wiatrodzieju. Spodziewałam się pędzącej akcji, Merika mądrego i wspaniałego raczącego mnie swoją osobą na większości stron oraz bohaterami, którzy zabiorą mnie ze sobą w niesamowite przygody. Otrzymałam rwaną akcję, która co chwilę mnie denerwowała, księcia niezbyt rozgarniętego i upartego jak osioł, niesłuchającego tego, co się do niego mówi oraz płaskich bohaterów, których nawet ciężko jest polubić. Tak bardzo czekałam na tę powieść. Tak bardzo chciałam się w niej zakochać. Ale się nie udało. Mam jednak nadzieję, że część o krwiodzieju będzie lepsza i się w niej zakocham. Postaram się nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. Wystarczy, żeby była lepsza od dwójki.

Kasia radzi: Osoby, którym podobała się Prawdodziejka i chcą kontynuować swoją przygodę z tą serią na pewno sięgną po Wiatrodzieja, jednak polecałabym im nie oczekiwać zbyt wiele. Zawsze lepiej jest zostać pozytywnie zaskoczonym, niż rozczarowanym. Z kolei Ci, którzy nie do końca byli po jedynce przekonani do Czaroziem, nie sądzę, aby ten tom Was przekonał. Natomiast osobom, które jeszcze nie zaczęły swojej przygody z tą serią powiem tak — nie przekreślam jej, więc Wy również tego nie róbcie. Może okazać się, że kolejne tomy sprawią, że całość wypadnie wspaniale. Mam nadzieję, że Wiatrodziej to tylko wypadek przy pracy, który autorka szybko naprawi.

Mój osąd: Niechlujny wampir — 6/10
Autor: onlypretender, data: 16.05.2017 18:36, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Chcę więcej!

W październiku ubiegłego roku przeczytałam "Prawdodziejkę" Susan Dennard. Okazała się ona świetną rozrywką, dlatego dziś czas na jej kontynuację, czyli "Wiatrodzieja".

Pierwszą zmianą, która rzuciła mi się w oczy, było pojawienie się w powieści humoru. Czytając, nie raz zdarzało mi się wybuchać śmiechem! Również jak w przypadku pierwszej części, akcja od samego początku jest bardzo dynamiczna, w środku zwalnia, aby przed końcem znów zacząć gnać w zawrotnym tempie. Śledzimy zaledwie 2 tygodnie z życia postaci, to i tak długo, bo w "Prawdodziejce" zawarto jedynie 4 dni :D
"Im wyżej się wzbijesz, tym bardziej zaboli, kiedy upadniesz."

Tytuł sugeruje wysunięcie się na główny plan poznanego wcześniej Merika, jednak możemy również obserwować dalsze losy Safi, Iseult i Aeduana. Bohaterowie rozproszyli się po całym świecie, więc bardzo przydatna okazuje się mapka, pozwalająca śledzić ich przemieszczanie się. Pojawiają się także nowe postaci, najbardziej interesującą z nich okazał się być Cam, majtek pomagający Merikowi, i jego siostra, Vivia. To za jej sprawą znalazło się w książce wyjaśnienie działania mocy wododziejów, czyli element, który szczególnie mi się spodobał.


Wiele osób zarzuca całej serii słabo wykreowany świat przedstawiony. Czytałam tę powieść mając to gdzieś z tyłu głowy i wciąż nie mogę się nadziwić, kto wpadł na taki pomysł. Autorka zdradza wszystko, co jest potrzebne, żeby zrozumieć aktualną akcję, móc wyobrazić sobie sytuację i otoczenie bohaterów. Wśród tak wielu wydarzeń nie ma czasu na podawanie nudnych, długich opisów, które jedynie denerwowałyby czytelnika, odrywając go od właściwej fabuły. Myślę, że ten zarzut jest bezpodstawny, a zarówno "Wiatrodziejowi", jak i "Prawdodziejce" nic nie brakuje. Ponadto, w drugiej części pojawiły się nowe elementy, które zapowiadają ciekawy rozwój akcji w kolejnych tomach.

"Jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie."
Pierwsza część cyklu stanowiła jedynie wstęp do tego, co dzieje się dalej. Bohaterowie rozrzuceni po całym świecie, polityczna rozgrywka nabierająca coraz większego tempa, rozwinięcie wątków podjętych wcześniej sprawiają, że powieść czyta się błyskawicznie. "Wiatrodziej", chociaż miałam co do niego obawy, porwał mnie i sprawił, że po raz kolejny przypomniałam sobie, za co lubię młodzieżową fantastykę. Szczególnie tę bez skomplikowanego życia miłosnego bohaterów, za to skupiającą się na ich przygodach. Chcę więcej!
Autor: www.doinnego.blogspot.com, data: 10.05.2017 17:53, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Dziwnie (nie)pozytwynie

WIĘCEJ SIĘ NIE DAŁO..?
Tę książkę powinno się pochłonąć w jeden, może dwa wieczory. Ma króciutkie rozdziały, w dodatku podzielone gwiazdkami na jeszcze krótsze fragmenty.. i właśnie w tym problem. Mnogość narracji, która była atutem Dziejki w Wiatrodzieju jest według mnie największym minusem. W pierwszym tomie bohaterowie znajdowali się w jednym miejscu, czasami tylko się rozdzielali, a i to bardzo rzadko. Tutaj każda postać snuje osobną historię, w innej części Czaroziem, ewentualnie z czasem spotyka innego „narratora”. Suma summarum nie sposób wkręcić się w tę książkę. To znaczy nie, źle to ujęłam. W nią można się wkręcić na spokojnie. Tyle że ilekroć mi się to udawało, rozdział kończył się jakimś zaskakującym i ciekawym wydarzeniem, po czym okazywało się, że na dalszą część muszę czekać tak około dwudziestu stron. Dwudziestu stron, na których pojawiły się kolejne dwa lub trzy wątki, które mnie zaciekawiły… i na rozwiązanie których ponownie musiałam czekać te kilkadziesiąt stron, a w tym czasie zupełnie tracąc zainteresowanie wcześniejszymi wydarzeniami… bo czekałam już na te kolejne. Cholera, powiedzcie, że zrozumieliście. Bo naprawdę nie wiem, jak inaczej ubrać to w słowa. Wiatrodziej to dla mnie książka zbyt tłoczna, przez co męcząca. Z drugiej strony nie mogę zaprzeczyć, że nadal mnie ciekawi i, niech skonam, sięgnę po kontynuację, tego jestem pewna.

ALE O CO CHODZI?
Wiecie czego mi zabrakło? Przypomnienia wydarzeń z Dziejki. Od lektury pierwszego tomu minęło coś koło pół roku, więc uważam, że jeżeli ktoś tak jak ja czytał ją w okolicach jej premiery, to ma prawo nie pamiętać detali. Okej, wiem o co chodziło mniej więcej, ale skoro Dehnard wykreowała w Dziejce sporo wątków powiązanych z polityką, pomordowała całkiem pokaźną grupkę postaci i generalnie pod koniec równo namieszała, to wydaje mi się, że gdzieś na początku książki powinno się subtelnie wspomnieć o tym co, jak i dlaczego. A tutaj zostajemy znów porwani w wir wydarzeń, gdzie bohaterowie notorycznie wspominają o czymś, co miało miejsce w Dziejce, a my nic z tego nie wiemy. Przynajmniej ja nic nie wiedziałam i musiałam ogromnie wytężyć mózgowie, aby ogarnąć co autor miał na myśli. A, i nadal nie jestem pewna wniosków, do których doszłam.

IM GŁĘBIEJ W LAS, TYM PYTAŃ WINCY, A ODPOWIEDZI MNIEJ
Jak już jesteśmy przy tym czego zabrakło Wiatrodziejowi, to z bólem serca stwierdzam, ze nadal nie otrzymałam konkretnych odpowiedzi, których oczekiwałam od niego. Wciąż nie wiem o co tak konkretnie chodzi z rozszczepieńcami. Ba! Dehnard rozwinęła ich rolę w książce, dała im więcej mocy, ponownie nie tłumacząc skąd u licha się wzięły. Nawiasem mówiąc uważam, ten wątek za pieruński plus Wiatrodzieja. Owszem, pojawił się opis rozszczepiania z perspektywy splotodziejki (nie mogę zdradzić ani pół słówka więcej, wybaczcie), jednak nie potrafię uznać tego za wyjaśnienie. Ponadto pytań się oczywiście namnożyło, jak to zwykle bywa w drugim tomie. I sama nie wiem, czy teraz jest to minus, czy plus. Z jednej strony czuję irytację brakiem odpowiedzi… a z drugiej ta niewiedza i moja wrodzona ciekawość sprawiają, że planuję przeczytać trzecią część. Ba, ja na nią czekam! Chyba jestem masochistką.


UMRZYJ, BO PSUJESZ!
Wiecie co? Chyba najpierw opowiem wam o tym, co było złe, a później przejdę do plusów, dobrze? Pora więc na czarną owcę tejże książki.. czyli tytułowego wiatrodzieja. Matulu, pierwszy raz w życiu życzyłam śmierci postaci, która nie była tą złą. Serio. Merik jakoś na drugiej stronie powieści finguje swoją śmierć, a później przez resztę książki lata i szuka zemsty. Książę ma w nosie to, że wszystko krzyczy do niego „Ośle, nie masz racji!” i w zaparte próbuje wmówić sobie i innym, że tę rację ma. W tym celu tarza się w błocie, fekaliach i innych ohydztwach, bo taki z niego tajniak! W między czasie totalnie ignoruje fakt, że po jego ciele śmigają jakieś czarne mazaje. Bo przecież to normalne zjawisko, prawda? No właśnie nie do końca. Merik w tej części był potwornie irytujący i jeszcze bardziej nudny. Rozdziały, w których to on był narratorem były absolutnie najgorsze i nie jest przypadkiem to, że to właśnie gdy pojawiał się waleczny Nihar, Ula szła zaparzyć sobie herbatki, sprawdzić maila, czy zrobić cokolwiek, aby odwlec spotkanie z księciem.

CHYBA POLUBIĘ KREW
Mam wrażenie, ze wyczerpałam już listę minusów (oh, gdybyście widzieli moje notatki, powstałe w nocy, kiedy czytałam WIatrodzieja. Majstersztyk, zaiste xD). Pora na zalety i zacznę od tej największej, która notabene była też jedną z większych pozytywnych stron tomu pierwszego. Krwiodziej. Cholera, uwielbiam tego typa. Jeśli rozdziały Merika były najgorszymi, to te, które opowiadał Aeduan były zdecydowanie najlepsze. I to bez wyjatku, każdy. Czekałam na nie, kartkowałam powieść, aby sprawdzić kiedy znów pojawi się mój ulubieniec. Aeduan przez całą książkę przechodził metamorfozę w towarzystwie Iseult, tak jak się spodziewałam… chociaż nie do końca. Chwała niebiosom, Dehnard nie połączyła tej dwójki w taki sposób, jaki sugerowały wydarzenia z Dziejki. Okej, mam wrażenie, że to prędzej czy później pójdzie w tym kierunku, ale na chwilę obecną jest to bardzo subtelne, co ogromnie mi przypadło do gustu. Z resztą hej! Mi się wszystko, co związane z Aeduanem podoba.

COŚ BYM WAM POWIEDZIAŁA, ALE NIE MOGĘ
Kolejny plus Dehnard dostaje ode mnie za Iseult i całą tę akcje ze snami i rozwojem jej mocy. Kurczę, chciałabym wam napisać coś więcej, ale to byłby karygodny spoiler. Spróbuję jakoś to obejść… Otóż Iseult w Wiatrodzieju w pewnym sensie odkryje siebie na nowo, zyska pazur i władzę, jakiej w zasadzie nie pragnęła. To było naprawdę dobre i chcę więcej.

KALEJDOSKOP CHARAKTERÓW
Jeśli jesteśmy już przy bohaterach, to w zasadzie jako plusy mogę uznać całą resztę postaci. Nie chcę tutaj rozwodzić się nad każdym z osobna, więc postaram się streszczać. Na pewno przypadła mi do gustu postać cesarzowej Vanessy – potężnej i charakternej żelazodziejki. Bardzo zaciekawiła mnie osoba Cadena. Niestety, o tym panu nic wam nie powiem – to trzeba samemu odkryć razem z Safi, inaczej stracicie całą przyjemność z poznawania tegoż bohatera. Nie mniej jednak wszystko wskazuje na to, że w trzecim tomie będzie go całkiem sporo, a jeśli Dehnard i tym razem nie da mi odpowiedzi, na pytania, których ciasna siatka spowija Cadena, to nie ręczę za siebie. Kto jeszcze? Zdecydowanie Cam – i tutaj nawet nie wiem, co mogłabym napisać, bo pod koniec książki totalnie się pogubiłam w tym, kim jest ta postać. Nawet nie wiem, czy odmieniać czasowniki w rodzaju męskim, czy żeńskim. Jestem w kropce. Trzeci tomie, daj mi wiec odpowiedzi i na pytania dotyczące Cam! A taką wisienką na torcie jest Vivia – siostra Merika, dążąca do objecia tronu Nubrevny. Piekielnie silna kobieta, uparta i inteligentna. To lubię, to cenię i cieszę się, że Dehnard pozwoliła Vivii opowiedzieć swoją historię osobiście. Tak więc jeśli o plusy chodzi, to zdecydowanie są nimi bohaterowie Wiatrodzieja, z małym, tytułowym wyjątkiem. Postacie są tutaj barwne, pełne indywidualnych cech, a to dla mnie ogromna zaleta.

MIŁOŚCI NIEUŚWIADCZYCIE
Ano właśnie. O ile w Dziejce wątek romantyczny się pojawił, takk tutaj w zasadzie nie znalazłam takowego. Okej, między krwiodziejem a więziodziejką być może coś się w kolejnym tomie może wydarzyć, ale nie w Wiatrodzieju. Można też liczyć na wątek miłości homoseksualnej, ale to również nie w tej części. Jednym słowem - jeśli macie dość miłostek, to mam dla was dobrą wiadomość! Wiatrodziej jest bezmiłośćiowy, zaiste.

COŚ ZA COŚ
Może i nie ma w nim miłostek, za to zdecydowanie jest krew. I flaki. I trupy. Dużo trupów. Są palone zwłoki, są porywane dzieci (Nie mogę nic o tym powiedzieć, ale zżera mnie ciekawość w tym przypadku!), są pościgi i porwania, pożary i wybuchy... Oj, dzieje się! I to jest ogromna zaleta, tylko żeby jeszcze nie skakano tak między narracjami. Ale tak poza tymi zmianami, to naprawdę nie sposób narzekać na nudę, bo co krok następują zwroty akcji, często suto skropione krwią. To się ceni, to się chwali ;).

NA KONIEC O UCZCIE DLA OKA
Tak na sam koniec zostawiłam to, o czym zwykle piszę na początku, a mianowicie wygląd książki. Kurde, Wiatrodziej prezentuje się fenomenalnie. W Dziejce czegoś mi brakowało, natomiast tutaj nie mam zastrzeżeń. No, prawie nie mam. Wyjątkowo znalazłam w tekście literówki, a nawet dwie linijki napisane bez użycia spacji (ale miałam mindfuck, myślałam, że to jakiś omam!), ale poza tym wszystko wygląda świetnie – jak to zwykle bywa w przypadku SQN. W zasadzie ta okładka nieco utrudnia czytanie, wiecie? Przez pierwsze kilka godzin notorycznie przerywałam czytanie, aby tak tępo popatrzyć się na okładkę. Serio <3

NIE WIEM JAK ZAKOŃCZYĆ!
Podsumowując… ja nie wiem, czy ta recenzja jest pozytywna, czy negatywna. W życiu nie miałam tak dziwnych odczuć względem książki. Wiatrodziej z jednej strony mnie zawiódł, a z drugiej strony sprawił, że chcę kupić trzeci tom. Nie mam pojęcia komu go polecić. Właściwie to najpierw bierzcie się za Dziejkę – jeżeli ona się wam spodoba i nie będzie irytować, to próbujcie drugiego tomu. Jeżeli jednak was zirytuje, to oszczędźcie sobie czasu. Tak mi się wydaje będzie najrozsądniej ;).
Autor: REDGIRLBOOKS.BLOGSPOT.COM , data: 10.05.2017 10:16, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

redgirlbooks.blogspot.com

Mijają dwa tygodnie od ostatnich wydarzeń. Merik stracił wszystko. Najlepszego przyjaciela, statek i załogę, a on sam doznał na ciele rozległych oparzeń. Książę sądzi, że za wszystkim stoi jego siostra, księżniczka Nubrevny - Viva Nihar. Merik za wszelką cenę pragnie odnaleźć dowody, które potwierdzą jego przypuszczenia. Dowody, które zdobędzie chce przedstawić Wysokiej Radzie, aby udowodnić, że Viva nie zasługuje na tron. W poszukiwaniach pomaga mu tryskający energią majtek Cam.


Viva Nihar, księżniczka Nubrevny nie może pozwolić sobie na strach. Jej motto życiowe to “Niczego nie żałuj”. Jest nie tylko księżniczką, która niedługo odzieczyczy tron, lecz również potężną pływodzejką. Księżniczka stara się stać taką córką i królową, jaką chciałby widzieć jej ojciec. Jednak nie jest to łatwe, kiedy Wysoka Rada stawia się jej i planuje wszystko za jej plecami. Jak udowodnić im, że kobieta również potrafi być dobrą władczynią? To nie jedyny problem księżniczki. W Nubrevnie brakuje jedzenia, a coraz więcej ludzi przybywa do miasta. Na domiar złego po mieście szaleje Furia zabijając ludzi i wywołując panikę.


Safiya i Iseult ponownie zostają rozdzielone.


Safi wraz z imperatorową Czaroziemi udaje się do stolicy Marstoku.

Prawdodziejka za pomocą swojej mocy ma pomóc Vanessie pozbyć się z jej dworu korupcji. Jednak ich statek zostaje wysadzony w powietrze, a one jako jedyne wychodzą z tego żywe. Na rozkaz cesarzowej udają się do Saldoniki. Nie jest im, to jednak dane, bo zostają pojmane przez piekielnych Bardów. Mają je dostarczyć żywe cesarzowi Henrickowi.


Aeuduan dostaje rozkaz, aby odnaleźć więziodziejkę i odstawić do osoby, która mu zleciła zadanie. Jednak Krwiodziej zmienia zdanie i postanawia odnaleźć swoje monety. Po drodze wpada w pułapkę i zostaje ranny, a to Iseult go odnajduje. Muszę tu się wtrącić: oni powinni być razem i zrobić wielkie love story!

No cóż, ale muszę wracać do tematu. Więziodziejka chce zawrzeć z nim sojusz. Zwróci mu jego pieniądze, jeśli ten pomoże odnaleźć jej więziosiostrę. Aeudan się zgadza pomóc dziewczynie, jednak oboje nie potrafią sobie zaufać.

Jeżeli “Prawdodziejka” była tą powieścią, która weszła do kanonu, to jak określić “Wiatrodzieja”, który jest lepszy od pierwszej części?
Autorka pobiła samą siebie! Szanuję pisarzy, którzy z każdą kolejną powieścią ustanawiają sobie jeszcze wyższą poprzeczkę.
“Wiatrodziej” to jeszcze więcej akcji, która z każdą stroną nabiera większej dynamiki. Niespodziewane zwroty akcji, które wprawiają w osłupienie i niedowierzanie. Niebezpieczeństwo, ucieczka, walka o życie i tajemnice. To składa się na tę powieść, która jest wulkanem emocji.
Autorka w tej części bardziej skupiła się na opisach poszczególnych miast. Idealnie roztoczyła ich wyobrażenie przed czytelnikami. Miałam wrażenie, że i ja przechadzam się przez zdradzieckie uliczki miast i przez rozległe krainy i pustkowia.
Poznajemy lepiej historię rodziny Merika. Powody, dla którego brat i siostra odsunęli się od siebie. Susan bliżej przybliżyła nam postacie Vivi, siostry księcia i Krwiodzieja. Ukazała ich jako silne osobowości, ale ujawniła również mały rąbek ich drugiej natury. Pokazała, że nawet oni pod warstwą opanowania posiadają ludzkie emocje. Nie zrobiła tego od razu, ale odkrywała kawałek po kawałku. Jednak nie pokazała wszystkich kart sprawiając, że czytelnik jest niepocieszony. Zdecydowanie chciałabym jeszcze bliżej poznać postać Vivi i Krwiodzieja. Uwielbiam postacie Safi i Iseult, bo obydwie są nie tyle odważne i harde, co po prostu wspaniałymi przyjaciółkami. Ich więź jest po prostu niezwykła, a mi niesamowicie brakowało ich wspólnych scen. Merik z kolei sprawił, że czytanie o nim przynosiło mi ból. Już w poprzedniej części pokochałam tę postać i to w jakiej znalazł się rozterce sprawiało, że i ja się czułam jakby mnie przygwożdżono.
“Wiatrodziej” zdecydowanie powalił na kolana “Prawdodziejkę”. Jeśli wcześniej pierwsza część nie przypadła Wam do gustu, to ta na pewno przypadnie Wam do serca. To już nie tylko opowieść o ciągłej ucieczce i niebezpieczeństwie. To opowieść o poczuciu winy, o stracie i żałobie. O zagubieniu siebie, ale i odnalezieniu. Nie znajdziecie tu wątku miłosnego, ale to nie szkodzi! Za to będziecie mieli okazję poznać lepiej charakter postaci, które tu występują.
Wkroczycie w fascynujący i magiczny świat Czaroziemi. Książka wciągnie Was bez reszty, a nim się obejrzycie będzie chcieli jeszcze więcej. Ja z niecierpliwością wyczekuje kolejnej części o Krwiodzieju. Ta postać najbardziej mnie fascynuje. “Wiatrodziej” wyparł pierwszą część i to on moim zdaniem wejdzie do kanonu.
Autor: Kaśka Dudek, data: 06.05.2017 15:05, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Niesamowita przygoda w Czaroziemiu

Akcja Wiatrodzieja rozpoczyna się dwa tygodnie po wydarzeniach, które miały miejsce w Prawdodziejce. Od pierwszych stron autorka nie daje nam wytchnienia – akcja zaczyna toczyć się z zawrotną prędkością, aż do ostatniej strony.

W Wiatrodzieju jest jeszcze więcej magii, walki, przelanej krwi, nieoczekiwanych sojuszów i zwrotów akcji. Jest groźnie, Czaroziemie ogarnia coraz to bliższe widmo wojny, a każdy z głównych bohaterów, zostaje rzucony w inną część Czaroziemia i musi walczyć o przeżycie.

Merik Nihar, książe Nubrevny przeżywa zamiach, który jego zdaniem zaplanowała jego siostra, Vivia Nihar. Jest okrutnie poparzony, bardzo cierpi, ale to nie jest dla niego przeszkodą. Udaje się do Lovats w celu zebrania dowodów jej winy, dzięki którym jego siostra nie zasiądzie na tronie.

Po dotarciu na miejsce okazuje się, że w stolicy trwają przygotowania do jego pogrzebu. Merika bardzo porusza widok cierpiących i głodujących mieszkańców. Przyrzeka pomóc swojemu ludowi za wszelką cenę, niestety ludzie widząc go tak poparzonego, dostrzegają w nim Furię – lewą rekę Nodena, zwiastuna zemsty, gniewu i sprawiedliwości. W stolicy dzieje się coraz gorzej, a Merik zaczyna coraz bardziej wierzyć, że jest Furią.

Safiya fon Hasstrel w towarzystwie imperatorowej Marstoku, Vanessy, również popada w tarapaty. Na okręt, którym płyną zostaje przeprowadzony zamach, a one wpadają w sidła Piekielnych Bardów, i zmuszone są udać się wraz z nimi do Pirackiej Republiki Saldoniki.

Iseult Det Midenzi też nie ma kolorowo. Ląduje na Ziemi Niczyjej, a w ślad za nią podążają rozszczepieńcy. Coraz częściej w snach nawiedza ją Lalkarka, Esme, a jak by jeszcze tego było mało los ponownie splata ją z Krwiodziejem Aeduanem. Zdana sama na siebie, zawiera z nim pewien układ, ale czy powinna mu zaufać? W tajemnicy 😉 przyznam Wam się, że w pierwszej części bardzo, ale to bardzo nie lubiłam Krwodzieja, a teraz strasznie mu kibicuję 🙂

W Wiatrodzieju pojawiają się również nowe postacie, coraz bardziej poznajemy regiony Czaroziemia, ba pojawiają się również nowe, niesamowite i przerażające stwory 😉

Podsumowując… moim zdaniem Wiatrodziej, jest jeszcze lepszy od Prawdodziejki. Susan Dennard włożyła w tą część cały ogrom pracy. Książka jest mroczniejsza, bardziej drastyczna, przez ilość rozlanej krwii, ale także zawiera dużo mądrości. Pokazuje, że nie zawsze to co widzimy, jest tym, czym się wydaje być, a to co chcemy widzieć, nie zawsze jest dobre dla nas i innych. Czasami musimy otworzyć szeroko nie tylko oczy, ale także serce, aby dostrzec prawdę. Jedyne czego mi tutaj brakowało to pojawienie się jakiegoś wątku miłosnego – najbardziej liczyłam na Iseult i Aeduana 😉 ale cóż nie można mieć wszystkiego.
Autor: KittyAilla, data: 02.05.2017 21:42, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Cudowna kontynuacja

Od kłębiących się w głowie emocji i myśli na jej temat ciężko mi się skupić na pisaniu recenzji. Chciałabym wam powiedzieć o niej tyle rzeczy, ale nie chcę pisać wam spoilerów ani streszczenia :)

Susan Dennard to autorka, której styl uwielbiam za lekkość i emocjonalność. Dodatkowo w tym tomie dodała do niego nieco brutalności w odpowiednich momentach, czego brakowało mi poprzednio. Autorka nie stara się być na siłę zabawna czy ujmująca. Cechuje ją młodzieńczy rozmach, ale w bardzo pozytywnym sensie.

Niestety, jedna rzecz się nie zmieniła. W wykreowanym świecie można się łatwo zgubić, ponieważ Susan nie przyłożyła zbyt wielkiej wagi do wyjaśniania nam jego zawiłości. Skupiła się na akcji, która pędzi, nie dając chwili wytchnienia, zaskakując nas coraz bardziej zawiłymi sytuacjami oraz mącąc w głowach. Wydarzenia naprawdę ciężko przewidzieć w większości przypadków, więc książkę czyta się jednym tchem, aby poznać ciąg dalszy! Równolegle rozwija się kilka wątków miłosnych, ale nie uwierzycie chyba, jak wam napiszę, że ŻADEN mi nie przeszkadzał! Podejrzewam, że to wynika z faktu, że: jeden to Safi i Merik, ale ze względu na ich sytuacje to skupiało się raczej na myślach o tej drugiej osobie; drugi to Is oraz Aeduan, a tutaj także mamy schemat od nienawiści do miłości, ale w takiej dość specyficznej formie i sumie nie jest do końca sprecyzowane, że to wątek miłosny (ale ja mam taką nadzieję, więc cii); w końcu trzeci z nich nie dotyczy typowej pary chłopak-dziewczyna, ponadto przewija się tak dosłownie w cieniu i tle.

W tym tomie już nie tylko Iseult, Safi i Aeduan sprawują berło narracji. Do ich grona dołączają także Vivia oraz Merik. Zabiegiem, który niesamowicie mi się podobał, okazała się metamorfoza tej piątki. Każdy z nich w tym tomie dojrzewa, odkrywając niejako swoje powołanie czy naturę. Is z szarej myszki stojącej wiecznie u boku Safi nabiera pewności siebie oraz podejmuje własne decyzje, które niekoniecznie prowadzą ją do wieziosiostry. Aeduan poprzez kontakt z Iseult staje się bardziej... społeczny? Dodatkowo możemy lepiej poznać jego motywy. Safi uczy się opracowywać plany bez pomocy Is oraz podejmować decyzje, które byłyby dobre nie tylko dla niej, ale także ludzi, którzy ją otaczają. Staje się zdecydowanie rozważniejsza. Merik bez Safi u boku niezbyt przypadł mi do gustu aż do czasu przemiany. Kiedy zrozumiał, że wiedział to, co chciał widzieć, ogarnął się i od tamtej pory z przyjemnością czytałam jego perspektywę. Vivia to postać, której nie polubiłam w tomie pierwszym, ale jako narratorka pokazuje nam zupełnie inne oblicze. Szczerze jej współczułam tak wielkiej odpowiedzialności i tak trudnych przeżyć. Na wspomnienie zasługuje również Cam - uwielbiam jego bezpośredniość i oddanie! Postaci drugoplanowe również się rozwijają. Plusem powieści jest to, że autorka nie wpycha do fabuły niewyobrażalnej ilości postaci, a operuje na kilkunastu, które mają swój czynny udział w akcji i możemy je lepiej poznać.

Podsumowując, uważam, że gdyby autorka dopracowała wykreowany przez siebie świat - książka byłaby cudem. Jednak nawet pomimo tej wady, jest ona genialna. Niespodziewane zwroty akcji, sojusze, walki, niestandardowe rozwiązania, niewyjaśnione historie, emocje oraz bardzo realne postaci - to wszystko otrzymacie w Wiatrodzieju :)
Autor: Paula, data: 25.04.2017 21:59, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

Genialna

„Prawdodziejka” zbiera dość różne opinie – dobre, złe, albo takie pomiędzy. Niektórym (w tym mnie) ciężko było się połapać w tym nowym świecie. Ja jednak po przeczytaniu tej książki, dołączyłam do grona jej fanów i z niecierpliwością wyczekiwałam „Wiatrodzieja”. Jak wypada drugi tom? Ano postaram się Wam to opisać ;)

Od wydarzeń z pierwszego tomu minęły dwa tygodnie. Na Janie dochodzi do zamachu i Merik ledwie uchodzi z życiem. Nie bez szwanku - jest potwornie poraniony i poparzony. Książę Nubrevny staje się żywym trupem, gdyż pozwala załodze myśleć, że zginął (myślę, że to nie jest zbyt wielki spoiler, bo dowiadujemy się tego już w pierwszym rozdziale).
Safiya natomiast, przebywa na marstockim statku, razem z cesarzową Vanessą. Prawdodziejka dzień w dzień wysłuchuje, jak Vanessa mówi jej o polityce. Ale nie trwa to długo, bo cesarzowa z Safiyą zmuszone są uciekać ze okrętu, a później w głąb lądu. Safi nie byłaby sobą, gdyby nie wpakowała ich w kłopoty. Nieumyślnie, ale jednak.
Z kolei Iseult ucieka przed Rozszczepieńcami w głąb Ziemi Niczyjej. Jest jeszcze Aeduan, który otrzymuje zlecenie wytropienia więziodziejki. I końcu – Vivia Nihar, siostra Księcia Merika.
Tak po krótce chciałam Wam przedstawić bohaterów i ich „położenie”, ale nie będę się zagłębiać, bo wolałabym uniknąć zaspoilerowania czegoś.

Drugi tom podobał mi się o wiele bardziej niż pierwszy. Mamy większą liczbę narratorów, śledzimy losy bohaterów w czterech różnych miejscach Czaroziemii. Wbrew pozorom, nie jest trudną rzeczą, aby się połapać. Najbardziej podobały mi się fragmenty o Iseult i Aeduanie, aczkolwiek wszystkie były bardzo ciekawe. Cieszę się, że Susan przybliżyła nam w końcu postać księżniczki Nubrevny – Vivii. Nie wiem jak wy, ale ja jej po pierwszym tomie nie polubiłam. Wydawała mi się taka samolubna, nie przejmowała się losem brata. Po drugim tomie zapałałam też większą sympatią do naszego Krwiodzieja. To co on zrobił dla Sówki – nie no, tym totalnie mnie kupił.

W Wiatrodzieju akcja dzieje się od samego początku, tu nie potrzeba kilkunastu, czy kilkudziesięciu stron, żeby się rozkręciła. Absolutnie nie. Od pierwszych stron autorka rzuca nas w wir wydarzeń, więc warto zacząć czytać wtedy, gdy macie więcej czasu, bo Wiatrodziej wciąga od pierwszych zdań i nie wypuszcza aż do końca. Możecie mi wierzyć – tu nie ma miejsca na nudę.

Susan odwaliła kawał dobrej roboty. Naprawdę. Tylu narratorów, a do tego u każdego coś się dzieje, każdy z nich przeżywa swoją przygodę, raz bezpieczną, raz nie. Pojawia się kilka niespodziewanych zwrotów akcji, chłopak, który jest dziewczyną (nawiasem mówiąc, Cam to taki pozytywny dzieciak :D), święty, którego nazywano Furią i wiele, wiele, wiele więcej.

Uroczyście stwierdzam, że Susan Dennard mistrzowsko ominęła tzw. syndrom drugiej gorszej części. Wiatrodziej pobił Prawdodziejkę i rzucił ją na kolana. Ludzie, jeśli pierwsza część Wam tak średnio przypadła do gustu, dajcie szansę drugiej. Gwarantuję, że nie pożałujecie. Pierwszy tom, nie dorasta drugiemu do pięt. Prawdodziejce dałam ósemkę, ale Wiatrodziejowi bez dyskusji daję dziesiątkę. Wiem, że ta recenzja jest trochę chaotyczna, ale naprawdę staram się, przekazać Wam to, co najlepsze, jednocześnie nie spoilerując. Bo to musicie poznać sami. Krótko i zwięźle powiem – przeczytajcie to. Jeśli macie za sobą pierwszy tom, koniecznie sięgnijcie i po drugi.
Autor: Natu, data: 24.04.2017 15:44, ocena: 5,0  OcenaOcenaOcenaOcenaOcena

O czym mówią wiatry?

„Wiatrodziej” to niesamowita kontynuacja przygód bohaterów, dobrze nam znanych z „Prawdodziejki”. W tej części narracja skupia się wokół Merika, którego Susan lekko mówiąc nie oszczędziła w tej książce. Z zapartym tchem śledzi się słowa, które są świadkiem jego trudnych decyzji. Z każdym zdaniem coraz bardziej wchodzimy w historię i ciężko jest od tak ją porzucić. Wiem, co mówię, czytałam po nocach napędzana wiatrami Merika. Nad ranem z książką w ręce byłam gotowa stawić czoła wzburzonym falom, groźnemu (i według mnie kuszącemu) spojrzeniu krwiodzieja, nawet ćwiczyłam rzuty nożem, by wiedzieć jak trafić w pewnego przerośniętego nietoperza.
Susan już od pierwszych stron narzuca nam mordercze tempo. Nie będzie się również "cackać" z własnymi bohaterami i rzuca ich na głęboką wodę, ale i ogień. Oczarowuje słowem tworząc nowe postacie, ale również wodzi za nos, snując intrygę za intrygą. Każdy jej krok, czyli słowo w książce jest doskonale przemyślane, nic nie dzieje się przypadkowo. Trzeba uważnie śledzić poczynania bohaterów, by żadna informacja nam nie umknęła. One są na wagę złota!
Dla mnie książki z gatunku fantasy nie są tylko opowieściami z magicznych światów. Owszem, ludzie oddychają tam czarami, my śledzimy odciski łap potworów mieszkających pomiędzy wersami, ale to tylko pierwsza warstwa takich powieści. „Wiatrodziej” to historia przyjaźni, która nie zna żadnych barier i która taranem atakuje mury, by je zburzyć. To opowieść o poświęceniu siebie oraz swoich ambicji dla dobra ogółu. A przede wszystkich to książka, w której bohaterowie mogą nas nauczyć zachowań, które są na wymarciu. Jak smoki.

Czy polecam? Jeśli książkę potrafię czytać po nocach i sięgam po nią wraz z pierwszym promieniem słońca, to musi w niej być „TO COŚ”.
Susan Dennard
- pozostałe pozycje w naszej księgarni:
Prawdodziejka Susan Dennard
Prawdodziejka
Susan Dennard, 22,14
Klienci, którzy kupili Wiatrodziej, wybrali również:
Prawdodziejka Susan Dennard
Prawdodziejka
Susan Dennard, 22,14
Imperium burz. Cykl Szklany Tron. Tom 5 Sarah J. Maas
Imperium burz. Cykl Szklany Tron. Tom 5
Sarah J. Maas, 32,49
Deniwelacja Remigiusz Mróz
Deniwelacja
Remigiusz Mróz, 25,94
Królewska klatka Victoria Aveyard
Królewska klatka
Victoria Aveyard, 23,99
Czas żniw. Tom 3. Pieśń jutra Samantha Shannon
Czas żniw. Tom 3. Pieśń jutra
Samantha Shannon, 25,83
Zapisane w wodzie Paula Hawkins
Zapisane w wodzie
Paula Hawkins, 23,99
Czereśnie zawsze muszą być dwie Magdalena Witkiewicz
Czereśnie zawsze muszą być dwie
Magdalena Witkiewicz, 23,99
Saga rodu Cantendorfów. Cena szczęścia. Tom 2 Krystyna Mirek
Saga rodu Cantendorfów. Cena szczęścia. Tom 2
Krystyna Mirek, 25,94
Królestwo kanciarzy Leigh Bardugo
Królestwo kanciarzy
Leigh Bardugo, 27,00
13 powodów Jay Asher
13 powodów
Jay Asher, 23,34
Tysiąc odłamków ciebie Claudia Grey
Tysiąc odłamków ciebie
Claudia Grey, 25,94
Słoneczna przystań. Saga Czary codzienności. Tom 3 Agnieszka Krawczyk
Słoneczna przystań. Saga Czary codzienności. Tom 3
Agnieszka Krawczyk, 25,94
Arabski mąż Tanya Valko
Arabski mąż
Tanya Valko, 24,70
Życie na wynos Olga Rudnicka
Życie na wynos
Olga Rudnicka, 21,45
Tysiąc pięter Katharine McGee
Tysiąc pięter
Katharine McGee, 23,99
Czerwień jarzębin Katarzyna Michalak
Czerwień jarzębin
Katarzyna Michalak, 23,99
Wyszukiwarka
Wpisz tytuł, autora lub wydawcę
tylko w dostępnych
tylko z wyprzedaży
Książki z Wydawnictwa Sine Qua Non do 40% taniej!
Ostatnio oglądane
KWiatrodziej
KCzarna Madonna
KJezu, Ty się tym zajmij! o. ...
KKicia Kocia to moje!
KNela i tajemnice oceanów
KWanda. Opowieść o sile życia...
KMacierewicz i jego tajemnice
Pokaż ofertę tytułów z wyprzedaży
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Księgarnia internetowa - Mapa kategorii
Gry - 45
Sprawdź szczegółowe koszty dostawy...
Bonito.pl Instagram
PayU
Sprawdź szczegółowe koszty dostawy...
© 2006-2017 Bonito.pl  Polityka prywatności i plików cookies Tania książka, tania księgarnia, książki dla dzieci i dla dorosłych Bestsellery